piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 1 - Miasto opływające w złoto i miód.



Rozdział 1

Miasto opływające w złoto i miód.



Od trzech minut Natsu jest nieprzytomny... Mimo podanych leków i tak stracił za dużo krwi. Jego bezwładne ciało było teraz podtrzymywane przez Gray'a. Chłopak już ciężko dyszał, a po czole spływały mu kropelki potu.
- Ile on waży?! - szepnął i wypuścił powietrze z płuc, po czym ponownie nabrał sporą jego porcję. Od kilkunastu minut, jeszcze przed omdleniem różowo-włosego byli w drodze do domu dziewczyny. Lucy co kilka sekund patrzyła ze zmartwieniem na Gray'a i Natsu.
- Zaraz będziemy! - uśmiechneła się delikatnie.
- Uff.. - sapnął. Po wyjściu z jednego korytarza jaskini chłopak ujrzał cudowny wodospad. Woda, która w nim płynęła mieniła się różnymi kolorami od tych podstawowych do najbardziej magicznych. W powietrzu dało się poczuć zapach sosen i świerków co niezmiernie zdziwiło czarnowłosego. Kryształowa woda z impentem uderzała o wodę w jeziorku tworząc pianę. Mimowolnie na twarzy Gray'a pojawił się cień uśmiechu.
- Pięknie. - szepnął. Dotychczas nie widział jeszcze tak PIĘKNEJ i KRYSTALICZNEJ wody. W więzieniu z powodu pochodzenia wody ludzie najczęściej chorowali ,a potem w krótkim odstępie czasowym umierali. - Jest trująca ? - zwrócił się do blondynki, która już od kilka minut jego zadumy przypatrywała mu się.
- Nie...- odparła nerwowo gdy chłopak się zarumienił.
- Czy mogę...? - gestem ręki dziewczyna wskazała by się nie krępował i napił. Gray ostrożnie podał Natsu Lucy i podszedł do tęczowej wody. "Uchwycił" odrobinę wody w swoje lekko skrwawione ręce i wziął łyka.
Po chwili znowu ponownie zamoczył ręce w lodowatej wodzie i oblał nią sobie włosy, śmiejąc się przy tym. Za nim stała blondynka ze łzami w oczach przyglądając się tej scenie. Jak to możliwe że tak bardzo jej żal tych chłopaków skoro poznali się dobrą godzinę temu w tragicznych okolicznościach ?
- Lucy? - przed oczami świsneła jej ręka Gray'a.
- T-tak? - jękneła dalej wpatrując się w niego niczym w obrazek.
- Coś się stało ? - zmartwił się.
- Nie... - nerwowo zaśmiała się. - Weźmiesz już Natsu ? Jest strasznie ciężki..
- Oczywiście! - prawie natychmiast ściągnął przyjaciela z ramion dziewczyny. Blondynka chwyciła jego rękę i wskazała wodospad.
- Chodź.- uśmiechneła się. Pełen obaw chłopak poszedł za blondynką. Wszedł pod zimną wodę ciesząc się że omywa chociaż trochę jego ciało. Poza tym...nie kąpał się długo bo każda kąpiel mogła być ostatnia.

Przed nimi, za drugą stroną wodospadu malowała się piękna kraina. Ożwyczy wiatr zawiał im w twarz dając uczucie bezpieczeństwa. Jego bose nogi ugieły się.

- J..jak tu pięknie ... - szepnął.

- Nie pora na podziwianie krajobrazu... On zaraz umrze jeśli się nie pośpieszymy ! - zaniepokoiła się. Chłopak natychmiast wstał i pobiegł za dziewczyną.

Po zaledwie chwili dotarli do miasta, gdzie zdziwieni mieszkańcy ustępowali im drogi. Przed trójką znajomych ( Natsu nieprzytomny xd - dół.aut ) rozpostarł  się zamek. Lucy i dwójka jej towarzyszy wpadli do sali jak z procy strzelił.

- Szybko ! Przygotować salę ! Rana kłuta ! - natychmiast do Gray'a podbiegło kilku mężczyzn zabierając Natsu z jego barków i kładąc na łóżku z kółkami.

- Poczekaj tu. Zajmiemy się nim . - pocieszyła go Lucy po czym wbiegła do sali operacyjnej zostawiając oszołomionego chłopaka samego.




> 3 godziny później <



Do niepokojącego się chłopaka podeszła niebieskowłosa dziewczyna.

- Proszę pana... - tu urwała patrząc na jego twarz. Zarumieniła się i kontynuowała - Księżniczka prosiła bym się panem zajęła.

- Księżniczka ? - zdziwił się.

- Jestem Juvia..- ukłoniła się i uśmiechneła do chłopaka całkowicie ignorując jego zdziwienie.

- H..hej. Jestem Gray - przywitał się również lekko się kłaniając.

- Niech panicz Gray idzie za Juvią, dobrze ? - nie oczekiwała odpowiedzi i upewniąc się że chłopak idzie za nią ruszyła. Po ok. 2 minutach Gray i Juvia siedzieli w pokoju gdzie dziewczyna zajmowała się chłopakiem.

- Niech się panicz nie wierci ! - zirytowała się gdy chłopak po raz kolejny patrzał w okno.

- Przepraszam... - jęknął. Niebieskowłosa kolejny raz zamoczyła chustkę i przetarła nią tors chłopaka, na którym widniało wiele ran. Chłopak syknął.

- Tam na górze musi być strasznie - bardziej stwierdziła niż zapytała Juvia.

- Nie jest tak źle... Tylko jakaś wariatka przejęła tron, zniszczyła florę i faunę, wtrąciła wszystkich do lochu i zabija dziennie ok. 1000 osób. - wymruczał. Szklana miska, którą trzymała Juvia spadła na ziemię tłukąc się na setki kawałeczków.

- Przepraszam ! - natychmiast zaczeła zbierać kawałki szkła. Zdziwiony chłopak zszedł z łóżka i pomógł dziewczynie pozbierać szkło.

- Dlaczego upuściłaś miskę ? - zapytał podnosząc kolejny kawałek.

- Pańska wypowiedź zaskoczyła bardzo Juvię... - odparła z lekką obawą w głosie.

- Gdzie my w ogóle jesteśmy ? - zapytał po kilku minutach ciszy. Niebieskowłosa spojrzała na chłopaka zdziwiona.

- To Magnolia. - odpowiedziała podnosząc się i wyrzucając kawałki szkła do kosza.

- Magnolia ? - dopytał. - Mam wiele pytań..

Dziewczyna mu przerwała.

- Wiem,wiem... Księżniczka potem wszystko tobie i twojemu...towarzyszowi wyjaśni, a teraz nalegam by pan poszedł się wykąpać. - wepchneła go do łazienki zamykając drzwi. - Ubrania są położone na toaletce. - dodała odchodząc.

Gray zgodnie z instrukcją Juvii wykąpał się i przebrał w tutejsze ubrania... Powoli wychylił głowę za drzwi łazienki i porządnie omiótł wzrokiem cały pokój, w poszukiwaniu niebieskowłosej dziewczyny, gdy zauważył  posturę kobiety o wspomnianym wcześniej  kolorze włosów, wyskoczył z łazienki i podszedł do niej.

-Juvia czy mogłabyś mi... - nie dokończył widząc, że zamiast wysokiej dziewczyny w wieku około 16 stoi przed nim dziewczynka o niebieskich włosach związanych w dwa kucyki po bokach.

-Juvia musiała wyjść do księżniczki... - uśmiechnęła się do niego po czym lekko skłoniła. - Nazywam się Wendy Marvell i jestem w królestwie jednym z najlepszych medyków. A teraz proszę nie wierć się.

Niebiesko włosa ruchem ręki rozkazala chłopakowi do usiąścia na krześle obok niej. Gdy  posłusznie wykonał polecenie, rozpoczęła zaszywanie głębszych ran i bandażowanie tych mniejszych. Gray miał  ich o tyle dużo, że po skończeniu opatrywaniu jedynymi miejscami bez bandażów była głowa ręce i  uda.

-No to na tyle. - dziewczyna wypuściła głośno powietrze - Ja będę już iść, jutro wyślę tu kogoś do zmiany opatrunku. - wstała i udała się w stronę  drzwi.

-Dziękuję. - powiedział wstając z krzesła i odprowadzając Wendy wzrokiem...


> w pokoju pooperacyjnum <
Lucy

Odetchnęłam z ulgą, gdy operacja została przeprowadzona pomyślnie, a na dodatek chłopak powinien się niedługo wybudzić.

-Tam na górze musi być strasznie... - powiedziałam do siebie i usiadłam na krześle obok łóżka. - Jak tam w ogóle można przeżyć? - spytałam sama siebie patrząc  spoglądając na różowowłosego.

Dłonią ogarnęłam niesforny kosmyk opadający na zamknięte oczy chłopaka. Cicho westchnęłam i zmieniłam przesiąknięty krwią bandaż na jego ramieniu.. . Przez okno wpadły promienie światła całkowicie oświetlając twarz chłopaka. Był całkiem przystojny nawet, mimo bladej skóry i wychudzonych policzek. Odruchowo położyłam dłoń na jednym z nich i przejechałam palcami w dół, aż na klatkę piersiową, gdzie widniały liczne blizny zapewne po torturach...

-Przepraszam... Powinnam juz dawno coś zrobić. - w moich oczach stanęły łzy, miałam już pozwolić dać ujść emocjom, ale nieoczekiwanie drzwi do pokoju się otworzyły. - Gray...

-Przyszłem sprawdzić jaki jest jego stan... - chłopak powoli wszedł do pomieszczenia i stanął obok łóżka przyjaciela.

-Jest dobrze... Niedługo powinien się wybudzić... - spojrzałam na Gray'a z poważnym wyrazem twarzy. - Opowiedz mi o świecie z którego pochodzisz...

-Co tu dużo mówić... Kupa gruzu, martwych ciał i rzek krwii. Odkąd Styks przejeła władzę wszystko sie zmieniło... Śmierci można było się spodziewać na każdym kroku, od zwykłego zasztyletowania przez żołnierzy po śmierć przez chorobę, a to wszystko przez kaprysy królowej dla, której  krew innego człowieka jest jak napój dający życie wieczne.Zanim trafiłem do więzienia nie raz na moich oczach gwałcono kobiety albo przeprowadzno egzekucje. Życie tam to piekło, istne piekło... Inaczej mówiąc gwałt, śmierć i zło to codzienność.
- To naprawdę straszne... - szepneła. - Zapewne masz wiele pytań - uśmiechneła się przez łzy.
- Tak... Dlaczego płaczesz ? - usiadł obok dziewczyny.
- Bo to wszystko moja wina... - szepneła i zaczeła miętolić kawałek swojej białej sukienki, która była lekko brudna od ziemi. - Więc jakie masz pytania ? - zmiemiła całkowicie temat, wycierając łzy.
- Gdzie my w ogóle jesteśmy ? - zapytał zdezorientowany szybką zmianą tematu.
- W pokoju... - mrukneła.
- No, ale mi chodzi o miejsce ! Podobno w jakiejść Magnolii ! - wrzasnął.
- Cicho... Tylko się z tobą droczę . - zaśmiała się. - Nie wiadomo skąd wziął się ten świat... Podobno smok Brillo wraz ze swoim jeźdźcem stworzyli go by uchronić ludzi od Teistezy i jej mrocznego jeźdźca. - westchneła.
- Kto to Brillo ? Tristeza ? - zdziwił się. - Gdzie jest teraz ten smok i jego jeździec ?!
- Mam opowiedzieć ci legendę o Smoku światłości i Smoku Mroku prowadzących odwieczną wojnę ? - zakręciła kosmyk włów Natsu na palec.
- To chyba jasne... - spojrzał na jej palce, które z czułością i ogromną delikatnością bawiły się różowymi włosami nieprzytomnego.
Nagle w pokoju rozległ się kaszel.
- Natsu już się obudziłeś !
___________________



Tak oto kończy się pierwszy rozdział.
Mam nadzieję że się podobało. :)
Powolutku akcja będzie się rozkręcać. 
Pozdrawiamy Coco-chan i Luna-chan ! 

P.S. Przepraszamy za wszystkie błędy ;) 

Postaramy się je wykorygować tylko prosimy o informację gdzie znajdują się te błędy :)
Dziękujemy <3


środa, 24 grudnia 2014

One-shot - Świąteczna miłość

One-shot

Świąteczna miłość



  Płatki śniegu wesolutko tańczyły do akompaniamentu lekkiego wiatru. Zaśnieżone ulice były już od samego rana placem boju dla najmłodszych. W domu blondynki już od dobrej godziny panowała ciepła atmosfera. Lucy piekła ciasteczka na Wigilię. W końcu gdyby o nich zapomniała, byłaby narażona na gniew Tytani, a tego by nie chciała... Wyciągnęła kolejną porcję pierniczków z rozgrzanego pieca i postawiła blachę na blacie zdejmując rękawice.

-Co tak pięknie pachnie? - blondynka słysząc głos przyjaciela, momentalnie w obawie przed zjedzeniem schowała ciastka do słoika, a następnie do szafki.

-Natsu! Nie powinieneś pomagać w gildii ? - dziewczyna starała się jak najszybciej zmienić temat i odciągnąć chłopaka od kuchni.

-Uciekłem... - uśmiechnął się. - Przed Erzą.

- Yhh... Wiesz że jak cię znajdzie to jesteś martwy ? - mrukneła wyciągając torbę z szafy.

- Nie przesadzaj... - podchodził coraz bliżej szafki.

- Nie przesadzam.. - odwróciła wzrok w jego stronę, a kiedy zobaczyła że w najlepsze zajada się ciastkami strasznie się wściekła.- ZOSTAW JE ! ! - krzyknęła donośnie tak że słoik wypadł chłopakowi z ręki, a ciasteczka się pokruszyły.

- Nie... - zawyła i podbiegła do rozbitego słoika.

- Sory Lucy. - podrapał się w tył głowy. - Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Upieczesz następne ! - uśmiechnął się obnażając kły.

- " Sory " ?! Naprawdę jesteś aż tak głupi ?! - na jej policzku pojawiła się łza. - Te ciasteczka były wyjątkowe ! Włożyłam w nie sporo wysiłku i czasu ! - wrzasneła. - Idź z tąd ! - wskazała na okno.

- A-ale Lucy ! - próbował coś wskórać.

-Proszę Natsu... - dziewczyna zaczęła zbierać odłamki szkła. - Idź... Wynoś się!

Chłopak widząc wściekły wyraz twarzy przyjaciółki wyszedł, tym razem używając drzwi... Szedł zaśnieżonym chodnikiem co chwila odwracając głowę w tył z myślą by zawrócić, wbiec do domu Lucy i przeprosić ja na kolanach, albo zaproponować pomoc w sprzątaniu, pieczeniu, przygotowaniach... Jednak wiedział, że tak nic nie wskóra, a tylko wszystko pogorszy. Musiał coś wymyślić, a wchodząc w uliczkę z kilkoma sklepami wpadł na idealny pomysł.

- Głupi Natsu... - mrukneła pod nosem blondynka zbierając kolejne odłamki szkła. Przez chwilę przed oczami staneło jej jego smutne i przepraszające spojrzenie. Zaczeła mieć wyrzuty sumienia... Smutna ,nieostrożnie sięgneła po kolejny odłamek szkła. Poczuła przeszywający ból w okolicy dłoni. Szybko zwróciła tam swoje załzawione spojrzenie. W dłoń wbił się jeden z nielicznych większych kawałków słoika. Szybko pobiegła do łazienki kapiąc wszędzie krwią. - Cholera ! - przeklneła widząc jaki bałagan zrobiła jedną zakrwawioną ręką. Przemyła ranę wodą i wyciągnęła odłamek. Starannie oczyściła ranę wodą utlenioną i założyła bandaż. Na zegarze wybiła dwunasta w południe.

- Pora upiec.... nowe ciasteczka - wyrzuty sumienia powróciły,a ona wlepiła smutne spojrzenie w okno. - Muszę go przeprosić. - postanowiła i z nową motywacją zabrała się za pieczenie nowych,lepszych ciasteczek niż te poprzednio.

Wyjęła potrzebne składniki, blachę i miskę. Nucąc po cichu świąteczne piosenki zabrała się do roboty. Wszystko robiła starannie i jak najlepiej tylko mogła, dla niej te ciastka nie były juz tylko długowieczną wigilijną tradycja, a forma przeprosin dla jakże ważnego dla niej Salamandra. Ponownie przeniosla wzrok na okno mając nikłą nadzieje, ze zobaczy różową czupryne i ten słodki uśmiech, który tak bardzo kochała.

Po trzech godzinach wszystko było gotowe by wyjść z twarzą do gildii. Kilka dni temu odbyło się losowanie. Lucy wylosowała Levy więc od razu wiedziała co ma jej kupić. Schowała ciastka do koszyka, twierdząc że w torebce by się pogniotły, a nie miała już ochoty by piec trzecią porcje. Schowała do koszyka również prezent dla swojej niebieskowłosej przyjaciółki i poszła do łazienki . Zmieniła przekrwiony bandaż i założyła rękawiczki by nikt go nie zauważył. Ubrała niebieską sukienkę z futerkiem i założyła pasujący do sukienki płaszcz. Włosy zostawiła rozpuszczone, a na nogi ubrała rajstopy i kozaki. Chwyciła koszyk i wybiegła radośnie z domu. Po chwili znalazła się w gildii gdzie przywitany ją z uśmiechem. Dała prezent pod choinkę i omiotała pomieszczenie wzrokiem szukając różowej czupryny.

-Gray widziałeś Natsu? - zaczepiła czarno włosego.

-Nie. - odszedł od blondynki, ale po chwili wrócił.-Czekaj... Jakieś trzy godziny temu widziałem jak kręcił się po mieście.

-Trzy godziny... - dziewczyna szerzej otworzyła oczy. - Gdzie on wtedy był?

-To była uliczka z kilkoma sklepami. Na pewno wiesz gdzie.

-Dziękuję. Przechowaj to dla mnie. - Lucy wepchneła koszyk z ciastkami w ręce maga lodu, a sama nie zakładając nawet płaszcza wybiegła z gildii.

Kierowała się w miejsce o, którym mówił Gray. Płatki śniegu opadły na jej nie okryte ramiona powoli topniejąc i spływają jako kropelki wody na jej dłonie.

Dysząc ciężko dobiegła do cukierni mając nadzieje że zastanie tam przyjaciela. Bardzo często tam przebywał... Otworzyła drzwi i z widocznym smutkiem stwierdziła że nie ma tu Natsu.

- W czym mogę pomóc ? - męski głos spowodował dreszcze u dziewczyny. Odwróciła się na pięcie spoglądając na łagodną twarz sprzedawcy.

- Panie Hiswig proszę o pomoc. Widział pan może dzisiaj Natsu ? - jękneła blondynka podchodząc do lady.

- Natsu ? Hm... Niech no pomyśle... - potarł brodę w geście zamyślenia.- Tak ! Był dzisiaj przed południem. - klasnął w ręce. - Ale jakiś przygnębiony się wydawał. Czy coś się stało ? - spojrzał przenikliwe w stronę blondynki.

- Ah... Można powiedzieć że się z nim pokłóciłam... - szepneła. Stary Hiswig spojrzał z troską na dziewczynę i nie drążył dalej tematu.

- Na litość boską Lucy ! Dziecko zmarzniesz ! - podał jej herbatę. Dziewczyna szybko podziękowała i wypiła ją duszkiem. Pożegnała się i złożyła życzenia cukiernikowi. Nie wiedziała co ma już robić. Usiadła na ławeczce przed cukiernią miętoląc kawałek sukienki. Dziewczyna nie zwracała nawet uwagi na siniejące ramiona i ręce, jedyne co było dla niej teraz ważne to miejsce pobytu przyjaciela. Przyjaciela na którym tak cholernie jej zależało i którego chciała przeprosić. Po jej policzku nie kontrolowanie zaczęły spływać łzy. Nie mogła już wytrzymać tego poczucia winy, musiała dać upust swoim emocjom.

-Lucy... - ktoś wyszeptał jej imię, a zaraz potem przyciągnął do swojego ciała.

-Natsu... - dziewczyna zauważyła różowe włosy - Przepraszam... To moja wina nie powinnam wtedy krzyczeć. Proszę wybacz mi...

- Głupia ! To moja wina. Przepraszam... - mocniej ją przytulił. - Mam coś dla ciebie... Tak na przeprosiny. - szepnął jej do ucha wywołując u niej pokaźny rumieniec. Z kieszeni kurtki wyciągnął pudełeczko. Dziewczyna choć z niechęcią "odkleiła" się od chłopaka i otworzyła prezent. W śrdoku był piękny naszyjnik z gwiazdą.

- To..to dla mnie ? - zająkała się.

- Nie, dla Happi'ego ! - zironizował. - Oczywiście że dla ciebie. - wyrwał jej przedmiot z ręki i założył na szyję. Z niepokojem stwierdził że dziewczyna dygocze. Ze zmartwieniem przyległ do niej chcąc oddać jej choć trochę swojego ciepła.

- Natsu...-szepneła wtulając się w niego bardziej. Objął jej głowę dociskając dłonią do jego klatki piersiowej.

- Lucy ja... - zarumienił się.

Dziewczyna momentalnie przybrała kolor intensywnej wiśni na policzkach.

-Lucy... Jesteś dla mnie bardzo ważne i nie wiem co bym zrobił gdyby to wszystko co jest między nami zostało zniszczone przez kłótnie... - chłopak nabrał sporą ilość powietrza- Lucy Heartfilio kocham cię. - powiedział patrząc w jej duże czekoladowe oczy.

-Ja czuję to samo. - blondynka mocniej wtuliła się w tors smoczego zabójcy, a słysząc jego bijące serce poczuła jak odpływa.

-Ściemnia się. - zauważył - Lepiej wróćmy do gildii albo domu...

Po długich naleganiach blondynki poszli razem do gildii. W środku zastali wszystkich w najznakomitszych humorach. Śmiali się i pili. W powietrzu unosiły się zapachy ryb i makowców. Natsu prawie natychmiast podbiegł do stołu zjadając ile się da. Nie obchodziły go nawet krzyki Gray'a i Gajeela, którzy zdenerwowani próbowali odczepić go od makówki. Lucy zaśmiała się cicho i po rozmowie z Levy-chan i innymi przyjaciółkami stwierdziła że wszyscy są już nieźlie pijani. Natsu i reszta jego ekipy spała pod stołem, a dziewczyny ,z którymi rozmawiała dosłownie minute temu opierają się sobie na ramionach cicho pochrapując. Ziewneła i podchodząc do Natsu ( A raczej wchodząc pod stół ) dała mu całusa w usta i z rumieńcem ubrała płaszcz. Niechcący z kieszeni wypadła jej rękawiczka.Wychodząc z gildii przypominała sobie wszystkie dzisiejsze zdarzenia. Uśmiechneła się sama do siebie, ale nagle musiała przystanąć. Chwyciła się drzewa żeby nie upaść. Druga rękawiczka wylądowała pod drzewem. Blondynka zakaszlała krwią.

- C..co...się dzieje...? - szepneła po czym jej oczy zaszły mgłą. Poczuła w brzuchu zimny przedmiot, który ją paraliżował. Nie widziała swojego oprawcy. W jedną chwilę straciła kontakt ze światem, a lód, który ją otaczał przybrał kolor szkarłatu. Postać zdjeła z niej przekrwiony płaszcz i wyciągając z jej brzucha ostrze. Silnym ciosem wbił włócznię z nabitym na nią płaszczem w drzewo, a na jego twarzy pojawił się szaleńczy uśmiech.





W gildii mimo hucznej muzyki i rozmowy, a raczej kłótni osób, które jeszcze stały na nogach dało się usłyszeć psychopatyczny ś
miech. Nikt nie wiedział co się stało ani gdzie znajdowało się źródło głosu,ale jedno było pewne... Nie stało się nic dobrego....


-Lucy! - krzyk Natsu wybudził wszystkich śpiących dookoła.

-Zapałko czemu drzesz mordę? - zirytowany Gray próbował uderzyć cios w Salamandra, ale z nadmiaru alkoholu spódłował i spadł na stolik.

-Nie czuję... -spanikowany różowo włosy zaczął krążyć po budynku, w końcu zatrzymał się i mocno zaciągnął. - Nie czuję jej zapachu! - wykrzyczeć i wybiegł z gildii.

To co zobaczył na zewnątrz sprawiało ze jego ciało zaczęło drzeć a nogi uginać... Jego wzrok był cały czas skierowany w miejsce, gdzie stało stare ogromne drzewo, na którym wisiał płaszcz jego ukochanej przebity jakimś ostrzem, a na szkarlatnym od krwi śniegu leżała jedna jej rekawiczka.

-Nie... - wyszeptał. - To nie może być prawda!

Podbiegł szybko do drzewa nieopodal gildii. Jak to możliwe ? Jak to cholera możliwe ?!?! Cała gildia była kilka metrów stąd. - LUUUCYY ! - z jego przepełnionej żalem piersi wydobył się pełen rozpaczy i desperacji skowyt. Po chwili upadł na ziemię zrywając z włóczni jej jasną kurtkę, która teraz miała kolor podobny do włosów Erzy. Jego policzki natychmiast zrobiły się mokre. Za nim pojawiła się zszokowana gildia. Godzinę temu... Lucy jeszcze z nimi rozmawiała, a...a teraz umarła ? To przecież niemożliwe !

Natsu zaczął się śmiać co przeraziło członków gildii.

- Dobry żart Lucy ! Wychodź ! Nabrałaś mnie ! - zaczął się rozglądać dookoła próbując wyczuć ukochaną. Na jego nagim ramieniu pojawiła się dłoń Scarlet. Natsu odwrócił się szybko z nadzieją że to jego ukochana. Jakie było jego rozczarowanie gdy zobaczył obraz zapłakanej Tytani.

- O-ona żyje ! N-na pewno gdzieś tu jest ! - był jak w amoku, szaleństwie. Nie potrafił bez niej żyć.

- LUCYYYY ! - krzyknął ostatni raz.




~ 3 lata później ~ Magnolia ~ Gildia Fairy Tail ~ Godzina 16:17 ~ 24 grudnia

Głuchy ryk przedzierał się przez budynki. Na niebie latała olbrzymia, mroczna kreatura.

- Acnologia ! - krzyknął zły Natsu, który po stracie Lucy... Doszczętnie się zmienił. Nigdy się nie uśmiechał, ciągle trenował, walka z nim oznaczała śmierć. Tak właśnie zginął Tsuruki Metsuki, który zabił ukochaną Salamandra. Natsu nie musiał nawet się wysilać, po morderczych treningach pokonał gościa bez problemu, a to że prowokował różowołosego mówiąc jak "cudowną" Lucy była ofiarą i jak "pięknie" było ją zabijać to nie jego wina. Wszyscy w FT próbowali mu pomóc nawet Gajeel, ale nic nie pomogło. Lisanna omal nie otarła się o śmierć mówiąc bezczelnie o Lucy i o tym że to ona miała być jego dziewczyną. Zaprzestał kłótni z Gray'em i gdy czarnowłosy nazwie go "zapałą" po prostu odchodzi mrucząc coś pod nosem.

- Cholera ! - przeklneła Erza wybiegając z gildii i zmieniając zbroję.

- To Acnologia ! - krzyknęła Juvia wybiegając ze swoim narzeczonym.

- No nie gadaj ! - prychnął Natsu.

- Płomyczku ! Może trochę grzeczniej ?! - warknął Gray broniąc dziewczyny.

- A zwrócisz Lucy życie ? - mruknął Natsu. Chłopak milczał. - No właśnie !

Kolejny ryk rozdarł zachmurzone niebo tworząc na nim złowrogie pasma.

- To będzie trudna walka...- sykneła Cana, wyrzucając butelkę sake.




~ szczątki Magnolii ~ Godzina 21:18~ ruiny gildii Fairy Tail




- Ygh... - syknął Natsu trzymając się za bok.

- Natsu chodź szybko ! Musimy uciekać ! - chwycił go za ramie Gray.

- Nie! - sprzeciwił się.

- Nie zostawię cię na pewną śmierć matole ! - uderzył go.

- Może jeśli umrę to w końcu zobaczę Lucy ? - spojrzał przed siebie i z przerażeniem stwierdził że wielki pokład mocy leci w ich stronę.

- Jesteśmy w dupie. - zaśmiał się obłońkawczo.


Kurz opadł i ukazał dwa skulone ciała. Całe poranione, zakrwawione i zakurzone. Przed nimi stała różowowłosa dziewczyna w zbroi, a obok niej rudy chłopak również w bojowym stroju.

- Co...co jest ? - zdziwił się Natsu.

- Natsu-san ! Pozwól że cię opatrze. - obok niego pojawiła różowowłosa kobieta z niebieskimi oczami i w stroju pielęgniarki.

- Panna ? - zdziwił się Gray.

- Kto cię wezwał ? - jęknął Natsu.

- Nikt. To dzięki naszej Królowej tu jesteśmy i wam pomagamy. - zabandażowała go.

- Królowej ? - wciągnął powietrze do płuc Natsu. Spojrzał w górę nad nimi czychała Acnologia. Bez chwili namysłu natarła na trzy gwiezdne duchy i rannych chłopaków. Jednak nagle smok został odepchnięty i uderzył o jeden z ocalałych budynków. Przed nimi ukazała się postać w zbroi. Jej blond włosy wirowały na wietrze spowodowanym upadkiem Acnologi.

- Lucy... - szepnął. Kobieta spojrzała na niego i się uśmiechneła, a następnie ruszyła w wir walki.

 Wszyscy byli zszokowani, nie wiedzieli czy to sen czy jawa. Przecież ich przyjaciółka umarła trzy lata temu mimo że nigdy nie znaleziono ciała, dowodów morderstwa było dużo... Natsu z niedowierzaniem spoglądał na walcząca blondynkę, nie mógł uwierzyć że nareszcie zobaczył swoją ukochaną całą i zdrową. 

-Uwaga! - w stronę członków gildii leciała stróga czarno-niebieskiego lasera wytworzonego przez Acnologie. 

-Nie pozwolę ci ich skrzywdzić! - rozległ się krzyk Lucy, a chwilę potem przyjęła atak smoka na srebrzystą tarcze stworzoną przez jej moc.

 - Lucy ! - krzyknął z obawą w głosie Natsu.

- Nie martw się o nią. - podszedł do niego Leo wraz z Aries.

- A-ale jak ? -szepnął niedowierzająco

- Lucy istotnie umarła. - tu mina Salamandra zrzędła - Ale Król Gwiezdnych Duchów... Oddał za nią swoją nieśmiertelność i tym samym oddał jej swoje życie. Lucy przysięgneła że będzie dobrą królową. Było sporo emocji... Hah. - podrapał się w tył głowy. - Jednak bardzo chciała wrócić...

- A może ?! - ucieszył się Natsu.

- Nie. Lucy-san złożyła uroczystą przysięgę... - pociągnęła nosem Aries.

Rozległ się głośny okrzyk bojowy. Wszystkie duchy które pomagały rannym zniknęły i pojawiły się przy Lucy.

 -Ja jestem ta, która włada światem Gwiezdnych Duchów! - krzyknęła w strona smoka - 13 zodiakalnych kluczy złączcie się w jedność i swą potęgą uratujcie ten świat przed złem! - duchy zebrały się tuż za Lucy, a gdy ta dała znać głośnym okrzykiem wszyscy przedstawiciele zodiakalnych 13 bram zmienili się w złote obłoki, które po złączeniu w jeden ogromny obłok światła z wielką siłą i prędkością uderzyły w Acnologie.

 Smok nie miał najmniejszych szans. Z jego piersi wydobył się ostatni głuchy ryk. Lucy przez chwilę wisiała w powietrzu, ale po kilku sekundach wyczerpana walką ze smokiem zaczeła spadać.

- Lucy ! ! - krzyknął Natsu i w ostatniej chwili złapał blondynkę. Dziewczyna otworzyła swoje brązowe oczy i uśmiechneła się promiennie rzucając się mu na szyje.

- Natsu ! ! ! - zdezorientowany chłopak upadł pod wpływem nagłego rzucenia mu się na szyje. Leżeli tak przez chwilę. Natsu uniósł podbródek Lucy i spojrzał jej głęboko w oczy.

 Nie mogli już trzymać tego uczucia głęboko w sercu. Pod wpływem chwili chłopak przybliżył swoją twarz do twarzy blondynki, ona się nie opierała pragnęła tego równie bardzo jak on, tej bliskości i ciepła... Ich usta złączyły się w delikatnym, ale pełnym czułości pocałunku.

-Natsu... - dziewczyna dopiero po dłuższej chwili oderwała się od różowo włosego. - Przepraszam, ale ja nie mogę tu długo zostać. - po policzkach Lucy zaczęły intensywnie spływać łzy.

- Lucy... Zabierz mnie ze sobą. - otarł jedną z łez kciukiem. Wszyscy wydali okrzyk zdziwienia. - Kocham cię. Nie chcę znowu cierpieć bez ciebie ! Proszę zabierz mnie ze sobą ! - zachlipał, wtulając się we włosy blondynki.

- Jesteś tego pewny ? - przytulia się do niego.

- Nie byłem jeszcze nigdy niczego aż tak pewny. - pogładził jej złociste włosy. 

- A co wy na to ? - szepneła do swoich zapłakanych ze szczęścia przyjaciół.

 -Najważniejsze dla nas jest wasze szczęście. - Erzą przemówiła w imieniu wszystkich.
 - Rozumiem ze chcesz wrócić razem z Lucy i masz moje pozwolenie. - odezwał się mistrz gildii- Ale pamiętajcie, że gdy będziemy mieli kłopoty na pewno was wezwiemy. - roześmiał się klepiąc Salamandra po ramieniu.

- Oczywiście możecie na nas liczyć ! - uśmiechneła się Lucy i złapała Salamandra za rękę. - Gotów ? 

- Gotów ! - pocałował ją. Z oczu członków gildii płynęły łzy wzruszenia.

- Do zobaczenia ! - krzyknęli i zniknęli w złotym pyle.

- Kurde...- Gray podrapał się w tył głowy. 

- Coś się stało paniczu Gray ? - Juvia otarła łzę.

- Mogli nam chociaż pomóc sprzątać... - rozejrzał się dookoła widząc zniszczone miasto.


****

Życzymy wam wesołych, ciepłych i radosnych Świąt !
CoCo-chan i Luna-chan  
 

czwartek, 18 grudnia 2014

Prolog

Prolog

Ucieczka



Uciekliśmy! Nareszcie ja i Gray uciekliśmy z tego przeklętego miejsca. Biegłem ile sił w nogach nie zważając na kaleczące mnie suche gałęzie i kamienie.
- Stójcie! -  za nami biegło pełno strażników.
- Cholera... Gray tamtędy! - chwyciłem go za rękę i pociągnąłem w lewo. Potknąłem się o wystający, spróchniały korzeń drzewa. Chłopak szybko zareagował chwytając mnie za dłoń i pomagając wstać. Ponownie zaczęliśmy uciekać.
- Natsu! Oni zaraz nas złapią! A jak nas złapią to zabiją! A ja zabiję ciebie bo mnie na to namówiłeś! - przypomniał mi z wyrzutem Gray.
- Przecież wiem idioto! - nagle kątem oka zobaczyłem jaskinię.W duchu modliłem się by żołnierze nas nie dopadli. Nic nie mówiąc gwałtownie wskoczyłem do środka groty, ciągnąc za sobą Gray'a.
- Co ty wypraw... - chłopak chciał krzyknąć, ale zakryłem mu usta dłonią. Słyszałem zdezorientowanych strażników i ich coraz rzadsze kroki. 
- Gdzie oni są? - spytał jeden z nich.
- Nagle zniknęła. - odparł inny żołnierz. 
Chwyciłem Gray'a pod ramię i jeszcze raz szczelnie zamknąłem mu jadaczkę dłonią. Pociągnąłem go pod filara gdzie "przyczepiłem" się do ściany próbując uspokoić mój niespokojny oddech. Moje serce waliło jak młot. Przecież jeśli te cholerne psy nas znajdą to skończymy na stryczku. Cholera... Jeżeli będziemy się chcieli ukryć w mieście to i tak nas złapią po tych łachmanach! Nienawidzę tego życia...
Kamień spadł mi z serca gdy psy uciekły w innym kierunku, a żołnierze zostawili nas w spokoju. Pewnie zwierzęta wyczuły jakąś padlinę lub potencjalną ofiarę.
- Zgubiliśmy ich! - głośno wypuściłem powietrze z płuc. Nagle upadłem czując, że ból w okolicy brzucha się wzmógł.
- H-hej co ci jest? Jesteś ranny?! Kuźwa dlaczego mi nic nie powiedziałeś?! - zdenerwował się Gray.
- Jakoś zapomniałem... - Tak naprawdę nie chciałem mu powiedzieć. Gdyby dowiedział się, że jestem ranny zaniechałby ucieczki, a ta okazja przeszłaby nam koło nosa. Ból z  każdą minutą rósł w siłę, kurczowo trzymałem brzuch próbując choć na chwilę odetchnąć jak wolny człowiek. Nie tak wyobrażałem sobie świat na zewnątrz. Moje nogi zaczęły robić się jak z waty, a ja sam byłem taki ciężki. 
- Poszukam pomocy.. Zostań tu! - rzekł do mnie i natychmiast ruszył do przodu korytarzem prowadzącym w kompletną ciemność i nowe nieznane tereny.
- Jakbym mógł się ruszyć!-  krzyknąłem z wyrzutem za nim osuwając się po skale do pozycji siedzącej i głośno dysząc.

 Narracja trzecioosobowa

- Ale je jestem mądry! - mruknął sam do siebie w ironicznie Gray. - Kogo znajdę w jaskini? Jaskiniowca?! - warknął. Rozglądał się po skałach licząc na to, że chociaż tu znajdzie jakieś zioła, które pomogą jego przyjacielowi. W jaskini było wilgotne powietrze, a po ścianach spływały chłodne, krystaliczne krople wody. Nagle przed sobą zobaczył cień. Odskoczył o krok myśląc, że to jeden z żołnierzy, ale postać, która była źródłem cienia zaczęła uciekać.
- H-Hej stój! - chłopak ruszył w pościg. Postać miała na sobie brązowy płasz, a na głowie nałożony kaptur. Biegła dosyć wolno, jakby chciała aby ją złapano. Kiedy był blisko zamaskowanej postaci rzucił się na nią przewracając. Przez chwilę pochwycona osoba starała się bronić, ale widząc, że to nie ma sensu zaprzestała.
- Mam cię! - usiadł jej na brzuchu i zrzucił kaptur z głowy. To co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
Siedział na przerażonej dziewczynie. Włosy były tak jedwabiste i miękkie, że można było się w nich zatracić. Lśniące, złote pasma włosów oczarowujące swoim istnieniem i pięknem. Twarz, która teraz była wykrzywiona w strachu była lekko zaróżowiona. Jego chłodny wzrok natrafił na głębokie, ciepłe, czekoladowe oczy kobiety. Zobaczył, że jej klatka piersiowa szybko podnosi się i opuszcza. Gdy zrozumiał jak siedzi i jak to musi wyglądać szybko zszedł, podając jej zawstydzony rękę.
Dziewczyna wlepiała w niego pełne strachu i niepokoju spojrzenie.
- Przepraszam! Najmocniej cię przepraszam! - spuścił głowę rumieniąc się z każdą sekundą coraz mocniej.
- Nic się nie stało. - odparła delikatnie, uśmiechając się i podając mu dłoń.
- Jesteś jaskiniowcem? - zapytał pomagając jej wstać.
- C..co? Nie! - nadymała policzki urażona. - Nazywam się Lucy... Kim jesteś?
- Jestem Gray... Lucy pomożesz mi proszę?!
- Em... - uciekinier zauważył, że dziewczyna zaczęła mu się przyglądać. Nie dziwił się jej, zareagowałby tak samo jakby jakiś mężczyzna w brudnych ,podartych i więziennych ubraniach prosił go pomoc. - Coś się stało? 
- Mój przyjaciel jest ranny! Dasz radę mu pomóc? - ciemno-włosy chwycił jej małą dłoń i spojrzał na nią błagalnie.
- Oczywiście. - dotknęła jego policzek i uśmiechneła się. - Zaprowadź mnie do niego Gray'u.
- Dziękuje. - pobiegli razem w stronę prawie nieprzytomnego Natsu. 
- Stary trzymasz się?! - zaniepokoił się Gray. 
- Taa... Kto to? - mruknął patrząc niewyraźnie na dziewczynę.
- Ona ci pomoże. - uciekinier spojrzał na Lucy, która zrobiła dwa kroki w tył co wyglądało jakby zaraz miała uciec. Podniosła do góry swoją białą sukienkę. Momentalnie Gray przybrał kolor intensywnej wiśni. Na udzie miała przypięty pasek, a na nim mały woreczek. Odczepiła go i usiadła naprzeciw Natsu. Jej wzrok padł na twarz chłopaka. Przez kilka sekund nie ruszając się patrzała na zadrapaną i brudną twarz różowo-włosego. Po chwili wyrwała się z zadumy i podała mu do zjedzenia liście jakiejś rośliny.
- To mu pomoże ? - zaniepokoił się Gray.
- Nie. - odparła. - Musisz mi pomóc przetransportować go do mojego domu. Tu potrzeba czegoś więcej niż liści Seqoli. Ona zatamuje krwawienie i zregeneruje ci siły, ale nie wystarczy. Gray'u i przyjacielu Gray'a chodźcie za mną ! - uśmiechnęła się widząc zarumienioną twarz chłopaka.

___________


Oto i prolog ! 
Do następnego za tydzień ! ;)
Pozdrawiamy !

Rozdziały zostaną poprawione.

wtorek, 16 grudnia 2014

One-shot - Powrót Anioła

Powrót anioła

One-shot


Nastał kolejny zimowy poranek. Śnieg iskrzył się w promieniach wschodzącego słońca.Piękna blondynka, o brązowych oczach i wiśniowych ustach właśnie przeciągała się na łóżku. 
- Kolejny smutny dzień nie odwzajemnionej miłości - westchneła. Zeszła z łóżka i kierowała się powolnym krokiem do łazienki ówcześnie biorąc ubrania. 
Z jej szczupłej figury spadły już spodnie i bluzka od piżamy. Weszła do wanny i zanurzyła ciało w gorącej wręcz wrzącej wodzie. Uśmiechneła się sama do siebie czując przyjemne mrowienie w okolicach kręgosłupa. Oparła głowę o brzeg wanny i spojrzała na sufit wdychając różany olejek. Kolejne westchnięcie. Tak dawno już nie widziała swojej gildii. Wesołej Levy z Gajeelem, upijającej się Cany, serdecznej i miłej Mirajanne, lekko irytującej, ale uroczej Lisanny i kochającego swoje "dzieci" nad życie mistrza Macrova. Ale najbardziej tęskniła za jej drużyną za Erzą która uspokajała chłopaków, za Gray'em który znowu zgubi ubrania i za nim... Za tym synem Ognistego Smoka. 
- Nienawidzę cie, aż tak bardzo... Że cie chyba kocham - chwyciła gąbkę i delikatnie umyła nią nogi. Doskonale pamiętała dzień jej zniknięcia. Widziała ich zrozpaczone twarze, ich cierpienie i ten ból po jej stracie. 
Cholernie za nimi tęskniła.
Ten ból rozdzierał jej serce. W natłoku myśli aż złapała się za lewy bok. Odczuła zimną ciecz dookoła jej ciała.
- Wyhłodłaś.. - mrukneła i wyszła z zimnej już wody. Otuliła się białym ręcznikiem z frędzlami. Mimo że ręcznik był stary przypominał jej grzywkę Mirajanne. Prychneła i ubrała się w granatową sukienkę do ud i zapieła kokardę na włosach. Przyjrzała się sobie w lustrze.
- Gdybyś się uśmiechneła wyglądałabyś jeszcze lepiej - usłyszała za sobą dobrze znany głos.
- Wiesz że dla mnie uśmiech to duży i prawie niemożliwy wyczyn Loki. - odwróciła się.
- Wiesz jaki dzisiaj dzień ? - spytał podchodząc bliżej i łapiąc ją za policzki.
- Wtorek..
- Dzisiaj mijają równo trzy lata od twojego zniknięcia. - zabrał ręce i podszedł do okna.
- Wiesz dobrze że oni mnie nienawidzą...- spuściła głowę i chwyciła się za ramiona.
- DOSYĆ !! - krzyknął. Lucy aż się wzdrygneła. Nigdy na nią nie krzyczał, zawsze próbował ją uwieść..- Oni za tobą tęsknią, kochają cie i mimo tych wszystkich lat... Cierpią z powodu twojej nieobecności. - złagodniał.
- Co masz na myśli ? - jej oczy zaczęły się szklić.
- Powinnaś wrócić. - powiedział prosto z mostu.
- Ale.. - chciała zaprzeczyć.
- Nie ma "ale" ! Jeszcze dzisiaj tam wracasz !! 
- Nie.. - szepneła - Nie wrócę tam !!
- To cie niszczy, ich brak... Chcemy ci pomóc, ale jeśli nam nie pozwolisz to nic nie będziemy mogli zrobić - przytulił ją.
- Dziękuje Loki.. - załkała i mocniej przytuliła się do niego.
- Do usług Lucy... - szepnął i zaciągnął się zapachem róż w pokoju.


Usiadła na łóżku i dokładnie sprawdziła bagaże. 
- Wygląda na to że wszystko już spakowałam... - szepneła sama do siebie i spojrzała na kalendarz. 24 grudzień...  - Nie mam prezentów... - szepneła.
- Księżniczko... - w pokoju nagle znalazła się Virgo.
- Virgo ? A co ty tu robisz ? - zdziwiła się na jej widok blondynka.
- Pomyślałam że może ci się to przydać.-podała jej szczelnie zapakowaną paczkę.
- Co to ? - Lucy zaczeła otwierać i rozdzierać papier, ale powstrzymała ją ręka Virgo.
- My Gwiezdne Duchy prosimy cię byś założyła to gdy wrócisz do domu. - szepneła i zniknęła w złotym pyle.
- Dobrze... - powiedziała sama do siebie i uśmiechneła się. Nagle sobie o czymś przypomniała. Pobiegła do kuchni i otworzyła szafkę na jej środku leżała koperta.
- Przyda mi się to... - mrukneła i spakowała to do plecaka. Chwyciła bagaż i założyła torbę. 
- To będzie dłuuuuuga podróż... - jękneła na samą myśl tego że musi przejechać cały kraj. Przemierzała właśnie ulicę gdy zauważyła piękną wystawę w sklepie jej przyjaciółki. Weszła do sklepu co oznajmiło tradycyjne dzwonienie dzwonków.
- W czym mogę po~ - do Lucy podeszła 25 letnia kobieta z rudymi oczyma i mysimi włosami. Kiedy zobaczyła blondynkę z bagażem jej mina momentalnie zrzędła,a jej oczy przyozdobiło zaskoczenie. 
- L-Lucy ? A ty gdzie się wybierasz na Święta ? - zdziwiła się. Teoretycznie miała mieć dzisiaj wlolne, ale nie miała nic do roboty więc przyszła.
- Aster-chan... Przepraszam, ale wracam do Magnolii... - szepneła i padła szlochającej dziewczynie w ramiona.
- Nie płacz...- jękneła gładząc jej włosy. Kobieta uspokoiła się i uśmiechneła.
- Wiedziałam że ten dzień kiedyś nastąpi, ale miałam szczerą nadzieje że jednak to będzie za kilkanaście lat.. - szepneła - Niech zgadnę ? Potrzebujesz prezentów ? 
-  Jak ty dobrze mnie znasz... - westchneła blondynka. To właśnie Aster pomogła jej i to dzięki niej Lucy może teraz sobie pozwolić na wydanie większej kwoty i nic się nie martwić. 
- Mam coś co chciałam ci dać ... Możesz to podarować gildii i jej członkom.- odpowiedziała i poszła na zaplecze sklepu. Po kilku minutach wróciła i pokazała jej złoty naszyjnik z insygniem godła Fairy Tail.
- To piękne.. - spojrzała na zawieszkę. Aster zapieła jej naszyjnik na szyi. - W tym pudełku jest 20 naszyjników i jeden dla wyjątkowej osoby. Daj go jej,a wtedy będziesz wiedziała co czuje. - uśmiechneła się. Heartafilla uściskała jeszcze raz Aster i pożegnała się z nią.
- Czyli prezenty załatwione... Teraz tylko wrócić do gildii... - uśmiechneła się smutno. W dalszym ciągu nie była przekonana do powrotu. Bała się. A co jeżeli ją zaatakują ? Albo wyśmieją ? Nie... Jeszcze bardziej się dobijała. Wypuściła powietrze, które natychmiast zmieniło się w biała mgłę. Nawet się nie obejrzała, a już stała przed pociągiem. Otuliła się szczelniej szalikiem i weszła do pociągu. Znalazła wolny przedział i usiadła opierając się o szybę. 
- Można wejść ? - zapytała dziewczyna no oko w wieku Lucy z dzieckiem.
- Proszę.. - uśmiechneła się serdecznie.
- Nazywam się Mel,a to Artur Okazaki... - przedstawiła się dziewczyna. 
- Ja nazywam się Lucy... Lucy Heartfilla .. - odparła patrząc na chłopczyka, który widoczne się jej bał.
- Lucy.. Lucy Haertfilla ?!?! - zdziwła się - To ty jesteś tą dziewczyną, która uratowała całe Fiore ?!? Tą z Fairy Tail ?!? - pisneła.
- Ciszej ! - uciszyła ją.
- Ale.. pani Lucy jakim cudem pani żyje ? Podobno umarła pani... - tu ściszyła głos. 
- Jak widać żyje... - zaśmiała się i zmierzwiła chłopcu grzywkę. - Nie bój się mnie. Dzisiaj są Święta. Mam coś dla ciebie. - mina chłopczyka zmieniła się diametralnie. - Jesteś magiem ? 
- Tak proszę pani. Jestem magiem morza. - odparł i przyglądał się złocistemu naszyjnikowi, który mu podarowałam. 
- Obiecaj mi coś Arturze...
- Tak proszę pani? - przeniósł swoje czarne jak wiśnie oczy na mnie.
- Jak trochę urośniesz do dołącz do Fairy Tail, dobrze ? - uśmiechneła się.
- Obiecuje !! - uściskał blondynkę.
- A ty Mel jesteś magiem ? - zapytałam dziewczynę która ze zdziwieniem patrzyła na tulącego się do mnie chłopca.- Mel ?
- Ah ! Nie, ja nie jestem magiem.. Przepraszam. Ale było to dziwne bo Artur nie jest raczej rozmownym dzieckiem i nie ufa nowo poznanym. - wyjaśniła.
- To twój syn ? - zapytałam na co ona wybuchła śmiechem.
- Hahah... Ludzie często o to pytają. Artur to nie mój syn... Nasza mama umarła, a tata to alkoholik. Uciekliśmy z domu... - posmutniała. Dopiero teraz Lucy zobaczyła że dziewczyna jak i chłopczyk mają zniszczone i brudne ubrania. Zastanowiła się przez chwilkę po czym sięgnęła do plecaka i wyciągnęła połowę swojego dobytku. Podała zdziwionej dziewczynie woreczek i zacisneła jej go w dłoni. Po czym ściągnęła drogi płaszcz i nałożyła go na ramiona chłopca.
- Co pani robi ? - zdziwiła się.
- Też kiedyś uciekłam z domu i wiem jak jest trudno samemu żyć. - wyjaśniła i wyciągnęła z plecaka kawałek ciasta. 
- A-Ale proszę pani !! My nie możemy tego przyjąć ! - próbowała protestować jednak gdy zobaczyła gromkie spojrzenie blondynki zamilkła. 
- Wprawdzie jest dopiero 8.00 rano.. Ale może chcecie zjeść ze mną kolacje wigilijną ? - zapytała podając im po kawałku ciasta. - dziewczyna niepewnie przyjęła jedzenie. 
- Dziękuje... Naprawdę pani dziękuje z całego serca !! - rozkleiła się i przytuliła do blondynki. 
- Nie ma za co ..- oddała uścisk. 
- Pyszne .. - chłopiec oblizał twarz z okruszków na co nastolatki zaśmiały się. Przez całą drogę rozmowa ciągnęła się,aż Lucy nie musiała wysiąść z pociągu. Pożegnała się z rodzeństwem i spojrzała na zegar. Była już godzina 16.30... Westchneła i poszła przed siebie na kolejną stacje. 

Przemierzała ulice na których bawiły się dzieci. Nagle zobaczyła dwie smutne dziewczynki. Podeszła do nich i uklękneła.
- Coś się stało ? - spytała niebieskowłosą dziewczynkę.
- Kim jesteś ? - odparła tuląc się do bliźniaczki.
- Nazywam się Lucy, a wy ? - odpowiedziała i spojrzała na trzęsącą się z zimna dziewczynkę. Jej samej było zimno, ale zdjęła szalik i owineła nim dziewczynkę. Następnie zdjęła czapkę i nałożyła ją na główkę drugiej.
- Ja nazywam się Rossaline, a to Venecia... - odpowiedziała. - Dlaczego nam pani pomaga ? - dopytała Rossaline.
- Bo lubię pomagać. - Usiadła na zamarzniętej ławce i popatrzyła wyczekująco na dziewczynki. - Co się stało ? 
- N-No bo.. - zachlipała Venecia. - Nasza mama i tata nie żyją. Byli..oni magami - kichneła - tamci chłopcy ukradli mi bransoletki dzięki którym posługiwałam się magią zwierząt. - rozpłakała się i bardziej wtuliła się w szalik.
- Tamci ? - Lucy zmarszczyła brwi. 
- Tak - przytakneła Rossaline.
- Zaraz Wracam.. - mrukneła i poczęła iść w stronę grupki nastolatków.
- Hej wy ! - warkneła.
- Czego chcesz ? - mruknął 14 letni chłopak.
- Oddajcie tym dziewczynką ich bransoletki. - rozkazała.
- Nie mam mowy... - zaśmiał się chłopak - Chociaż.. Może jak dasz się namówić na małe bara-bara... 
- Jak śmiesz smarkaczu ?! - sykneła. Chwyciła jeden z kluczy i przyzwała Taurusa. 
- Muuuu ! Jak zawsze masz piękne ciałko panienki Lucy !! - zamuczał.
- Co to jest ?!?! - przeraził się chłopak, a reszta jego przyjaciół uciekła.
- Oddasz po dobroci czy mam użyć siły ?
- Bierz je i mnie oszczędź !! - rzucił pięć bransoletek w jej stronę i odbiegł pełen strachu.
- Dzięki Taurus możesz odejść.. - odesłała go do świata Gwiezdnych Duchów i wróciła do dziewczynek.
- Proszę - podała jej bransoletki. - Czyli jesteście magami, tak ? 
- Tak - odpowiedziały niemal równocześnie. Lucy wyciągnęła dwa naszyjniki i założyła je na szyje dziewczynek. 
- Dlaczego pani nam to dała ?
- Obiecujecie mi coś ? - uśmiechneła się. - Jak trochę urośniecie dołączcie do Fairy Tail. 
- Obiecujemy ! - uśmiechneły się
- Rossa ! Venecia ! - usłyszały donośny głos.
- To nasza ciocia my pójdziemy ! Dziękujemy pani ! - pocałowały ją w policzki i odbiegły do niskiej kobiety.
- Pora ruszać dalej.. Mam jeszcze przed sobą 3 godziny drogi.. - westchneła i odeszła w stronę stacji.


- PRZYSTANEK MAGNOLIA ! - do uszu śpiącej i lekko zziębniętej dziewczyny dostał się głos konduktora. Dziewczyna ziewneła po czym wyszła lekko zaspana z przedziału. Przetarła ramiona dłońmi na których znajdowały się skórzane rękawiczki i skierowała się do swojego mieszkania. Wzięła klucz który został jej przekazany przez Virgo i list który okazał się testamentem starszej pani. Weszła do środka,a w powietrze uniosły się kłęby kurzu. Zakaszlała i od razu pobiegła otworzyć okno. Spojrzała na zegar, który o dziwo chodził prawidłowo. 
- Za dziesięć dwudziesta .. - mrukneła. Dobrze pamiętała że Wigilia w gildii zaczynała się o 21.00 więc miała jeszcze trochę czasu. Spieła włosy w koka i szybko poszła po szmatkę. Zaczeła ścierać kurze z mebli, a następnie poszła po odkurzacz. W połowie sprzątania zauważyła że jest już 20.40 więc przyzwała Virgo i Aries, które zgodziły się pomóc. Na szczęście udało się i Lucy już miała wychodzić gdy..
- Księżniczko .. 
- Virgo czy coś nie tak ? - spytała widząc wyraz twarzy Virgo.
- Obiecałaś otworzyć prezent który ci dały Gwiezdne Duchy. 
- Masz racje... Całkowicie o tym zapomniałam. Dziewczyna podbiegła do pokoju i zabrała pakunek po czym przyniosła go do salonu. Rozdarła papier po czym zasłoniła zdziwiona usta rękoma. Piękna biała sukienka sięgająca kostek i utkana jakby z płatków śniegu peleryna. 
- Jest piękna .. - uśmiechneła się Lucy. Virgo szybko pomogła jej się w to ubrać po czym zniknęła w złotym pyle. Lucy wyszła z domu i chciała iść do gildi gdy coś ją zatrzymało. 
- Panienko Lucy ? - zobaczyła przed sobą wesołą twarz Mel i Artura. 
- Mel, Artur ? Co tu robicie ? - zdziwiła się. 
- Chcieliśmy iść do Fairy Tail.. - wyjaśnił chłopiec pokazując naszyjnik. 
- Chodźmy więc... - uśmiechneła się i razem ruszyli w stronę gildii. Stanęli przed gildią i Lucy niepewnie ujęła gałkę w dłoń po czym otworzyła nią duże drewniane drzwi. Ku jej zaskoczeniu gildia była pusta. 
- Gdzie ich wywiało ? - zdziwiła się. Nagle ją olśniło czy oni mogli być..? 
- Zaczekajmy tu.. - rozkazał Artur. 
- C..co ? - zdziwiła się na słowa malca. 
- Oni na pewno przyjdą.. - wytłumaczył. Lucy kiwneła tylko głową i usiadła na środku baru. Wyglądała jak prawdziwy anioł, a naszyjnik ze znakiem gildyjnym z jej szyi dodawał jej tylko uroku. Uśmiechneła się gdy usłyszała kroki i odgłosy przyjaciół. Drzwi do gildii się otworzyły, a oczy członków gildii skierowały się na postać anielskiej blondynki.
- Niemożliwe.. - stłumiony szept radości i zdziwienia wydobył się z krtani Natsu.

_____________________

Pierwszy one-shot na tym blogu jest napisany przez Coco-chan x3.
Rozdział I serii I pojawi się wkrótce. ( Jest wiele rzeczy organizacyjnych i mamy w planie je zrobić )
Etto... Jest już dostępna zakładka "bohaterowie".
Dziękuje :*

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Opis Fabuły I

O p i s

Świat wojen,
Świat rozpaczy,
Świat, w którym morderstwa i krew to codzienność.
Razem z przyjaciółmi Lucy musi stawić czoło złej królowej, która sterroryzowała świat. Tajemniczy jeździec i smok Brillo, są jedyną nadzieją na powrót do normalności. Dwóch strażników bram przeciwnych - ogień i lód i zaufana kompania rycerzy jest w stanie narazić własne życia by pokonać zło.
Szablon wykonała Domi L