czwartek, 10 września 2015

Rozdział 21 - Mama i tata

 Proszę nie jeść i nie pić podczas czytania tego rozdziału.
Będzie on po prostu...niesmaczny.



 Rozdział 21


Wiatr lekko zawiał. W powietrzu uniósł się zapach sosen i świerków. Słońce delikatnie muskało ciało śmiejącej się blondynki.
- Głupku! Przecież ci mówię, że pokonałam strażnika ziemi! SAMA! -podkreśliła i zaśmiała się widząc spojrzenie maga ognia.
- A ja mówię, że albo robisz sobie ze mnie jaja, albo ktoś ci pomagał! - upierał się chłopak.
- Zero gratulacji, zero dumy! Co z ciebie za przyjaciel?! - mruknęła księżniczka. Chłopak chwycił jej ramię i westchnął.
- Wiesz, po prostu chciałem tam być i zobaczyć jak próbujesz chodzić w zbroi! Wcale to nie jest takie łatwe, co? - wyszczerzył się. Lucy zrobiła minę w stylu "Serio?" i odwróciła się na pięcie. Różowo włosy zaśmiał się i podbiegł do idącej w pośpiechu dziewczyny.
- No przepraszam no! Nie gniewaj się! - nagle przed jego nosem pojawiło się ostrze, a na nim dwa kryształy. Natsu z niedowierzaniem wpatrywał się w nowy nabyty przez blondynkę kamień. Przełknął ślinę i zagryzł dolną wargę.
- Twoja mina jest przezabawna! - zachichotała księżniczka i odbiegła od chłopaka.

-Cz-czekaj! - krzyknął i ruszył w pogoń za blondynką. - Gdzie ci tak śpieszno?! - gdy zbliżył się do niej na wystarczającą odległość złapał ja za rękę i zatrzymał.
-Muszę iść do Arianny i pokazać jej jajo... - odpowiedziała rumieniąc się faktem, że Natsu trzyma jej dłoń - Może będzie wiedzieć czyje to jest albo co może być w środku.
-Dopiero co wróciłaś. - zaśmiał się różowo włosy. - Mogłabyś mi opowiedzieć coś więcej albo na przykład dać się opatrzyć? - rzekł puszczając dłoń dziewczyny.
-To nic! Bywały gorsze, a po za tym do wesela się zagoi. - Lucy znowu zaczęła biec przed siebie zostawiając Natsu daleko w tyle. - Pośpiesz się bo zostajesz w tyle! - krzyknęła odwracając się. Zdziwiona zatrzymała się widząc, że za nią nie ma chłopaka.

-Bu! - nagle mag ognia złapał Lucy za ramiona na co ta pisnęła. - Nie wiem czy wiesz, ale jestem dużo szybszy niż ty... Twoja mina jest bezcenna! - uklękł i walnął pięścią w ziemię nie mogąc przestać się śmiać.
-Idiota! - uderzyła go pięścią w ramię przez co on przewrócił się twarzą centralnie na wystający korzeń drzewa. - Tym razem nie prostuje ci nosa! - ponownie zaczęła biec jednak tym razem kilkanaście metrów dalej wpadła na wychodzącego z polany Gajeel'a tym samym wypuszczając niechcący z rąk jajo.

- Nie! - krzyknęła gdy wapienna skorupka zetknęła się z ziemią i pękła na większe i mniejsze kawałki. Mag ognia zaniemówił, a po plecach przeszedł mu zimny dreszcz. Magini oddychając ciężko padła na kolana i w szoku chwyciła jeden z większych kawałków. Spuściła zawieszona głowę i pociągnęła nosem zagryzając wargę. Gajeel zdezorientowany otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale przeszkodziło mu w tym pełne niepokoju mruknięcie Natsu.
- Lucy... Tam coś się rusza. 
Dziewczyna ociągale podniosła wzrok i skamieniała. Różowo-włosy miał rację. Spod jednego z kawałków wystawał ogon porośnięty niebieskim futrem. I do tego ruszał się wahadłowo. Natychmiast uniosła kawałek, ale po chwili go upuściła i upadła na ziemię. Pisnęła gdy coś lepkiego zaczęło oklejać jej twarz. 
- Lucy! - Natsu zdążył zobaczyć tylko niebieską smugę gdy sam znalazł się na zimnym bruku i starał się odczepić od siebie stworzenie. Były generał Styks z zaciekawieniem patrzył jak niebieski mały ptak atakuje maga ognia. Lucy podniosła się i starła rękawem ślinę po czym ściągnęła z przyjaciela stworka. Ściągnęła brwii gdy przyjrzała się stworzeniu. Dopiero po chwili zrozumiała czyje to było jajo. 
Wiele słyszała o gryfach i o tym, że strzegą przestworzy, miały mieć głowę orła i ciało lwa. Ale ten gryf... był niebieski...
- Co to jest? - Natsu z obrzydzeniem wytarł ślinę z twarzy i podparł się na łokciach.
- Lucy? - Gajeel stał zdziwiony za księżniczką przyglądając jej się badawczo. Blondybka 
spojrzała na stworzonko. - Jest naprawdę piękny. - dodała cicho patrząc na niebieskie, lśniące jak rosa w słońcu pióra. Gryf spoglądał na blondynkę dużymi, czarnymi jak obsydian, wesołymi oczami. Długi silny, lwi ogon radośnie machał z prawej do lewej, a futro na jego końcu łaskotało Lucy w udo. Dziewczyna dotknęła białego brzuszka zwierzęcia i pogłaskała go lekko. Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się widząc jak otwiera dziób.
- Co to? Niebieska kaczka? - obok dziewczyny stanął Natsu drapiąc się gorączkowo po głowie i próbując zetrzeć z twarzy jeszcze resztki śliny mankietem.
- Idioto, to gryf. - blondynka podniosła głowę i spojrzała na niego z dezaprobatą.
- Przepraszam, że na ciebie wpadłem. - zagadnął w końcu Gajeel. - Wybaczcie, ale się spieszę. - odszedł nim Lucy zdążyła spytać gdzie idzie. 
- Ten gryf to prawdziwy farciarz, że na niego wpadłaś. - Natsu podparł się pod boki i razem z księżniczką wolnym krokiem ruszyli w stronę rzeki gdzie czekali na nich ich towarzysze.
- Masz rację, - uśmiechnęła się szerzej. - Nazwijmy go Happy. - przytuliła bardziej gryfa, który zasnął już dobrych kilka minut temu. 

- Pasuje mu.- zapewnił Natsu.
Po kilku minutach powolnego marszu znaleźli się nad wodą. Wendy od razu rzuciła się na księżniczkę płacząc i przepraszając,że ją puściła samą na taką misję. Erza gdy tylko ujrzała kamień chwyciła Lucy i przyciągnęła do siebie prawie ją dusząc. Ariana zabijała Natsu wzrokiem, a Mirajane próbowała ją od niego odciągnąć. 
- Dobrze już dobrze. - mag ognia chwycił Lucy za rękę. - Muszę ją opatrzyć. - odczepił od blondynki Wendy, która przywarła do jej brzucha jak rzep.
Gdy strażnik oczyszczał pojedyncze zadrapania wodą księżniczka opowiadała jaką miała próbę. Z każdym zdaniem towarzysze robili coraz większe oczy. Najbardziej zaintrygowało ich to, że strażnikiem był wąż.

Lucy usiadła pod drzewem i spojrzała na zadrapanie znajdujące się na kolanie.
- Eh. - blondynka westchnęła i podciągnęła kawałek bandażu. Uśmiechnęła się na samą myśl z jaką delikatnością opatrywał ją maga ognia.
- Lucy! - dziewczyna podskoczyła słysząc swoje imię. - Pomóż! - zobaczyła idącego w jej stronę różowo-włosego. Z każdym krokiem Natsu Lucy coraz wyraźniej słyszała posądzenie.

- Natsu. - zamilkła, gdy zobaczyła jak Happy leżący w dłoniach Natsu przewraca się z jednej strony na drugą i piszczy coraz głośniej. - Co się stało?! Coś ty mu zrobił?! - krzyknęła i biorąc gryfa z rąk chłopaka zaczęła go uspokajać kołysząc rękoma.
-N-nic... - Natsu w geście niewinności podniósł ręce do góry. - Spał sobie smacznie na moich nogach... A potem się obudził i zaczął piszczeć.
- Może jest głodny? - zapytała sama siebie i spojrzała na chłopaka. - Co jedzą gryfy?...

Jak na zawołanie obok dwójki magów wyrosła Ariana. Uniosła dumnie głowę i jak na mądrego elfa przystało odpowiedziała na pytanie dziewczyny:
- Happy jest jeszcze młody, najlepsze byłoby pogryzione, zmiękczone śliną rodzica pożywienie, które zawiera dużo białka. - skończyła monolog i uśmiechnęła się widząc, że ani Lucy, ani Natsu nie załapali o co chodzi.
- Dajcie mu robaka. - bezradnie wzruszyła ramionami i odeszła do Erzy i Miry, które właśnie znalazły dwie nowe ofiary swatkowania - Juvię i Gray'a.
Lucy skrzywiła się na myśl grzebania w ziemi. Westchnęła i podeszła do Wendy, która z boku przyglądała się jak magini wody próbuje wymigiwać się od odpowiedzi.
- Wendy potrzymasz na moment Happiego? - położyła jej zwierzątko na rękach.
- Oczywiście księżniczko! - zaświeciły jej się radośnie oczka gdy poczuła kruchość gryfa. Sama blondynka wróciła do Natsu, który już szukał dżdżownic czy gąsienic, albo pierwszego lepszego żuka. Skrzywiła się i uklęknęła rzucając okiem do glebę dookoła. 


- Co robią Natsu i Lucy? - nagle Erza oderwała się od przesłuchiwania Gray'a i Juvii. Mag lodu i białowłosa spojrzeli na miejsce gdzie dwójka przyjaciół chodziła na czworaka uważnie patrząc w ziemię. Nagle różowo włosy krzyknął coś do Lucy i rzucił w nią grudką ziemi, która na jego nieszczęście trafiła ją w głowę. Na samą myśl Mira i Gray skrzywili się, a Erza w zastanowieniu na nich patrzyła. Blondynka odkrzyknęła mu coś i rzuciła w niego trawą. Tak rozpoczęła się bitwa ziemna. Wokół dwójki magów powstała dziura, a cała trawa leżała gdzieś na bokach, chociaż większość i tak była na magach.
- To niemożliwe jak dwójka rodziców potrafi bawić się gdy nie mają przy sobie dziecka. - podeszła do nich Wendy z niebieskim gryfem.
- Żryj piasek bucu! - księżniczka rzuciła się na maga ognia niechcący potykając się o własne kolana i lądując Natsu na klatce piersiowej. 

  -Prze-przeprasza​m! - krzyknęła i położyła dłoń na ścianie wykopanego dołka próbując się podnieść. Ręka jednak objechała i księżniczka ponownie znalazła się na magu ognia.
 - Przepraszam... - rzekła ponownie i zaczerwieniona nie wiedziała co zrobić.
-Spokojnie... - szepnął Natsu i objął w pasie dziewczynę. Zanim blondynka zorientowała się co zrobił już stała na ziemi.
-Dziękuję... - zarumieniona spojrzała w dół. Nagle obok stopy Natsu zauważyła wijące się ciało.

 - Robak! - padła na czworaka i wzięła w dłonie  białego robala. - Fuj... - szepnęłaa do siebie i skierowała dłoń w stronę Natsu. - Proszę...Weź go!
- Co?! - obruszył się. - Dlaczego ja?!
- Hhahahah... Chyba nie myślałeś, że to ja go będę "zmiękczać". - zaśmiał się z miny chłopaka.
- To ty tu jesteś kobietą.
- I co z tego? - zmarszczyła brwi nie rozumiejąc o co mu chodzi.
- No i to ty powinnaś przygotować jedzenie dziecku. - klasnął w ręce i wyszedł z dziury.
- Żarty sobie robisz?! - rzuciła w niego robakiem. Feralny robak wpadł Natsu za kołnierz. Blondynka wyłupiła oczy i rozglądając się czy przypadkiem nikt nie widział schowała się bardziej do dziury.
- Lucy nie łaskocz mnie i tak tego nie zjem. - mruknął.
- Ja jestem tutaj! - krzyknęła i wynurzyła się z kryjówki. Do Natsu powoli docierały informacje. Z piskiem, wrzaskiem i krzykiem zrzucił z siebie ubranie.
- O boże... To tylko robak. O matko, myślałem, że wiewiórka... - westchnął z ulgą.
- No dalej Natsu. Jak zaciągnąłeś się na ojcostwo to chociaż pogryź tego robaka. - Gray ewidentnie miał z tego niezły ubaw.

-A może sam masz na niego ochotę? - Natsu pokazał magowi lodu robaka. - Nie wygląda aż tak źle, na pewno ci posmakuje. - zaśmiał się i pokazał język.
-Skoro mi powinien posmakować to tobie tym bardziej - najwyraźniej nie mieli zamiaru skończyć wymiany zdań. - No dalej! Smacznego!
-Ty... - Natsu udał ze podwija rękaw i zaczął iść w stronę Gray'a.
-Natsu! - blondynka słodko wypowiedziała imię różowo włosego. Gdy chłopak odwrócił się ujrzał jak Lucy idzie w jego stronę. - Chciałabym ci coś powiedzieć... 

 Strażnik płomieni spojrzał na nią pytająco, a gdy zbliżyła się i trochę wypięła do przodu klatkę piersiową trochę bardziej ukazując swoje...atuty Natsu opuścił szczękę. Korzystając z okazji księżniczka wyrwała mu robaka i wepchnęła do ust. Mag ognia zzieleniał, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.

  - Już pogryzłeś? - księżniczka spojrzała na krzywiącego się chłopaka. Gdy pokiwał energicznie głową na potwierdzenie jej słów uśmiechnęła się.
- Dobra robota Natsu. - Erza mocno uderzyła różowo-włosego w plecy. Przeszedł go dreszcz, a oczy mu się zaszkliły. Twarz zrobiła się lekko fioletowa. Lucy stwierdziła, że to normalne zachowanie na siłę rycerza.
- Masz Lucy. - Ariana podała jej liść i patyk. - Nałóż trochę na patyk i udawaj jakby to latało czy coś. - poleciła. Dziewczyna podziękowała i podstawiła liść pod buzię Natsu.
- Wypluj. - wskazała na "talerzyk". Mag ognia spojrzał na nią wielkimi oczami i zaczął machać głową na "nie". - No dalej. - ponagliła go.
Natsu pomrukiwał coś cicho.
- Co tam szepczesz? - zdziwiła się księżniczka. - Natsu nie ma czasu, Happy jest głodny. - westchnęła. Mag ognia znowu zaprzeczył głową i powiedział coś półszeptem.
- Hę? - do tracącej cierpliwość Lucy podeszli Gray i Juvia zainteresowani zmaganiami tej dwójki.
- Ja... Go połknąłem... - wymawiając to zrobił się zielony i szybko pobiegł w najbliższe krzaki.

-Natsu jak mogłeś to zrobić!? - Lucy podbiegła do,chłopaka jednak jak zobaczyła zielonego chłopaka trzymającego nisko,głowę w krzakach, natychmiast zawróciła. - Wiesz ile zajęło znalezienie go!? - blondynka usiadła po turecku na ziemie i tępo zaczęła wpatrywać się w ziemię, krzywiąc się na myśl o znalezieniu kolejnego robala.
-Ale.... To wina Erz~-

Zamilkł widząc gromiące spojrzenie szkarłatno-włosej​.
- Księżniczko!- do Lucy i towarzyszy dobiegł krzyk Juvii wydobywający się z lasu. - Znalazłam robaki!
- Świetnie przynieś je tutaj! - Lucy uśmiechnęła się, a Natsu ponownie zrobiło się niedobrze.
- Ale ich jest dużo i są w jakimś worku! - Juvia wychyliła głowę zza drzewa i chciała pokazać znalezisko, jednak przeszkodził jej głos Lucy.
- To co?! Przynoś! - blondynka wodziła wzrokiem po Juvi, która podchodziła do niej trzymając za plecami owy worek robali. - To ile~… - oczy Lucy w momencie, gdy jej strażniczka wyciągnęła rękę trzymając w dłoni zdechłą wiewiórkę z larwami w ciele, rozszerzyły się do granic możliwości. - Fuj! - krzyknęła i uderzyła w dłoń Juvii tym samym strącając gryzonia, która pod wpływem uderzenia i silniejszego podmuchu wiatru wpadła prosto na twarz maga ognia.   

- AAAAAA! - wrzasnął. Strącił natychmiast zdechłe zwierzę z twarzy na tors Gray'a i zaczął biegać jak opętany po polanie. Po chwili był w rzece i prawie się topił próbując zmyć wiewiórkę z twarzy. Mag lodu krzyknął i rzucił orzechojada na Arianę, która gwałtownie cisnęła ssakiem na twarz Wendy, a gdy młoda Marvell zemdlała wiewiórka trafiła w ręce czerwonowłosej.
- I właśnie tak. Jedna wiewiórka do tego MARTWA pokonała całą drużynę. - odparła zawiedziona dokładnie podkreślając każde słowo.
- Natsu wychodź z tej wody! - Lucy krzyknęła w stronę maga. - Chcesz się utopić?!
Różowo-włosy pod wodą pokiwał głową na potwierdzenie i pokazał blondynce kciuka w górę.
- Nie wygłupiaj się! Trzeba porzuć te robaki! - zdenerwowała się.
- Niech Erza je porzuje! - wynurzył się na chwilę z wody, a włosy opadły mu na twarz.

- Eh... - szkarłatno-włosa westchnęła i nasypała na dłoń kilka mniejszych robaków. Wsadziła je do ust i zaczęła gryźć. Wszyscy spojrzeli z lekkim obrzydzeniem na rycerza.
 - Gotowe... - Erza wypluła kulkę na liść podarowany przez Arianę i  podała go Lucy.
-Dz-dzięki. - jęknęła i odebrała "talerz" od przyjaciółki. Podsunęła kawałek pod nos Happy'iego.

Gryf głośno wciągnął powietrze i rzucił się na robaka. Lucy zmiękło serce widząc tego słodziaka. Był taki...dostojny mimo, że nie żył długo. Z radością będzie odgrywać jego mamę.
- Yaa... Jest przeuroczy! - zapiszczała Wendy.
- Straciliśmy cały dzień. - stwierdziła po chwili Erza. - Skoro Lucy pokonała strażnika to proponuję rozbić tu obóz i rano wyruszyć w drogę powrotną do domu.
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami nie słuchając za bardzo czerwonowłosej. Opuścili treningi z nauczycielami. Gdy wrócą dadzą im pożądny wycisk.
- Pójdę poszukać drewna na ognisko! - zaoferowała Juvia. Gray chciał coś powiedzieć, ale uprzedziła go Mira.
- Pomogę ci Juviś! - powiedziała słodko wzięła niebieskowłosą pod ramię i razem zniknęły w lesie.
- No to, Ariana pomożesz mi rozstawić namiot? - poprosiła Erza. Elfka kiwnęła głową i poszła za czerwonowłosą.
- Jesteście razem uroczy. - zaśmiała się Lucy w stronę Gray'a. 

- Tia... lepiej rozstawmy namioty jeszcze jakaś zmutowana wiewiórka tu przyjdzie. - burknął mag lodu. 
- Są tu...zmutowane wiewiórki...? - dopytał się dla pewności Natsu Lucy.

Następnego dnia



-Wyspałyście się? - Arianna zwróciła się do dziewczyn, które zwijały już namioty, jednak widząc ziewającą Lucy zaśmiała się. - Czyżby Happy dawał sobie znaki?
-Skądże... - uśmiechnęła się i biorąc w jedna rękę torbę z namiotem, a w drugą gryfa podeszła do namiotu, w którym spał Natsu i Gray. - Ktoś w końcu musi ich obudzić... - wzruszyła ramionami i otworzyła zamek. Gdy zobaczyła jak Natsu śpi i trzyma nogę maga lodu, który to z kolei ma swoją dłoń na włosach Natsu, nie wytrzymała i zaniosła się śmiechem budząc ich.
- Hę? - Gray przetarł oczy i w momencie gdy ,dotarła do niego informacja co robi wstał gwałtownie. Niestety Dragnell, który wciąż spał i trzymał jego nogę spowodował wywrócenie się chłopaka. Mag lodu upadł strażnikowi wprost na brzuch na co on obudził się z głośnym jękiem.
-Haha! - zachichotała widząc przyjaciół, którzy zaczęli się kłócić. - Zaraz wyruszamy. Zabierzcie swoje rzeczy i złóżcie namiot.  

Chłopcy kiwnęli posłusznie głowami i wypęzli za Lucy z namiotu. 
Natsu ziewnął przeciągale. Górskie powietrze było bardzo chłodne, ale jednocześnie takie orzeźwiające.
- No to kierunek Elfia Wioska! - zawołała radośnie Erza gdy wszystkie rzeczy były już spakowane. Czeka ich naprawdę długa podróż. 


______________________________

Dobra, rozdziału długo nie było. Ponownie! 
Staramy się pisać gdy tylko mamy wenę i natchnienie! 
Ale jest to naprawdę trudne... >/< 
Bo gdy jedna jest w trakcie twórczego uniesienia druga nie ma weny lub czasu.
A co do rozdziału... Nie wiem co nas wzięło z tymi robakami xD!
 W planie miało być, że zachowują się rodzinnie i nie wiem skąd... skojarzyło nam się to z robakami xD
A w sumie niektóre drastyczne (czyt. obrzydliwe) moment po prostu usunęłam xD
A! Rozdział był napisany już kilka tygodni temu... Ale, że mi (Coco >-<) nie chciało się go sprawdzać dodajemy go teraz xD 
Serio przepraszamy xD 
Pozdrawiamy!! <3
I dziękujemy za wszystkie komentarze ^^ One serio motywują. Właściwie to chciałam ten rozdział zadedykować wszystkim czytelnikom ;D
 

czwartek, 3 września 2015

Rozdział 20 - Jajo


 Rozdział 20

  Po kilku godzinach męczącej wspinaczki Lucy upadła na ziemię. Oczy jej odmawiały posłuszeństwa podobnie jak ręce i nogi. Kiedy się ruszała czuła kłujący ból w łokciach i kolanach. Nabrała tlenu do płuc i skrzywiła się czując jak bolą ją mięśnie. Wypuściła głośno powietrze. W jej oczach zebrały się łzy.
Chyba  do końca zwariowałam. Płaczę z bezsilności czy z powodu długiego wysiłku?
Przewróciła się na bok. Spojrzała na dużą skałę i doczołgała się do niej. Włócznia leżała gdzieś na trawie, miała to gdzieś. W tej chwili miała po prostu dość. Chciała zamknąć oczy i już nigdy ich nie otworzyć. Była zbyt zmęczona. Po zaczerwienionych policzkach spłynęły dwie, wielkie łzy.
Leżała tak kilka minut. Mimo, że jej się to strasznie dłużyło. Zdawało jej się, że minęły długie godziny zanim postanowiła wstać i cokolwiek zrobić.
Podpierając się łokciami, a potem dłońmi powoli stanęła na dwie nogi. Nie zdążyła się nawet dokładnie rozejrzeć kiedy straciła panowanie nad nogami i ponownie jej ciało zetknęło się z ziemią. Chwyciła i wyrwała pęczek trawy starając się nie stracić kontroli nad sobą i nie wybuchnąć złością z powodu własnej bezradności.
-Cholera... - szepnęła. - Choćbym miała się czołgał nie chcę tu zostać. - dodała spoglądając na wielką dziurę, w której jeszcze niedawno walczyła o kamień.
Podniosła się na kolana i biorąc głęboki wdech rozejrzała  się po okolicy. We wschodniej części lasu zauważyła coś świecącego. Połyskiwało lekko w promieniach słońca.
Podniosła się i z drżącymi nogami poszła w stronę światełka. Uśmiechnęła się cierpko. Stanęła naprzeciw czegoś błyszczącego. Nabrała powietrza do płuc i zachwiała się. Przewróciła się i zaklnęła cicho. Zamrugała kilkakrotnie i sięgnęła po świecące coś. Jej dłoń dotknęła czegoś gładkiego, o wapiennej, śliskiej strukturze. Jedną dłonią nie potrafiła tego czegoś objąć i wyciągnąć. Drugą ręką chwyciła prawą stronę tajemniczej migoczącej rzeczy i z wysiłkiem podniosła to. Zamknęła oczy i ułożyła sobie coś owalnego na kolanach. Westchnęła ciężko i spojrzała na swoje znalezisko.
- Jajko? - ściągnęła brwii i dotknęła jednej z kilku niebieskich plamek. Przez moment zastanawiała się czy nie powinna odłożyć tego jaja. W końcu może tam było gniazdo. Spojrzała w knieje. Nic. Nic co mogłoby znaczyć, że jest tam gniazdo.
- Wypadłeś z gniazda? - pogłaskała pieszczotliwie skorupkę. Rozejrzała się dokładnie. W pobliżu nie było drzew z podobnym jajkiem. Lucy znalazła jakieś dwa gniazda, ale żadne nie było takie duże i niebieskie. Po kilku minutach, stwierdziła, że nie zostawi tu jajka. Może Ariana będzie wiedzieć co to za jajo. Chwyciła włócznię i ruszyła w drogę powrotną, zataczając czasami kółka.
Z czasem coraz lepiej się czuła i teraz powrotem do przyjaciół sprawiając przyjemność. Bóle w niektórych miejscach ustały, jednak kilka ran dawało się we znaki przez co często robiła postoje.
-Huh?... - spojrzała na włócznie, którą przez przypadek zahaczyła o gałąź drzewa. Uśmiechnęła się kwaśno i ułożyła broń w wygodniejszej pozycji.
Minęło niespełna 10 minut, kiedy znalazła się w miejscu skąd pozostała już tylko prosta droga przez pagórek do rzeki gdzie spodziewała się zastać swoich przyjaciół. 
Lucy zaśmiała się cicho. Gdy trzymała włócznię czuła się taka...szczęśliwa? Czuła moc bijącą od przedmiotu. Ciepła, przyjazna siła, która dodawała jej otuchy i oplatała ją jak bluszcz. Gdy przecięła pnie drzew, a one runęły z łoskotem na ziemię odczuła dziwne uczucie władzy. Nagle blondynka przystanęła. Otworzyła szeroko usta i oczy. Swój wzrok wlepiała w dwie postacie siedzące w cieniu drzewa i przytulające się. Mag lodu i magini wody. Księżniczka wzdrygnęła się lekko oburzona.
- Ja tu się poświęcam, walczę z olbrzymim wężem, prawie zostaje pożarta, a oni mają czelność się obściskiwać?! - warknęła cicho. Naśle na nich Mirę, tak! O! Albo jeszcze lepiej, Mirę i Erzę!
Po kilku sekundach obmyślaniu planu zrezygnowała jednak. Cieszyła się, że Juvia znalazła ukochanego. Nagle ktoś zarzucił jej ręce na ramiona.
- Lucy!
Blondynka pisnęła i odwróciła się natychmiast uderzając postać w nos.
- N-Natsu..? - jęknęła zakłopotana. Chłopak kulał się po ziemi jęcząc i trzymając się za krwawiący nos.
- Ty potworze! Złamałaś mi nos! - zaskomlał. Księżniczka przełknęła ślinę i  chwyciła nos strażnika, zanim do jego mózgu zdołała dojść informacja, że odczuwa ból i wyprostowała go. Nastu patrzał na nią zdezorientowany i po chwili głośno krzyknął.

-Gray patrz! -szepnęła Juvia i szturchnęła przyjacielem wskazując przed siebie palcem.
-O Lucy wróciła. - powiedział uśmiechając się. - Czekaj... - rzucił i spojrzał na niebiesko włosą, która prawie zabijała go wzrokiem.
-Nie widzisz tam nic innego? Na przykład. Hmm... Różowych włosów! - krzyknęła i natychmiast padła na ziemię, gdy zrozumiała, że mogą być zdemaskowani przy okazji wbijając głowę Gray'a pod ziemię.
-Cło...ty...wyplewiasz? - mag lodu próbował powstać jednak silna dłoń dziewczyny ponownie wcisnęła go głębiej w glebę. - Ty...!
-Oni tak słodko razem wyglądają... - zaśmiała się.
Po chwili Lucy i Natsu oddalili się krzycząc coś do siebie i czegoś dziwnego na rękach blondynki. Juvia puściła chłopaka i zarumieniła się lekko.
- Ej Gray, na naszej randce coś mi obiecałeś, pamiętasz? - zaczęła nieśmiało dziewczyna. Chłopak zamyślił się. W życiu obiecywał wiele rzeczy. Na przykład takiemu Natsu, że nie pozwoli zjeść jego chomika współwięźniowi, a potem gdy wrócił z "kąpieli" nie został po gryzoniu nawet ogon. Dopiero potem dowiedzieli się, że był to szczur, a Samson, który go zjadł dostał jakiegoś wstrząsu i umarł. Ale co obiecał Juvii..? No tak!
- Tak, pamiętam! Chodzi ci o to, że obiecałam ci opowiedzieć o swojej przeszłości, prawda..? - jęknął. Niebiesko-włosa przytaknęła i zachęciła go ruchem dłoni by mówił.
- No cóż, urodziłem się w więzieniu. Tam nie wolno rodzić dzieci, ani ich...robić? No więc, moja mama, która przed rządami Styks i swoją niewolą zaszła z moim tatą w ciążę urodziła w celi. Następnego dnia została skazana razem z ojcem na egzekucję. Ja - zawiesił głos. - również miałem zginąć, ale znajoma mojej mamy oszukała strażników mówiąc, że umarłem przy porodzie. W sekrecie się mną opiekowała.
Mag lodu uśmiechnął się krzywo. Dobrze pamiętał, jak bardzo lubił słuchać Ul gdy mu to opowiadała. Teraz uznaje to za skazę na honorze.
Nagle strażniczka Lucy przytuliła się do ramienia chłopaka i pogłaskała je. Kołysała nim jakby chciała go uspokoić. Na początku Gray nie zrozumiał, ale po chwili zdał sobie sprawę, że płacze. Otarł łzy wierzchem dłoni i uśmiechnął się.
-Mimo tego byłem szczęśliwy... - spojrzał na dziewczynę. - A ty i twoja przeszłość?
-Nie ma co tu dużo opowiadać. - zaśmiała się i przytuliła do torsu bruneta. -Urodziłam się w Magnolii, moja mama była strażniczką królowej. Niestety... Pewnego dnia królowa zachorowała na dziwną chorobę. W niedużym odstępie czasu zmarła. Mimo, że był to tylko tydzień, trwał on jakby setki lat. Moja mama nauczyła mnie wszystkiego co umie. Gdy miałam 9 lat zostałam strażniczką księżniczki, poznałam Wendy i straciłam matkę, a państwo króla. To były trudne czasy.  Księżniczka nawet przez chwilę panowała, ale jak mała dziewczynka może dać sobie radę z rządzeniem nad królestwem? I wtedy swoją pomoc zaoferował Macarov. Nie wiedzieliśmy, że są inne światy. Pomyśl więc, jak byliśmy zdziwieni gdy księżniczka wróciła do zamku z wami. - zaśmiała się.
- Domyślam się. - położył się na trawie i uśmiechnął się. - Wiesz co? Nawet jestem wdzięczny Styks.
Magini wody zamarła. Po jej plecach przeszedł dreszcz.
- Dlaczego?! - krzyknęła i podniosła się gwałtownie.
- Ponieważ dzięki niej... Poznałem ciebie.

_____________________

Dobra xD Słodka Gruvia xD Yeah.
Coco powróciła z urlopu ;-; Teraz trzeba się wziąść za rozdziały xD

( I one-shot'y)
Dziękujemy za przeczytanie rozdziału i mamy nadzieję, że się podobał c:

PS. Nashi, chomiki pozdrawiają ^^
Szablon wykonała Domi L