środa, 20 czerwca 2018

Rozdział 39 - Wojna

Rozdział 39


Obie armie naparły na siebie. Pierwsza linia przełamała się i rozpoczęła się zacięta walka. Erza miała wrażenie, że Styks wykorzystuje nieskończone pokłady żołnierzy. Po każdym zabitym przychodził następny. Jednak w przeciwieństwie do strony Brillo, Styks nie będzie się przejmować ubytkami wśród swoich podwładnych. 
- Trzymaj się z daleka! - warknęła Erza, uderzając w szarżującego na nią piechóra. 
Mężczyzna upadł, a koń nieświadomie po nim przebiegł. Czerwonowłosa wzięła zamach i przecięła gardło kolejnemu napastnikowi. Strzepnęła krew z miecza i zaatakowała kolejnych wojowników Złej Królowej. 
- Coś jest nie tak - szepnęła. - To zbyt proste. 
Żołnierze Styks byli beznadziejni. Padali jak muchy. Nie wiedzieli jak trzymać broń, ani nawet tego, żeby nie odsłaniać gardła. A gdy już atakowali, uderzali słabo, jakby od niechcenia. 
Kilkanaście metrów dalej buchnął ogień, podpalając wrogie wojska. 
- Przegrupować się! - wydała komendę Erza. 
Oddziały natychmiast jej posłuchały i następnie naparły na przeciwników ponownie. 
Uniosła miecz i pozbawiła życia kolejnego wojownika. Nagle coś z głuchym tąpnięciem uderzyło tuż obok Erzy. 
Kamień!?
Przerażony koń zaczął wierzgać, a po chwili strącił jeźdźca ze swoich pleców i uciekł. Kobieta szybko otrząsnęła się ze zdezorientowania i stanęła na nogach. 
- Znowu się spotykamy.
Rozpoznała ten głos.
- Gurin. 
Odwróciła się i zapełniła dzielącą ich odległość mieczem. 
- Wiesz, Ariana zawsze chciała mnie pokonać. Ale nigdy jej się to nie udało. Odkąd pamiętam popełniała najbardziej podstawowe błędy - oznajmił, wyciągając swój miecz z ziemii i kierując go w stronę Erzy. - Na pewno szło jej lepiej niż zwykłemu cywilowi.  Jednak do wojowniczki zawsze sporo jej brakowało. 
- Dlaczego mi to mówisz? - Syknęła.
Oddział potrzebował dowódcy. Musi szybko się uporać z tym nadętym zdrajcą i kazać się przegrupować. Nic tak nie zaniża morali żołnierzy jak śmierć lidera.
- Żebyś się zastanowiła z kim ty teraz tak naprawdę walczysz, rycerzyku - rzekł, a następnie zaatakował kobietę.
Jego kunszt przypominał taniec. Zgrabnymi ruchami nacierał na miecz Erzy, zmuszając ją do obrony. W końcu znalazła w sobie na tyle dużo siły, aby go odpechnąć. Gurin nie czekał na jej ruch. 

PRYSK

Ich miecze się skrzyżowały.
- Myślałam, że jesteś honorowym wojownikiem, ale jak widać się myliłam. Zdradziłeś swoich przyjaciół, rodzinę, swoją władczynię...
Na twarzy Gurina pojawił się zirytowany grymas.
- Nigdy jej nie zdradziłem. Zawsze będę po stronie Lumiency - oświadczył, napierając mocniej na kobietę.
- Ha! - parsknęła. - Zdradziłeś naszą strategię Styks. 
- Lumiency zawsze była zbyt uparta. Mogła się nie wyróżniać, mogła prowadzić normalne życie. Ale zawsze musiało zdarzyć się coś co kazało jej próbować ratować ten pokręcony świat - wrzasnął. - Nawet, gdy wiedziała, że nie ma szans. 
- O czym ty- 
Erza nie wytrzymała i upadła. Mężczyzna przystawił jej ostrze do gardła.
- Mówię o Crocus, Erza. O tym jak Lumiency chciała uratować stolicę i jak przegrała. Teraz będzie tak samo. Chcę ją przed tym uchronić. Myślisz, że kto był przez ten cały czas u jej boku?! Nawet smok ją wtedy opuścił.
Zacisnął dłonie w pięści.
- Ale elfy nigdy jej nie opuściły. Jej strażnik nigdy jej nie opuścił. Ja jej nie opuściłem. To ona nas opuściła i wybrała nowych strażników.
Nagle Erza poczuła, że zaczyna rozumieć co się stało dwadzieścia lat temu w Crocus. Wiedziała, że to Lumiency walczyła. Ale nie wiedziała, że wspomagały ją elfy.
- Byłeś strażnikiem... Lumiency? - szepnęła ze zdziwieniem.
Gurin ugryzł się w język. Zrozumiał, że powiedział zbyt wiele. Uśmiechnął się smutno.
- Nawet więcej. Byłem jej mężem. 
Erza wykorzystała roztargnienie Gurina i wysunęła ostrze z podeszwy, po czym wbiła mu je w udo. Mężczyzna zaklął i upadł na jedno kolano. Rycerz wstał i przystawił elfowi miecz do gardła, szarpiąc go za włosy.
- To już nie jest istotne, Gurin. Wtedy nie było przy niej Brillo oraz nas. Fairy Tail. - Wskazała na symbol, który pojawił się po walce z ostatnim strażnikiem kamienia.  - To nie jest ta osoba, którą kiedyś znałeś. Teraz to jest Lucy. A sabotowanie jej wojny, tylko po to by ją od niej odciągnąć było aktem głupoty, Gurin.
Elf nie odezwał się. 
- Dlaczego mnie wcześniej nie zabiłeś? - spytała. 
- Ponieważ wiem, że jeśli byś zginęła Lumiency straciłaby ważnego dowódcę. To nie jest mi na rękę. 
Zmarszczyła brwii i docisnęła ostrze do jego krtanii.
- Obudź się, Erzo i spójrz z kim walczysz - warknął. - Nadal nic nie rozumiesz? Naprawdę uważasz, że prawdziwi żołnierze Styks atakowaliby cię drugą stroną włóczni?
Kobieta pobladła, rozumiejąc co Gurina chciał jej przez ten cały czas przekazać. Odwróciła się i spojrzała na walczących.
- To nie żołnierze Styks. To cywile. 
Gurin uśmiechnął się. 
- Bingo. Ciekawe jak wiele swoich kolegów z celi już zabiłaś. 



Lucy czuła jak wiatr rozwiewa jej włosy. Krew zagłuszała jej dźwięk okrzyków wojennych. Oczy wpatrzone były jedynie w horyzont. 
Na wrogów.
Przywarła do zbroi Brillo i zerknęła na boki, patrząc czy elfy dotarły już na pozycje. Część z nich już czekała na walkę. Wszystko powinno być dobrze. O ile Styks nie przygotowała pułapek. 
- Bądź gotowa, przyjaciółko - ostrzegła ją smoczyca. 
Blondynka kiwnęła głową i zacisnęła zdrętwiałe palce na włóczni. 
Była bardziej niż gotowa.
Chciała śmierci Styks.
To ona zniewoliła Crocus, to ona zabijała ją dziesiątki razy, to ona torturowała Natsu, Graya i resztę, to ona napadła na Magnolię i ją zniszczyła, to ona odebrała jej magię i to ona teraz dosiada Tristezy.
Lucy podniosła się i zobaczyła, że wojska już się zderzyły. Z paszczy Brillo buchnął ogień, który podpalił napastników. Znów wzbiła się w powietrze i wtem nagle szarpnęło nią w bok. 
- Aj!
Tuż obok nich przeleciał kamień. 
- Mają katapulty - szepnęła Lucy. - Jak dobrze, że mam plan o nazwie "Natsu". 
Smoczyca podpaliła jedną z konstrukcji, ale po tym jak kolejny kamień omal jej nie uderzył wolała nie ryzykować. Wycofała się i wzbiła wysoko do góry. Musiała dać sygnał strażnikowi ognia. Brillo musiała zaryczeć. Jednak wtedy drogę przecięło im potężne ciało Tristezy. Paszcza smoka wypełniła się dymem i ogniem
A następnie potężny płomień leciał wprost na białego smoka i jego jeźdźca. Smoczyca w ostatniej chwili umknęła przed śmiercionośną falą.
- Brawo, Lumienco. Ostatnim razem wystarczyło tylko tyle by cię zabić.
Do uszu księżniczki dotarł kpiący śmiech Styks. 
- Tristeza.
- Brillo.
Smoki mierzyły się uważnym spojrzeniem, gotowe w każdej chwili zaatakować. Pod nimi rozległy się głuche tąpnięcia. Żołnierze dosiadający rhinnon pędzili pomiędzy katapultami. Łucznicy Złej Królowej odgradzali elfom dotarcie do drewnianych maszyn. Cienie przemykały obok zwierząt i dymem dusiły wojowników Lucy. Katapulty stanowiły olbrzymi problem. 
Trzeba je zniszczyć. 
- Wygląda na to, że moja armia radzi sobie lepiej niż twoja - zaświergotała Styks. - Mój braciszek odpowiednio zadbał o dostarczenie wam... rozrywki. 
Lumiency nie odpowiedziała, za to podniosła włócznię i zamachnęła się nią. W mgnieniu oka w stronę Złej Królowej poszybowało ostrze magii. Gdy Tristeza zniżyła lot, aby zrobić unik, Brillo ryknęła, zagłuszając nawet odgłosy walki. Czarny smok natychmiast zaatakował. Nie wahał się ani chwili. Lucy rzuciła się na czubek głowy swojej smoczycy i gdy Tristeza zbliżyła się wystarczająco, wskoczyła na jej nos. Zdezorientowany smok zamknął paszczę, tłumiąc ogień w sobie. Brillo zrobiła obrót i uderzyła łeb siostry masywnym ogonem. W tym samym czasie Lumiency dobiegła do Styks i była gotowa zaatakować ją włócznią, gdy nagle kobieta uniosła ręce w geście poddania się. Blondynka zatrzymała się, próbując utrzymać się na grzbiecie wrogiego smoka. Wtem nieoczekiwanie z dłoni Styks spęłznęły cienie, które rzuciły się na księżniczkę. 
- Ugh! - jęknęła. 
Cienie niczym bicz uderzyły w jej napierśnik ze smoczej łuski. Dziewczyna straciła równowagę i zjechała z szyi Tristezy. Próbowała się łapać czegokolwiek, ale nie było niczego co mogłoby jej pomóc. Poczuła jak traci jakiekolwiek oparcie i spada. 
- Brillo!
Smoczyca odepchnęła paszczę siostry i zwinęła skrzydła, chcąc dorównać spadającej Lucy. 
- Ognia, Tristezo!
Słup dymu i ognia pognał w stronę białego smoka, który nie miał szans na ucieczkę. Umysł Brillo zamroczył się na moment, czując przenikliwy ból. Chwyciła swojego jeźdźca w pazury, po czym przyciągnęła do piersi i zasłoniła sobą, nim obie uderzyły o ziemię. 
Czarny smok wylądował kilka metrów dalej od tumanu kurzu. Nagle do uszu Styks dotarły stłumione krzyki z pola bitwy. Obróciła się w tamtą stronę i zacisnęła pięści ze złości. Twarz jej poczerwieniała z gniewu. Nie mogła uwierzyć w to co ta cholerna księżniczka ośmieliła się zrobić. Skierowała spojrzenie w miejsce gdzie wcześniej upadła Lumiency wraz ze swym smokiem. Nagle spośród kurzu buchnął ogień, który dosięgnął Tristezy. Smoczyca szybko zdusiła skowyt i wzbiła się w powietrze, a podmuch spowodowany machnięciem jej skrzydeł ukazał Brillo. Lucy uśmiechnęła się, widząc wyraz twarzy Styks. 
- Perfidna żmijo - syknęła Zła Królowa.
Brillo wybiła się z ziemii i zawisła w powietrzu, obserwując chaos jaki wywołał plan "Natsu" wśród wojsk Styks.
Happy wraz ze strażnikiem ognia stał na czele całej gromady gryfów. Podniebne stworzenia zrzucały kamienie na wrogą armię, a następnie atakowały katapulty. Natsu ciął mieczem przeciwników niczym najsprawniejszy wojownik. Gdy zatapiał ostrze w żołnierzach Złej Królowej, czuł że żyje. Gryfy nurkowały w powietrzu i znikały wśród popleczników Styks. Następnie po nieszczęśnikach zostawał jedynie głuchy krzyk i krew. 
- Atak! - krzyknęła Ariana, unosząc miecz.
Elfy uderzyły w rozbitą formację wojsk Styks. 
- Wygląda na to, że moja armia, nie radzi sobie wcale aż tak źle - oświadczyła Lucy Styks.
Lumiency nie mogła powstrzymać kpiącego uśmiechu, który wymalował się na jej twarzy. 
__________________
Wielkimi krokami zbliżamy się do końca tej historii.
Zostały jeszcze jakieś dwa, może trzy rozdziały.
Czy tylko ja nie mogę się doczekać finału?
Zapraszam do komentowania! 

sobota, 9 czerwca 2018

Rozdział 38 - Początek końca

Rozdział 38



Po ciężkiej nocy nastał świt. Lucy z bijącym sercem wpatrywała się w wschodzące słońce. Dzisiejszy dzień zadecyduje o przyszłości. Elfy, ustawiły się przed wzgórzem, tworząc srebrną rzekę zbroi i broni. Za plecami księżniczki stanął Natsu i Gray. Czasami zerkali na siebie znacząco, a zmęczone twarze rozjaśniał uśmiech. Nie powiedzieli Lumiency o szpiegach, którzy nawiedzili w nocy ich obóz, mając nadzieję, że pozbyli się wszystkich zanim ci zdążyli uciec.
W tłumie Lucy dojrzała Erzę i stojącą obok niej Arianę. Levy razem z Wendy i Mirajane wtopiły się w tłum kobiet, których zadaniem była opieka nad rannymi.
Brillo z potężnym podmuchem wylądowała za swoim jeźdźcem i dumnie wypięła pierś. Wszyscy czekali na przemówienie księżniczki. Nastała grobowa cisza i zebrani unieśli wzrok, oczekując. Blondynka podeszła bliżej skarpy i owiała żołnierzy śmiałym spojrzeniem.
- Dzisiejszy dzień rozstrzygnie! - oświadczyła głośno, chcąc by wszyscy ją słyszeli. - Po setkach lat i rzece wylanej krwii nadeszła pora, by się  przeciwstawić Złej Królowej! Niech usłyszy połączone głosy osób, których jej władza skrzywdziła. Niech poczuje naszą siłę i zapłaci za to co zrobiła. Niech zrozumie, że jej rządy dobiegły kresu!
Każde słowo krzyczała coraz głośniej z jeszcze większą pasją niż poprzednie.
- Pokażmy jak wiele drzemie w nas siły! Poprowadzę was do zwycięstwa! - obwieściła Lumiency, unosząc włócznię do góry.
Kryształy błysnęły w promieniach słońca, a Brillo jakby na potwierdzenie słów swej przyjaciółki ryknęła, przeszywając uszy zgromadzonych.
Po przemowie, nastał głośny okrzyk. Elfy wołały najgłośniej jak potrafiły. Chciały, aby ich jedyna nadzieja wiedziała, że będą z nią do końca. Ich głosy złączyły się w jedno i rozdarły panującą ciszę. Unieśli swoją broń za jej przykładem. Lucy uśmiechnęła się. Jej zwątpienie zniknęło i zastąpiła je nieodparta wola walki. Mieli asy w rękawie i wciąż mieli szansę zaskoczyć wroga, nawet jeśli Styks wie o rowach wykopanych po obu stronach wzgórz.
Księżniczka zerknęła do tyłu na Brillo i obu strażników bram przeciwnych. Natsu pierwszy zobaczył jej spojrzenie i posłał jej ciepły uśmiech.
Nagle ciszę przerwał głośny ryk, który przeszył powietrze. Ziemia zaczęła się trząść tak bardzo, że niektórzy tracili równowagę i upadali.
- Co do... - jęknął Natsu, trzymając się potężnej łapy smoczycy.
Brillo odsunęła go ogonem i podeszła do Lucy, która jako jedna z nielicznych nie przewróciła się. Gray chwycił ramię maga ognia, chroniąc się przed upadkiem. Jednak trzęsienie nie ustawało. Z każdą chwilą wzmagało się i coraz więcej żołnierzy lądowało na ziemii z cichym przekleństwem.
- Gray, puść mnie! - krzyknął Natsu. - Przez ciebie zaraz...
Strażnik lodu wsparł się na różowo-włosym, niechcący ciągnąc go w dół.
- Ty kretynie!
- Brillo!? Co się dzieje!? - zawołała księżniczka, patrząc jak niektóre wzgórza się osuwają i zakrywają kurzem.
Smoczyca uniosła łeb i wbiła spojrzenie w niebo, które zaczęło się rozmazywać. Piękne ciepłe barwy, które dotychczas na nim majaczyły zaczęły się łączyć z chłodnymi, granatowymi odcieniami. Na horyzoncie, gdzie w oddali widniała brama, pojawiła się mgła i czarne, uschnięte drzewa. Ziemia wciąż drżała, gdy potężna konstrukcja w oddali rozjaśniła się jasnym blaskiem i kawałek po kawałku pękała i kruszyła się. Na białej tafli portalu pojawiły się setki cieni, które w równym marszu wkraczały na zamglony teren. Było ich coraz więcej i więcej. Lumiency z powagą obserwowała ogrom żołnierzy Styks. Przez bramę przebijali się jeźdźcy dosiadający stada rhinon. Wołali głośno i ich "ajajaja!" niosło się w dal, docierają do uszu wojsk Lucy.
- Mają przewagę liczebną - szepnęła blondynka, nie odrywając wzroku od tysięcy wojowników Złej Królowej.
Dziewczyna nie spodziewała się, że będzie łatwo. Bardziej niż ktokolwiek inny zdawała sobie sprawę jak trudna to będzie wojna. Wiedziała także, że to jej ostatnia szansa, aby pokonać Tristezę. Po swojej stronie miała teraz Brillo, swoich strażników i przyjaciół. Nie mogła przegrać. Wciąż była księżniczką Magnolii, a jej poddani nadal byli uwięzieni w zamku Styks. Widziała ich cierpienie na własne oczy. Zginęło wiele i zginie jeszcze więcej jeżeli nie powstrzymają tego błędnego koła.
Wtem silne tąpnięcie zatrzymało ziemię, a potężna, pokryta czarną łuską łapa opuściła wrota. Po chwili pojawiła się za nią druga, a tuż po niej pokazał się zionący ogniem, obsydianowy łeb Tristezy. Jej paszczę opuścił głośny ryk, a wraz z nim wrota zaczęły się walić. Na grzbiecie smoka ciemności stała Styks, a na jej twarzy gościł spokojny uśmiech. Na czele wojsk stał Sombra, dosiadając czarnego rumaka. Dziesiątki cieni zaczęły opuszczać portal zanim całkowicie się rozpadł.
- Zaczęło się - wymamrotała Lucy.
Oderwała wzrok od wrogiej strony i spojrzała na swoich żołnierzy, którzy podnosili się z ziemii. Levy stała obok Gajeel'a, przyciskając dłoń do piersi. Juvia, Wendy i Mirajane z determinacją obserwowały przybycie Złej Królowej. Erza ściskała miecz, a w jej wzroku kryły się pokłady pogardy. Po chwili odwróciła się w stronę księżniczki, czekając na jej słowo. Blondynka przełknęła ślinę i drgnęła.
- Po zwycięstwo!
Te dwa słowa wystarczyły, aby wywołać w sercach elfich żołnierzy prawdziwy pożar odwagi. Erza, przywołała swój oddział i z dumnym okrzykiem na ustach ruszyła w stronę pola bitwy. Ariana i Fritz poszli za jej przykładem. Jednostki rozproszyły się według planu ustalonego przez Lucy.
Lumiency wskoczyła na przegub łapy Brillo i wspięła się na jej grzbiet.
- Natsu, Gray - zwróciła się do swoich strażników. - Nie podejmujcie pochopnych decyzji. I trzymajcie się planu.
- Uważaj na siebie, Lucy - rzekł Gray, wsiadając na swojego wierzchowca.
Mag ognia gwizdnął i zza namiotów wyskoczył Happy. Elementy zbroi uderzały o siebie, wydając metaliczne stuknięcia z każdym jego ruchem. Natsu zajął miejsce w siodle i posłał księżniczce promienny uśmiech.
- Sombra jest mój - oświadczył. - Skubany chciał cię zabić. Nie opłaci mu się to - skwitował.
- Następnym razem, gdy się zobaczymy przyniosę ze sobą głowę Styks - oznajmiła Lucy. - Brillo, leć!
Zaraz po tych słowach smok wzbił się w powietrze, dorównując wojownikom Lumiency.
Gray spojrzał na Natsu i się krzywo uśmiechnął.
- Nie zgiń, płomyczku. Z Gajeelem nie kłóci mi się tak dobrze jak z tobą.
- Ty też postaraj się przeżyć, tatuśku - parsknął mag ognia. - Pora na ciebie.
Mężczyzna skinął jedynie głową i zerknął na namiot, w którym ukrywała się Juvia, po czym ruszył galopem przed siebie.
- Wygramy to, Happy. - Natsu poklepał łeb gryfa i powtórzył te słowa, jakby chciał przekonać siebie bardziej niż zwierzę.

__________________________


niedziela, 17 września 2017

One-shot - List

Natsu zamknął za sobą drzwi i rzucił szal na wieszak. Dopiero wrócił po tygodniowej misji. Brzuch domagał się jedzenia, a zmęczone oczy snu. Wszedł w głąb mieszkania i rozejrzał się po pokoju, szukając swojego kociego przyjaciela. Pomieszczenie wydawało się czystsze niż przed jego wyjazdem. Podrapał się w tył głowy i wydał pomruk zdziwienia. Wtedy Happy wychylił się zza framugi drzwi i, widząc maga ognia, rzucił czapkę kucharską i łyżkę.
- Natsu! - zawołał i wtulił się w pierś mężczyzny. - Nareszcie wróciłeś! Przecież ta misja miała trwać tylko trzy dni! A ciebie nie było tydzień, Natsu! - Spojrzał na niego z wyrzutem.
Salamander uśmiechnął się pobłażliwie i potarmosił jego niebieskie futro.
- Nie chciałem korzystać z pociągu... - odparł beztrosko. - Co przygotowałeś na kolację?
- Jakbyś nie wiedział - westchnął Happy.
- No tak. Ryba?
Zwierzak przytaknął i nagle chwycił się za głowę. Po tym Natsu poczuł smród spalenizny. Mały kucharz czym prędzej poleciał do kuchni, aby uratować potrawę. Mężczyzna zaśmiał się cicho i wszedł do swojej sypialni, żeby odłożyć plecak. Stare deski zaskrzypiały, jak za każdym razem, gdy tu wchodził. W pomieszczeniu roznosił się zapach kwiatów, które zapewne przyniosła Lisanna. Pewnie też uprzątnęła nieco mieszkanie. Westchnął z rezygnacją. Nie chciał, żeby marnowała swój czas na coś takiego. Potrzebowała treningu, skoro chciała startować na maga klasy S. Natsu położył bagaż na łóżku i usiadł na krześle przy niewielkim stoliczku. Oparł głowę na dłoni, wpatrując się w biało-różowe kwiaty. Wtedy jego wzrok natrafił na kartkę pod wazonem. Uniósł go i zabrał papier, który okazał się kopertą. Obrócił ją kilka razy w dłoni. Miał zamiar zawołać Happy'iego i spytać co to i od kogo, ale widząc staranne pismo, wstrzymał się. Kojarzył je. Zapach lawendowej świecy także wydawał się znajomy. Rozdarł górę koperty i wyciągnął kilka kartek z jej środka. Wziął jedną z nich do ręki i przetoczył wzrokiem po kilku pierwszych słowach.


Drogi Natsu! 
Musisz być naprawdę zdziwiony, że dostałeś ode mnie list. Zwłaszcza po tych wszystkich latach, przez które unikaliśmy ze sobą kontaktu.


Nie było miejscowości i daty. Salamander obrócił kartkę w dłoni i spojrzał na zapisany tył. Potem zerknął na leżące przed nim trzy kolejne arkusze.
- To jakaś cholerna epopeja - mruknął z niezadowoleniem. - Co do diabła?
Z kim zerwał kontakt? Zmarszczył brwi, a pomiędzy nimi pojawiła się zmarszczka. Nie przypominał sobie, by z kimkolwiek ostatnimi czasy się pokłócił. Jednak nadawca użył terminu "po latach". Dawna uraza? Zaczął czytać dalej.


Cóż, to chyba i tak już nie ma zbyt wielkiego znaczenia, skoro do ciebie piszę. Chciałabym wszystko wyjaśnić, Natsu. W końcu nie dałeś mi dojść do słowa. A potem odeszłam z Fairy Tail i wyjechałam z Magnolii. 


Natsu przerwał czytanie i na chwilę odłożył kartkę. Już wiedział, od kogo to list. Przejechał dłonią po twarzy i wypuścił ciężko powietrze z płuc. Odchylił głowę do tyłu i wrócił do czytania.


Jednak nie martw się. Zamieszkałam w równie pięknym miejscu. Musi cię ciekawić, w jakim. Wątpię, byś je znał. Niech cię to więc nie interesuje, bo po tym, co tu napiszę, możesz chcieć mnie odwiedzić. Dobrze więc, pora na rozwinięcie tego listu. Nie bez powodu został wysłany. 
Musisz o tym pamiętać, Natsu. A nawet jeśli nie - ją pamiętam doskonale. 
Wróciliśmy wtedy z misji, nie różniła się niczym od naszych innych wcześniejszych zadań. Wykonaliśmy ją szybko. I wszystko układało się naprawdę dobrze. Jak zwykle otworzyłeś drzwi mocnym kopnięciem, a przyjaciele powitali cię z otwartymi ramionami. Od razu skierowałeś się w stronę baru, za którym krzątała się Mira. Ja zostałam trochę z tyłu. Zamknęłam za tobą drzwi i podeszłam do Levy, która machała mi z ławki po lewej stronie gildii. Siedziałam z nią i rozmawiałam o książce, którą ostatnio dane mi było przeczytać. Zawsze wtedy traciłyśmy rachubę czasu. Mogłam z nią rozmawiać bez końca. Ale nagle ktoś uderzył o stolik butelką. Kiedy spojrzałam w górę, zobaczyłam Twoją uśmiechniętą twarz. Wyglądałeś tak słodko z tymi czerwonymi policzkami, Natsu.


- Czy naprawdę po tym wszystkim zamierzasz mi pisać o tym, jaki byłem uroczy? - mruknął mężczyzna, poprawiając kartkę w dłoni.
Poczuł, jak pieką go oczy. Przetarł je palcami i sięgnął do drewnianej szkatułki po okulary. Zanim znowu zaczął czytać, wbił wzrok w kwiaty. Wiedział, co Lucy tu napisze. Tak, jak pisała - pamiętał to doskonale. A przynajmniej Gray i Erza opisali mu to z najmniejszymi szczegółami. Wszystko potoczyło się nie tak, jak powinno.


Dopiero wtedy zobaczyłam, jak wygląda gildia. Bawiliście się doskonale, świętując nasz powrót, który był tylko pretekstem do wypicia. Było to do was podobne i nadal jest to dobre wspomnienie. Poprosiłeś mnie, bym wstała, a gdy to zrobiłam, postawiłeś butelkę na stoliku, prawie ją przewracając. W ostatniej chwili złapała ją Levy. Ty chwyciłeś mnie za tył głowy i, zanim zdążyłam się odsunąć i uciec, przycisnąłeś mnie do siebie, wbijając się w moje usta. 
Przysięgam. Moje serce fiknęło koziołka, a motyle zasłoniły oczy. Och, Nastu. Gdybyś tylko wiedział, ile dla mnie znaczyła ta chwila. Podnosiłam ręce, by zarzucić ci je na ramiona. Nawet nie przeszkadzały mi spojrzenia reszty gildii. Jednak Ty wtedy się odsunąłeś i... Ty...


Natsu rzucił kartką na stolik i z jękiem wstydu oraz zażenowania odchylił się na krześle do tyłu, ukrywając twarz w dłoniach. Podobno przegrał z Caną w konkursie nazwanym "kto wypije więcej?" i jego wyzwaniem było pocałowanie Lucy. Wtedy nie myślał trzeźwo. Stwierdził, że lubi Lucy i pocałuje ją jak przyjaciółkę. Nie sądził, że tak to się skończy.


Zwymiotowałeś na mnie.
Do cholery. 
A potem się przewróciłeś i wszyscy zaczęli się śmiać. Nawet Levy. Chociaż, widząc mój zapłakany wzrok, przestała. Chciała coś powiedzieć, ale wtedy wybiegłam z gildii.
Przez trzy dni was unikałam. Byłam rozczarowana i ośmieszona, nawet jeśli tylko wśród znajomych. Raz nawet do mnie przyszedłeś, ale zamknęłam się w łazience i udawałam, że mnie nie ma. Wiem, że wiedziałeś, iż kłamię. Pewnie czułeś mój zapach. Jednak odszedłeś. 
Po tobie przyszła Erza i Levy. Ale sytuacja się powtórzyła. W każdym razie - nie otworzyłam nikomu. 


Natsu westchnął. Tego dnia czuł jej zapach. Jednak był zupełnie inny niż wcześniej. Był taki smutny i przygnębiony. Czuł, że to jeszcze nie czas. Chciał przeprosić. Bardzo żałował tego, co zrobił, ale postanowił poczekać, aż dziewczyna ochłonie.


Ktoś - podejrzewam, że to właśnie Ty - zostawiał mi codziennie kwiaty na łóżku. Co ja piszę? To musiałeś być ty. Tylko ty wchodziłeś do mojego mieszkania przez okno. Wiesz, miałam wtedy prawdziwy mętlik w głowie. I właśnie w czasie tej samotności myślałam tylko i wyłącznie o tym incydencie. Miałam gdzieś zbliżającą się zapłatę czynszu. Nie obchodził mnie nawet trening, który chciałam robić codziennie. Po prostu siedziałam i myślałam. Czy to coś więcej? Czy to tylko pijacka zabawa? Czy między nami będzie normalnie? Czy gildia o tym zapomni? Czy ja o tym zapomnę? Czy to o tym zapomnisz? I wreszcie: Czy ja Cię kocham? Setki pytań i, o zgrozo, - żadnej odpowiedzi. 
Czwartego dnia byłam zmuszona wyjść z domu, bo moje zapasy jedzenia szybko się skurczyły do jednego pomidora i kromki czerstwego chleba. Chciałam to załatwić szybko. Nadal nie do końca wszystko przemyślałam. Kiedy wychodziłam ze sklepu, zobaczyłam, jak machasz do mnie, stojąc obok Gray'a i Erzy. Wycofałam się i odbiegłam w przeciwnym kierunku. Niefartownie się złożyło, że szliście drogą, która prowadziła do mojego domu. 
Uciekłam od was, ignorując zły krzyk Erzy i Gray'a. Skręciłam dwa razy w prawo i raz w lewo. Musiałam się dostać do mojego mieszkania, a skoro blokowaliście najkrótszą trasę, pozostawała mi jeszcze ta naokoło. Jednak gdy łapałam oddech na moście, ktoś nagle mnie chwycił za rękę, nie pozwalając dalej biec.
To byłeś Ty, Natsu.
Mówiłeś coś, a właściwie bełkotałeś. Musiałeś mi mieć naprawdę sporo do powiedzenia, a strach przed tym, że znowu ucieknę, nie pomagał w odpowiednim dobieraniu słów. W końcu wypowiedziałeś żałośnie "przepraszam". I byłam skłonna ci wybaczyć, otwierałam nawet usta, aby powiedzieć spokojnie "nic się nie stało!", ale mi przerwałeś.
"Za ten buziak też cię przepraszam, naprawdę! Nic z tego nie pamiętam. Byłem pijany, a Cana mnie podpuściła. Nie chciałem tego robić, świadomie przecież nigdy bym ci tego nie zrobił." 
Uśmiech, który widniał na mojej twarzy, znikł. Czułam, jak drży mi dolna warga. Z jakiegoś powodu byłam zawiedziona. Wtedy nie rozumiałam dlaczego. Przeprosiłeś mnie w końcu i czułam, że żałujesz. Ale coś nie pozwoliło mi być wtedy spokojną. Wyrwałam rękę z twojego uścisku...


I spojrzałaś na niego z okropną złością, która żarzyła się w twoich oczach. Był zdezorientowany. Nie wiedział, co cię tak nagle zdenerwowało. Pomyślał, że może wciąż gniewasz się za tą wpadkę z wymiotami. Desperacko chciał nawet zaproponować, że wypierze ci te ubrania, ale uznał to za zły pomysł i stwierdził, że lepiej będzie kupić nowe. Zaczęłaś krzyczeć i oskarżać go o zabawę cudzymi uczuciami. I chociaż nie płakałaś, to on czuł, jak w środku zalewasz się łzami. Kompletnie wybuchłaś i mówiłaś wszystko, co ci ślina na język przyniosła. Powtarzał spokojnie twoje imię, chcąc cię uspokoić, ale gdy złapał twoje nadgarstki, szarpałaś się, wołając, by cię nie dotykał.
"Po cholerę przynosiłeś mi te kwiaty?! Nadal chciałeś się bawić w dobrego przyjaciela? Gra skończona, Natsu! Po prostu daj mi spokój i mnie puść!"
Natsu był już zdenerwowany. Kompletnie cię nie rozumiał.


Nie chciałeś mnie puścić, co wtedy było najgorszym wyborem. Zamknęłam oczy i naparłam na ciebie najmocniej, jak potrafiłam i popchnęłam cię, wyrywając ręce. Usłyszałam, jak wołasz moje imię i otworzyłam oczy. Wtedy zobaczyłam, jak twoje nogi znikają za barierką mostu, a ty spadasz w dół. Byłam zbyt zszokowana, aby ci pomóc. Jednak po chwili zbiegłam na dół z górki i zobaczyłam, jak wstajesz cały przemoczony. Miałeś rozciętą brew, z której sączyła się krew. Chciałam przeprosić, ale nie dałeś mi się wytłumaczyć.
"Co z tobą jest nie tak, Lucy!? Zachowujesz się dziwnie! Przeprosiłem cię, a ty zaczynasz na mnie wrzeszczeć i do tego zepchnęłaś mnie z mostu?!" 
Krzyczałeś. Wyszedłeś z wody i przeszedłeś obok mnie.
"Nie wiem, o co ci chodzi, ale to chyba nie ja tu bawiłem się w dobrą przyjaciółkę!"
Odszedłeś.
A ja po tym wróciłam do domu. 
Następnego dnia chciałam cię przeprosić. Nawet upiekłam twoje ulubione ciasto. Jednak gdy przyszłam do gildii, czułam na sobie spojrzenia prawie wszystkich tam obecnych. Nie powiem, żebym wtedy czuła się zbyt komfortowo. Podeszłam do baru, za którym Mira wycierała szklankę. Pamiętam, że ona jako jedyna traktowała mnie normalnie. Dowiedziałam się, że wybrałeś się razem z Erzą, Grayem i Wendy na misję. 
Byłam zawiedziona i rozżalona. 
Kiwnęłam wtedy niemrawo głową. Widząc mój zawód, Mirze chyba zrobiło się mnie żal, bo zaprosiła mnie na kawę. Przyznaję, że nie wiedziałam, czy się zgodzić. Bardzo ją lubiłam, ale w tamtym czasie byłam zbyt impulsywna i bałam się, że mogłabym zrobić coś, czego będę żałować - tak jak Tobie. Jednak, nie wiedząc czemu... Zgodziłam się. I oboje wiemy, jak to się skończyło. Gdy usiadłyśmy w kawiarni i zamówiłyśmy gorące napoje, Mira zagaiła rozmowę. Początkowo nie szło nam zbyt dobrze. Żyłam we własnym świecie i myślałam tylko o tym, jak mogłabym cię przeprosić. 
"Lucy, widzę, że cały czas trapi cię ten wieczór. Chcesz o tym porozmawiać?" 
Nie odpowiedziałam od razu.
"Tak, chcę."
Powiedziałam jej o tym, co się stało - wtedy w gildii i na moście. Nie przerywała mi, to naprawdę dobra słuchaczka. Wyżaliłam się i wszystkie moje smutki spłynęły również na nią. Zastanawiała się przez chwilę, zanim odpowiedziała. 
"Chyba... chodzi o to, że dla ciebie ten pocałunek był przejściem przez granicę "przyjaciół". Patrzyłaś na Natsu jak na kogoś, kto zdobył twoje serce, tymczasem dla niego nadal jesteś tylko przyjaciółką." 
Czułam się, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Gapiłam się na Mirę szeroko otwartymi oczami. Mogę przysiąc, że byłam blada jak kreda. Wiedziałam o tym i jej słowa nie były dla mnie zaskoczeniem, a jednak tak na mnie podziałały. Usłyszałam, jak Mirajane wymawia moje imię i wtedy dostrzegłam, że drżą mi ręce. Przypomniał mi się wczorajszy dzień, gdy na Ciebie nakrzyczałam i zepchnęłam do wody. Dlaczego to wszystko miało miejsce? Wszystko przez tą głupią gildię, Canę i to, że Cię w to wciągnęła. To dlatego wtedy mnie pocałowałeś, a potem zwymiotowałeś na moją bluzkę. Przez to nie wychodziłam z domu, myśląc o tym i odcinając się od Fairy Tail. 
Chyba oszalałam.
Zamiast dziewczyny, przed sobą zobaczyłam Twoją zdenerwowaną twarz. Bełkotałam przeprosiny pod nosem i wbiłam się w tył siedzenia. Nawet nie wiedziałam, że zaczęłam płakać. W stronę naszego stolika zbliżał się kelner z kawą, którą zamówiłyśmy. Mirajane chwyciła mnie za rękę, starając się mnie uspokoić. 
"Nie wiem o co ci chodzi, ale to chyba nie ja tu bawiłem się w dobrą przyjaciółkę!"
Wstałam gwałtownie, potykając się o własne nogi i niechcący, uderzając o tacę. Kelner cofnął się w kierunku Miry, a filiżanka przechyliła się i wylała się na dekolt dziewczyny. Mirajane wrzasnęła z bólu i podniosła się z płaczem. Nie wiem, co się stało dalej. Zostawiłam pieniądze za kawę i wybiegłam z kawiarni, zostawiając ją samą. 


- Lucy, cholera - jęknął Natsu.
To prawda. Gdy wrócili z misji tamtego razu, Lisanna zastępowała swoją siostrę. A po kilku dniach Mirajane wróciła do gildii w bandażach. Nie była zła na Lucy. W przeciwieństwie do Erzy, która odwiedziła blondynkę jeszcze tego samego wieczoru. Po jej wizycie Lucy zdecydowała się odejść z Fairy Tail. Titania nigdy nie powiedziała, o czym rozmawiały.
Mag ognia przejechał ręką po twarzy i zaklął. Mirajane wciąż miała bliznę po tym spotkaniu w kawiarni, która niezaprzeczalnie szpeciła jej alabastrową skórę. Jednak nigdy się na to nie skarżyła. Nadal jest tak uśmiechnięta, jak dawniej.


Błądziłam po mieście przez resztę dnia. Aż w końcu wróciłam do domu. Byłam naprawdę przytłoczona tym, co się ostatnio stało. Nie wiem, ile dni minęło, odkąd Mirajane została poparzona. Moja kondycja psychiczna była naprawdę słaba i miałam wrażenie, że wystarczy mały wiaterek, aby całkowicie ją zburzyć. Wszystkie zmory, które dotychczas starałam się ignorować, atakowały mnie i szarpały resztki mojego wewnętrznego spokoju. Wiedziałam, że powinnam wrócić i was przeprosić. Ale tego nie zrobiłam. Zagłębianie się w ból było łatwiejsze niż łapanie radości. Uświadomiła mi to Erza, która wpadła do mojego mieszkania niczym huragan. Wiedziałam, że była zła. Krzyczała na mnie, a ja ją ignorowałam. Miałam dość słuchania tego, jak okropna jestem. 
"Lucy, do cholery, przestań! Naprawdę się tym przejmujesz?! Po prostu ich przeproś i będzie dobrze. Natsu też wcale się nie gniewa. Nawet chciał, żebyś szła z nami na tą misję. Zachowujesz się jak urażone kaczątko."
"Erza, czy ty naprawdę nic nie rozumiesz, czy udajesz tylko taką głupią?"
Rycerz cofnął się przed kaczątkiem. A to ci paradoks.
"Myślisz, że słowa typu "Nie martw się!" załatwią sprawę? Erza, ty nie masz pojęcia, jak się czuję. Nie graj "dobrej starszej siostry", bo nią nie jesteś."
Nie pamiętam dokładnie, o czym rozmawiałyśmy. Wiem, że nie obraziłam jej tymi słowami. Była jeszcze bardziej zaciekła i starała się mi pomóc - skuteczniej. Mówiła o Fairy Tail, o was, o misjach, o przyjaźni. I wtedy zrozumiałam, że wszystkie moje problemy zaczęły się właśnie od tego. Gdybym nie należała do tej gildii - nie poznałabym was. Co za tym idzie - nie skończyłoby to się tak, jak się skończyło. Po wizycie Erzy były to jedynie myśli. Ale po spotkaniu z Levy stały się realnymi planami. Jednak to, co stało się pomiędzy mną a nią, zachowam w sekrecie. Nie tylko Ty dostałeś list, Natsu. Mira, Erza i Levy także go dostały.
Odeszłam z gildii i wyjechałam bez pożegnania. Przez kilka lat pracowałam w bibliotece w niewielkim miasteczku na północy Fiore. Może zdziwi Cię ta informacja, ale po tym, jak odeszłam, znalazłam część szczęścia. Wyszłam za mąż i urodziłam dziecko. Poznałam nowych przyjaciół i skończyłam pisać książkę (nigdy jej nie wydałam). Jednak... Chyba wciąż za mną widziałam was i zdecydowałam, że wszystko wam, a zwłaszcza Tobie wyjaśnię. 
Prawdopodobnie nie zobaczymy się już więcej, a moje dłonie już nigdy nic nie napiszą dla nikogo. Smutny los, smutny koniec, jak to się mówi.
Natsu, byłeś naprawdę dobrym przyjacielem. Przepraszam Cię za to wszystko, co się stało i za to, jak Cię potraktowałam. Miałeś rację co do mnie. 
Mam nadzieję, że Twoje życie także się ułożyło i że Fairy Tail nadal jest pełne sił. 
A Tobie i mi dane będzie się jeszcze spotkać gdzieś, gdzieś daleko od tego ludzkiego bałaganu. 
Żegnaj, Natsu.
Lucy

P.S. Gratulacje z powodu awansu na maga klasy S.

Gdy Natsu odwrócił kartkę, znalazł na jej tyle kilka zdjęć wyciętych z gazet. Cztery z nich zostały zrobione po odejściu Lucy, a dwa przed nim. Jedno było szczególnie uwzględnione. Otoczone ramką z czarnego papieru, na którym stali razem z Erzą, Grayem i Lucy.
Mag ognia odłożył kartki i ukrył twarz w dłoniach. Jak powinien zareagować? To wszystko było jednym wielkim nieporozumieniem. Stracił z nią kontakt. Czy gdyby wtedy nie pocałował jej, to nic by się nie zdarzyło?
- Przepraszam, Lucy - jęknął. - Przepraszam, Lucy - powtórzył głośniej, zabierając ręce z twarzy. - Przepraszam.
Poczuł, jak reszta słów więźnie mu w gardle. Ona i tak go nie usłyszy.
- Natsu? - W drzwiach pojawił się Happy z łyżką w łapce. - Chodź, kolacja gotowa.
Mężczyzna zaśmiał się pod nosem i spojrzał na przyjaciela.
- Zaraz przyjdę - odpowiedział i wstał.
Przeszedł obok Happy'iego i chwycił szal z wieszaka.
- Natsu? - zdziwił się.
- Idę do Levy - odpowiedział. - Muszę z nią o czymś porozmawiać. Zjedz beze mnie.
Mówiąc to, wepchnął kopertę do kieszeni spodni i wyszedł z mieszkania.


______________________
Uprzedzając pytania: To zakończenie miało tak wyglądać.
Jest to wprawdzie one-shot, ale być może kiedyś powstaną
następne części z listów do Levy, Mirajane i Erzy.
One-shot został udostępniony także na wattpadzie.
Dziękuję za przeczytanie i ewentualne komentarze.
Betował: Friksu Xovsky 

poniedziałek, 17 lipca 2017

Rozdział 37 - Strategia

Rozdział 37 



Nastał wieczór. Czas narady, podczas której księżniczka przedstawi strategię walki ze Styks. Natsu jako ostatni wszedł do namiotu. Przywitały go zdeterminowane spojrzenia towarzyszy. Stanął pomiędzy Gray'em, a Erzą i spojrzał na rozłożoną na stoliku starą mapę najbliższej okolicy. 
- Skoro już wszyscy są, możemy zacząć. Mamy naprawdę dużo rzeczy do omówienia - zwróciła się do przybyłych. - Jak wiemy, Gurin, był szpiegiem Styks i powiadomił ją o wykopanych rowach. 
Na samo wspomnienie Ariana odwróciła głowę i zacisnęła usta w cienką linię. Nie mogła uwierzyć w to, że jej brat, dowódca, jeden z najlepszych, najsilniejszych elfów mógłby być zdrajcą. Było to dla niej tak bezsensowne. Znała Gurina lepiej niż ktokolwiek. Była z nim dłużej niż ktokolwiek. I trenowała tak ciężko aby mu dorównać. By walczyli ramię w ramię. 
- Jednakże, nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. - uśmiechnęła się tajemniczo, po czym omiotła zebranych znaczącym spojrzeniem. - Można powiedzieć, że Brillo ma znajomości. 
Wszyscy z uwagą przysłuchiwali się księżniczce. Jej strategia nie spodobała się wszystkim, ale finalnie została całkowicie zaakceptowana. Po dwóch godzinnych obradach wszystko było ustalone. Wszyscy wiedzieli czego Lucy od nich oczekuje i co mają zrobić by te oczekiwania spełnić. Lumiency, poprawiając pelerynę wyszła z namiotu, tuż za Erzą i Mirajane. 
Blondynka widząc z jaką radością rozmawiają zatrzymała się. Od dłuższego czasu ogarniał ją strach. Miała tak wiele obaw związanych z tą wojną. Bała się, że nie uda jej się pokonać Styks, co więcej znowu zginie, nie mogąc ochronić swoich bliskich. Ta wizja, którą miała kilka miesięcy temu... Lucy już tutaj była. W tym dziwnym śnie. To wtedy przegrała, dając się podejść. Uderzyła wraz z Brillo o górę. Zginęła. I nie mogła nic zrobić. Jeżeli znowu zginie to jej przyjaciele, najdrożsi na świecie zatoną wraz z nią. Ale w przeciwieństwie do niej - nie odrodzą się. Ona tańczy walca ze śmiercią. Oni tylko patrzą. 
- Lucy! - z rozmyślań wyrwał ją głos Natsu. 
Odwróciła się i spojrzała na niego. Od razu na jej twarz wpłynął uśmiech. On był kimś, kto rozpalał w niej ciepłą radość. Czasami miewała nieodparte wrażenie, że z nim może osiągnąć wszystko. Nawet wizja walki ze Styks nie wydawała się tak okrutna. 
- Co powiesz na mały spacer? - zaproponował z szerokim uśmiechem. 
Księżniczka już otwierała usta, by przyjąć jego propozycję, ale nim dokończyła przerwało jej pojawienie się Brillo. 
- Wybaczcie, drogi przyjacielu, kochany jeźdźcu, ale nadal istnieją działania i sprawy, które niezwłocznie należy rozpatrzeć - rzekła niezwykle inteligentnym i łagodnym głosem. 
- Ah. No tak, oczywiście. Masz dużo pracy - zaśmiał się smutno Natsu i podrapał w tył głowy. - Przepraszam, ciągle zapominam, że jutro... Same wiecie. No cóż, więc do zobaczenia. Idę trochę poćwiczyć - pożegnał się i szybkim krokiem odszedł, zostawiając oniemiałą dziewczynę z wyciągniętą w jego stronę dłonią. Lucy powoli opuściła rękę i przez chwilę wbijała wzrok w swoje buty. 
- Tak, chodźmy, Brillo - westchnęła i wskoczyła na grzbiet smoka.
- Brillo. - Lucy czując chłodny wiatr owiewający jej twarz na chwilę straciła wiarę. - Jak wielkie jest ryzyko, że i tym razem nie uda nam się pokonać Styks? - nie chciała o to pytać, znacznie bardziej wolała żyć w przekonaniu, że szanse na zwycięstwo są duże, że mają po swojej stronie wystarczająco sił aby raz na zawsze obalić rządy złej królowej. Ale każdego dnia patrząc na przyjaciół myślała "A co jeśli się nie uda?". Widok cierpiących, zrozpaczonych przyjaciół podczas, gdy one była bezsilna nie raz strącał jej sen z powiek.
- Lumiency. - jednak powaga w głosie smoka była czymś co od razu postawiło Lucy na nogi. - Zbyt wiele razy widziałam twoją śmierć i zbyt wiele razy Tristeza triumfowała. Nadszedł czas i pokolenie, które jest zdolne zakończyć to wszystko. Jesteś teraz silniejsza niż kiedykolwiek. Uwolniłaś mnie, masz wsparcie swoich przyjaciół, strażników ognia i lodu, elfów, a także czterech sprzymierzeńców. Uwierz w swoje możliwości. To twoje przeznaczenie. - Brillo była świadoma bardziej niż ktokolwiek inny skutków nadchodzącej bitwy. Dlatego teraz jej priorytetem było, by wzbudzić nie tylko w jeźdźcu, ale także we wszystkich innych żołnierzach, chęci wygranej.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy. - blondynka wzięła głęboki oddech i na wydechu pozbyła się wszystkich dręczących myśli. - Udajemy się do tego budynku? - wskazała palcem na wyłaniający się z kłębów mgły budynek, o budowie przypominającej jedną z twierdz zamkowych.
- Tak, jeźdźcu. Jest to jedyny budynek w tym świecie... który powstał gdy wszyscy jeszcze żyli w harmoni - odpowiedziała i obniżyła lot, szykując się do  lądowania. - Znajduje się tam coś co będzie niezbędne w czasie jutrzejszej bitwy. - zatrzymała się i potężnymi skrzydłami otworzyła wejście. - Wejdź.
W budynku oprócz regałów zapełnionych skórzanymi książkami i obrazami było coś co w sposób szczególny zwracało swoją uwagę. Lucy niepewnie zrobiła kilka kroków do przodu, rozglądając się. Im bardziej w głąb wchodziła tym lepiej widziała postać stojącą na piedestale. W pierwszych sekundach księżniczka myślała, że to naprawdę żywa osoba. Jednak szybko zdała sobie sprawę, że to jedynie pusta zbroja. 
- Jest okuta moją łuską - powiedziała Brillo. - Dzięki temu jest bardzo wytrzymała. 
Lucy dotknęła napierśnika i przejechała po nim dłonią. 
- Czy ja... Czy to...
- Tak. To należy do ciebie, najdroższa przyjaciółko.  



Levy westchnęła i wyszła z namiotu. Razem z Wendy miała założyć okucie gryfowi. Niestety o ile zwierzę pozwalało się dotknąć Wendy, to na Levy reagowało sykiem i złością. 
- Dam sobie radę! - zawołała z wnętrza namiotu dziewczynka. 
- Miałyśmy to zrobić razem, głupio się czuję, że cię z tym zostawiam - mruknęła z niezadowoleniem. 
- Spokojnie, teraz skończę szybciej. Możesz iść pomóc Juvii lub Mirajane! 
Levy nie odpowiedziała. Rzuciła ciche pożegnanie po czym odeszła. Była zmęczona, podobnie jak reszta. O ile elfy, stanowiące główną armię spały już od godziny to ani ona, ani inne osoby z bliskiego otoczenia księżniczki nie mogły. Wszyscy chcieli pomóc. Musieli być jak najlepiej przygotowani. Chcieli wybrać i pokonać Styks, ale jeśli im się nie uda, nie chcieli zginąć. Jednak wszyscy zdają sobie sprawę z tego jak się może skończyć ich życie, gdy rzucą się w wir walki. 
Dziewczyna kilka razy potknęła się o własne nogi. Nie widziała zbyt wiele w takiej ciemności. Ostrożnie, trzymając się okolicznych drzew zmierzała do punktu, gdzie paliło się ognisko. Było idealnie widoczne. Z ulgą stwierdziła, że jest już coraz bliżej. Nawet zauważyła, że przed nią idzie Erza z Arianą i Shiro. Otwierała usta, aby zawołać przyjaciół, ale nim jakikolwiek dźwięk wydostał się z jej ust ktoś zarzucił jej rękę od tyłu i przytknął do nosa ścierkę nasączoną czymś dziwnym. Dopiero po chwili, czując ziołowy charakterystyczny zapach Levy zrozumiała. To nic innego jak wyciąg z nagietku, który podaje się chorym w bardzo ciężkim stanie. Innymi słowy, środek nasenny. Dziewczyna zaczęła się szarpać, starając się wstrzymać oddech i nie wdychać nasennych oparów. Jedynak z każdą chwilą było to coraz trudniejsze. Wierzgała i starała się kopnąć przeciwnika. Z nadzieją w oczach spojrzała w stronę oddalających się towarzyszy. Nie mogąc dłużej wytrzymać bez powietrza uległa i nabrała haust powietrza. Od razu zakręciło się jej w głowie, a przed oczami pojawiły się czarne plamy. Nagle wróg, który ją trzymał puścił jej ciało. Levy upadła na kolana, próbując opanować oddech. Spod wpół przymrużonych oczu widziała jak napastnik uderza o drzewo, a następnie zjeżdża po nim na dół i traci przytomność. Ostatnie co zobaczyła to biegnącego w jej stronę Gajeel'a. Wyglądał na naprawdę zmartwionego.



Juvia ścisnęła materiał sukienki i spięła się. Gray nerwowo chodził po pokoju to w jedną, to w drugą stronę. Kilka razy zatrzymał się, chcąc coś powiedzieć, rzucić jakimś pomysłem jak mogliby rozwiązać tę sprawę, ale równie szybko zamykał usta i wracał do poprzedniej czynności. Po kilku minutach cisza pomiędzy nimi ciążyła Juvii. Dziewczyna wstała gwałtownie, a pieniek, na którym siedziała przewrócił się. 
- Musimy im to wszystko po prostu wytłumaczyć - oznajmiła stanowczo. - Księżniczka jak i reszta na pewno zrozumieją, Gray. Może postąpiliśmy trochę głupio, masz rację. Jednak to już przeszłość. Teraz musimy zaufać reszcie. 
- Juvia - westchnął. - Nie weźmiesz udziału w jutrzejszej bitwie. Nie zgodzę się na to. 
- Co!
- Nie będę mógł walczyć dopóki będę miał świadomość, że szwędasz się gdzieś na polu bitwy, a może nawet jesteś już martwa! - syknął. 
- Gray... Ja chcę pomóc.
Mężczyzna odwrócił się w jej stronę i zgromił ją karcącym spojrzeniem, jakby była małą dziewczynką, która zrobiła coś złego. Pokręciło głową i do niej podszedł, obejmując jej ramiona łagodnym uściskiem. 
- Dobrze wiesz, że cię kocham - szepnął, przyciągając ją do piersi. - Nie mogę dopuścić do siebie myśli, że mógłbym cię stracić. Wiem, że chcesz pomóc. Jeśli tu zostaniesz, będziesz mogła pomóc Mirze przy rannych. A ja będę spokojny i będę mógł się skupić na bitwie. Juvia, tak będzie lepiej dla ciebie i dla dziecka.
Kobieta wtuliła się w zagłębienie jego szyi. Bardzo chciała mu pomóc. Walczyć razem z nim. Pokonać Styks u boku księżniczki. Chciała, ale Gray miał rację. 
- Zostanę. Ale jak się dowiem, że cokolwiek ci się sta...
Nagle usłyszeli krzyk i do namiotu wpadł martwy mężczyzna. Jego twarz była wykrzywiona w bólu. Przez chwilę przez jego ciało przechodziły spazmy, aż w końcu zastygł w bezruchu. Nie żył. Jego oczy nadal były szeroko otwarte, a z ust wypływała krew. Gray zasłonił Juvię ręką i położył dłoń na rękojeści w kształcie orła. Ktoś wyciągnął miecz z ciała nieszęśnika i wszedł do środka. Strażniczka księżniczki zasłoniła usta ręką, nadal będąc w szoku. Nie mogła uwierzyć w to co się przed chwilą stało. 
- Natsu! - krzyknął Gray ze zdziwieniem.

Natsu spojrzał na martwego mężczyznę, po czym przeniósł wzrok na towarzyszy. Wytarł miecz o czerwoną pelerynę i delikatnie się uśmiechnął.
___________________________________________
Jak mijają wam wakacje? 
Mamy nadzieję, że korzystacie z nich pełną parą! 


Wojna jest coraz bliżej.
Lucy atakuje zwątpienie i strach. 
Czy uda się jej stanąć twarzą w twarz z jej przeznaczeniem?
Dowiecie się tego w następnym rozdziale!

Dziękujemy za każdy komentarz. Nawet kilka słów nas cieszy :)


czwartek, 13 kwietnia 2017

Rozdział 36 - Wąż wśród nas

  Rozdział 36

Gdy wszystkie elfy przybyły i przeszły przez portal, wrota zostały zniszczone przez smoka. Nikt teraz nie myślał o odpoczynku. Za kilka dni, ten skrawek ziemi będzie polem decydującej bitwy. Nie mieli gwarancji, że uda im się przeżyć. Doskonale zdawali sobie sprawę, że siły Styks są większe i lepiej uzbrojone niż oni. Jednak coś nie pozwalało im się poddać. Była to nadzieja. Ukryta w sercu każdego z nich. Właśnie dlatego od kilku dni elfy intensywnie pracują. Większość żołnierzy przechodzi ostatnie treningi pod czujnym okiem Natsu i generała elfów. Inni natomiast pod dowództwem Erzy kopali doły obronne. Lucy miała plan i strategię. Miała nadzieję, że chociaż trochę zrówna to siły. Postęp przygotowań śledziła, latając na Brillo.
Levy, Gajeel, Mirajane oraz Gray przeszukiwali teren. Jeśli jest coś, o czym Lucy powinna wiedzieć, to oni to znajdą. Wendy i Juvia zostały w obozie razem z innymi kobietami i dziećmi. Każda pomoc jest niezbędna. Właśnie dlatego wiele elfek zgłosiło chęć uczestnictwa w walce. Ich rola była bardzo istotna. Miały pomagać rannym.
- Ten sektor jest gotowy - oznajmiła Lucy.
- Lumiency, powiedz, co planujesz? - w głowie księżniczki rozbrzmiał łagodny głos smoka. Blondynka uśmiechnęła się pod nosem.
- Dzisiaj na spotkaniu dokładnie wszystko omówię - odparła. - Lądujemy - powiedziała, widząc machającą w jej stronę Erzę.
Smok zniżył lot. Dla księżniczki było to jak sen. W tym wszystkim czuła dziwną tęsknotę, nostalgię i coś znajomego, a jednocześnie było to dla niej tak nowe doznanie. Już po chwili księżniczka stała tuż obok rycerza.
- Lumiency, jest coś, co muszę ci jeszcze pokazać - rzekł smok. Lucy kiwnęła głową.
- Erzo, widzę, że prawie skończyliście.
Spojrzała na głęboki rów. Gdyby tam wskoczyła to nie udałoby jej się wydostać bez czyjejś pomocy.
Oby to zadziałało.
- Elfy naprawdę dobrze się spisały. - czerwono-włosa uśmiechnęła się szeroko i odrzuciła włosy na bok. - Teraz pozostało tylko zastawić kilka pułapek.
- Dobry pomysł. - Lucy pokiwała głową i widząc naglące spojrzenie smoka wsiadła z powrotem na Brillo. - W takim razie zostawiam pułapki tobie i Gurinowi. Ariana przekazała mu by zajął się wraz z kowalami konstruowaniem zasadzek.

- Wiem, wiem. Był tutaj niedawno. Poszedł do lasu poszukać miejsc na pułapki. Właściwie... to dziwne, że jeszcze nie wrócił.
- Może go poszukasz? - zasugerowała Lucy. - Lecimy sprawdzić jak radzą sobie inni, Erzo. Przyjdź dzisiaj na spotkanie.
Zaraz po tym jeździec i Brillo wzbiły się w powietrze.Erza spojrzała w miejsce, w którym kilka minut temu zniknął elf. Nie znała go dobrze, ale coś kazało jej nie mieć do niego zaufania. Tajemniczy i seksowny, ale skrywający wiele sekretów. - Widzieliście go czy może przegapiłam jego powrót? - zwróciła się do kilku elfów, kopiących dół.
- Nie wracał tutaj - stwierdził jeden z nich. - Ale widziałem jak szedł w tamtym kierunku. - wskazał palcem.
- Więc lepiej podziwiać naturę niż pomóc w przygotowaniach - skwitowała i ruszyła w stronę wskazaną przez elfa. - Już ja mu wyjaśnię na czym polega praca zespołowa.

Faktycznie, w oddali zobaczyła jego plecy. Był od niej całkiem daleko. Nie chcąc zgubić go z oczu zaczęła biec. Jej szósty zmysł dał o sobie znać, gdy coraz bardziej zagłębiała się w puszczę. Nie były to złe przeczucia, każące jej zawrócić, ale uczucie, które wręcz przeciwnie zachęcało ją do szybszego biegu. Skoczyła nad krzakami przerośniętych już jeżyn. Widziała go coraz wyraźniej. Miała już krzyknąć, kiedy niespodziewanie zobaczyła miejsce, w które elf zmierza. Ogromne wrota wykute w skale. Tak bardzo podobne do tych Brillo. Ale te emanowały złowrogą energią. Teraz nie mogła się wycofać, musiała dowiedzieć się o co tutaj chodzi. Nabrała powietrza do płuc i ruszyła za wojownikiem. Tylko cudem udało jej się niezauważenie wskoczyć do środka za Gurinem.
Erza poczuła, że zrobiło się chłodniej. Zaraz po pojawieniu się z drugiej strony portalu nie miała wiele czasu na przemyślenia. Wokół było wiele strażników. I chyba tylko dzięki szczęściu, żaden nie skupiał uwagi na portalu. Erza natychmiast schowała się za stojącymi nieopodal skrzyniami. Przełknęła ślinę. Gurin pewnym siebie krokiem szedł w kierunku tak bardzo znienawidzonej Erzie osoby. Styks, w pięknej, rubinowej sukni podniosła dumnie głowę i przemówiła. Niestety ukryta dziewczyna nie słyszała wyraźnie co mówi. Ostrożnie ruszyła w ich kierunku, uważnie pilnując by pozostać niezauważoną.
- A więc?
- Po obu stronach Lucy kazała wykopać doły...
Erza zamarła. Ten perfidny...! Właśnie zdradzał plan księżniczki. Gdy miała wyjść z ukrycia i zaatakować, powstrzymał ją dźwięk grzechoczącej, ciężkiej zbroi. Wyjrzała zza skrzyń i na widok wysokiego, odzianego w czarny metal mężczyzny zabrakło jej tchu.
- Co ze smokiem? - powiedział spokojnie.
Jednak w tym głosie było czuć obrzydzenie. Mimo łagodnego brzmienia, był jak cierniste kolce, które wbijają się głębiej i głębiej. Styks uśmiechnęła się słodko. Wydawała się całkowicie zapatrzona w mężczynę.
- Lucy dzisiaj wieczorem zdradzi strategię walki. Jutrzejszego poranka powiem...
- Jutrzejszego poranka będzie wojna! - wrzasnęła niespodziewanie Styks i podeszła do elfa jakby miała go zaraz uderzyć. Zamiast tego położyła bladą, odzianą w czarną rękawiczkę dłoń na jego policzku.
- Zdajesz sobie sprawę, że to będzie za późno? - szepnęła mu do ucha.
Idealna manipulatorka.
- Możecie zaatakować po południu... chcę żebyście...
- Kochany - zaśmiała się spokojnie. - Ty nie masz tu czego CHCIEĆ. Pamiętaj, że to ja jestem tą wygraną. To ja pokonam Lumiencę! To JA wygram!
- Umowa była jasna - zmarszczył brwii.
- Tak - przytaknęła Styks z niewinnym uśmiechem i kręcąc biodrami wróciła do brata. - I jest nadal aktualna. Ty chcesz mieć tą wstrętną dziewuchę żywą, a ja chcę by cierpiała. Czy nie ma lepszej tortury niż przemoc psychiczna? - zachichotała. - Zabijemy wszystkich, którzy są dla niej ważni - syknęła pod nosem, zaciskając pięść. - PRAWDA TRISTEZO?! - wrzasnęła z rozbawieniem. - POMYŚL TYLKO JAK CUDOWNY BĘDZIE TO SMAK ZWYCIĘSTWA!
Pokój wypełnił drażniący, ciemny dym, który był nieprzyjemnie ciepły. Za kobietą pojawiły się dwa czerwone ślepia, przypomianające te jakie ma wąż. A zaraz po tym olbrzymi smok z ostrymi jak brzytwa rogami wyłonił się z ciemności. Zaryczał głośno. Erza musiała zacisnąć ręce na uszach by nie ogłuchnąć. Tristeza rozpostarła potężne, obsydianowe skrzydła i mierząc obecnych złowrogim spojrzeniem odezwała się:
- To ja jestem sędzią życia i śmierci.
Teraz Erza nie miała żadnych wątpliwości. Z każdą sekundą znajdowania się w tym miejscu upewniała się, że Gurin jest zdrajcą. Wnuk Shiro, brat Ariany jest zdrajcą. Nie mieściło jej się to w głowie, ale teraz musiała o tym powiadomić resztę przyjaciół bo czasu nie pozostało wiele, a Styks wie niemal o wszystkich planach, pułapkach i zasadzkach, które dla niej przygotowali. Czerwono-włosa odwróciła się i powoli wycofywała się w głąb jaskini gdzie znajdował się portal do świata Brillo. Lecz było coś o czym Erza nie miała pojęcia. Tristeza była smokiem o niebywałym zmyśle słuchu. Ciężki oddech dziewczyny niemal natychmiast został wykryty przez potężną bestię.
-INTRUZ.

Erza rozumiejąc, że została wykryta zerwała się do biegu. Nie obejrzała się nawet w stronę stojącego rodzeństwa i Gurina. Jedyne co usłyszała to krzyk Styks, wyrażający jej oburzenie. Wbiegła do portalu i nie zatrzymując się ruszyła przed siebie. Nie słyszała już nic.
Pulsująca krew, szybkie bicie serca i łapczywe nabieranie powietrza całkowicie zagłusza świat dookoła.
Nagle coś wplątuje się jej pomiędzy nogi, a ona upada na ziemię. Odwraca się szybko i przekręca w drugą stronę, unikając ciosu mieczem w głowę. Wstaje chwiejnie i obdarza Gurina pogardliwym spojrzeniem.
- Nie ładnie podsłuchiwać cudzych rozmów - warczy.
Jego twarz jest czerwona. Zwraca to uwagę dziewczyny. Ciekawe czy to od długiego biegu czy ze wstydu?
- Nie ładnie jest zdradzać przyjaciół - syczy Erza w odpowiedzi.
Elf wzrusza ramionami i skacze do przodu, atakując. W dłoni Erzy pojawia się miecz, a ciało zostaje ukryte pod zbroją. W mgnieniu oka odpiera ataki, stykając oba miecze. Nikt nie drgnie. Dziewczyna dzielnie trzyma broń w ręku, nie pozwalając Gurinowi by jego miecz cokolwiek jej zrobił. Ich wzrok spotyka się na moment. W pewnej chwili mężczyzna uśmiecha się i kopie szkarłatno-włosą w bok.
- Nie trać gardy - śmieje się.
Erza wstaje zdenerwowana. Jej wściekłość, nienawiść i głęboka pogarda złączona w jedno napełnia ją nową siłą. Z jej gardła wydobywa się krzyk, przepełniony złością, a wraz z nim dziewczyna skacze i unosi miecz. Zaskoczony Gurin nie wykonuje żadnego ruchu i efekcie zostaje powalony na ziemię, wraz z Erzą. Miecz szkarłatno-włosej ląduje tuż przy krtani wojownika. Elf, nie czekając wyciąga sztylet z kabury i przystawia go do gardła kobiety. Oby dwu od śmierci dzieli jeden ruch.
- Zdradziłeś nas! Zdradziłeś! - krzyczy. - Dlaczego to robisz?! Wszyscy, tak bardzo ci ufali! Shiro, Ariana, Lucy! Jak ty możesz im patrzeć w oczy!?
Mężczyzna zaciska mocniej zęby i przybliża ostrze do jej skóry.
- Myślisz, że cokolwiek wiesz? Nic nie wiesz, nic, a nic - syczy. - Żadne z was. Nikt! Nie powinien tutaj być. Już dawno to wszystko miało się skończyć. Już wiele lat temu - podnosi głos.
Erza nie spuszcza gardy i mierzy go wściekłym spojrzeniem, czekając aż powie coś więcej.
- Wszystko by się udało. Wszystko... Dalej...Ja...I ona... Nie zginęłaby... - zaczyna się gubić we własnych słowach.
Miecz szkarłatno-włosej drga.
- Erza!
Do uszu tej dwójki dobiega czyiś krzyk. W mgnieniu oka Gurin chwyta nadgarstek kobiety i zrzuca ją z siebie nim ta orientuje się w sytuacji. Wstaje i ostatni raz na nią patrząc mówi:
- Nic, a nic, nie zrozumiesz.
Po czym znika w gęstych krzakach i liściach.
Kobieta jeszcze przez chwilę wpatruje się w tamto miejsce. Następnie przed nią staje Levy i Gajeel. Niebiesko-włosa, dysząc klęka przy niej.
- Nic ci nie jest!?
Erza wędruje wzrokiem z niej na niego, a następnie marszczy brwii i mówi:
- Musimy iść do Lucy.

_________________________
No dobrze kochani. Kolejny rozdział!
Czy warto było czekać?
Mamy nadzieję, że tak.
Już niewiele zostało do końca.
Obyście

zostali z nami.

Zachęcamy do komentowania - to zawsze podnosi na duchu.
Poza tym chciałybyśmy się dowiedzieć ile osób dalej z nami jest.
Jak widzicie trochę się już zmieniło na blogu:
~ została poprawiona zakładka "Bohaterowie"
~ zostały zrobione nowe obrazki sag
~ muzyka została zmieniona
A także nasz facebook odżył.
Osoby, które go śledzą miały fragment rozdziału wcześniej.
Więc jeżeli chcecie być doinformowani w kwestii postępu pisania zapraszamy do polubienia go.
>Link do facebook'a<
Do zobaczenia w następnym rozdziale!


Szablon wykonała Domi L