niedziela, 17 września 2017

One-shot - List

Natsu zamknął za sobą drzwi i rzucił szal na wieszak. Dopiero wrócił po tygodniowej misji. Brzuch domagał się jedzenia, a zmęczone oczy snu. Wszedł w głąb mieszkania i rozejrzał się po pokoju, szukając swojego kociego przyjaciela. Pomieszczenie wydawało się czystsze niż przed jego wyjazdem. Podrapał się w tył głowy i wydał pomruk zdziwienia. Wtedy Happy wychylił się zza framugi drzwi i, widząc maga ognia, rzucił czapkę kucharską i łyżkę.
- Natsu! - zawołał i wtulił się w pierś mężczyzny. - Nareszcie wróciłeś! Przecież ta misja miała trwać tylko trzy dni! A ciebie nie było tydzień, Natsu! - Spojrzał na niego z wyrzutem.
Salamander uśmiechnął się pobłażliwie i potarmosił jego niebieskie futro.
- Nie chciałem korzystać z pociągu... - odparł beztrosko. - Co przygotowałeś na kolację?
- Jakbyś nie wiedział - westchnął Happy.
- No tak. Ryba?
Zwierzak przytaknął i nagle chwycił się za głowę. Po tym Natsu poczuł smród spalenizny. Mały kucharz czym prędzej poleciał do kuchni, aby uratować potrawę. Mężczyzna zaśmiał się cicho i wszedł do swojej sypialni, żeby odłożyć plecak. Stare deski zaskrzypiały, jak za każdym razem, gdy tu wchodził. W pomieszczeniu roznosił się zapach kwiatów, które zapewne przyniosła Lisanna. Pewnie też uprzątnęła nieco mieszkanie. Westchnął z rezygnacją. Nie chciał, żeby marnowała swój czas na coś takiego. Potrzebowała treningu, skoro chciała startować na maga klasy S. Natsu położył bagaż na łóżku i usiadł na krześle przy niewielkim stoliczku. Oparł głowę na dłoni, wpatrując się w biało-różowe kwiaty. Wtedy jego wzrok natrafił na kartkę pod wazonem. Uniósł go i zabrał papier, który okazał się kopertą. Obrócił ją kilka razy w dłoni. Miał zamiar zawołać Happy'iego i spytać co to i od kogo, ale widząc staranne pismo, wstrzymał się. Kojarzył je. Zapach lawendowej świecy także wydawał się znajomy. Rozdarł górę koperty i wyciągnął kilka kartek z jej środka. Wziął jedną z nich do ręki i przetoczył wzrokiem po kilku pierwszych słowach.


Drogi Natsu! 
Musisz być naprawdę zdziwiony, że dostałeś ode mnie list. Zwłaszcza po tych wszystkich latach, przez które unikaliśmy ze sobą kontaktu.


Nie było miejscowości i daty. Salamander obrócił kartkę w dłoni i spojrzał na zapisany tył. Potem zerknął na leżące przed nim trzy kolejne arkusze.
- To jakaś cholerna epopeja - mruknął z niezadowoleniem. - Co do diabła?
Z kim zerwał kontakt? Zmarszczył brwi, a pomiędzy nimi pojawiła się zmarszczka. Nie przypominał sobie, by z kimkolwiek ostatnimi czasy się pokłócił. Jednak nadawca użył terminu "po latach". Dawna uraza? Zaczął czytać dalej.


Cóż, to chyba i tak już nie ma zbyt wielkiego znaczenia, skoro do ciebie piszę. Chciałabym wszystko wyjaśnić, Natsu. W końcu nie dałeś mi dojść do słowa. A potem odeszłam z Fairy Tail i wyjechałam z Magnolii. 


Natsu przerwał czytanie i na chwilę odłożył kartkę. Już wiedział, od kogo to list. Przejechał dłonią po twarzy i wypuścił ciężko powietrze z płuc. Odchylił głowę do tyłu i wrócił do czytania.


Jednak nie martw się. Zamieszkałam w równie pięknym miejscu. Musi cię ciekawić, w jakim. Wątpię, byś je znał. Niech cię to więc nie interesuje, bo po tym, co tu napiszę, możesz chcieć mnie odwiedzić. Dobrze więc, pora na rozwinięcie tego listu. Nie bez powodu został wysłany. 
Musisz o tym pamiętać, Natsu. A nawet jeśli nie - ją pamiętam doskonale. 
Wróciliśmy wtedy z misji, nie różniła się niczym od naszych innych wcześniejszych zadań. Wykonaliśmy ją szybko. I wszystko układało się naprawdę dobrze. Jak zwykle otworzyłeś drzwi mocnym kopnięciem, a przyjaciele powitali cię z otwartymi ramionami. Od razu skierowałeś się w stronę baru, za którym krzątała się Mira. Ja zostałam trochę z tyłu. Zamknęłam za tobą drzwi i podeszłam do Levy, która machała mi z ławki po lewej stronie gildii. Siedziałam z nią i rozmawiałam o książce, którą ostatnio dane mi było przeczytać. Zawsze wtedy traciłyśmy rachubę czasu. Mogłam z nią rozmawiać bez końca. Ale nagle ktoś uderzył o stolik butelką. Kiedy spojrzałam w górę, zobaczyłam Twoją uśmiechniętą twarz. Wyglądałeś tak słodko z tymi czerwonymi policzkami, Natsu.


- Czy naprawdę po tym wszystkim zamierzasz mi pisać o tym, jaki byłem uroczy? - mruknął mężczyzna, poprawiając kartkę w dłoni.
Poczuł, jak pieką go oczy. Przetarł je palcami i sięgnął do drewnianej szkatułki po okulary. Zanim znowu zaczął czytać, wbił wzrok w kwiaty. Wiedział, co Lucy tu napisze. Tak, jak pisała - pamiętał to doskonale. A przynajmniej Gray i Erza opisali mu to z najmniejszymi szczegółami. Wszystko potoczyło się nie tak, jak powinno.


Dopiero wtedy zobaczyłam, jak wygląda gildia. Bawiliście się doskonale, świętując nasz powrót, który był tylko pretekstem do wypicia. Było to do was podobne i nadal jest to dobre wspomnienie. Poprosiłeś mnie, bym wstała, a gdy to zrobiłam, postawiłeś butelkę na stoliku, prawie ją przewracając. W ostatniej chwili złapała ją Levy. Ty chwyciłeś mnie za tył głowy i, zanim zdążyłam się odsunąć i uciec, przycisnąłeś mnie do siebie, wbijając się w moje usta. 
Przysięgam. Moje serce fiknęło koziołka, a motyle zasłoniły oczy. Och, Nastu. Gdybyś tylko wiedział, ile dla mnie znaczyła ta chwila. Podnosiłam ręce, by zarzucić ci je na ramiona. Nawet nie przeszkadzały mi spojrzenia reszty gildii. Jednak Ty wtedy się odsunąłeś i... Ty...


Natsu rzucił kartką na stolik i z jękiem wstydu oraz zażenowania odchylił się na krześle do tyłu, ukrywając twarz w dłoniach. Podobno przegrał z Caną w konkursie nazwanym "kto wypije więcej?" i jego wyzwaniem było pocałowanie Lucy. Wtedy nie myślał trzeźwo. Stwierdził, że lubi Lucy i pocałuje ją jak przyjaciółkę. Nie sądził, że tak to się skończy.


Zwymiotowałeś na mnie.
Do cholery. 
A potem się przewróciłeś i wszyscy zaczęli się śmiać. Nawet Levy. Chociaż, widząc mój zapłakany wzrok, przestała. Chciała coś powiedzieć, ale wtedy wybiegłam z gildii.
Przez trzy dni was unikałam. Byłam rozczarowana i ośmieszona, nawet jeśli tylko wśród znajomych. Raz nawet do mnie przyszedłeś, ale zamknęłam się w łazience i udawałam, że mnie nie ma. Wiem, że wiedziałeś, iż kłamię. Pewnie czułeś mój zapach. Jednak odszedłeś. 
Po tobie przyszła Erza i Levy. Ale sytuacja się powtórzyła. W każdym razie - nie otworzyłam nikomu. 


Natsu westchnął. Tego dnia czuł jej zapach. Jednak był zupełnie inny niż wcześniej. Był taki smutny i przygnębiony. Czuł, że to jeszcze nie czas. Chciał przeprosić. Bardzo żałował tego, co zrobił, ale postanowił poczekać, aż dziewczyna ochłonie.


Ktoś - podejrzewam, że to właśnie Ty - zostawiał mi codziennie kwiaty na łóżku. Co ja piszę? To musiałeś być ty. Tylko ty wchodziłeś do mojego mieszkania przez okno. Wiesz, miałam wtedy prawdziwy mętlik w głowie. I właśnie w czasie tej samotności myślałam tylko i wyłącznie o tym incydencie. Miałam gdzieś zbliżającą się zapłatę czynszu. Nie obchodził mnie nawet trening, który chciałam robić codziennie. Po prostu siedziałam i myślałam. Czy to coś więcej? Czy to tylko pijacka zabawa? Czy między nami będzie normalnie? Czy gildia o tym zapomni? Czy ja o tym zapomnę? Czy to o tym zapomnisz? I wreszcie: Czy ja Cię kocham? Setki pytań i, o zgrozo, - żadnej odpowiedzi. 
Czwartego dnia byłam zmuszona wyjść z domu, bo moje zapasy jedzenia szybko się skurczyły do jednego pomidora i kromki czerstwego chleba. Chciałam to załatwić szybko. Nadal nie do końca wszystko przemyślałam. Kiedy wychodziłam ze sklepu, zobaczyłam, jak machasz do mnie, stojąc obok Gray'a i Erzy. Wycofałam się i odbiegłam w przeciwnym kierunku. Niefartownie się złożyło, że szliście drogą, która prowadziła do mojego domu. 
Uciekłam od was, ignorując zły krzyk Erzy i Gray'a. Skręciłam dwa razy w prawo i raz w lewo. Musiałam się dostać do mojego mieszkania, a skoro blokowaliście najkrótszą trasę, pozostawała mi jeszcze ta naokoło. Jednak gdy łapałam oddech na moście, ktoś nagle mnie chwycił za rękę, nie pozwalając dalej biec.
To byłeś Ty, Natsu.
Mówiłeś coś, a właściwie bełkotałeś. Musiałeś mi mieć naprawdę sporo do powiedzenia, a strach przed tym, że znowu ucieknę, nie pomagał w odpowiednim dobieraniu słów. W końcu wypowiedziałeś żałośnie "przepraszam". I byłam skłonna ci wybaczyć, otwierałam nawet usta, aby powiedzieć spokojnie "nic się nie stało!", ale mi przerwałeś.
"Za ten buziak też cię przepraszam, naprawdę! Nic z tego nie pamiętam. Byłem pijany, a Cana mnie podpuściła. Nie chciałem tego robić, świadomie przecież nigdy bym ci tego nie zrobił." 
Uśmiech, który widniał na mojej twarzy, znikł. Czułam, jak drży mi dolna warga. Z jakiegoś powodu byłam zawiedziona. Wtedy nie rozumiałam dlaczego. Przeprosiłeś mnie w końcu i czułam, że żałujesz. Ale coś nie pozwoliło mi być wtedy spokojną. Wyrwałam rękę z twojego uścisku...


I spojrzałaś na niego z okropną złością, która żarzyła się w twoich oczach. Był zdezorientowany. Nie wiedział, co cię tak nagle zdenerwowało. Pomyślał, że może wciąż gniewasz się za tą wpadkę z wymiotami. Desperacko chciał nawet zaproponować, że wypierze ci te ubrania, ale uznał to za zły pomysł i stwierdził, że lepiej będzie kupić nowe. Zaczęłaś krzyczeć i oskarżać go o zabawę cudzymi uczuciami. I chociaż nie płakałaś, to on czuł, jak w środku zalewasz się łzami. Kompletnie wybuchłaś i mówiłaś wszystko, co ci ślina na język przyniosła. Powtarzał spokojnie twoje imię, chcąc cię uspokoić, ale gdy złapał twoje nadgarstki, szarpałaś się, wołając, by cię nie dotykał.
"Po cholerę przynosiłeś mi te kwiaty?! Nadal chciałeś się bawić w dobrego przyjaciela? Gra skończona, Natsu! Po prostu daj mi spokój i mnie puść!"
Natsu był już zdenerwowany. Kompletnie cię nie rozumiał.


Nie chciałeś mnie puścić, co wtedy było najgorszym wyborem. Zamknęłam oczy i naparłam na ciebie najmocniej, jak potrafiłam i popchnęłam cię, wyrywając ręce. Usłyszałam, jak wołasz moje imię i otworzyłam oczy. Wtedy zobaczyłam, jak twoje nogi znikają za barierką mostu, a ty spadasz w dół. Byłam zbyt zszokowana, aby ci pomóc. Jednak po chwili zbiegłam na dół z górki i zobaczyłam, jak wstajesz cały przemoczony. Miałeś rozciętą brew, z której sączyła się krew. Chciałam przeprosić, ale nie dałeś mi się wytłumaczyć.
"Co z tobą jest nie tak, Lucy!? Zachowujesz się dziwnie! Przeprosiłem cię, a ty zaczynasz na mnie wrzeszczeć i do tego zepchnęłaś mnie z mostu?!" 
Krzyczałeś. Wyszedłeś z wody i przeszedłeś obok mnie.
"Nie wiem, o co ci chodzi, ale to chyba nie ja tu bawiłem się w dobrą przyjaciółkę!"
Odszedłeś.
A ja po tym wróciłam do domu. 
Następnego dnia chciałam cię przeprosić. Nawet upiekłam twoje ulubione ciasto. Jednak gdy przyszłam do gildii, czułam na sobie spojrzenia prawie wszystkich tam obecnych. Nie powiem, żebym wtedy czuła się zbyt komfortowo. Podeszłam do baru, za którym Mira wycierała szklankę. Pamiętam, że ona jako jedyna traktowała mnie normalnie. Dowiedziałam się, że wybrałeś się razem z Erzą, Grayem i Wendy na misję. 
Byłam zawiedziona i rozżalona. 
Kiwnęłam wtedy niemrawo głową. Widząc mój zawód, Mirze chyba zrobiło się mnie żal, bo zaprosiła mnie na kawę. Przyznaję, że nie wiedziałam, czy się zgodzić. Bardzo ją lubiłam, ale w tamtym czasie byłam zbyt impulsywna i bałam się, że mogłabym zrobić coś, czego będę żałować - tak jak Tobie. Jednak, nie wiedząc czemu... Zgodziłam się. I oboje wiemy, jak to się skończyło. Gdy usiadłyśmy w kawiarni i zamówiłyśmy gorące napoje, Mira zagaiła rozmowę. Początkowo nie szło nam zbyt dobrze. Żyłam we własnym świecie i myślałam tylko o tym, jak mogłabym cię przeprosić. 
"Lucy, widzę, że cały czas trapi cię ten wieczór. Chcesz o tym porozmawiać?" 
Nie odpowiedziałam od razu.
"Tak, chcę."
Powiedziałam jej o tym, co się stało - wtedy w gildii i na moście. Nie przerywała mi, to naprawdę dobra słuchaczka. Wyżaliłam się i wszystkie moje smutki spłynęły również na nią. Zastanawiała się przez chwilę, zanim odpowiedziała. 
"Chyba... chodzi o to, że dla ciebie ten pocałunek był przejściem przez granicę "przyjaciół". Patrzyłaś na Natsu jak na kogoś, kto zdobył twoje serce, tymczasem dla niego nadal jesteś tylko przyjaciółką." 
Czułam się, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Gapiłam się na Mirę szeroko otwartymi oczami. Mogę przysiąc, że byłam blada jak kreda. Wiedziałam o tym i jej słowa nie były dla mnie zaskoczeniem, a jednak tak na mnie podziałały. Usłyszałam, jak Mirajane wymawia moje imię i wtedy dostrzegłam, że drżą mi ręce. Przypomniał mi się wczorajszy dzień, gdy na Ciebie nakrzyczałam i zepchnęłam do wody. Dlaczego to wszystko miało miejsce? Wszystko przez tą głupią gildię, Canę i to, że Cię w to wciągnęła. To dlatego wtedy mnie pocałowałeś, a potem zwymiotowałeś na moją bluzkę. Przez to nie wychodziłam z domu, myśląc o tym i odcinając się od Fairy Tail. 
Chyba oszalałam.
Zamiast dziewczyny, przed sobą zobaczyłam Twoją zdenerwowaną twarz. Bełkotałam przeprosiny pod nosem i wbiłam się w tył siedzenia. Nawet nie wiedziałam, że zaczęłam płakać. W stronę naszego stolika zbliżał się kelner z kawą, którą zamówiłyśmy. Mirajane chwyciła mnie za rękę, starając się mnie uspokoić. 
"Nie wiem o co ci chodzi, ale to chyba nie ja tu bawiłem się w dobrą przyjaciółkę!"
Wstałam gwałtownie, potykając się o własne nogi i niechcący, uderzając o tacę. Kelner cofnął się w kierunku Miry, a filiżanka przechyliła się i wylała się na dekolt dziewczyny. Mirajane wrzasnęła z bólu i podniosła się z płaczem. Nie wiem, co się stało dalej. Zostawiłam pieniądze za kawę i wybiegłam z kawiarni, zostawiając ją samą. 


- Lucy, cholera - jęknął Natsu.
To prawda. Gdy wrócili z misji tamtego razu, Lisanna zastępowała swoją siostrę. A po kilku dniach Mirajane wróciła do gildii w bandażach. Nie była zła na Lucy. W przeciwieństwie do Erzy, która odwiedziła blondynkę jeszcze tego samego wieczoru. Po jej wizycie Lucy zdecydowała się odejść z Fairy Tail. Titania nigdy nie powiedziała, o czym rozmawiały.
Mag ognia przejechał ręką po twarzy i zaklął. Mirajane wciąż miała bliznę po tym spotkaniu w kawiarni, która niezaprzeczalnie szpeciła jej alabastrową skórę. Jednak nigdy się na to nie skarżyła. Nadal jest tak uśmiechnięta, jak dawniej.


Błądziłam po mieście przez resztę dnia. Aż w końcu wróciłam do domu. Byłam naprawdę przytłoczona tym, co się ostatnio stało. Nie wiem, ile dni minęło, odkąd Mirajane została poparzona. Moja kondycja psychiczna była naprawdę słaba i miałam wrażenie, że wystarczy mały wiaterek, aby całkowicie ją zburzyć. Wszystkie zmory, które dotychczas starałam się ignorować, atakowały mnie i szarpały resztki mojego wewnętrznego spokoju. Wiedziałam, że powinnam wrócić i was przeprosić. Ale tego nie zrobiłam. Zagłębianie się w ból było łatwiejsze niż łapanie radości. Uświadomiła mi to Erza, która wpadła do mojego mieszkania niczym huragan. Wiedziałam, że była zła. Krzyczała na mnie, a ja ją ignorowałam. Miałam dość słuchania tego, jak okropna jestem. 
"Lucy, do cholery, przestań! Naprawdę się tym przejmujesz?! Po prostu ich przeproś i będzie dobrze. Natsu też wcale się nie gniewa. Nawet chciał, żebyś szła z nami na tą misję. Zachowujesz się jak urażone kaczątko."
"Erza, czy ty naprawdę nic nie rozumiesz, czy udajesz tylko taką głupią?"
Rycerz cofnął się przed kaczątkiem. A to ci paradoks.
"Myślisz, że słowa typu "Nie martw się!" załatwią sprawę? Erza, ty nie masz pojęcia, jak się czuję. Nie graj "dobrej starszej siostry", bo nią nie jesteś."
Nie pamiętam dokładnie, o czym rozmawiałyśmy. Wiem, że nie obraziłam jej tymi słowami. Była jeszcze bardziej zaciekła i starała się mi pomóc - skuteczniej. Mówiła o Fairy Tail, o was, o misjach, o przyjaźni. I wtedy zrozumiałam, że wszystkie moje problemy zaczęły się właśnie od tego. Gdybym nie należała do tej gildii - nie poznałabym was. Co za tym idzie - nie skończyłoby to się tak, jak się skończyło. Po wizycie Erzy były to jedynie myśli. Ale po spotkaniu z Levy stały się realnymi planami. Jednak to, co stało się pomiędzy mną a nią, zachowam w sekrecie. Nie tylko Ty dostałeś list, Natsu. Mira, Erza i Levy także go dostały.
Odeszłam z gildii i wyjechałam bez pożegnania. Przez kilka lat pracowałam w bibliotece w niewielkim miasteczku na północy Fiore. Może zdziwi Cię ta informacja, ale po tym, jak odeszłam, znalazłam część szczęścia. Wyszłam za mąż i urodziłam dziecko. Poznałam nowych przyjaciół i skończyłam pisać książkę (nigdy jej nie wydałam). Jednak... Chyba wciąż za mną widziałam was i zdecydowałam, że wszystko wam, a zwłaszcza Tobie wyjaśnię. 
Prawdopodobnie nie zobaczymy się już więcej, a moje dłonie już nigdy nic nie napiszą dla nikogo. Smutny los, smutny koniec, jak to się mówi.
Natsu, byłeś naprawdę dobrym przyjacielem. Przepraszam Cię za to wszystko, co się stało i za to, jak Cię potraktowałam. Miałeś rację co do mnie. 
Mam nadzieję, że Twoje życie także się ułożyło i że Fairy Tail nadal jest pełne sił. 
A Tobie i mi dane będzie się jeszcze spotkać gdzieś, gdzieś daleko od tego ludzkiego bałaganu. 
Żegnaj, Natsu.
Lucy

P.S. Gratulacje z powodu awansu na maga klasy S.

Gdy Natsu odwrócił kartkę, znalazł na jej tyle kilka zdjęć wyciętych z gazet. Cztery z nich zostały zrobione po odejściu Lucy, a dwa przed nim. Jedno było szczególnie uwzględnione. Otoczone ramką z czarnego papieru, na którym stali razem z Erzą, Grayem i Lucy.
Mag ognia odłożył kartki i ukrył twarz w dłoniach. Jak powinien zareagować? To wszystko było jednym wielkim nieporozumieniem. Stracił z nią kontakt. Czy gdyby wtedy nie pocałował jej, to nic by się nie zdarzyło?
- Przepraszam, Lucy - jęknął. - Przepraszam, Lucy - powtórzył głośniej, zabierając ręce z twarzy. - Przepraszam.
Poczuł, jak reszta słów więźnie mu w gardle. Ona i tak go nie usłyszy.
- Natsu? - W drzwiach pojawił się Happy z łyżką w łapce. - Chodź, kolacja gotowa.
Mężczyzna zaśmiał się pod nosem i spojrzał na przyjaciela.
- Zaraz przyjdę - odpowiedział i wstał.
Przeszedł obok Happy'iego i chwycił szal z wieszaka.
- Natsu? - zdziwił się.
- Idę do Levy - odpowiedział. - Muszę z nią o czymś porozmawiać. Zjedz beze mnie.
Mówiąc to, wepchnął kopertę do kieszeni spodni i wyszedł z mieszkania.


______________________
Uprzedzając pytania: To zakończenie miało tak wyglądać.
Jest to wprawdzie one-shot, ale być może kiedyś powstaną
następne części z listów do Levy, Mirajane i Erzy.
One-shot został udostępniony także na wattpadzie.
Dziękuję za przeczytanie i ewentualne komentarze.
Betował: Friksu Xovsky 

poniedziałek, 17 lipca 2017

Rozdział 37 - Strategia

Rozdział 37 



Nastał wieczór. Czas narady, podczas której księżniczka przedstawi strategię walki ze Styks. Natsu jako ostatni wszedł do namiotu. Przywitały go zdeterminowane spojrzenia towarzyszy. Stanął pomiędzy Gray'em, a Erzą i spojrzał na rozłożoną na stoliku starą mapę najbliższej okolicy. 
- Skoro już wszyscy są, możemy zacząć. Mamy naprawdę dużo rzeczy do omówienia - zwróciła się do przybyłych. - Jak wiemy, Gurin, był szpiegiem Styks i powiadomił ją o wykopanych rowach. 
Na samo wspomnienie Ariana odwróciła głowę i zacisnęła usta w cienką linię. Nie mogła uwierzyć w to, że jej brat, dowódca, jeden z najlepszych, najsilniejszych elfów mógłby być zdrajcą. Było to dla niej tak bezsensowne. Znała Gurina lepiej niż ktokolwiek. Była z nim dłużej niż ktokolwiek. I trenowała tak ciężko aby mu dorównać. By walczyli ramię w ramię. 
- Jednakże, nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. - uśmiechnęła się tajemniczo, po czym omiotła zebranych znaczącym spojrzeniem. - Można powiedzieć, że Brillo ma znajomości. 
Wszyscy z uwagą przysłuchiwali się księżniczce. Jej strategia nie spodobała się wszystkim, ale finalnie została całkowicie zaakceptowana. Po dwóch godzinnych obradach wszystko było ustalone. Wszyscy wiedzieli czego Lucy od nich oczekuje i co mają zrobić by te oczekiwania spełnić. Lumiency, poprawiając pelerynę wyszła z namiotu, tuż za Erzą i Mirajane. 
Blondynka widząc z jaką radością rozmawiają zatrzymała się. Od dłuższego czasu ogarniał ją strach. Miała tak wiele obaw związanych z tą wojną. Bała się, że nie uda jej się pokonać Styks, co więcej znowu zginie, nie mogąc ochronić swoich bliskich. Ta wizja, którą miała kilka miesięcy temu... Lucy już tutaj była. W tym dziwnym śnie. To wtedy przegrała, dając się podejść. Uderzyła wraz z Brillo o górę. Zginęła. I nie mogła nic zrobić. Jeżeli znowu zginie to jej przyjaciele, najdrożsi na świecie zatoną wraz z nią. Ale w przeciwieństwie do niej - nie odrodzą się. Ona tańczy walca ze śmiercią. Oni tylko patrzą. 
- Lucy! - z rozmyślań wyrwał ją głos Natsu. 
Odwróciła się i spojrzała na niego. Od razu na jej twarz wpłynął uśmiech. On był kimś, kto rozpalał w niej ciepłą radość. Czasami miewała nieodparte wrażenie, że z nim może osiągnąć wszystko. Nawet wizja walki ze Styks nie wydawała się tak okrutna. 
- Co powiesz na mały spacer? - zaproponował z szerokim uśmiechem. 
Księżniczka już otwierała usta, by przyjąć jego propozycję, ale nim dokończyła przerwało jej pojawienie się Brillo. 
- Wybaczcie, drogi przyjacielu, kochany jeźdźcu, ale nadal istnieją działania i sprawy, które niezwłocznie należy rozpatrzeć - rzekła niezwykle inteligentnym i łagodnym głosem. 
- Ah. No tak, oczywiście. Masz dużo pracy - zaśmiał się smutno Natsu i podrapał w tył głowy. - Przepraszam, ciągle zapominam, że jutro... Same wiecie. No cóż, więc do zobaczenia. Idę trochę poćwiczyć - pożegnał się i szybkim krokiem odszedł, zostawiając oniemiałą dziewczynę z wyciągniętą w jego stronę dłonią. Lucy powoli opuściła rękę i przez chwilę wbijała wzrok w swoje buty. 
- Tak, chodźmy, Brillo - westchnęła i wskoczyła na grzbiet smoka.
- Brillo. - Lucy czując chłodny wiatr owiewający jej twarz na chwilę straciła wiarę. - Jak wielkie jest ryzyko, że i tym razem nie uda nam się pokonać Styks? - nie chciała o to pytać, znacznie bardziej wolała żyć w przekonaniu, że szanse na zwycięstwo są duże, że mają po swojej stronie wystarczająco sił aby raz na zawsze obalić rządy złej królowej. Ale każdego dnia patrząc na przyjaciół myślała "A co jeśli się nie uda?". Widok cierpiących, zrozpaczonych przyjaciół podczas, gdy one była bezsilna nie raz strącał jej sen z powiek.
- Lumiency. - jednak powaga w głosie smoka była czymś co od razu postawiło Lucy na nogi. - Zbyt wiele razy widziałam twoją śmierć i zbyt wiele razy Tristeza triumfowała. Nadszedł czas i pokolenie, które jest zdolne zakończyć to wszystko. Jesteś teraz silniejsza niż kiedykolwiek. Uwolniłaś mnie, masz wsparcie swoich przyjaciół, strażników ognia i lodu, elfów, a także czterech sprzymierzeńców. Uwierz w swoje możliwości. To twoje przeznaczenie. - Brillo była świadoma bardziej niż ktokolwiek inny skutków nadchodzącej bitwy. Dlatego teraz jej priorytetem było, by wzbudzić nie tylko w jeźdźcu, ale także we wszystkich innych żołnierzach, chęci wygranej.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy. - blondynka wzięła głęboki oddech i na wydechu pozbyła się wszystkich dręczących myśli. - Udajemy się do tego budynku? - wskazała palcem na wyłaniający się z kłębów mgły budynek, o budowie przypominającej jedną z twierdz zamkowych.
- Tak, jeźdźcu. Jest to jedyny budynek w tym świecie... który powstał gdy wszyscy jeszcze żyli w harmoni - odpowiedziała i obniżyła lot, szykując się do  lądowania. - Znajduje się tam coś co będzie niezbędne w czasie jutrzejszej bitwy. - zatrzymała się i potężnymi skrzydłami otworzyła wejście. - Wejdź.
W budynku oprócz regałów zapełnionych skórzanymi książkami i obrazami było coś co w sposób szczególny zwracało swoją uwagę. Lucy niepewnie zrobiła kilka kroków do przodu, rozglądając się. Im bardziej w głąb wchodziła tym lepiej widziała postać stojącą na piedestale. W pierwszych sekundach księżniczka myślała, że to naprawdę żywa osoba. Jednak szybko zdała sobie sprawę, że to jedynie pusta zbroja. 
- Jest okuta moją łuską - powiedziała Brillo. - Dzięki temu jest bardzo wytrzymała. 
Lucy dotknęła napierśnika i przejechała po nim dłonią. 
- Czy ja... Czy to...
- Tak. To należy do ciebie, najdroższa przyjaciółko.  


Levy westchnęła i wyszła z namiotu. Razem z Wendy miała założyć okucie gryfowi. Niestety o ile zwierzę pozwalało się dotknąć Wendy, to na Levy reagowało sykiem i złością. 
- Dam sobie radę! - zawołała z wnętrza namiotu dziewczynka. 
- Miałyśmy to zrobić razem, głupio się czuję, że cię z tym zostawiam - mruknęła z niezadowoleniem. 
- Spokojnie, teraz skończę szybciej. Możesz iść pomóc Juvii lub Mirajane! 
Levy nie odpowiedziała. Rzuciła ciche pożegnanie po czym odeszła. Była zmęczona, podobnie jak reszta. O ile elfy, stanowiące główną armię spały już od godziny to ani ona, ani inne osoby z bliskiego otoczenia księżniczki nie mogły. Wszyscy chcieli pomóc. Musieli być jak najlepiej przygotowani. Chcieli wybrać i pokonać Styks, ale jeśli im się nie uda, nie chcieli zginąć. Jednak wszyscy zdają sobie sprawę z tego jak się może skończyć ich życie, gdy rzucą się w wir walki. 
Dziewczyna kilka razy potknęła się o własne nogi. Nie widziała zbyt wiele w takiej ciemności. Ostrożnie, trzymając się okolicznych drzew zmierzała do punktu, gdzie paliło się ognisko. Było idealnie widoczne. Z ulgą stwierdziła, że jest już coraz bliżej. Nawet zauważyła, że przed nią idzie Erza z Arianą i Shiro. Otwierała usta, aby zawołać przyjaciół, ale nim jakikolwiek dźwięk wydostał się z jej ust ktoś zarzucił jej rękę od tyłu i przytknął do nosa ścierkę nasączoną czymś dziwnym. Dopiero po chwili, czując ziołowy charakterystyczny zapach Levy zrozumiała. To nic innego jak wyciąg z nagietku, który podaje się chorym w bardzo ciężkim stanie. Innymi słowy, środek nasenny. Dziewczyna zaczęła się szarpać, starając się wstrzymać oddech i nie wdychać nasennych oparów. Jedynak z każdą chwilą było to coraz trudniejsze. Wierzgała i starała się kopnąć przeciwnika. Z nadzieją w oczach spojrzała w stronę oddalających się towarzyszy. Nie mogąc dłużej wytrzymać bez powietrza uległa i nabrała haust powietrza. Od razu zakręciło się jej w głowie, a przed oczami pojawiły się czarne plamy. Nagle wróg, który ją trzymał puścił jej ciało. Levy upadła na kolana, próbując opanować oddech. Spod wpół przymrużonych oczu widziała jak napastnik uderza o drzewo, a następnie zjeżdża po nim na dół i traci przytomność. Ostatnie co zobaczyła to biegnącego w jej stronę Gajeel'a. Wyglądał na naprawdę zmartwionego.


Juvia ścisnęła materiał sukienki i spięła się. Gray nerwowo chodził po pokoju to w jedną, to w drugą stronę. Kilka razy zatrzymał się, chcąc coś powiedzieć, rzucić jakimś pomysłem jak mogliby rozwiązać tę sprawę, ale równie szybko zamykał usta i wracał do poprzedniej czynności. Po kilku minutach cisza pomiędzy nimi ciążyła Juvii. Dziewczyna wstała gwałtownie, a pieniek, na którym siedziała przewrócił się. 
- Musimy im to wszystko po prostu wytłumaczyć - oznajmiła stanowczo. - Księżniczka jak i reszta na pewno zrozumieją, Gray. Może postąpiliśmy trochę głupio, masz rację. Jednak to już przeszłość. Teraz musimy zaufać reszcie. 
- Juvia - westchnął. - Nie weźmiesz udziału w jutrzejszej bitwie. Nie zgodzę się na to. 
- Co!
- Nie będę mógł walczyć dopóki będę miał świadomość, że szwędasz się gdzieś na polu bitwy, a może nawet jesteś już martwa! - syknął. 
- Gray... Ja chcę pomóc.
Mężczyzna odwrócił się w jej stronę i zgromił ją karcącym spojrzeniem, jakby była małą dziewczynką, która zrobiła coś złego. Pokręciło głową i do niej podszedł, obejmując jej ramiona łagodnym uściskiem. 
- Dobrze wiesz, że cię kocham - szepnął, przyciągając ją do piersi. - Nie mogę dopuścić do siebie myśli, że mógłbym cię stracić. Wiem, że chcesz pomóc. Jeśli tu zostaniesz, będziesz mogła pomóc Mirze przy rannych. A ja będę spokojny i będę mógł się skupić na bitwie. Juvia, tak będzie lepiej dla ciebie i dla dziecka.
Kobieta wtuliła się w zagłębienie jego szyi. Bardzo chciała mu pomóc. Walczyć razem z nim. Pokonać Styks u boku księżniczki. Chciała, ale Gray miał rację. 
- Zostanę. Ale jak się dowiem, że cokolwiek ci się sta...
Nagle usłyszeli krzyk i do namiotu wpadł martwy mężczyzna. Jego twarz była wykrzywiona w bólu. Przez chwilę przez jego ciało przechodziły spazmy, aż w końcu zastygł w bezruchu. Nie żył. Jego oczy nadal były szeroko otwarte, a z ust wypływała krew. Gray zasłonił Juvię ręką i położył dłoń na rękojeści w kształcie orła. Ktoś wyciągnął miecz z ciała nieszęśnika i wszedł do środka. Strażniczka księżniczki zasłoniła usta ręką, nadal będąc w szoku. Nie mogła uwierzyć w to co się przed chwilą stało. 
- Natsu! - krzyknął Gray ze zdziwieniem.

Natsu spojrzał na martwego mężczyznę, po czym przeniósł wzrok na towarzyszy. Wytarł miecz o czerwoną pelerynę i delikatnie się uśmiechnął.
___________________________________________
Jak mijają wam wakacje? 
Mamy nadzieję, że korzystacie z nich pełną parą! 


Wojna jest coraz bliżej.
Lucy atakuje zwątpienie i strach. 
Czy uda się jej stanąć twarzą w twarz z jej przeznaczeniem?
Dowiecie się tego w następnym rozdziale!

Dziękujemy za każdy komentarz. Nawet kilka słów nas cieszy :)


czwartek, 13 kwietnia 2017

Rozdział 36 - Wąż wśród nas

  Rozdział 36

Gdy wszystkie elfy przybyły i przeszły przez portal, wrota zostały zniszczone przez smoka. Nikt teraz nie myślał o odpoczynku. Za kilka dni, ten skrawek ziemi będzie polem decydującej bitwy. Nie mieli gwarancji, że uda im się przeżyć. Doskonale zdawali sobie sprawę, że siły Styks są większe i lepiej uzbrojone niż oni. Jednak coś nie pozwalało im się poddać. Była to nadzieja. Ukryta w sercu każdego z nich. Właśnie dlatego od kilku dni elfy intensywnie pracują. Większość żołnierzy przechodzi ostatnie treningi pod czujnym okiem Natsu i generała elfów. Inni natomiast pod dowództwem Erzy kopali doły obronne. Lucy miała plan i strategię. Miała nadzieję, że chociaż trochę zrówna to siły. Postęp przygotowań śledziła, latając na Brillo.
Levy, Gajeel, Mirajane oraz Gray przeszukiwali teren. Jeśli jest coś, o czym Lucy powinna wiedzieć, to oni to znajdą. Wendy i Juvia zostały w obozie razem z innymi kobietami i dziećmi. Każda pomoc jest niezbędna. Właśnie dlatego wiele elfek zgłosiło chęć uczestnictwa w walce. Ich rola była bardzo istotna. Miały pomagać rannym.
- Ten sektor jest gotowy - oznajmiła Lucy.
- Lumiency, powiedz, co planujesz? - w głowie księżniczki rozbrzmiał łagodny głos smoka. Blondynka uśmiechnęła się pod nosem.
- Dzisiaj na spotkaniu dokładnie wszystko omówię - odparła. - Lądujemy - powiedziała, widząc machającą w jej stronę Erzę.
Smok zniżył lot. Dla księżniczki było to jak sen. W tym wszystkim czuła dziwną tęsknotę, nostalgię i coś znajomego, a jednocześnie było to dla niej tak nowe doznanie. Już po chwili księżniczka stała tuż obok rycerza.
- Lumiency, jest coś, co muszę ci jeszcze pokazać - rzekł smok. Lucy kiwnęła głową.
- Erzo, widzę, że prawie skończyliście.
Spojrzała na głęboki rów. Gdyby tam wskoczyła to nie udałoby jej się wydostać bez czyjejś pomocy.
Oby to zadziałało.
- Elfy naprawdę dobrze się spisały. - czerwono-włosa uśmiechnęła się szeroko i odrzuciła włosy na bok. - Teraz pozostało tylko zastawić kilka pułapek.
- Dobry pomysł. - Lucy pokiwała głową i widząc naglące spojrzenie smoka wsiadła z powrotem na Brillo. - W takim razie zostawiam pułapki tobie i Gurinowi. Ariana przekazała mu by zajął się wraz z kowalami konstruowaniem zasadzek.

- Wiem, wiem. Był tutaj niedawno. Poszedł do lasu poszukać miejsc na pułapki. Właściwie... to dziwne, że jeszcze nie wrócił.
- Może go poszukasz? - zasugerowała Lucy. - Lecimy sprawdzić jak radzą sobie inni, Erzo. Przyjdź dzisiaj na spotkanie.
Zaraz po tym jeździec i Brillo wzbiły się w powietrze.Erza spojrzała w miejsce, w którym kilka minut temu zniknął elf. Nie znała go dobrze, ale coś kazało jej nie mieć do niego zaufania. Tajemniczy i seksowny, ale skrywający wiele sekretów. - Widzieliście go czy może przegapiłam jego powrót? - zwróciła się do kilku elfów, kopiących dół.
- Nie wracał tutaj - stwierdził jeden z nich. - Ale widziałem jak szedł w tamtym kierunku. - wskazał palcem.
- Więc lepiej podziwiać naturę niż pomóc w przygotowaniach - skwitowała i ruszyła w stronę wskazaną przez elfa. - Już ja mu wyjaśnię na czym polega praca zespołowa.

Faktycznie, w oddali zobaczyła jego plecy. Był od niej całkiem daleko. Nie chcąc zgubić go z oczu zaczęła biec. Jej szósty zmysł dał o sobie znać, gdy coraz bardziej zagłębiała się w puszczę. Nie były to złe przeczucia, każące jej zawrócić, ale uczucie, które wręcz przeciwnie zachęcało ją do szybszego biegu. Skoczyła nad krzakami przerośniętych już jeżyn. Widziała go coraz wyraźniej. Miała już krzyknąć, kiedy niespodziewanie zobaczyła miejsce, w które elf zmierza. Ogromne wrota wykute w skale. Tak bardzo podobne do tych Brillo. Ale te emanowały złowrogą energią. Teraz nie mogła się wycofać, musiała dowiedzieć się o co tutaj chodzi. Nabrała powietrza do płuc i ruszyła za wojownikiem. Tylko cudem udało jej się niezauważenie wskoczyć do środka za Gurinem.
Erza poczuła, że zrobiło się chłodniej. Zaraz po pojawieniu się z drugiej strony portalu nie miała wiele czasu na przemyślenia. Wokół było wiele strażników. I chyba tylko dzięki szczęściu, żaden nie skupiał uwagi na portalu. Erza natychmiast schowała się za stojącymi nieopodal skrzyniami. Przełknęła ślinę. Gurin pewnym siebie krokiem szedł w kierunku tak bardzo znienawidzonej Erzie osoby. Styks, w pięknej, rubinowej sukni podniosła dumnie głowę i przemówiła. Niestety ukryta dziewczyna nie słyszała wyraźnie co mówi. Ostrożnie ruszyła w ich kierunku, uważnie pilnując by pozostać niezauważoną.
- A więc?
- Po obu stronach Lucy kazała wykopać doły...
Erza zamarła. Ten perfidny...! Właśnie zdradzał plan księżniczki. Gdy miała wyjść z ukrycia i zaatakować, powstrzymał ją dźwięk grzechoczącej, ciężkiej zbroi. Wyjrzała zza skrzyń i na widok wysokiego, odzianego w czarny metal mężczyzny zabrakło jej tchu.
- Co ze smokiem? - powiedział spokojnie.
Jednak w tym głosie było czuć obrzydzenie. Mimo łagodnego brzmienia, był jak cierniste kolce, które wbijają się głębiej i głębiej. Styks uśmiechnęła się słodko. Wydawała się całkowicie zapatrzona w mężczynę.
- Lucy dzisiaj wieczorem zdradzi strategię walki. Jutrzejszego poranka powiem...
- Jutrzejszego poranka będzie wojna! - wrzasnęła niespodziewanie Styks i podeszła do elfa jakby miała go zaraz uderzyć. Zamiast tego położyła bladą, odzianą w czarną rękawiczkę dłoń na jego policzku.
- Zdajesz sobie sprawę, że to będzie za późno? - szepnęła mu do ucha.
Idealna manipulatorka.
- Możecie zaatakować po południu... chcę żebyście...
- Kochany - zaśmiała się spokojnie. - Ty nie masz tu czego CHCIEĆ. Pamiętaj, że to ja jestem tą wygraną. To ja pokonam Lumiencę! To JA wygram!
- Umowa była jasna - zmarszczył brwii.
- Tak - przytaknęła Styks z niewinnym uśmiechem i kręcąc biodrami wróciła do brata. - I jest nadal aktualna. Ty chcesz mieć tą wstrętną dziewuchę żywą, a ja chcę by cierpiała. Czy nie ma lepszej tortury niż przemoc psychiczna? - zachichotała. - Zabijemy wszystkich, którzy są dla niej ważni - syknęła pod nosem, zaciskając pięść. - PRAWDA TRISTEZO?! - wrzasnęła z rozbawieniem. - POMYŚL TYLKO JAK CUDOWNY BĘDZIE TO SMAK ZWYCIĘSTWA!
Pokój wypełnił drażniący, ciemny dym, który był nieprzyjemnie ciepły. Za kobietą pojawiły się dwa czerwone ślepia, przypomianające te jakie ma wąż. A zaraz po tym olbrzymi smok z ostrymi jak brzytwa rogami wyłonił się z ciemności. Zaryczał głośno. Erza musiała zacisnąć ręce na uszach by nie ogłuchnąć. Tristeza rozpostarła potężne, obsydianowe skrzydła i mierząc obecnych złowrogim spojrzeniem odezwała się:
- To ja jestem sędzią życia i śmierci.
Teraz Erza nie miała żadnych wątpliwości. Z każdą sekundą znajdowania się w tym miejscu upewniała się, że Gurin jest zdrajcą. Wnuk Shiro, brat Ariany jest zdrajcą. Nie mieściło jej się to w głowie, ale teraz musiała o tym powiadomić resztę przyjaciół bo czasu nie pozostało wiele, a Styks wie niemal o wszystkich planach, pułapkach i zasadzkach, które dla niej przygotowali. Czerwono-włosa odwróciła się i powoli wycofywała się w głąb jaskini gdzie znajdował się portal do świata Brillo. Lecz było coś o czym Erza nie miała pojęcia. Tristeza była smokiem o niebywałym zmyśle słuchu. Ciężki oddech dziewczyny niemal natychmiast został wykryty przez potężną bestię.
-INTRUZ.

Erza rozumiejąc, że została wykryta zerwała się do biegu. Nie obejrzała się nawet w stronę stojącego rodzeństwa i Gurina. Jedyne co usłyszała to krzyk Styks, wyrażający jej oburzenie. Wbiegła do portalu i nie zatrzymując się ruszyła przed siebie. Nie słyszała już nic.
Pulsująca krew, szybkie bicie serca i łapczywe nabieranie powietrza całkowicie zagłusza świat dookoła.
Nagle coś wplątuje się jej pomiędzy nogi, a ona upada na ziemię. Odwraca się szybko i przekręca w drugą stronę, unikając ciosu mieczem w głowę. Wstaje chwiejnie i obdarza Gurina pogardliwym spojrzeniem.
- Nie ładnie podsłuchiwać cudzych rozmów - warczy.
Jego twarz jest czerwona. Zwraca to uwagę dziewczyny. Ciekawe czy to od długiego biegu czy ze wstydu?
- Nie ładnie jest zdradzać przyjaciół - syczy Erza w odpowiedzi.
Elf wzrusza ramionami i skacze do przodu, atakując. W dłoni Erzy pojawia się miecz, a ciało zostaje ukryte pod zbroją. W mgnieniu oka odpiera ataki, stykając oba miecze. Nikt nie drgnie. Dziewczyna dzielnie trzyma broń w ręku, nie pozwalając Gurinowi by jego miecz cokolwiek jej zrobił. Ich wzrok spotyka się na moment. W pewnej chwili mężczyzna uśmiecha się i kopie szkarłatno-włosą w bok.
- Nie trać gardy - śmieje się.
Erza wstaje zdenerwowana. Jej wściekłość, nienawiść i głęboka pogarda złączona w jedno napełnia ją nową siłą. Z jej gardła wydobywa się krzyk, przepełniony złością, a wraz z nim dziewczyna skacze i unosi miecz. Zaskoczony Gurin nie wykonuje żadnego ruchu i efekcie zostaje powalony na ziemię, wraz z Erzą. Miecz szkarłatno-włosej ląduje tuż przy krtani wojownika. Elf, nie czekając wyciąga sztylet z kabury i przystawia go do gardła kobiety. Oby dwu od śmierci dzieli jeden ruch.
- Zdradziłeś nas! Zdradziłeś! - krzyczy. - Dlaczego to robisz?! Wszyscy, tak bardzo ci ufali! Shiro, Ariana, Lucy! Jak ty możesz im patrzeć w oczy!?
Mężczyzna zaciska mocniej zęby i przybliża ostrze do jej skóry.
- Myślisz, że cokolwiek wiesz? Nic nie wiesz, nic, a nic - syczy. - Żadne z was. Nikt! Nie powinien tutaj być. Już dawno to wszystko miało się skończyć. Już wiele lat temu - podnosi głos.
Erza nie spuszcza gardy i mierzy go wściekłym spojrzeniem, czekając aż powie coś więcej.
- Wszystko by się udało. Wszystko... Dalej...Ja...I ona... Nie zginęłaby... - zaczyna się gubić we własnych słowach.
Miecz szkarłatno-włosej drga.
- Erza!
Do uszu tej dwójki dobiega czyiś krzyk. W mgnieniu oka Gurin chwyta nadgarstek kobiety i zrzuca ją z siebie nim ta orientuje się w sytuacji. Wstaje i ostatni raz na nią patrząc mówi:
- Nic, a nic, nie zrozumiesz.
Po czym znika w gęstych krzakach i liściach.
Kobieta jeszcze przez chwilę wpatruje się w tamto miejsce. Następnie przed nią staje Levy i Gajeel. Niebiesko-włosa, dysząc klęka przy niej.
- Nic ci nie jest!?
Erza wędruje wzrokiem z niej na niego, a następnie marszczy brwii i mówi:
- Musimy iść do Lucy.

_________________________
No dobrze kochani. Kolejny rozdział!
Czy warto było czekać?
Mamy nadzieję, że tak.
Już niewiele zostało do końca. Obyście
zostali z nami.
Zachęcamy do komentowania - to zawsze podnosi na duchu.
Poza tym chciałybyśmy się dowiedzieć ile osób dalej z nami jest.
Jak widzicie trochę się już zmieniło na blogu:
~ została poprawiona zakładka "Bohaterowie"
~ zostały zrobione nowe obrazki sag
~ muzyka została zmieniona
A także nasz facebook odżył.
Osoby, które go śledzą miały fragment rozdziału wcześniej.
Więc jeżeli chcecie być doinformowani w kwestii postępu pisania zapraszamy do polubienia go.
>Link do facebook'a<
Do zobaczenia w następnym rozdziale!


sobota, 8 kwietnia 2017

Reformacja bloga

Nadeszła ta chwila, gdy mówię sobie: "Pora dokończyć blog!". I tak oto jestem. Blog za kilka dni przejdzie okres zmian.
 Po pierwsze - zostaną opublikowane kolejne, ostatnie już rozdziały. Przewiduję ich ilość w liczbie trzech bądź czterech + epilog.
Po drugie - zakładki "Rozdziały", "Bohaterowie" i "One shoty" zostaną poprawione i uaktualnione.
Po trzecie - Rozdziały od 1 do 20 zostaną po zakończeniu bloga systematycznie poprawiane. Jak wiecie z każdym rozdziałem było lepiej z naszym stylem, interpunkcją i opisami. Ale po prostu nie mogę patrzeć na nasze stare wypociny.
Po czwarte - wszystkie one-shoty zostaną napisane, nie bójcie się, widzę każde  zgłoszenie, ale czas nagli i zabiera mi czas na dokładne przemyślenia co do nich.
W sumie jest to tyle z informacji. Mam nadzieję, że ktokolwiek z nami tutaj został. Jeżeli tak to bardzo mu za to dziękuję.
Widzimy się w przyszłych rozdziałach!


Zapraszam na naszego facebooka (którego także czekają zmiany).
~ Coco

niedziela, 1 stycznia 2017

Piękne 2 lata razem!

Kilka dni temu minęły już dwa lata odkąd założyłyśmy bloga.
Te dwa lata były naprawdę przełomowe w naszym życiu. I chociaż w roku 2016 na tym blogu nie pojawiało się zbyt dużo rozdziałów. Jeśli ktoś obserwuje naszą stronę na Facebooku wie co było powodem. Nawet nie jestem pewna, czy tego tutaj też nie pisałyśmy. Mimo wszystko, w tym roku (2017) blog zostanie zakończony. Nareszcie po tak długim czasie poznacie zakończenie historii o złej królowej i odważnej księżniczce. A muszę was zapewnić, że będzie się działo. Do końca tej historii zostały może 4-5 rozdziałów + epilog. Wszystkie one-shot'y zostaną zrealizowane po epilogu.
 W tym roku 2017 życzymy wam wszystkiego najlepszego
Niech Happy cały czas będzie z wami! 
~ Luna i Coco ♥

piątek, 28 października 2016

Rozdział 35 - Magia

Rozdział 35


Lucy bez słowa szła przed siebie. Na nic były krzyki przyjaciół czy próby zatrzymania jej. Niczym zahipnotyzowana, z zamglonymi oczami brnęła dalej. Zdezorientowanym przyjaciołom nie pozostało nic innego jak tylko ruszyć za nią. Natsu, którego najbardziej martwiła  zmiana u księżniczki szedł tuż za nią, krok po kroku. W pewnym momencie dziewczyna wchodząc na górę mieszczącą się obok wioski Elfów zsunęła się ze zbocza i za pewne była by wtedy już martwą, gdyby nie umiesniona ręka różowo-włosego, która nie tylko sprowadziła ją na drogę, ale także ciasno zamknęła w uścisku.
 - O co w tym wszystkim chodzi...? - Gray potrząsnął intensywnie głową. Nie miał pojęcia co tu dzieje, najchętniej uznał by Lucy za wariatkę, ale wiedział jaka jest prawda. Wiedział, że teraz jedynym wyjściem jest zaufanie. W końcu byli przyjaciółmi.
- Jedyne co możemy teraz zrobić to wierzyć w Lucy i jej moce  - dodał Natsu spoglądając kolejno na wszystkich obecnych. - Ja w  nią wierzę... - szepnął zakładając kosmyk jej włosów za ucho i z utęsknieniem wyszukując w jej oczach dawnego błysku.
Kilka razy księżniczka zaliczyłaby glebę. Na szczęście każdy z towarzyszy pomagał jej jak tylko mógł. Chronił od zła, którego teraz była nieświadoma. Zatrzymała się przed dziurą w ziemi. Tą samą, w której przechodziła test Slipterussa. Gdy Gray miał zrobić lodową zjeżdżalnię Lucy zeskoczyła w przepaść. Juvia i Wendy same z niemym krzykiem podbiegły do otworu i niemal spadły za przyjaciółką. Wymieniły między sobą zdesperowane spojrzenia. Mag lodu nie tracąc chwili stworzył lodowy ześlizg, dzięki któremu szybko dostali się na dół. Tam blondynka stała, nienaruszona, cała i zdrowa. Strażniczki opanowały chęć, rzucenia jej się na szyję. Lucy wciąż szła. To nie był koniec jej wędrówki. Parła dalej aż nie doszła do gigantycznych wrót, które pokazał jej owego czasu wąż po skończeniu próby. Rzeźbione zdobienia wykute przez elfy. Charakterystyczne zawijasny i szlaki przypominające kwiaty i liany. Precyzyjnie nakładane drogocenne kamienie pokrywały cały monument. Szóstka wgłębień lśniła. Kamienie z włóczni Lucy wyleciały z niej.
Kryształ Takeru symbolizuje wyrozumiałość.
Kryształ Slipterussa symbolizuje sprawiedliwość.
Kryształ Wexus symbolizuje poświęcenie.
Kryształ Vulcanusa symbolizuje lojalność.
Następnie kamień zerwany z szyi Sombry wypełnił jedno z dwóch wgłębień na framudze bramy.
Kryształ Tristezy to ciemność.
Ostatni klucz pojawił się sam. Bezwarunkowo.
Klucz Brillo to jasność.
Koła na wrotach powoli, ze zgrzytem przekręcały się. Gdy wszystkie zwolniły zatrzask brama z potężną falą wiatru wolno zaczęła się otwierać.
 Księżniczka wyrwała się z osłupienia i jako pierwsza przekroczyła bramę. Wiedziała, że nic się nie stanie. Za nią od razu pobiegła Erza. A tuż po niej Gray i Natsu. Wendy i Juvia pozostały przed bramą. Zatrzymali się od razu, gdy ich oczom ukazał się czysty świat. Zupełnie piękny, podobnie jak Magnolia za czasów panowania Lucy. Ale największą uwagę przykuł ogromny smok. Dumna postawa, bystre, niebieskie oczy i piękne, białe łuski. Zaryczał głośno, stanął na dwóch łapach i zionął ogniem, a następnie rozłożył dumnie olbrzymie, zachwycające skrzydła. Wyglądała niczym jakaś bogini. Gdy przyjaciele na nią patrzyli czuli rosnące bezpieczeństwo. Żaden ze strażników - ani Takeru, ani Wexus, Vulcanus czy Slipterus nie mógł się z nią równać.
- Jestem Brillo, smok światła, zaklęty za bramą istnienia przez tysiąclecia, pieczę sprawujący nad jeźdźcem moim - Lumiency - w ich głowach zabrzmiał głos pewny, nie znający strachu, jednocześnie tak szlachetny i władczy.
- On gada... - szepnął Natsu do Gray'a nie odrywając wzroku od smoczycy.
- No... - wydukał. - Właśnie słyszę - przełknął ślinę.
Majestat smoka przytłaczał.
- Brillo - Lucy wzruszona na drżących nogach powoli sunęła w stronę księżnej światła.
- Jeźdźcu mój. Nawet nie wiesz jak bardzo raduje mnie to, iż mogę cię znów ujrzeć. Szkoda, że nim skończy się ten tydzień będziemy musiały stawić czoła mej siostrze i jej paskudnemu jeźdźcu - spuściła łeb na wysokość oczu blondynki.
- Ta wojna będzie decydująca - szepnęła Lucy wpatrując się w mądre ślepia smoczycy. Widziała w nich siebie. Tyle razy umierającą, tyle razy przegraną.
- Teraz po swej stronie masz dwa żywioły, których moce połączone strzec będą ziemi i powietrza. - spojrzała na Natsu i Gray'a. - W szeregach twych, jest elfia armia, a także czterej strażnicy kamieni. Jednak najważniejsze jest to, iż masz przyjaciół. Którzy będą przy tobie...do samego końca - księżniczka delikatnie się uśmiechnęła i ułożyła czoło na głowie smoczycy. Trwały tak przez chwilę, a później księżna uniosła łeb i spojrzała na Erzę i chłopaków.
- Do samego końca... - powtórzyła z ukrytą trwogą dziewczyna.
- Przyprowadźcie tu elfy, niech zbiorą swój dobytek i przybędą tutaj. Tristeza, Styks i Lord Sombra są gotowi do bitwy. W przeciwieństwie do nas - zwróciła się do towarzyszy. - Macie 3 godziny zanim wrogie wojska przybędą do Elfiej Przystani - spojrzała na jeźdźca. - Nim oni wrócą chcę wzbić się w przestworza z Lumiency. Jedyną przyjaciółką.
 Niepewnie brązowo-oka weszła na smoka. Gdy tylko Brillo upewniła się, że jeździec nie spadnie wzbiła się w powietrze.
- Agh! - Lucy przywarła do białych łusek. To było zupełnie coś innego niż latanie na Happy'm.
- Nie obawiaj się - uspokoił ją smok. - Spójrz. Ten kawałek świata istniał zanim pojawiło się krwawe rodzeństwo.
Tuż przed nimi rozpościerał się niezwykły krajobraz. Olbrzymi, płaski teren otoczony wysokimi górami, które były porośnięte gęstymi lasami. To tutaj zakończy się historia o złej królowej i dobrej księżniczce.
- Trawa, która tam rośnie jest tak gęsta, że można zastawić tam  pułapki. - stwierdziła dziewczyna.
- Nie martw się tym póki co. - Brillo machnęła potężnymi skrzydłami i już po chwili razem z Lucy znalazła się nad kapeluszem kłębistych chmur. Blondynka powoli odkleiła się od szyi przyjaciółki i wyjrzała zza niej.
- Matko... - szepnęła cicho wpatrując się w zlewające się złote barwy. Czerwone pasmo przebijało się przez pomarańczowe ornamenty chcąc zapewne zwrócić na siebie uwagę. Żółć górowała nad nimi, uszlachetniając widnokrąg. Wyglądało to jak indiański taniec. Rytmiczny, głośny i wesoły.
- Cudowne. - śmielej, ale dalej ściskając smoka Lucy wstała. Ostatni raz mogła tak beztrosko oglądać ten widok przed wojną. I księżniczka zdawała sobie z tego sprawę.

Za kilka dni świat bez skazy, w którym Brillo żyła przez tyle lat pokryje się czerwienią...

_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*


Kochani!
Szczerze.. Spodziewaliście się, że dzisiaj dodamy rozdział? Czy raczej już straciliście w nas wiarę?
:D
W każdym bądź razie na pewno ku waszemu zaskoczeniu możecie czytać ten oto chodź krótki, lecz zaczynający wstęp do wielkiej wojny.
I jak wrażenia?
Zaciekawieni obrotami spraw?
Znacie nas przecież.. Na pewno poruszymy wasze serca!
Liczymy teraz tylko na mocnego kopniaka w tyłek, który nas zmobilizuje!


P.S Rozdział pisany głównie przez Coco z przyczyn... Głównie z przyczyn mojego lenistwa,
a mojego to znaczy Luny ^^

niedziela, 9 października 2016

Strona na facebook'u!

Moi drodzy, otrzymujemy wiele pytań dotyczących naszej nieobecności. Wszystko zostało wyjaśnione na naszej stronie -----> Kliknij tutaj.
Jednak, ostatnio razem z Luną postanowiłyśmy zadziałać. Kolejny rozdział jest w trakcie tworzenia! 
Pozostańcie cierpliwi!

Szablon wykonała Domi L