niedziela, 1 stycznia 2017

Piękne 2 lata razem!

Kilka dni temu minęły już dwa lata odkąd założyłyśmy bloga.
Te dwa lata były naprawdę przełomowe w naszym życiu. I chociaż w roku 2016 na tym blogu nie pojawiało się zbyt dużo rozdziałów. Jeśli ktoś obserwuje naszą stronę na Facebooku wie co było powodem. Nawet nie jestem pewna, czy tego tutaj też nie pisałyśmy. Mimo wszystko, w tym roku (2017) blog zostanie zakończony. Nareszcie po tak długim czasie poznacie zakończenie historii o złej królowej i odważnej księżniczce. A muszę was zapewnić, że będzie się działo. Do końca tej historii zostały może 4-5 rozdziałów + epilog. Wszystkie one-shot'y zostaną zrealizowane po epilogu.
 W tym roku 2017 życzymy wam wszystkiego najlepszego
Niech Happy cały czas będzie z wami! 
~ Luna i Coco ♥

piątek, 28 października 2016

Rozdział 35 - Magia

Rozdział 35


Lucy bez słowa szła przed siebie. Na nic były krzyki przyjaciół czy próby zatrzymania jej. Niczym zahipnotyzowana, z zamglonymi oczami brnęła dalej. Zdezorientowanym przyjaciołom nie pozostało nic innego jak tylko ruszyć za nią. Natsu, którego najbardziej martwiła  zmiana u księżniczki szedł tuż za nią, krok po kroku. W pewnym momencie dziewczyna wchodząc na górę mieszczącą się obok wioski Elfów zsunęła się ze zbocza i za pewne była by wtedy już martwą, gdyby nie umiesniona ręka różowo-włosego, która nie tylko sprowadziła ją na drogę, ale także ciasno zamknęła w uścisku.
 - O co w tym wszystkim chodzi...? - Gray potrząsnął intensywnie głową. Nie miał pojęcia co tu dzieje, najchętniej uznał by Lucy za wariatkę, ale wiedział jaka jest prawda. Wiedział, że teraz jedynym wyjściem jest zaufanie. W końcu byli przyjaciółmi.
- Jedyne co możemy teraz zrobić to wierzyć w Lucy i jej moce  - dodał Natsu spoglądając kolejno na wszystkich obecnych. - Ja w  nią wierzę... - szepnął zakładając kosmyk jej włosów za ucho i z utęsknieniem wyszukując w jej oczach dawnego błysku.
Kilka razy księżniczka zaliczyłaby glebę. Na szczęście każdy z towarzyszy pomagał jej jak tylko mógł. Chronił od zła, którego teraz była nieświadoma. Zatrzymała się przed dziurą w ziemi. Tą samą, w której przechodziła test Slipterussa. Gdy Gray miał zrobić lodową zjeżdżalnię Lucy zeskoczyła w przepaść. Juvia i Wendy same z niemym krzykiem podbiegły do otworu i niemal spadły za przyjaciółką. Wymieniły między sobą zdesperowane spojrzenia. Mag lodu nie tracąc chwili stworzył lodowy ześlizg, dzięki któremu szybko dostali się na dół. Tam blondynka stała, nienaruszona, cała i zdrowa. Strażniczki opanowały chęć, rzucenia jej się na szyję. Lucy wciąż szła. To nie był koniec jej wędrówki. Parła dalej aż nie doszła do gigantycznych wrót, które pokazał jej owego czasu wąż po skończeniu próby. Rzeźbione zdobienia wykute przez elfy. Charakterystyczne zawijasny i szlaki przypominające kwiaty i liany. Precyzyjnie nakładane drogocenne kamienie pokrywały cały monument. Szóstka wgłębień lśniła. Kamienie z włóczni Lucy wyleciały z niej.
Kryształ Takeru symbolizuje wyrozumiałość.
Kryształ Slipterussa symbolizuje sprawiedliwość.
Kryształ Wexus symbolizuje poświęcenie.
Kryształ Vulcanusa symbolizuje lojalność.
Następnie kamień zerwany z szyi Sombry wypełnił jedno z dwóch wgłębień na framudze bramy.
Kryształ Tristezy to ciemność.
Ostatni klucz pojawił się sam. Bezwarunkowo.
Klucz Brillo to jasność.
Koła na wrotach powoli, ze zgrzytem przekręcały się. Gdy wszystkie zwolniły zatrzask brama z potężną falą wiatru wolno zaczęła się otwierać.
 Księżniczka wyrwała się z osłupienia i jako pierwsza przekroczyła bramę. Wiedziała, że nic się nie stanie. Za nią od razu pobiegła Erza. A tuż po niej Gray i Natsu. Wendy i Juvia pozostały przed bramą. Zatrzymali się od razu, gdy ich oczom ukazał się czysty świat. Zupełnie piękny, podobnie jak Magnolia za czasów panowania Lucy. Ale największą uwagę przykuł ogromny smok. Dumna postawa, bystre, niebieskie oczy i piękne, białe łuski. Zaryczał głośno, stanął na dwóch łapach i zionął ogniem, a następnie rozłożył dumnie olbrzymie, zachwycające skrzydła. Wyglądała niczym jakaś bogini. Gdy przyjaciele na nią patrzyli czuli rosnące bezpieczeństwo. Żaden ze strażników - ani Takeru, ani Wexus, Vulcanus czy Slipterus nie mógł się z nią równać.
- Jestem Brillo, smok światła, zaklęty za bramą istnienia przez tysiąclecia, pieczę sprawujący nad jeźdźcem moim - Lumiency - w ich głowach zabrzmiał głos pewny, nie znający strachu, jednocześnie tak szlachetny i władczy.
- On gada... - szepnął Natsu do Gray'a nie odrywając wzroku od smoczycy.
- No... - wydukał. - Właśnie słyszę - przełknął ślinę.
Majestat smoka przytłaczał.
- Brillo - Lucy wzruszona na drżących nogach powoli sunęła w stronę księżnej światła.
- Jeźdźcu mój. Nawet nie wiesz jak bardzo raduje mnie to, iż mogę cię znów ujrzeć. Szkoda, że nim skończy się ten tydzień będziemy musiały stawić czoła mej siostrze i jej paskudnemu jeźdźcu - spuściła łeb na wysokość oczu blondynki.
- Ta wojna będzie decydująca - szepnęła Lucy wpatrując się w mądre ślepia smoczycy. Widziała w nich siebie. Tyle razy umierającą, tyle razy przegraną.
- Teraz po swej stronie masz dwa żywioły, których moce połączone strzec będą ziemi i powietrza. - spojrzała na Natsu i Gray'a. - W szeregach twych, jest elfia armia, a także czterej strażnicy kamieni. Jednak najważniejsze jest to, iż masz przyjaciół. Którzy będą przy tobie...do samego końca - księżniczka delikatnie się uśmiechnęła i ułożyła czoło na głowie smoczycy. Trwały tak przez chwilę, a później księżna uniosła łeb i spojrzała na Erzę i chłopaków.
- Do samego końca... - powtórzyła z ukrytą trwogą dziewczyna.
- Przyprowadźcie tu elfy, niech zbiorą swój dobytek i przybędą tutaj. Tristeza, Styks i Lord Sombra są gotowi do bitwy. W przeciwieństwie do nas - zwróciła się do towarzyszy. - Macie 3 godziny zanim wrogie wojska tu przybędą - spojrzała na jeźdźca. - Nim oni wrócą chcę wzbić się w przestworza z Lumiency. Jedyną przyjaciółką.
 Niepewnie brązowo-oka weszła na smoka. Gdy tylko Brillo upewniła się, że jeździec nie spadnie wzbiła się w powietrze.
- Agh! - Lucy przywarła do białych łusek. To było zupełnie coś innego niż latanie na Happy'm.
- Nie obawiaj się - uspokoił ją smok. - Spójrz. Ten kawałek świata istniał zanim pojawiło się krwawe rodzeństwo.
Tuż przed nimi rozpościerał się niezwykły krajobraz. Olbrzymi, płaski teren otoczony wysokimi górami, które były porośnięte gęstymi lasami. To tutaj zakończy się historia o złej królowej i dobrej księżniczce.
- Trawa, która tam rośnie jest tak gęsta, że można zastawić tam  pułapki. - stwierdziła dziewczyna.
- Nie martw się tym póki co. - Brillo machnęła potężnymi skrzydłami i już po chwili razem z Lucy znalazła się nad kapeluszem kłębistych chmur. Blondynka powoli odkleiła się od szyi przyjaciółki i wyjrzała zza niej.
- Matko... - szepnęła cicho wpatrując się w zlewające się złote barwy. Czerwone pasmo przebijało się przez pomarańczowe ornamenty chcąc zapewne zwrócić na siebie uwagę. Żółć górowała nad nimi, uszlachetniając widnokrąg. Wyglądało to jak indiański taniec. Rytmiczny, głośny i wesoły.
- Cudowne. - śmielej, ale dalej ściskając smoka Lucy wstała. Ostatni raz mogła tak beztrosko oglądać ten widok przed wojną. I księżniczka zdawała sobie z tego sprawę.

Za kilka dni świat bez skazy, w którym Brillo żyła przez tyle lat pokryje się czerwienią...

_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*


Kochani!
Szczerze.. Spodziewaliście się, że dzisiaj dodamy rozdział? Czy raczej już straciliście w nas wiarę? :D
W każdym bądź razie na pewno ku waszemu zaskoczeniu możecie czytać ten oto chodź krótki, lecz zaczynający wstęp do wielkiej wojny.
I jak wrażenia?
Zaciekawieni obrotami spraw?
Znacie nas przecież.. Na pewno poruszymy wasze serca!
Liczymy teraz tylko na mocnego kopniaka w tyłek, który nas zmobilizuje!


P.S Rozdział pisany głównie przez Coco z przyczyn... Głównie z przyczyn mojego lenistwa,
a mojego to znaczy Luny ^^

niedziela, 9 października 2016

Strona na facebook'u!

Moi drodzy, otrzymujemy wiele pytań dotyczących naszej nieobecności. Wszystko zostało wyjaśnione na naszej stronie -----> Kliknij tutaj.
Jednak, ostatnio razem z Luną postanowiłyśmy zadziałać. Kolejny rozdział jest w trakcie tworzenia! 
Pozostańcie cierpliwi!

poniedziałek, 11 lipca 2016

Informacje! #2

Jak zauważyliście, wczoraj nie było rozdziału. Bardzo przepraszam za tę sytuację, ale nie powiadomiłam was, że Coco wyjeżdża nad morze, a nowy rozdział jest napisany w 30%. Obie myśleliśmy, że uda nam się to dopisać, ale sytuacja nas przerosła. Coco straciła dostęp do internetu... Dobra wiadomość  jest taka, że wraca w środę. Zła jest taka, że na jeden dzień a potem wyjeżdża za granicę.
Postaramy się w ten jeden dzień napisać tyle ile możemy.
Za wszelkie niedogodności przepraszamy i mamy nadzieję na wyrozumiałość.
~Luna

poniedziałek, 4 lipca 2016

Rozdział 34 - Sztuczny uśmiech


Rozdział 34

Minął tydzień od tych wszystkich wydarzeń. Były to naprawdę okropne siedem dni. Każdy chodził przygnębiony, nie mając na nic ochoty. Niektórzy próbowali utrzymać pozory uśmiechu, jak na przykład Erza, która starała się podbudować morale przyjaciół. Było to jednak prawie niewykonalne. Juvia i Wendy bardzo martwiły się o swoją księżniczkę, wciąż się obwiniając o całą tą sytuację. Tym samym magini wody sprawiła, że serce Gray'a zaczęło drżeć ze smutku. Nigdy nie chciał widzieć swojego słońca tak okrutnie zmartwionego. Lucy była ważna dla wszystkich. A teraz to nie była już ta sama blondynka. Levy z Gajeel'em spędzała bardzo wiele czasu w bibliotece, szukając zapewne sposobu by pomóc przyjaciółce. Ariana i Mirajane spędzały całe dnie poza domem nie chcąc by poczucie beznadziei je dopadło. A Natsu nie miał ochoty zupełnie na nic. Przesiadywał całymi dniami nad jeziorem rozmyślając. Najczęściej towarzyszył mu w tym gryf. Targało nim wiele uczuć. Cząstka Lucy, którą kochał, jej jasny, promienny uśmiech zniknął.
Ktoś go ukradł.
I mag ognia był zdolny do zabicia osoby, która ośmieliła się ją skrzywdzić. Nikt nie miał prawa robić jej krzywdy. Nikt.
- Czy Lucy zjadła obiad, który jej zaniosłam? - Erza spytała Wendy siedzącą na kanapie i jedzącą maliny. Dziewczynka natychmiast się poderwała na równe nogi. Była już gotowa by ruszyć na górę i zobaczyć swoją ukochaną księżniczkę, której od tak dawna nie widziała, ale ktoś zagrodził jej drogę ręką. Zdziwiona podniosła głowę i spojrzała na zdeterminowane spojrzenie Natsu.
- Zobaczę. - zaproponował, dając dziewczynce jasno do zrozumienia iż chce blondynkę teraz tylko dla siebie. Mimo, że niechętnie młoda Marvell odstąpiła i pozwoliła przyjacielowi pójść do swojej przyjaciółki.
Różowowłosy niepewnie wspinał się po schodach. W jego głowie kłębiło się tysiące myśli. Nie raz zastanawiał się co tam zobaczy, w jakim stanie będzie jego księżniczka. Czy go rozpozna? Jak zareaguje? 
Te myśli nie dawały mu spokoju, a nim się spostrzegł stał przed jej drzwiami. Chłopak nie poznawał siebie.
Gdzie podział się ten porywczy Natsu? 
Nim znalazł się pod jej drzwiami zrozumiał, że to przez Lucy jego życie się zmieniło. Drżącą dłonią zapukał, ale gdy nie otrzymał odpowiedzi poczuł narastający niepokój.
- Lucy? - szepnął próbując ukryć w głosie nutkę przerażenia. - Jesteś tam, prawda? - położył dłoń na klamce i wahając się chwilę wszedł do pokoju. - Lucy jak się ~
Zachowując zimną krew rozejrzał po pokoju. Gdzie jest Lucy? 
- Co się stało!? - w futrynie drzwi pojawiły się Erza i Wendy. - Gdzie jest... Luuu-Luucy!
Przeciągnęła jej imię młoda Marvell i drżącą ręką wskazała na okno. Tuż obok budynku rósł stary dąb nazywany przez mieszkańców ojcem elfów. Ale nie to najbardziej zdziwiło trójkę. Do szoku doprowadził ich widok księżniczki leżącej na jednej z masywniejszych gałęzi. Jej wzrok nadal był zamglony, a oczy zapełnione łzami.
Natsu niemal natychmiast chciał ruszyć w jej stronę, ale przeszkodziła mu w tym ręką rycerza.
- Może popełniam błąd. - zaczęła. - Ale zostawmy ją w spokoju. Musi teraz pobyć sama, może rozwiązanie przyjdzie samo. - puściła przyjaciela oczekując na jego reakcję.
Natsu zawahał się. Chciał jej pomóc. Ale w tej sytuacji był tak bardzo bezradny. Z westchnieniem zgodził się z Erzą, po czym się uśmiechnął by utwierdzić przyjaciół w przekonaniu, że z nim wszystko dobrze. Całe szczęście był dobrym aktorem. Szkarłatno-włosa odwzajemniła ten miły gest. Towarzysze wyszli z pokoju zamykając cicho drzwi. Natsu miał już okropnie dość tego wszystkiego. To nie tak cholera miało się skończyć. Chciał uderzyć w ścianę, ale opanował się widząc rozmawiające na przeciw niego Juvię i Arianę.
- Co z księżniczką? - spytała strażniczka. Juvia była dziwnie przygnębiona. O wiele bardziej niż wczoraj i przedwczoraj. Mag ognia wzruszył ramionami i pokiwał głową.
- Lucy jest biologicznie połączona ze swoją mocą. - odezwała się elfka. - Moc była energią, która miała bezpośrednie powiązanie z jej umysłem i ciałem. Gdy Gloria odebrała jej to, to tak jakby odebrała jej część osobowości. To dlatego tak się zachowuje. - skrzywiła się elfka. - Póki co dalej szukam jakiegoś sposobu by jej pomóc, ale nic do teraz nie znalazłam. - Natsu spojrzał na nią z wdzięcznością.
- Dziękuję, że dalej szukasz. Twoje słowa napełniają mnie nadzieją, że ona wydobrzeje. - uśmiechnął się ciepło. Blondynka odwróciła zarumieniona głowę.
- To...doprawdy nic takiego. - zająknęła się próbując opanować swoje serce. - Może gdybyś mi pomógł...
Wtedy stało się coś bardzo niespodziewanego. Tuż obok Natsu i Ariany stanęła Lucy. Elfka zszokowana spojrzała w pełne obojętności, brązowe oczy. I zrozumiała, że jest w tym momencie paskudną egoistką. Zagryzła dolną wargę i zamrugała szybko.
- Lucy! - uśmiech zakwitł na twarzy maga ognia. Przez moment Natsu promieniał wielkim szczęściem. Ale tylko przez chwilę. Bo księżniczka nawet nie zwróciła na niego uwagi. Wyminęła ich i stanęła przy oknie.

- Myślicie, że wszystko będzie z nią w porządku? - pytanie Wendy odbiło się echem od ścian pokoju. - Martwię się, że zostanie taka na zawsze. - młoda Marvell schowała zaszklone oczy w swoje niebieskie włosy.
- Nie martw się przecież to Lucy! - pocieszała ją szkarłatnowłosa. - Nie z takich opresji wychodziła cało.  A teraz. - zwróciła się do Juvi, która z uporem spoglądała w podłogę chowając pod burzą włosów smutek wymalowany na twarzy. - Co się stało?
- Ze mną? - dziewczyna podniosła głowę. - Nic takiego. - Uśmiechnęła się. - Gray wczoraj odwołał naszą randkę. A miałam mu powiedzieć o czymś bardzo ważnym dla nas obojgu. - jęknęła. - Wojna się zbliża, a Gray pewnie będzie chciał wziąść w niej udział. Nie chcę opuścić elfów i księżniczki. - westchnęła gorzko. - Jeśli jednak coś by mu się...
- Juvia, nawet tak nie mów! - wrzask Erzy wywołał szok u Wendy magini wody. - Jasna cholera! Nikt nie zginie! Obiecuję ci! Żadne z nas nie zginie! - jej głos dalej był podniesiony.
- Erza...ale, to... - zająknęła się. - Przepraszam, powinnam być dobrej. - spuściła wzrok. - W końcu to co mam mu powiedzieć powinno być wesołe. - uśmiechnęła się.

~•~

Erza z westchnieniem przyglądała się Lucy. Gray siedział na kanapie pogrążony we własnym świecie. Wokół niego wirowały kłujące myśli, gdy przypomniał sobie smutek swojej ukochanej Juvii. Wiedział, że będzie rozczarowana odwołaniem randki. Ale nie spędziliby dobrze razem czasu. Zbyt wiele zmartwień ostatnio zaprzątało ich głowy. Nagle do uszu obecnych w pokoju dobiegł stukot obcasów. Ze schodów zbiegła Mirajane i szybko popędziła w kierunku przyjaciół.
- Mirajane, co jest? Dlaczego trzymiesz włócznię? Uważaj, bo jest ciężka. - jęknęła Wendy. Białowłosa spojrzała na nią uspokajająco i wypuściła powietrze z płuc.
- Byłam w pokoju księżniczki po rzeczy do prania. - zaczęła tłumaczyć. - Wtedy na stos ubrań upadła włócznia, która stała w rogu. Chciałam ją po prostu odłożyć, ale ona zaczęła świecić, zaraz po tym coś również zaczęło błyszczeć w kieszeni Lucy. - otworzyła dłoń pokazując czarny, jak krucze pióra, lśniący kamień. - Znalazłam tam to. - przyjaciele z fascynacją przyglądali się kryształowi. Erza podeszła do niebiesko-okiej i zabrała jej obie rzeczy. Szkarłatno-włosa włożyła ostatni klucz w wyżłobioną na niego dziurę. Broń, kryształy oraz jeździec zaczęli lśnić bladnym blaskiem. Lucy odwróciła się od okna. Natsu mógł przysiąc, że zobaczył w jej oczach dawne szczęście. Ale nie dane było mu dalej się przyglądać. Włosy dziewczyny wirowały wokół jej głowy. A ona sama zaczęła iść powoli w tylko sobie znanym kierunku zaciskając włócznię w dłoni.
- Wrota Brillo zostaną otwarte i nastanie nowa era. - szepnęła blondynka wymijając w drzwiach Juvię.
- Lucy! - jęknął Natsu chcąc chwycić jej dłoń. Ale nie zdążył. Księżniczka nie dała się dotknąć.

_____________________________________________________


Witamy naszych kochanych czytelników!
Stęskniliście się za nami tak bardzo ja my za wami? :D


Chciałybyśmy was niezmiernie przeprosić za naszą tak długą nieobecność, ale wiecie jak to bywa i liczę, ze nam wybaczycie. 
W ramach przeprosin mamy dla was kilka wspaniałych wieści!
Po pierwsze! Powracamy do aktywnego blogowania!
Po drugie udało nam sie wznowić pisanie one-shot'ów i jeden z nich jest już w drodze ^^
Po trzecie szykujcie się na kilka niespodzianek, które chodź trochę wynagrodzą wam to wyczekiwanie rozdziału.
Serdecznie pozdrawiamy!


niedziela, 17 kwietnia 2016

Czas na informacje!

Witajcie nasi drodzy czytelnicy!
Musimy was przeprosić za brak rozdziału. Nie pojawi się on dzisiaj, ani być może za tydzień. Obie autorki nie mają czasu oraz weny na opisanie przygód księżniczki Lucy i jej przyjaciół. Gdy tylko skończy się okres "sprawdzian, kartkówka, odpowiedź, kurde, nie nauczę się." to postaramy się dodać nowy rozdział + jeden wybrany one-shot. 
Do tego czasu blog pozostaje zawieszony
Prosimy o wybaczenie i mamy nadzieję, że zrozumiecie. 
Dziękujemy za uwagę
Luna i Coco.


niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział 33 - Pustka

Rozdział 33


Lucy czuła jak wszystkie siły ją opuszczają. Zamrugała kilka razy chcąc coś dostrzec przez rozmazany obraz, ale nie udało się.  Podświadomie wiedziała, że powinna być smutna, zrozpaczona nawet może zła, ale ona... Siedziała, a jej ciało ogarnęła kłująca nuda. Nie rozumiała co dzieje się dookoła. Słyszała krzyki, czuła krew, widziała rozmazane coś.
- To nie wystarczy. - warknęła Gloria tworząc obręcz przed sobą. - Twoje cierpienie ma się zrównać z moim cierpieniem. Zabierzcie ją do świata demonów. - syknęła demonica.
- Gloria! Natychmiast przestań! - wrzask Styks uspokoił trybuny, ale kobieta ani myślała posłuchać. - NATYCHMIAST!
W ułamku sekundy czarny promień pomknął w kierunku oszołomionej Lucy. Jednak nie dotarł do celu. Został stłamszony przez potężny słup ognia, a po chwili znikąd zjawił się Natsu. Chwycił księżniczkę w talii i przeciął rozgrzanym mieczem łańcuchy. Spojrzał nienawistnie w kierunku Glorii, a z jego gardła wydobył się morderczy ogień, który podpalił trybuny i baldachimy. Demonica wystraszona rozpłynęła się w cieniu.
- Lucy wskakuj na Happy'iego! Będę cię osłaniać! - starał się przekrzyczeć spanikowane głosy ludzi. Ale blondynka nie słuchała. Patrzyła w jeden punkt obojętna na słowa przyjaciela.
- Lucy! - Natsu krzyknął ponownie, ale ona nie reagowała. - Co się dzieje?! - warknął odpierając atak żołnierzy i tworząc przy pomocy miecza ogromny ognisty krąg wokół niego, Lucy i Happy'iego. Szepnął coś pod nosem  i schował ostrze do pochwy. Wziął dziewczynę na ręce po czym wsadził na grzbiet gryfa. - Happy leć! - zwierzę rozłożyło swoje potężne skrzydła. Ogień cały czas tańczył wokół uciekinierów nie pozwalając by zostali zranieni. Kilka osób z niedowierzaniem przypatrywała się temu. Sposób w jaki ten chłopak podpalił trybuny... Przypominało to ryk smoka.
- Hej co się dzieje!? - potrząsał dziewczyna chcąc ja wzbudzić z jakiegoś transu, ale nic nie działało. Księżniczka  tępo wpatrywała się w przestrzeń. W końcu Natsu położył swoją dłoń na jej policzku i zbliżył się delikatnie tak by patrzeć w jej oczy. Happy wzbił się wtedy w powietrze.
Natsu musiał mocno trzymać Lucy. Gryf był zmuszony robić akrobacje w powietrzu by nie zostać złapanym lub nadzianym na strzałę. Ale w pewnym momencie samiec tak mocno skręcił wylatując zza kotar baldachimów, że mag ognia wraz z dziewczyną zjechali. Happy nie chcąc by spadli wrócił do poziomu. Chcąc ratować swoich rodziców sam został ranny. Strzała przebiła mu łapę. Różowo-włosy rozejrzał się i zobaczył żołnierzy atakujących z łuku. Happy  dzielnie się trzymał. Wznosił się coraz wyżej, by wrogowie zgubili go. Chłopak chwycił dziewczynę w ramiona przytulajac i chroniąc.
- Chyba ich zgubiliśmy. - odetchnął Natsu gdy nie dostrzegł już żadnych wrogów. Chciał spojrzeć na Lucy, ale Happy w tym samym momencie wleciał do dziury. Mag ognia przycisnął twarz dziewczyny do klaty chroniąc ją od kamieni. Nie rozumiał co się mogło stać, ani dlaczego księżniczka była w zamku Styks. Gdyby nie Happy, Lucy mogłaby teraz nie żyć. Westchnął głośno gdy gryf wyleciał z jaskini upadając na trawę tuż pod nogami Gray'a i Juvii. Zaskoczeni, a jednocześnie zaniepokojeni pomogli wstać zwierzęciu i spojrzeli na maga ognia, który trzymał w objęciach blondynkę.
- Natsu! Lucy! - mag lodu podbiegł do przyjaciół gdy Juvia przypatrywała się zranionej łapie Happy'iego.
- Ariana! Idźcie po Arianę! - wrzasnął Natsu nie pozwalając dotknąć dziewczyny. Był  przerażony stanem przyjaciółki. Nie chciał jej takiej widzieć. Księżniczka wyglądała jakby miała za moment skonać w jego ramionach. Jej wzrok był nieobecny, a oddech spokojny i miarowy, jakby spała. Do tego była koszmarnie blada. Dopiero po chwili Natsu zobaczył zbliżającą się w ich stronę elfkę. Blondynka szybko przysiadła przy Lucy sprawdzając jej puls i wykonując serię dziwnych czynności. Jednak patrząc w oczy księżniczki skamieniała. Spojrzała na Natsu i nie wiedziała co powiedzieć.
- Natsu...ona... - nie potrafiła dokończyć. Czuła wielką gulę w gardle. - Ona... Straciła moc... - szepnęła.
- Jak to straciła moc?! - wrzasnął mag ognia wpatrując się w blondynkę.
- Po prostu... - Arianna nie wiedziała jak mu to wytłumaczyć, dla niej było to równie straszne jak i dla niego. - Nie wyczuwam w niej nic. Żadnego źródła energii... - Spuściła głowę.
- Księżniczko. - Juvia podeszła do przyjaciółki i chwyciła jej dłoń. - Słyszysz mnie Księżniczko? To ja Juvia! - Na nic były jej słowa, Lucy tylko kiwała głową raz w lewo, raz w prawo. Oczy niebieskowłosej zaszły łzami i już miała się rozpłakać, gdy Gray mocno ją objął.
- Wszystko będzie dobrze. - szepnął jej na ucho, po czym dziewczyna uspokoiła się.
- Lepiej zabiorę ją do pokoju. Zasługuje na odpoczynek. - rzekł Natsu wstając i trzymając Lucy na rękach. Dziewzyna schowała głowę w klatę różowo-włosego, mrucząc coś niewyraźnie.
Natsu chciał przestać się trząść. Przed pokojem Levy Lucy zacisnęła pięść na jego skórzanej zbroi i wskazała palcem na pokój. Mag ognia zdziwił się i postawił ją za ziemi. Dziewczyna chwiejnie weszła do pomieszczenia i chciała odsunąć krzesło, którym zamknęła niebiesko-włosą w szafie. Jednak jej ręka za bardzo drżała, a ona mimo, że starała się jak mogła nie ruszyła mebla. Natsu chcąc pomóc krzężniczce odsunął krzesło za nią wypuszczając Levy, która jak zły tygrys skoczyła na Lucy lamentując. Różowo-włosy przez chwilę wpatrywał się w tą scenkę jak zaczarowany. Gdyby blondynka teraz zaczęła się śmiać i wyrywać z uścisku przyjaciółki wszystko byłoby dobrze. Jednak twarz dziewczyny nawet nie drgnęła, a Levy nie czując żadnej reakcji ze strony księżniczki odsunęła się od niej pomagając jej wstać.
- Lucy? - szepnęła Levy. Natsu położył dłoń na ramieniu McGarden i spuścił wzrok.
- Straciła moc. - szepnął. Przez drobne ciało niebiesko-włosej przeszedł zimny dreszcz.
- J-Jak to...?! - wyrwała się z uścisku maga ognia i zasłoniła usta dłońmi chcąc powstrzymać szloch. Wiedziała, że źle to się skończy. Dlaczego, dlaczego, dlaczego?! Czemu jej nie posłuchałaś księżniczko upadłego królestwa?!
- Jak mogłaś?! - krzyknęła Levy zezłoszczona. Jej głęboki smutek przemienił się w narastającą wściekłość. - Mówiłam ci! Mówiłam, żebyś nie szła! Prosiłam, błagałam! Ale po co słuchać kogoś takiego jak ja?! - wrzasnęła już nie powstrzymując łez. Chciała dobrze, chciała uratować Lucy, chciała się odwdzięczyć za dobre życie, które księżniczka jej zapewniła. A ona teraz stoi patrząc w przestrzeń. Bez wyrazu twarzy , z obojętnym wzrokiem.
- Odejdźcie. - szepnęła cicho blondynka bez namiętnym głosem powodując zmieszanie towarzyszy. Levy zmarszczyła brwii i chwyciła Natsu za ramię wychodząc.
- Dlaczego byłaś w szafie...? - Lucy usłyszała pytanie Natsu zanim drzwi zostały zamknięte, a ona osunęła się po nich.
Dziewczyna nie wiedziała co się dzieje. Czuła się jakby została pozbawiona czegoś bardzo ważnego. Chciała zapłakać, ale nie potrafiła. Chciała wstać, ale ciało nie pozwalało jej na to. Nagle usłyszała szmer. Podniosła głowę i z obojętnym wyrazem twarzy spojrzała na gryfa wlatującego do jej pokoju przez otwarte okno. Happy podeszł do niej i usiadł obok nóg ogrzewając je przy tym ciepłem ciała. W tym momencie jakaś cząstka Lucy nie wytrzymała. Kamień jaki spowił jej serce na chwilę pękł, powodując u dziewczyny gorzkie łzy. Jej ręka automatycznie zacisnęła się na sierści zwierzaka. Dziewczyna chciala wyrazić tak wiele poprzez słowa, ale nie mogła nic powiedzieć, a to jeszcze bardziej spotęgowało cisnące się do oczu słone krople.
- Cholera! - Stojący za drzwiami Natsu uderzył pięścią w ścianę. Był zły. Cholernie zły na siebie. Miał ją przecież chronić, a doprowadził do takiego stanu. - Lucy. Przepraszam. - oparł się rękami o drzwi i spuszczając głowę wsłuchiwał się w cichy płacz najważniejszej dla niego osoby.

Levy cicho szlochała na ławce przed domem jeźdźca. Było już ciemno, a na niebie błyszczały gwiazdy. Uwielbiała gwiazdy. Tylko one przynosiły jej ukojenie gdy była w więzieniu. Patrzyła na nie w każdą noc uspokajając się. Dawały jej nadzieję na lepsze jutro. I ten lepsze jutro nadeszło kilka miesięcy temu gdy poznała Lucy. A teraz księżniczka była...zniszczona. Ponownie załkała nabierając powietrza. Było jej przykro, chyba jak wszystkim. Większość siedzi teraz w salonie i pociesza się nawzajem. Najbardziej przeżywają to Wendy i Juvia. Obie obwiniają się, że nie wiedziały o planie dziewczyny. A były jej strażniczkami. Osobami, którym może bezgranicznie ufać i które zawsze są po jej stronie. Składały jej przysięgę wierności. Jeśli coś stanie się księżniczce one mogą zostać stracone. Ale nie o to im chodziło. Teraz zrozumiały jak słabe są i dawno tłumione łzy znalazły swoje ujście. Lucy wiele razy została raniona i krzywdzona. A one nie zdołały jej ochronić.
- Przeziębisz się. - ktoś narzucił jej pelerynę na ramiona. Zdumiona Levy spojrzała na Gajeel'a, który ze swoim tradycyjnym uśmieszkiem usiadł obok niej.
- Trudno. - wzruszyła ramionami przyciągając bardziej kolana do piersi.
- Nie zamartwiaj się tak o Lucy. Dobrze wiesz, że wychodziła z dużo gorszych problemów. - westchnął Gajeel ocierając z twarzy Levy pojedyńcze słone krople.
- Boję się, że to koniec Gajeel. - szepnęła. - Lucy nie ma mocy. Co oznacza, że nie wybudzi Brillo, a Styks już wie, że jest miejsce, którym mogą przejść do przystani elfów.
- Nie Levy. - mężczyzna poklepał ją po ramieniu. - Nawet jeśli, ja cię obronię. Żadna Styks nie ma ze mną szans. - zaśmiał się.
- Ona ma smoka.
- No dobra... Z tym może być mały kłopot... - nerwowo podrapał się w tył głowy. - Ale my mamy Happy'iego, co nie? - Levy zaśmiała się cicho. Wiedziała, że były generał udaje idiotę, żeby ją rozśmieszyć, ale udawało mu się to.
- Chcesz walczyć dwu-metrowym gryfem z pięćdziesięcio-metrowym smokiem? - zachichotała ocierając łzę.
- Jeśli będzie trzeba. To dla ciebie mogę walczyć nawet jadąc na Gray'u lub Natsu. - wyobraził sobie siebie w rydwanie, który ciągnęli dwaj strażnicy i parsknął śmiechem. - A teraz się uśmiechnij. Ledwo mogę znieść tą brzydką, zapłakaną twarz. - Levy uderzyła go w bok urażona, a słysząc śmiech Gajeel'a sama się zaczęła szczerze śmiać.

________________________
Pierwsze za co musimy przeprosić to brak rozdziału tydzień temu.
Niestety, ale żadna z nas nie miała czasu by go poprawić, a
wstyd by nam było, gdybyście dostali rozdział nie poprawiony.
Za to, w niedalekiej przyszłości pojawi się One-shot!
(W końcu, jakiś One-shot, co nie? xD)
Jak podobał wam się ten rozdział?
Nalu nigdy za dużo, i nawet trochę Galevy się pojawiło.

Każdy komentarz, nawet kilka słów daje nam ogromną motywację. 
Dziękujemy.
Szablon wykonała Domi L