poniedziałek, 17 lipca 2017

Rozdział 37 - Strategia

Rozdział 37 



Nastał wieczór. Czas narady, podczas której księżniczka przedstawi strategię walki ze Styks. Natsu jako ostatni wszedł do namiotu. Przywitały go zdeterminowane spojrzenia towarzyszy. Stanął pomiędzy Gray'em, a Erzą i spojrzał na rozłożoną na stoliku starą mapę najbliższej okolicy. 
- Skoro już wszyscy są, możemy zacząć. Mamy naprawdę dużo rzeczy do omówienia - zwróciła się do przybyłych. - Jak wiemy, Gurin, był szpiegiem Styks i powiadomił ją o wykopanych rowach. 
Na samo wspomnienie Ariana odwróciła głowę i zacisnęła usta w cienką linię. Nie mogła uwierzyć w to, że jej brat, dowódca, jeden z najlepszych, najsilniejszych elfów mógłby być zdrajcą. Było to dla niej tak bezsensowne. Znała Gurina lepiej niż ktokolwiek. Była z nim dłużej niż ktokolwiek. I trenowała tak ciężko aby mu dorównać. By walczyli ramię w ramię. 
- Jednakże, nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. - uśmiechnęła się tajemniczo, po czym omiotła zebranych znaczącym spojrzeniem. - Można powiedzieć, że Brillo ma znajomości. 
Wszyscy z uwagą przysłuchiwali się księżniczce. Jej strategia nie spodobała się wszystkim, ale finalnie została całkowicie zaakceptowana. Po dwóch godzinnych obradach wszystko było ustalone. Wszyscy wiedzieli czego Lucy od nich oczekuje i co mają zrobić by te oczekiwania spełnić. Lumiency, poprawiając pelerynę wyszła z namiotu, tuż za Erzą i Mirajane. 
Blondynka widząc z jaką radością rozmawiają zatrzymała się. Od dłuższego czasu ogarniał ją strach. Miała tak wiele obaw związanych z tą wojną. Bała się, że nie uda jej się pokonać Styks, co więcej znowu zginie, nie mogąc ochronić swoich bliskich. Ta wizja, którą miała kilka miesięcy temu... Lucy już tutaj była. W tym dziwnym śnie. To wtedy przegrała, dając się podejść. Uderzyła wraz z Brillo o górę. Zginęła. I nie mogła nic zrobić. Jeżeli znowu zginie to jej przyjaciele, najdrożsi na świecie zatoną wraz z nią. Ale w przeciwieństwie do niej - nie odrodzą się. Ona tańczy walca ze śmiercią. Oni tylko patrzą. 
- Lucy! - z rozmyślań wyrwał ją głos Natsu. 
Odwróciła się i spojrzała na niego. Od razu na jej twarz wpłynął uśmiech. On był kimś, kto rozpalał w niej ciepłą radość. Czasami miewała nieodparte wrażenie, że z nim może osiągnąć wszystko. Nawet wizja walki ze Styks nie wydawała się tak okrutna. 
- Co powiesz na mały spacer? - zaproponował z szerokim uśmiechem. 
Księżniczka już otwierała usta, by przyjąć jego propozycję, ale nim dokończyła przerwało jej pojawienie się Brillo. 
- Wybaczcie, drogi przyjacielu, kochany jeźdźcu, ale nadal istnieją działania i sprawy, które niezwłocznie należy rozpatrzeć - rzekła niezwykle inteligentnym i łagodnym głosem. 
- Ah. No tak, oczywiście. Masz dużo pracy - zaśmiał się smutno Natsu i podrapał w tył głowy. - Przepraszam, ciągle zapominam, że jutro... Same wiecie. No cóż, więc do zobaczenia. Idę trochę poćwiczyć - pożegnał się i szybkim krokiem odszedł, zostawiając oniemiałą dziewczynę z wyciągniętą w jego stronę dłonią. Lucy powoli opuściła rękę i przez chwilę wbijała wzrok w swoje buty. 
- Tak, chodźmy, Brillo - westchnęła i wskoczyła na grzbiet smoka.
- Brillo. - Lucy czując chłodny wiatr owiewający jej twarz na chwilę straciła wiarę. - Jak wielkie jest ryzyko, że i tym razem nie uda nam się pokonać Styks? - nie chciała o to pytać, znacznie bardziej wolała żyć w przekonaniu, że szanse na zwycięstwo są duże, że mają po swojej stronie wystarczająco sił aby raz na zawsze obalić rządy złej królowej. Ale każdego dnia patrząc na przyjaciół myślała "A co jeśli się nie uda?". Widok cierpiących, zrozpaczonych przyjaciół podczas, gdy one była bezsilna nie raz strącał jej sen z powiek.
- Lumiency. - jednak powaga w głosie smoka była czymś co od razu postawiło Lucy na nogi. - Zbyt wiele razy widziałam twoją śmierć i zbyt wiele razy Tristeza triumfowała. Nadszedł czas i pokolenie, które jest zdolne zakończyć to wszystko. Jesteś teraz silniejsza niż kiedykolwiek. Uwolniłaś mnie, masz wsparcie swoich przyjaciół, strażników ognia i lodu, elfów, a także czterech sprzymierzeńców. Uwierz w swoje możliwości. To twoje przeznaczenie. - Brillo była świadoma bardziej niż ktokolwiek inny skutków nadchodzącej bitwy. Dlatego teraz jej priorytetem było, by wzbudzić nie tylko w jeźdźcu, ale także we wszystkich innych żołnierzach, chęci wygranej.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy. - blondynka wzięła głęboki oddech i na wydechu pozbyła się wszystkich dręczących myśli. - Udajemy się do tego budynku? - wskazała palcem na wyłaniający się z kłębów mgły budynek, o budowie przypominającej jedną z twierdz zamkowych.
- Tak, jeźdźcu. Jest to jedyny budynek w tym świecie... który powstał gdy wszyscy jeszcze żyli w harmoni - odpowiedziała i obniżyła lot, szykując się do  lądowania. - Znajduje się tam coś co będzie niezbędne w czasie jutrzejszej bitwy. - zatrzymała się i potężnymi skrzydłami otworzyła wejście. - Wejdź.
W budynku oprócz regałów zapełnionych skórzanymi książkami i obrazami było coś co w sposób szczególny zwracało swoją uwagę. Lucy niepewnie zrobiła kilka kroków do przodu, rozglądając się. Im bardziej w głąb wchodziła tym lepiej widziała postać stojącą na piedestale. W pierwszych sekundach księżniczka myślała, że to naprawdę żywa osoba. Jednak szybko zdała sobie sprawę, że to jedynie pusta zbroja. 
- Jest okuta moją łuską - powiedziała Brillo. - Dzięki temu jest bardzo wytrzymała. 
Lucy dotknęła napierśnika i przejechała po nim dłonią. 
- Czy ja... Czy to...
- Tak. To należy do ciebie, najdroższa przyjaciółko.  


Levy westchnęła i wyszła z namiotu. Razem z Wendy miała założyć okucie gryfowi. Niestety o ile zwierzę pozwalało się dotknąć Wendy, to na Levy reagowało sykiem i złością. 
- Dam sobie radę! - zawołała z wnętrza namiotu dziewczynka. 
- Miałyśmy to zrobić razem, głupio się czuję, że cię z tym zostawiam - mruknęła z niezadowoleniem. 
- Spokojnie, teraz skończę szybciej. Możesz iść pomóc Juvii lub Mirajane! 
Levy nie odpowiedziała. Rzuciła ciche pożegnanie po czym odeszła. Była zmęczona, podobnie jak reszta. O ile elfy, stanowiące główną armię spały już od godziny to ani ona, ani inne osoby z bliskiego otoczenia księżniczki nie mogły. Wszyscy chcieli pomóc. Musieli być jak najlepiej przygotowani. Chcieli wybrać i pokonać Styks, ale jeśli im się nie uda, nie chcieli zginąć. Jednak wszyscy zdają sobie sprawę z tego jak się może skończyć ich życie, gdy rzucą się w wir walki. 
Dziewczyna kilka razy potknęła się o własne nogi. Nie widziała zbyt wiele w takiej ciemności. Ostrożnie, trzymając się okolicznych drzew zmierzała do punktu, gdzie paliło się ognisko. Było idealnie widoczne. Z ulgą stwierdziła, że jest już coraz bliżej. Nawet zauważyła, że przed nią idzie Erza z Arianą i Shiro. Otwierała usta, aby zawołać przyjaciół, ale nim jakikolwiek dźwięk wydostał się z jej ust ktoś zarzucił jej rękę od tyłu i przytknął do nosa ścierkę nasączoną czymś dziwnym. Dopiero po chwili, czując ziołowy charakterystyczny zapach Levy zrozumiała. To nic innego jak wyciąg z nagietku, który podaje się chorym w bardzo ciężkim stanie. Innymi słowy, środek nasenny. Dziewczyna zaczęła się szarpać, starając się wstrzymać oddech i nie wdychać nasennych oparów. Jedynak z każdą chwilą było to coraz trudniejsze. Wierzgała i starała się kopnąć przeciwnika. Z nadzieją w oczach spojrzała w stronę oddalających się towarzyszy. Nie mogąc dłużej wytrzymać bez powietrza uległa i nabrała haust powietrza. Od razu zakręciło się jej w głowie, a przed oczami pojawiły się czarne plamy. Nagle wróg, który ją trzymał puścił jej ciało. Levy upadła na kolana, próbując opanować oddech. Spod wpół przymrużonych oczu widziała jak napastnik uderza o drzewo, a następnie zjeżdża po nim na dół i traci przytomność. Ostatnie co zobaczyła to biegnącego w jej stronę Gajeel'a. Wyglądał na naprawdę zmartwionego.


Juvia ścisnęła materiał sukienki i spięła się. Gray nerwowo chodził po pokoju to w jedną, to w drugą stronę. Kilka razy zatrzymał się, chcąc coś powiedzieć, rzucić jakimś pomysłem jak mogliby rozwiązać tę sprawę, ale równie szybko zamykał usta i wracał do poprzedniej czynności. Po kilku minutach cisza pomiędzy nimi ciążyła Juvii. Dziewczyna wstała gwałtownie, a pieniek, na którym siedziała przewrócił się. 
- Musimy im to wszystko po prostu wytłumaczyć - oznajmiła stanowczo. - Księżniczka jak i reszta na pewno zrozumieją, Gray. Może postąpiliśmy trochę głupio, masz rację. Jednak to już przeszłość. Teraz musimy zaufać reszcie. 
- Juvia - westchnął. - Nie weźmiesz udziału w jutrzejszej bitwie. Nie zgodzę się na to. 
- Co!
- Nie będę mógł walczyć dopóki będę miał świadomość, że szwędasz się gdzieś na polu bitwy, a może nawet jesteś już martwa! - syknął. 
- Gray... Ja chcę pomóc.
Mężczyzna odwrócił się w jej stronę i zgromił ją karcącym spojrzeniem, jakby była małą dziewczynką, która zrobiła coś złego. Pokręciło głową i do niej podszedł, obejmując jej ramiona łagodnym uściskiem. 
- Dobrze wiesz, że cię kocham - szepnął, przyciągając ją do piersi. - Nie mogę dopuścić do siebie myśli, że mógłbym cię stracić. Wiem, że chcesz pomóc. Jeśli tu zostaniesz, będziesz mogła pomóc Mirze przy rannych. A ja będę spokojny i będę mógł się skupić na bitwie. Juvia, tak będzie lepiej dla ciebie i dla dziecka.
Kobieta wtuliła się w zagłębienie jego szyi. Bardzo chciała mu pomóc. Walczyć razem z nim. Pokonać Styks u boku księżniczki. Chciała, ale Gray miał rację. 
- Zostanę. Ale jak się dowiem, że cokolwiek ci się sta...
Nagle usłyszeli krzyk i do namiotu wpadł martwy mężczyzna. Jego twarz była wykrzywiona w bólu. Przez chwilę przez jego ciało przechodziły spazmy, aż w końcu zastygł w bezruchu. Nie żył. Jego oczy nadal były szeroko otwarte, a z ust wypływała krew. Gray zasłonił Juvię ręką i położył dłoń na rękojeści w kształcie orła. Ktoś wyciągnął miecz z ciała nieszęśnika i wszedł do środka. Strażniczka księżniczki zasłoniła usta ręką, nadal będąc w szoku. Nie mogła uwierzyć w to co się przed chwilą stało. 
- Natsu! - krzyknął Gray ze zdziwieniem.

Natsu spojrzał na martwego mężczyznę, po czym przeniósł wzrok na towarzyszy. Wytarł miecz o czerwoną pelerynę i delikatnie się uśmiechnął.
___________________________________________
Jak mijają wam wakacje? 
Mamy nadzieję, że korzystacie z nich pełną parą! 


Wojna jest coraz bliżej.
Lucy atakuje zwątpienie i strach. 
Czy uda się jej stanąć twarzą w twarz z jej przeznaczeniem?
Dowiecie się tego w następnym rozdziale!

Dziękujemy za każdy komentarz. Nawet kilka słów nas cieszy :)


czwartek, 13 kwietnia 2017

Rozdział 36 - Wąż wśród nas

  Rozdział 36

Gdy wszystkie elfy przybyły i przeszły przez portal, wrota zostały zniszczone przez smoka. Nikt teraz nie myślał o odpoczynku. Za kilka dni, ten skrawek ziemi będzie polem decydującej bitwy. Nie mieli gwarancji, że uda im się przeżyć. Doskonale zdawali sobie sprawę, że siły Styks są większe i lepiej uzbrojone niż oni. Jednak coś nie pozwalało im się poddać. Była to nadzieja. Ukryta w sercu każdego z nich. Właśnie dlatego od kilku dni elfy intensywnie pracują. Większość żołnierzy przechodzi ostatnie treningi pod czujnym okiem Natsu i generała elfów. Inni natomiast pod dowództwem Erzy kopali doły obronne. Lucy miała plan i strategię. Miała nadzieję, że chociaż trochę zrówna to siły. Postęp przygotowań śledziła, latając na Brillo.
Levy, Gajeel, Mirajane oraz Gray przeszukiwali teren. Jeśli jest coś, o czym Lucy powinna wiedzieć, to oni to znajdą. Wendy i Juvia zostały w obozie razem z innymi kobietami i dziećmi. Każda pomoc jest niezbędna. Właśnie dlatego wiele elfek zgłosiło chęć uczestnictwa w walce. Ich rola była bardzo istotna. Miały pomagać rannym.
- Ten sektor jest gotowy - oznajmiła Lucy.
- Lumiency, powiedz, co planujesz? - w głowie księżniczki rozbrzmiał łagodny głos smoka. Blondynka uśmiechnęła się pod nosem.
- Dzisiaj na spotkaniu dokładnie wszystko omówię - odparła. - Lądujemy - powiedziała, widząc machającą w jej stronę Erzę.
Smok zniżył lot. Dla księżniczki było to jak sen. W tym wszystkim czuła dziwną tęsknotę, nostalgię i coś znajomego, a jednocześnie było to dla niej tak nowe doznanie. Już po chwili księżniczka stała tuż obok rycerza.
- Lumiency, jest coś, co muszę ci jeszcze pokazać - rzekł smok. Lucy kiwnęła głową.
- Erzo, widzę, że prawie skończyliście.
Spojrzała na głęboki rów. Gdyby tam wskoczyła to nie udałoby jej się wydostać bez czyjejś pomocy.
Oby to zadziałało.
- Elfy naprawdę dobrze się spisały. - czerwono-włosa uśmiechnęła się szeroko i odrzuciła włosy na bok. - Teraz pozostało tylko zastawić kilka pułapek.
- Dobry pomysł. - Lucy pokiwała głową i widząc naglące spojrzenie smoka wsiadła z powrotem na Brillo. - W takim razie zostawiam pułapki tobie i Gurinowi. Ariana przekazała mu by zajął się wraz z kowalami konstruowaniem zasadzek.

- Wiem, wiem. Był tutaj niedawno. Poszedł do lasu poszukać miejsc na pułapki. Właściwie... to dziwne, że jeszcze nie wrócił.
- Może go poszukasz? - zasugerowała Lucy. - Lecimy sprawdzić jak radzą sobie inni, Erzo. Przyjdź dzisiaj na spotkanie.
Zaraz po tym jeździec i Brillo wzbiły się w powietrze.Erza spojrzała w miejsce, w którym kilka minut temu zniknął elf. Nie znała go dobrze, ale coś kazało jej nie mieć do niego zaufania. Tajemniczy i seksowny, ale skrywający wiele sekretów. - Widzieliście go czy może przegapiłam jego powrót? - zwróciła się do kilku elfów, kopiących dół.
- Nie wracał tutaj - stwierdził jeden z nich. - Ale widziałem jak szedł w tamtym kierunku. - wskazał palcem.
- Więc lepiej podziwiać naturę niż pomóc w przygotowaniach - skwitowała i ruszyła w stronę wskazaną przez elfa. - Już ja mu wyjaśnię na czym polega praca zespołowa.

Faktycznie, w oddali zobaczyła jego plecy. Był od niej całkiem daleko. Nie chcąc zgubić go z oczu zaczęła biec. Jej szósty zmysł dał o sobie znać, gdy coraz bardziej zagłębiała się w puszczę. Nie były to złe przeczucia, każące jej zawrócić, ale uczucie, które wręcz przeciwnie zachęcało ją do szybszego biegu. Skoczyła nad krzakami przerośniętych już jeżyn. Widziała go coraz wyraźniej. Miała już krzyknąć, kiedy niespodziewanie zobaczyła miejsce, w które elf zmierza. Ogromne wrota wykute w skale. Tak bardzo podobne do tych Brillo. Ale te emanowały złowrogą energią. Teraz nie mogła się wycofać, musiała dowiedzieć się o co tutaj chodzi. Nabrała powietrza do płuc i ruszyła za wojownikiem. Tylko cudem udało jej się niezauważenie wskoczyć do środka za Gurinem.
Erza poczuła, że zrobiło się chłodniej. Zaraz po pojawieniu się z drugiej strony portalu nie miała wiele czasu na przemyślenia. Wokół było wiele strażników. I chyba tylko dzięki szczęściu, żaden nie skupiał uwagi na portalu. Erza natychmiast schowała się za stojącymi nieopodal skrzyniami. Przełknęła ślinę. Gurin pewnym siebie krokiem szedł w kierunku tak bardzo znienawidzonej Erzie osoby. Styks, w pięknej, rubinowej sukni podniosła dumnie głowę i przemówiła. Niestety ukryta dziewczyna nie słyszała wyraźnie co mówi. Ostrożnie ruszyła w ich kierunku, uważnie pilnując by pozostać niezauważoną.
- A więc?
- Po obu stronach Lucy kazała wykopać doły...
Erza zamarła. Ten perfidny...! Właśnie zdradzał plan księżniczki. Gdy miała wyjść z ukrycia i zaatakować, powstrzymał ją dźwięk grzechoczącej, ciężkiej zbroi. Wyjrzała zza skrzyń i na widok wysokiego, odzianego w czarny metal mężczyzny zabrakło jej tchu.
- Co ze smokiem? - powiedział spokojnie.
Jednak w tym głosie było czuć obrzydzenie. Mimo łagodnego brzmienia, był jak cierniste kolce, które wbijają się głębiej i głębiej. Styks uśmiechnęła się słodko. Wydawała się całkowicie zapatrzona w mężczynę.
- Lucy dzisiaj wieczorem zdradzi strategię walki. Jutrzejszego poranka powiem...
- Jutrzejszego poranka będzie wojna! - wrzasnęła niespodziewanie Styks i podeszła do elfa jakby miała go zaraz uderzyć. Zamiast tego położyła bladą, odzianą w czarną rękawiczkę dłoń na jego policzku.
- Zdajesz sobie sprawę, że to będzie za późno? - szepnęła mu do ucha.
Idealna manipulatorka.
- Możecie zaatakować po południu... chcę żebyście...
- Kochany - zaśmiała się spokojnie. - Ty nie masz tu czego CHCIEĆ. Pamiętaj, że to ja jestem tą wygraną. To ja pokonam Lumiencę! To JA wygram!
- Umowa była jasna - zmarszczył brwii.
- Tak - przytaknęła Styks z niewinnym uśmiechem i kręcąc biodrami wróciła do brata. - I jest nadal aktualna. Ty chcesz mieć tą wstrętną dziewuchę żywą, a ja chcę by cierpiała. Czy nie ma lepszej tortury niż przemoc psychiczna? - zachichotała. - Zabijemy wszystkich, którzy są dla niej ważni - syknęła pod nosem, zaciskając pięść. - PRAWDA TRISTEZO?! - wrzasnęła z rozbawieniem. - POMYŚL TYLKO JAK CUDOWNY BĘDZIE TO SMAK ZWYCIĘSTWA!
Pokój wypełnił drażniący, ciemny dym, który był nieprzyjemnie ciepły. Za kobietą pojawiły się dwa czerwone ślepia, przypomianające te jakie ma wąż. A zaraz po tym olbrzymi smok z ostrymi jak brzytwa rogami wyłonił się z ciemności. Zaryczał głośno. Erza musiała zacisnąć ręce na uszach by nie ogłuchnąć. Tristeza rozpostarła potężne, obsydianowe skrzydła i mierząc obecnych złowrogim spojrzeniem odezwała się:
- To ja jestem sędzią życia i śmierci.
Teraz Erza nie miała żadnych wątpliwości. Z każdą sekundą znajdowania się w tym miejscu upewniała się, że Gurin jest zdrajcą. Wnuk Shiro, brat Ariany jest zdrajcą. Nie mieściło jej się to w głowie, ale teraz musiała o tym powiadomić resztę przyjaciół bo czasu nie pozostało wiele, a Styks wie niemal o wszystkich planach, pułapkach i zasadzkach, które dla niej przygotowali. Czerwono-włosa odwróciła się i powoli wycofywała się w głąb jaskini gdzie znajdował się portal do świata Brillo. Lecz było coś o czym Erza nie miała pojęcia. Tristeza była smokiem o niebywałym zmyśle słuchu. Ciężki oddech dziewczyny niemal natychmiast został wykryty przez potężną bestię.
-INTRUZ.

Erza rozumiejąc, że została wykryta zerwała się do biegu. Nie obejrzała się nawet w stronę stojącego rodzeństwa i Gurina. Jedyne co usłyszała to krzyk Styks, wyrażający jej oburzenie. Wbiegła do portalu i nie zatrzymując się ruszyła przed siebie. Nie słyszała już nic.
Pulsująca krew, szybkie bicie serca i łapczywe nabieranie powietrza całkowicie zagłusza świat dookoła.
Nagle coś wplątuje się jej pomiędzy nogi, a ona upada na ziemię. Odwraca się szybko i przekręca w drugą stronę, unikając ciosu mieczem w głowę. Wstaje chwiejnie i obdarza Gurina pogardliwym spojrzeniem.
- Nie ładnie podsłuchiwać cudzych rozmów - warczy.
Jego twarz jest czerwona. Zwraca to uwagę dziewczyny. Ciekawe czy to od długiego biegu czy ze wstydu?
- Nie ładnie jest zdradzać przyjaciół - syczy Erza w odpowiedzi.
Elf wzrusza ramionami i skacze do przodu, atakując. W dłoni Erzy pojawia się miecz, a ciało zostaje ukryte pod zbroją. W mgnieniu oka odpiera ataki, stykając oba miecze. Nikt nie drgnie. Dziewczyna dzielnie trzyma broń w ręku, nie pozwalając Gurinowi by jego miecz cokolwiek jej zrobił. Ich wzrok spotyka się na moment. W pewnej chwili mężczyzna uśmiecha się i kopie szkarłatno-włosą w bok.
- Nie trać gardy - śmieje się.
Erza wstaje zdenerwowana. Jej wściekłość, nienawiść i głęboka pogarda złączona w jedno napełnia ją nową siłą. Z jej gardła wydobywa się krzyk, przepełniony złością, a wraz z nim dziewczyna skacze i unosi miecz. Zaskoczony Gurin nie wykonuje żadnego ruchu i efekcie zostaje powalony na ziemię, wraz z Erzą. Miecz szkarłatno-włosej ląduje tuż przy krtani wojownika. Elf, nie czekając wyciąga sztylet z kabury i przystawia go do gardła kobiety. Oby dwu od śmierci dzieli jeden ruch.
- Zdradziłeś nas! Zdradziłeś! - krzyczy. - Dlaczego to robisz?! Wszyscy, tak bardzo ci ufali! Shiro, Ariana, Lucy! Jak ty możesz im patrzeć w oczy!?
Mężczyzna zaciska mocniej zęby i przybliża ostrze do jej skóry.
- Myślisz, że cokolwiek wiesz? Nic nie wiesz, nic, a nic - syczy. - Żadne z was. Nikt! Nie powinien tutaj być. Już dawno to wszystko miało się skończyć. Już wiele lat temu - podnosi głos.
Erza nie spuszcza gardy i mierzy go wściekłym spojrzeniem, czekając aż powie coś więcej.
- Wszystko by się udało. Wszystko... Dalej...Ja...I ona... Nie zginęłaby... - zaczyna się gubić we własnych słowach.
Miecz szkarłatno-włosej drga.
- Erza!
Do uszu tej dwójki dobiega czyiś krzyk. W mgnieniu oka Gurin chwyta nadgarstek kobiety i zrzuca ją z siebie nim ta orientuje się w sytuacji. Wstaje i ostatni raz na nią patrząc mówi:
- Nic, a nic, nie zrozumiesz.
Po czym znika w gęstych krzakach i liściach.
Kobieta jeszcze przez chwilę wpatruje się w tamto miejsce. Następnie przed nią staje Levy i Gajeel. Niebiesko-włosa, dysząc klęka przy niej.
- Nic ci nie jest!?
Erza wędruje wzrokiem z niej na niego, a następnie marszczy brwii i mówi:
- Musimy iść do Lucy.

_________________________
No dobrze kochani. Kolejny rozdział!
Czy warto było czekać?
Mamy nadzieję, że tak.
Już niewiele zostało do końca. Obyście
zostali z nami.
Zachęcamy do komentowania - to zawsze podnosi na duchu.
Poza tym chciałybyśmy się dowiedzieć ile osób dalej z nami jest.
Jak widzicie trochę się już zmieniło na blogu:
~ została poprawiona zakładka "Bohaterowie"
~ zostały zrobione nowe obrazki sag
~ muzyka została zmieniona
A także nasz facebook odżył.
Osoby, które go śledzą miały fragment rozdziału wcześniej.
Więc jeżeli chcecie być doinformowani w kwestii postępu pisania zapraszamy do polubienia go.
>Link do facebook'a<
Do zobaczenia w następnym rozdziale!


sobota, 8 kwietnia 2017

Reformacja bloga

Nadeszła ta chwila, gdy mówię sobie: "Pora dokończyć blog!". I tak oto jestem. Blog za kilka dni przejdzie okres zmian.
 Po pierwsze - zostaną opublikowane kolejne, ostatnie już rozdziały. Przewiduję ich ilość w liczbie trzech bądź czterech + epilog.
Po drugie - zakładki "Rozdziały", "Bohaterowie" i "One shoty" zostaną poprawione i uaktualnione.
Po trzecie - Rozdziały od 1 do 20 zostaną po zakończeniu bloga systematycznie poprawiane. Jak wiecie z każdym rozdziałem było lepiej z naszym stylem, interpunkcją i opisami. Ale po prostu nie mogę patrzeć na nasze stare wypociny.
Po czwarte - wszystkie one-shoty zostaną napisane, nie bójcie się, widzę każde  zgłoszenie, ale czas nagli i zabiera mi czas na dokładne przemyślenia co do nich.
W sumie jest to tyle z informacji. Mam nadzieję, że ktokolwiek z nami tutaj został. Jeżeli tak to bardzo mu za to dziękuję.
Widzimy się w przyszłych rozdziałach!


Zapraszam na naszego facebooka (którego także czekają zmiany).
~ Coco

niedziela, 1 stycznia 2017

Piękne 2 lata razem!

Kilka dni temu minęły już dwa lata odkąd założyłyśmy bloga.
Te dwa lata były naprawdę przełomowe w naszym życiu. I chociaż w roku 2016 na tym blogu nie pojawiało się zbyt dużo rozdziałów. Jeśli ktoś obserwuje naszą stronę na Facebooku wie co było powodem. Nawet nie jestem pewna, czy tego tutaj też nie pisałyśmy. Mimo wszystko, w tym roku (2017) blog zostanie zakończony. Nareszcie po tak długim czasie poznacie zakończenie historii o złej królowej i odważnej księżniczce. A muszę was zapewnić, że będzie się działo. Do końca tej historii zostały może 4-5 rozdziałów + epilog. Wszystkie one-shot'y zostaną zrealizowane po epilogu.
 W tym roku 2017 życzymy wam wszystkiego najlepszego
Niech Happy cały czas będzie z wami! 
~ Luna i Coco ♥

piątek, 28 października 2016

Rozdział 35 - Magia

Rozdział 35


Lucy bez słowa szła przed siebie. Na nic były krzyki przyjaciół czy próby zatrzymania jej. Niczym zahipnotyzowana, z zamglonymi oczami brnęła dalej. Zdezorientowanym przyjaciołom nie pozostało nic innego jak tylko ruszyć za nią. Natsu, którego najbardziej martwiła  zmiana u księżniczki szedł tuż za nią, krok po kroku. W pewnym momencie dziewczyna wchodząc na górę mieszczącą się obok wioski Elfów zsunęła się ze zbocza i za pewne była by wtedy już martwą, gdyby nie umiesniona ręka różowo-włosego, która nie tylko sprowadziła ją na drogę, ale także ciasno zamknęła w uścisku.
 - O co w tym wszystkim chodzi...? - Gray potrząsnął intensywnie głową. Nie miał pojęcia co tu dzieje, najchętniej uznał by Lucy za wariatkę, ale wiedział jaka jest prawda. Wiedział, że teraz jedynym wyjściem jest zaufanie. W końcu byli przyjaciółmi.
- Jedyne co możemy teraz zrobić to wierzyć w Lucy i jej moce  - dodał Natsu spoglądając kolejno na wszystkich obecnych. - Ja w  nią wierzę... - szepnął zakładając kosmyk jej włosów za ucho i z utęsknieniem wyszukując w jej oczach dawnego błysku.
Kilka razy księżniczka zaliczyłaby glebę. Na szczęście każdy z towarzyszy pomagał jej jak tylko mógł. Chronił od zła, którego teraz była nieświadoma. Zatrzymała się przed dziurą w ziemi. Tą samą, w której przechodziła test Slipterussa. Gdy Gray miał zrobić lodową zjeżdżalnię Lucy zeskoczyła w przepaść. Juvia i Wendy same z niemym krzykiem podbiegły do otworu i niemal spadły za przyjaciółką. Wymieniły między sobą zdesperowane spojrzenia. Mag lodu nie tracąc chwili stworzył lodowy ześlizg, dzięki któremu szybko dostali się na dół. Tam blondynka stała, nienaruszona, cała i zdrowa. Strażniczki opanowały chęć, rzucenia jej się na szyję. Lucy wciąż szła. To nie był koniec jej wędrówki. Parła dalej aż nie doszła do gigantycznych wrót, które pokazał jej owego czasu wąż po skończeniu próby. Rzeźbione zdobienia wykute przez elfy. Charakterystyczne zawijasny i szlaki przypominające kwiaty i liany. Precyzyjnie nakładane drogocenne kamienie pokrywały cały monument. Szóstka wgłębień lśniła. Kamienie z włóczni Lucy wyleciały z niej.
Kryształ Takeru symbolizuje wyrozumiałość.
Kryształ Slipterussa symbolizuje sprawiedliwość.
Kryształ Wexus symbolizuje poświęcenie.
Kryształ Vulcanusa symbolizuje lojalność.
Następnie kamień zerwany z szyi Sombry wypełnił jedno z dwóch wgłębień na framudze bramy.
Kryształ Tristezy to ciemność.
Ostatni klucz pojawił się sam. Bezwarunkowo.
Klucz Brillo to jasność.
Koła na wrotach powoli, ze zgrzytem przekręcały się. Gdy wszystkie zwolniły zatrzask brama z potężną falą wiatru wolno zaczęła się otwierać.
 Księżniczka wyrwała się z osłupienia i jako pierwsza przekroczyła bramę. Wiedziała, że nic się nie stanie. Za nią od razu pobiegła Erza. A tuż po niej Gray i Natsu. Wendy i Juvia pozostały przed bramą. Zatrzymali się od razu, gdy ich oczom ukazał się czysty świat. Zupełnie piękny, podobnie jak Magnolia za czasów panowania Lucy. Ale największą uwagę przykuł ogromny smok. Dumna postawa, bystre, niebieskie oczy i piękne, białe łuski. Zaryczał głośno, stanął na dwóch łapach i zionął ogniem, a następnie rozłożył dumnie olbrzymie, zachwycające skrzydła. Wyglądała niczym jakaś bogini. Gdy przyjaciele na nią patrzyli czuli rosnące bezpieczeństwo. Żaden ze strażników - ani Takeru, ani Wexus, Vulcanus czy Slipterus nie mógł się z nią równać.
- Jestem Brillo, smok światła, zaklęty za bramą istnienia przez tysiąclecia, pieczę sprawujący nad jeźdźcem moim - Lumiency - w ich głowach zabrzmiał głos pewny, nie znający strachu, jednocześnie tak szlachetny i władczy.
- On gada... - szepnął Natsu do Gray'a nie odrywając wzroku od smoczycy.
- No... - wydukał. - Właśnie słyszę - przełknął ślinę.
Majestat smoka przytłaczał.
- Brillo - Lucy wzruszona na drżących nogach powoli sunęła w stronę księżnej światła.
- Jeźdźcu mój. Nawet nie wiesz jak bardzo raduje mnie to, iż mogę cię znów ujrzeć. Szkoda, że nim skończy się ten tydzień będziemy musiały stawić czoła mej siostrze i jej paskudnemu jeźdźcu - spuściła łeb na wysokość oczu blondynki.
- Ta wojna będzie decydująca - szepnęła Lucy wpatrując się w mądre ślepia smoczycy. Widziała w nich siebie. Tyle razy umierającą, tyle razy przegraną.
- Teraz po swej stronie masz dwa żywioły, których moce połączone strzec będą ziemi i powietrza. - spojrzała na Natsu i Gray'a. - W szeregach twych, jest elfia armia, a także czterej strażnicy kamieni. Jednak najważniejsze jest to, iż masz przyjaciół. Którzy będą przy tobie...do samego końca - księżniczka delikatnie się uśmiechnęła i ułożyła czoło na głowie smoczycy. Trwały tak przez chwilę, a później księżna uniosła łeb i spojrzała na Erzę i chłopaków.
- Do samego końca... - powtórzyła z ukrytą trwogą dziewczyna.
- Przyprowadźcie tu elfy, niech zbiorą swój dobytek i przybędą tutaj. Tristeza, Styks i Lord Sombra są gotowi do bitwy. W przeciwieństwie do nas - zwróciła się do towarzyszy. - Macie 3 godziny zanim wrogie wojska przybędą do Elfiej Przystani - spojrzała na jeźdźca. - Nim oni wrócą chcę wzbić się w przestworza z Lumiency. Jedyną przyjaciółką.
 Niepewnie brązowo-oka weszła na smoka. Gdy tylko Brillo upewniła się, że jeździec nie spadnie wzbiła się w powietrze.
- Agh! - Lucy przywarła do białych łusek. To było zupełnie coś innego niż latanie na Happy'm.
- Nie obawiaj się - uspokoił ją smok. - Spójrz. Ten kawałek świata istniał zanim pojawiło się krwawe rodzeństwo.
Tuż przed nimi rozpościerał się niezwykły krajobraz. Olbrzymi, płaski teren otoczony wysokimi górami, które były porośnięte gęstymi lasami. To tutaj zakończy się historia o złej królowej i dobrej księżniczce.
- Trawa, która tam rośnie jest tak gęsta, że można zastawić tam  pułapki. - stwierdziła dziewczyna.
- Nie martw się tym póki co. - Brillo machnęła potężnymi skrzydłami i już po chwili razem z Lucy znalazła się nad kapeluszem kłębistych chmur. Blondynka powoli odkleiła się od szyi przyjaciółki i wyjrzała zza niej.
- Matko... - szepnęła cicho wpatrując się w zlewające się złote barwy. Czerwone pasmo przebijało się przez pomarańczowe ornamenty chcąc zapewne zwrócić na siebie uwagę. Żółć górowała nad nimi, uszlachetniając widnokrąg. Wyglądało to jak indiański taniec. Rytmiczny, głośny i wesoły.
- Cudowne. - śmielej, ale dalej ściskając smoka Lucy wstała. Ostatni raz mogła tak beztrosko oglądać ten widok przed wojną. I księżniczka zdawała sobie z tego sprawę.

Za kilka dni świat bez skazy, w którym Brillo żyła przez tyle lat pokryje się czerwienią...

_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*


Kochani!
Szczerze.. Spodziewaliście się, że dzisiaj dodamy rozdział? Czy raczej już straciliście w nas wiarę?
:D
W każdym bądź razie na pewno ku waszemu zaskoczeniu możecie czytać ten oto chodź krótki, lecz zaczynający wstęp do wielkiej wojny.
I jak wrażenia?
Zaciekawieni obrotami spraw?
Znacie nas przecież.. Na pewno poruszymy wasze serca!
Liczymy teraz tylko na mocnego kopniaka w tyłek, który nas zmobilizuje!


P.S Rozdział pisany głównie przez Coco z przyczyn... Głównie z przyczyn mojego lenistwa,
a mojego to znaczy Luny ^^

niedziela, 9 października 2016

Strona na facebook'u!

Moi drodzy, otrzymujemy wiele pytań dotyczących naszej nieobecności. Wszystko zostało wyjaśnione na naszej stronie -----> Kliknij tutaj.
Jednak, ostatnio razem z Luną postanowiłyśmy zadziałać. Kolejny rozdział jest w trakcie tworzenia! 
Pozostańcie cierpliwi!

poniedziałek, 11 lipca 2016

Informacje! #2

Jak zauważyliście, wczoraj nie było rozdziału. Bardzo przepraszam za tę sytuację, ale nie powiadomiłam was, że Coco wyjeżdża nad morze, a nowy rozdział jest napisany w 30%. Obie myśleliśmy, że uda nam się to dopisać, ale sytuacja nas przerosła. Coco straciła dostęp do internetu... Dobra wiadomość  jest taka, że wraca w środę. Zła jest taka, że na jeden dzień a potem wyjeżdża za granicę.
Postaramy się w ten jeden dzień napisać tyle ile możemy.
Za wszelkie niedogodności przepraszamy i mamy nadzieję na wyrozumiałość.
~Luna

Szablon wykonała Domi L