piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 1 - Miasto opływające w złoto i miód.



Rozdział 1

Miasto opływające w złoto i miód.



Od trzech minut Natsu jest nieprzytomny... Mimo podanych leków i tak stracił za dużo krwi. Jego bezwładne ciało było teraz podtrzymywane przez Gray'a. Chłopak już ciężko dyszał, a po czole spływały mu kropelki potu.
- Ile on waży?! - szepnął i wypuścił powietrze z płuc, po czym ponownie nabrał sporą jego porcję. Od kilkunastu minut, jeszcze przed omdleniem różowo-włosego byli w drodze do domu dziewczyny. Lucy co kilka sekund patrzyła ze zmartwieniem na Gray'a i Natsu.
- Zaraz będziemy! - uśmiechneła się delikatnie.
- Uff.. - sapnął. Po wyjściu z jednego korytarza jaskini chłopak ujrzał cudowny wodospad. Woda, która w nim płynęła mieniła się różnymi kolorami od tych podstawowych do najbardziej magicznych. W powietrzu dało się poczuć zapach sosen i świerków co niezmiernie zdziwiło czarnowłosego. Kryształowa woda z impentem uderzała o wodę w jeziorku tworząc pianę. Mimowolnie na twarzy Gray'a pojawił się cień uśmiechu.
- Pięknie. - szepnął. Dotychczas nie widział jeszcze tak PIĘKNEJ i KRYSTALICZNEJ wody. W więzieniu z powodu pochodzenia wody ludzie najczęściej chorowali ,a potem w krótkim odstępie czasowym umierali. - Jest trująca ? - zwrócił się do blondynki, która już od kilka minut jego zadumy przypatrywała mu się.
- Nie...- odparła nerwowo gdy chłopak się zarumienił.
- Czy mogę...? - gestem ręki dziewczyna wskazała by się nie krępował i napił. Gray ostrożnie podał Natsu Lucy i podszedł do tęczowej wody. "Uchwycił" odrobinę wody w swoje lekko skrwawione ręce i wziął łyka.
Po chwili znowu ponownie zamoczył ręce w lodowatej wodzie i oblał nią sobie włosy, śmiejąc się przy tym. Za nim stała blondynka ze łzami w oczach przyglądając się tej scenie. Jak to możliwe że tak bardzo jej żal tych chłopaków skoro poznali się dobrą godzinę temu w tragicznych okolicznościach ?
- Lucy? - przed oczami świsneła jej ręka Gray'a.
- T-tak? - jękneła dalej wpatrując się w niego niczym w obrazek.
- Coś się stało ? - zmartwił się.
- Nie... - nerwowo zaśmiała się. - Weźmiesz już Natsu ? Jest strasznie ciężki..
- Oczywiście! - prawie natychmiast ściągnął przyjaciela z ramion dziewczyny. Blondynka chwyciła jego rękę i wskazała wodospad.
- Chodź.- uśmiechneła się. Pełen obaw chłopak poszedł za blondynką. Wszedł pod zimną wodę ciesząc się że omywa chociaż trochę jego ciało. Poza tym...nie kąpał się długo bo każda kąpiel mogła być ostatnia.

Przed nimi, za drugą stroną wodospadu malowała się piękna kraina. Ożwyczy wiatr zawiał im w twarz dając uczucie bezpieczeństwa. Jego bose nogi ugieły się.

- J..jak tu pięknie ... - szepnął.

- Nie pora na podziwianie krajobrazu... On zaraz umrze jeśli się nie pośpieszymy ! - zaniepokoiła się. Chłopak natychmiast wstał i pobiegł za dziewczyną.

Po zaledwie chwili dotarli do miasta, gdzie zdziwieni mieszkańcy ustępowali im drogi. Przed trójką znajomych ( Natsu nieprzytomny xd - dół.aut ) rozpostarł  się zamek. Lucy i dwójka jej towarzyszy wpadli do sali jak z procy strzelił.

- Szybko ! Przygotować salę ! Rana kłuta ! - natychmiast do Gray'a podbiegło kilku mężczyzn zabierając Natsu z jego barków i kładąc na łóżku z kółkami.

- Poczekaj tu. Zajmiemy się nim . - pocieszyła go Lucy po czym wbiegła do sali operacyjnej zostawiając oszołomionego chłopaka samego.




> 3 godziny później <



Do niepokojącego się chłopaka podeszła niebieskowłosa dziewczyna.

- Proszę pana... - tu urwała patrząc na jego twarz. Zarumieniła się i kontynuowała - Księżniczka prosiła bym się panem zajęła.

- Księżniczka ? - zdziwił się.

- Jestem Juvia..- ukłoniła się i uśmiechneła do chłopaka całkowicie ignorując jego zdziwienie.

- H..hej. Jestem Gray - przywitał się również lekko się kłaniając.

- Niech panicz Gray idzie za Juvią, dobrze ? - nie oczekiwała odpowiedzi i upewniąc się że chłopak idzie za nią ruszyła. Po ok. 2 minutach Gray i Juvia siedzieli w pokoju gdzie dziewczyna zajmowała się chłopakiem.

- Niech się panicz nie wierci ! - zirytowała się gdy chłopak po raz kolejny patrzał w okno.

- Przepraszam... - jęknął. Niebieskowłosa kolejny raz zamoczyła chustkę i przetarła nią tors chłopaka, na którym widniało wiele ran. Chłopak syknął.

- Tam na górze musi być strasznie - bardziej stwierdziła niż zapytała Juvia.

- Nie jest tak źle... Tylko jakaś wariatka przejęła tron, zniszczyła florę i faunę, wtrąciła wszystkich do lochu i zabija dziennie ok. 1000 osób. - wymruczał. Szklana miska, którą trzymała Juvia spadła na ziemię tłukąc się na setki kawałeczków.

- Przepraszam ! - natychmiast zaczeła zbierać kawałki szkła. Zdziwiony chłopak zszedł z łóżka i pomógł dziewczynie pozbierać szkło.

- Dlaczego upuściłaś miskę ? - zapytał podnosząc kolejny kawałek.

- Pańska wypowiedź zaskoczyła bardzo Juvię... - odparła z lekką obawą w głosie.

- Gdzie my w ogóle jesteśmy ? - zapytał po kilku minutach ciszy. Niebieskowłosa spojrzała na chłopaka zdziwiona.

- To Magnolia. - odpowiedziała podnosząc się i wyrzucając kawałki szkła do kosza.

- Magnolia ? - dopytał. - Mam wiele pytań..

Dziewczyna mu przerwała.

- Wiem,wiem... Księżniczka potem wszystko tobie i twojemu...towarzyszowi wyjaśni, a teraz nalegam by pan poszedł się wykąpać. - wepchneła go do łazienki zamykając drzwi. - Ubrania są położone na toaletce. - dodała odchodząc.

Gray zgodnie z instrukcją Juvii wykąpał się i przebrał w tutejsze ubrania... Powoli wychylił głowę za drzwi łazienki i porządnie omiótł wzrokiem cały pokój, w poszukiwaniu niebieskowłosej dziewczyny, gdy zauważył  posturę kobiety o wspomnianym wcześniej  kolorze włosów, wyskoczył z łazienki i podszedł do niej.

-Juvia czy mogłabyś mi... - nie dokończył widząc, że zamiast wysokiej dziewczyny w wieku około 16 stoi przed nim dziewczynka o niebieskich włosach związanych w dwa kucyki po bokach.

-Juvia musiała wyjść do księżniczki... - uśmiechnęła się do niego po czym lekko skłoniła. - Nazywam się Wendy Marvell i jestem w królestwie jednym z najlepszych medyków. A teraz proszę nie wierć się.

Niebiesko włosa ruchem ręki rozkazala chłopakowi do usiąścia na krześle obok niej. Gdy  posłusznie wykonał polecenie, rozpoczęła zaszywanie głębszych ran i bandażowanie tych mniejszych. Gray miał  ich o tyle dużo, że po skończeniu opatrywaniu jedynymi miejscami bez bandażów była głowa ręce i  uda.

-No to na tyle. - dziewczyna wypuściła głośno powietrze - Ja będę już iść, jutro wyślę tu kogoś do zmiany opatrunku. - wstała i udała się w stronę  drzwi.

-Dziękuję. - powiedział wstając z krzesła i odprowadzając Wendy wzrokiem...


> w pokoju pooperacyjnum <
Lucy

Odetchnęłam z ulgą, gdy operacja została przeprowadzona pomyślnie, a na dodatek chłopak powinien się niedługo wybudzić.

-Tam na górze musi być strasznie... - powiedziałam do siebie i usiadłam na krześle obok łóżka. - Jak tam w ogóle można przeżyć? - spytałam sama siebie patrząc  spoglądając na różowowłosego.

Dłonią ogarnęłam niesforny kosmyk opadający na zamknięte oczy chłopaka. Cicho westchnęłam i zmieniłam przesiąknięty krwią bandaż na jego ramieniu.. . Przez okno wpadły promienie światła całkowicie oświetlając twarz chłopaka. Był całkiem przystojny nawet, mimo bladej skóry i wychudzonych policzek. Odruchowo położyłam dłoń na jednym z nich i przejechałam palcami w dół, aż na klatkę piersiową, gdzie widniały liczne blizny zapewne po torturach...

-Przepraszam... Powinnam juz dawno coś zrobić. - w moich oczach stanęły łzy, miałam już pozwolić dać ujść emocjom, ale nieoczekiwanie drzwi do pokoju się otworzyły. - Gray...

-Przyszłem sprawdzić jaki jest jego stan... - chłopak powoli wszedł do pomieszczenia i stanął obok łóżka przyjaciela.

-Jest dobrze... Niedługo powinien się wybudzić... - spojrzałam na Gray'a z poważnym wyrazem twarzy. - Opowiedz mi o świecie z którego pochodzisz...

-Co tu dużo mówić... Kupa gruzu, martwych ciał i rzek krwii. Odkąd Styks przejeła władzę wszystko sie zmieniło... Śmierci można było się spodziewać na każdym kroku, od zwykłego zasztyletowania przez żołnierzy po śmierć przez chorobę, a to wszystko przez kaprysy królowej dla, której  krew innego człowieka jest jak napój dający życie wieczne.Zanim trafiłem do więzienia nie raz na moich oczach gwałcono kobiety albo przeprowadzno egzekucje. Życie tam to piekło, istne piekło... Inaczej mówiąc gwałt, śmierć i zło to codzienność.
- To naprawdę straszne... - szepneła. - Zapewne masz wiele pytań - uśmiechneła się przez łzy.
- Tak... Dlaczego płaczesz ? - usiadł obok dziewczyny.
- Bo to wszystko moja wina... - szepneła i zaczeła miętolić kawałek swojej białej sukienki, która była lekko brudna od ziemi. - Więc jakie masz pytania ? - zmiemiła całkowicie temat, wycierając łzy.
- Gdzie my w ogóle jesteśmy ? - zapytał zdezorientowany szybką zmianą tematu.
- W pokoju... - mrukneła.
- No, ale mi chodzi o miejsce ! Podobno w jakiejść Magnolii ! - wrzasnął.
- Cicho... Tylko się z tobą droczę . - zaśmiała się. - Nie wiadomo skąd wziął się ten świat... Podobno smok Brillo wraz ze swoim jeźdźcem stworzyli go by uchronić ludzi od Teistezy i jej mrocznego jeźdźca. - westchneła.
- Kto to Brillo ? Tristeza ? - zdziwił się. - Gdzie jest teraz ten smok i jego jeździec ?!
- Mam opowiedzieć ci legendę o Smoku światłości i Smoku Mroku prowadzących odwieczną wojnę ? - zakręciła kosmyk włów Natsu na palec.
- To chyba jasne... - spojrzał na jej palce, które z czułością i ogromną delikatnością bawiły się różowymi włosami nieprzytomnego.
Nagle w pokoju rozległ się kaszel.
- Natsu już się obudziłeś !
___________________



Tak oto kończy się pierwszy rozdział.
Mam nadzieję że się podobało. :)
Powolutku akcja będzie się rozkręcać. 
Pozdrawiamy Coco-chan i Luna-chan ! 

P.S. Przepraszamy za wszystkie błędy ;) 

Postaramy się je wykorygować tylko prosimy o informację gdzie znajdują się te błędy :)
Dziękujemy <3


środa, 24 grudnia 2014

One-shot - Świąteczna miłość

One-shot

Świąteczna miłość



  Płatki śniegu wesolutko tańczyły do akompaniamentu lekkiego wiatru. Zaśnieżone ulice były już od samego rana placem boju dla najmłodszych. W domu blondynki już od dobrej godziny panowała ciepła atmosfera. Lucy piekła ciasteczka na Wigilię. W końcu gdyby o nich zapomniała, byłaby narażona na gniew Tytani, a tego by nie chciała... Wyciągnęła kolejną porcję pierniczków z rozgrzanego pieca i postawiła blachę na blacie zdejmując rękawice.

-Co tak pięknie pachnie? - blondynka słysząc głos przyjaciela, momentalnie w obawie przed zjedzeniem schowała ciastka do słoika, a następnie do szafki.

-Natsu! Nie powinieneś pomagać w gildii ? - dziewczyna starała się jak najszybciej zmienić temat i odciągnąć chłopaka od kuchni.

-Uciekłem... - uśmiechnął się. - Przed Erzą.

- Yhh... Wiesz że jak cię znajdzie to jesteś martwy ? - mrukneła wyciągając torbę z szafy.

- Nie przesadzaj... - podchodził coraz bliżej szafki.

- Nie przesadzam.. - odwróciła wzrok w jego stronę, a kiedy zobaczyła że w najlepsze zajada się ciastkami strasznie się wściekła.- ZOSTAW JE ! ! - krzyknęła donośnie tak że słoik wypadł chłopakowi z ręki, a ciasteczka się pokruszyły.

- Nie... - zawyła i podbiegła do rozbitego słoika.

- Sory Lucy. - podrapał się w tył głowy. - Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Upieczesz następne ! - uśmiechnął się obnażając kły.

- " Sory " ?! Naprawdę jesteś aż tak głupi ?! - na jej policzku pojawiła się łza. - Te ciasteczka były wyjątkowe ! Włożyłam w nie sporo wysiłku i czasu ! - wrzasneła. - Idź z tąd ! - wskazała na okno.

- A-ale Lucy ! - próbował coś wskórać.

-Proszę Natsu... - dziewczyna zaczęła zbierać odłamki szkła. - Idź... Wynoś się!

Chłopak widząc wściekły wyraz twarzy przyjaciółki wyszedł, tym razem używając drzwi... Szedł zaśnieżonym chodnikiem co chwila odwracając głowę w tył z myślą by zawrócić, wbiec do domu Lucy i przeprosić ja na kolanach, albo zaproponować pomoc w sprzątaniu, pieczeniu, przygotowaniach... Jednak wiedział, że tak nic nie wskóra, a tylko wszystko pogorszy. Musiał coś wymyślić, a wchodząc w uliczkę z kilkoma sklepami wpadł na idealny pomysł.

- Głupi Natsu... - mrukneła pod nosem blondynka zbierając kolejne odłamki szkła. Przez chwilę przed oczami staneło jej jego smutne i przepraszające spojrzenie. Zaczeła mieć wyrzuty sumienia... Smutna ,nieostrożnie sięgneła po kolejny odłamek szkła. Poczuła przeszywający ból w okolicy dłoni. Szybko zwróciła tam swoje załzawione spojrzenie. W dłoń wbił się jeden z nielicznych większych kawałków słoika. Szybko pobiegła do łazienki kapiąc wszędzie krwią. - Cholera ! - przeklneła widząc jaki bałagan zrobiła jedną zakrwawioną ręką. Przemyła ranę wodą i wyciągnęła odłamek. Starannie oczyściła ranę wodą utlenioną i założyła bandaż. Na zegarze wybiła dwunasta w południe.

- Pora upiec.... nowe ciasteczka - wyrzuty sumienia powróciły,a ona wlepiła smutne spojrzenie w okno. - Muszę go przeprosić. - postanowiła i z nową motywacją zabrała się za pieczenie nowych,lepszych ciasteczek niż te poprzednio.

Wyjęła potrzebne składniki, blachę i miskę. Nucąc po cichu świąteczne piosenki zabrała się do roboty. Wszystko robiła starannie i jak najlepiej tylko mogła, dla niej te ciastka nie były juz tylko długowieczną wigilijną tradycja, a forma przeprosin dla jakże ważnego dla niej Salamandra. Ponownie przeniosla wzrok na okno mając nikłą nadzieje, ze zobaczy różową czupryne i ten słodki uśmiech, który tak bardzo kochała.

Po trzech godzinach wszystko było gotowe by wyjść z twarzą do gildii. Kilka dni temu odbyło się losowanie. Lucy wylosowała Levy więc od razu wiedziała co ma jej kupić. Schowała ciastka do koszyka, twierdząc że w torebce by się pogniotły, a nie miała już ochoty by piec trzecią porcje. Schowała do koszyka również prezent dla swojej niebieskowłosej przyjaciółki i poszła do łazienki . Zmieniła przekrwiony bandaż i założyła rękawiczki by nikt go nie zauważył. Ubrała niebieską sukienkę z futerkiem i założyła pasujący do sukienki płaszcz. Włosy zostawiła rozpuszczone, a na nogi ubrała rajstopy i kozaki. Chwyciła koszyk i wybiegła radośnie z domu. Po chwili znalazła się w gildii gdzie przywitany ją z uśmiechem. Dała prezent pod choinkę i omiotała pomieszczenie wzrokiem szukając różowej czupryny.

-Gray widziałeś Natsu? - zaczepiła czarno włosego.

-Nie. - odszedł od blondynki, ale po chwili wrócił.-Czekaj... Jakieś trzy godziny temu widziałem jak kręcił się po mieście.

-Trzy godziny... - dziewczyna szerzej otworzyła oczy. - Gdzie on wtedy był?

-To była uliczka z kilkoma sklepami. Na pewno wiesz gdzie.

-Dziękuję. Przechowaj to dla mnie. - Lucy wepchneła koszyk z ciastkami w ręce maga lodu, a sama nie zakładając nawet płaszcza wybiegła z gildii.

Kierowała się w miejsce o, którym mówił Gray. Płatki śniegu opadły na jej nie okryte ramiona powoli topniejąc i spływają jako kropelki wody na jej dłonie.

Dysząc ciężko dobiegła do cukierni mając nadzieje że zastanie tam przyjaciela. Bardzo często tam przebywał... Otworzyła drzwi i z widocznym smutkiem stwierdziła że nie ma tu Natsu.

- W czym mogę pomóc ? - męski głos spowodował dreszcze u dziewczyny. Odwróciła się na pięcie spoglądając na łagodną twarz sprzedawcy.

- Panie Hiswig proszę o pomoc. Widział pan może dzisiaj Natsu ? - jękneła blondynka podchodząc do lady.

- Natsu ? Hm... Niech no pomyśle... - potarł brodę w geście zamyślenia.- Tak ! Był dzisiaj przed południem. - klasnął w ręce. - Ale jakiś przygnębiony się wydawał. Czy coś się stało ? - spojrzał przenikliwe w stronę blondynki.

- Ah... Można powiedzieć że się z nim pokłóciłam... - szepneła. Stary Hiswig spojrzał z troską na dziewczynę i nie drążył dalej tematu.

- Na litość boską Lucy ! Dziecko zmarzniesz ! - podał jej herbatę. Dziewczyna szybko podziękowała i wypiła ją duszkiem. Pożegnała się i złożyła życzenia cukiernikowi. Nie wiedziała co ma już robić. Usiadła na ławeczce przed cukiernią miętoląc kawałek sukienki. Dziewczyna nie zwracała nawet uwagi na siniejące ramiona i ręce, jedyne co było dla niej teraz ważne to miejsce pobytu przyjaciela. Przyjaciela na którym tak cholernie jej zależało i którego chciała przeprosić. Po jej policzku nie kontrolowanie zaczęły spływać łzy. Nie mogła już wytrzymać tego poczucia winy, musiała dać upust swoim emocjom.

-Lucy... - ktoś wyszeptał jej imię, a zaraz potem przyciągnął do swojego ciała.

-Natsu... - dziewczyna zauważyła różowe włosy - Przepraszam... To moja wina nie powinnam wtedy krzyczeć. Proszę wybacz mi...

- Głupia ! To moja wina. Przepraszam... - mocniej ją przytulił. - Mam coś dla ciebie... Tak na przeprosiny. - szepnął jej do ucha wywołując u niej pokaźny rumieniec. Z kieszeni kurtki wyciągnął pudełeczko. Dziewczyna choć z niechęcią "odkleiła" się od chłopaka i otworzyła prezent. W śrdoku był piękny naszyjnik z gwiazdą.

- To..to dla mnie ? - zająkała się.

- Nie, dla Happi'ego ! - zironizował. - Oczywiście że dla ciebie. - wyrwał jej przedmiot z ręki i założył na szyję. Z niepokojem stwierdził że dziewczyna dygocze. Ze zmartwieniem przyległ do niej chcąc oddać jej choć trochę swojego ciepła.

- Natsu...-szepneła wtulając się w niego bardziej. Objął jej głowę dociskając dłonią do jego klatki piersiowej.

- Lucy ja... - zarumienił się.

Dziewczyna momentalnie przybrała kolor intensywnej wiśni na policzkach.

-Lucy... Jesteś dla mnie bardzo ważne i nie wiem co bym zrobił gdyby to wszystko co jest między nami zostało zniszczone przez kłótnie... - chłopak nabrał sporą ilość powietrza- Lucy Heartfilio kocham cię. - powiedział patrząc w jej duże czekoladowe oczy.

-Ja czuję to samo. - blondynka mocniej wtuliła się w tors smoczego zabójcy, a słysząc jego bijące serce poczuła jak odpływa.

-Ściemnia się. - zauważył - Lepiej wróćmy do gildii albo domu...

Po długich naleganiach blondynki poszli razem do gildii. W środku zastali wszystkich w najznakomitszych humorach. Śmiali się i pili. W powietrzu unosiły się zapachy ryb i makowców. Natsu prawie natychmiast podbiegł do stołu zjadając ile się da. Nie obchodziły go nawet krzyki Gray'a i Gajeela, którzy zdenerwowani próbowali odczepić go od makówki. Lucy zaśmiała się cicho i po rozmowie z Levy-chan i innymi przyjaciółkami stwierdziła że wszyscy są już nieźlie pijani. Natsu i reszta jego ekipy spała pod stołem, a dziewczyny ,z którymi rozmawiała dosłownie minute temu opierają się sobie na ramionach cicho pochrapując. Ziewneła i podchodząc do Natsu ( A raczej wchodząc pod stół ) dała mu całusa w usta i z rumieńcem ubrała płaszcz. Niechcący z kieszeni wypadła jej rękawiczka.Wychodząc z gildii przypominała sobie wszystkie dzisiejsze zdarzenia. Uśmiechneła się sama do siebie, ale nagle musiała przystanąć. Chwyciła się drzewa żeby nie upaść. Druga rękawiczka wylądowała pod drzewem. Blondynka zakaszlała krwią.

- C..co...się dzieje...? - szepneła po czym jej oczy zaszły mgłą. Poczuła w brzuchu zimny przedmiot, który ją paraliżował. Nie widziała swojego oprawcy. W jedną chwilę straciła kontakt ze światem, a lód, który ją otaczał przybrał kolor szkarłatu. Postać zdjeła z niej przekrwiony płaszcz i wyciągając z jej brzucha ostrze. Silnym ciosem wbił włócznię z nabitym na nią płaszczem w drzewo, a na jego twarzy pojawił się szaleńczy uśmiech.





W gildii mimo hucznej muzyki i rozmowy, a raczej kłótni osób, które jeszcze stały na nogach dało się usłyszeć psychopatyczny ś
miech. Nikt nie wiedział co się stało ani gdzie znajdowało się źródło głosu,ale jedno było pewne... Nie stało się nic dobrego....


-Lucy! - krzyk Natsu wybudził wszystkich śpiących dookoła.

-Zapałko czemu drzesz mordę? - zirytowany Gray próbował uderzyć cios w Salamandra, ale z nadmiaru alkoholu spódłował i spadł na stolik.

-Nie czuję... -spanikowany różowo włosy zaczął krążyć po budynku, w końcu zatrzymał się i mocno zaciągnął. - Nie czuję jej zapachu! - wykrzyczeć i wybiegł z gildii.

To co zobaczył na zewnątrz sprawiało ze jego ciało zaczęło drzeć a nogi uginać... Jego wzrok był cały czas skierowany w miejsce, gdzie stało stare ogromne drzewo, na którym wisiał płaszcz jego ukochanej przebity jakimś ostrzem, a na szkarlatnym od krwi śniegu leżała jedna jej rekawiczka.

-Nie... - wyszeptał. - To nie może być prawda!

Podbiegł szybko do drzewa nieopodal gildii. Jak to możliwe ? Jak to cholera możliwe ?!?! Cała gildia była kilka metrów stąd. - LUUUCYY ! - z jego przepełnionej żalem piersi wydobył się pełen rozpaczy i desperacji skowyt. Po chwili upadł na ziemię zrywając z włóczni jej jasną kurtkę, która teraz miała kolor podobny do włosów Erzy. Jego policzki natychmiast zrobiły się mokre. Za nim pojawiła się zszokowana gildia. Godzinę temu... Lucy jeszcze z nimi rozmawiała, a...a teraz umarła ? To przecież niemożliwe !

Natsu zaczął się śmiać co przeraziło członków gildii.

- Dobry żart Lucy ! Wychodź ! Nabrałaś mnie ! - zaczął się rozglądać dookoła próbując wyczuć ukochaną. Na jego nagim ramieniu pojawiła się dłoń Scarlet. Natsu odwrócił się szybko z nadzieją że to jego ukochana. Jakie było jego rozczarowanie gdy zobaczył obraz zapłakanej Tytani.

- O-ona żyje ! N-na pewno gdzieś tu jest ! - był jak w amoku, szaleństwie. Nie potrafił bez niej żyć.

- LUCYYYY ! - krzyknął ostatni raz.




~ 3 lata później ~ Magnolia ~ Gildia Fairy Tail ~ Godzina 16:17 ~ 24 grudnia

Głuchy ryk przedzierał się przez budynki. Na niebie latała olbrzymia, mroczna kreatura.

- Acnologia ! - krzyknął zły Natsu, który po stracie Lucy... Doszczętnie się zmienił. Nigdy się nie uśmiechał, ciągle trenował, walka z nim oznaczała śmierć. Tak właśnie zginął Tsuruki Metsuki, który zabił ukochaną Salamandra. Natsu nie musiał nawet się wysilać, po morderczych treningach pokonał gościa bez problemu, a to że prowokował różowołosego mówiąc jak "cudowną" Lucy była ofiarą i jak "pięknie" było ją zabijać to nie jego wina. Wszyscy w FT próbowali mu pomóc nawet Gajeel, ale nic nie pomogło. Lisanna omal nie otarła się o śmierć mówiąc bezczelnie o Lucy i o tym że to ona miała być jego dziewczyną. Zaprzestał kłótni z Gray'em i gdy czarnowłosy nazwie go "zapałą" po prostu odchodzi mrucząc coś pod nosem.

- Cholera ! - przeklneła Erza wybiegając z gildii i zmieniając zbroję.

- To Acnologia ! - krzyknęła Juvia wybiegając ze swoim narzeczonym.

- No nie gadaj ! - prychnął Natsu.

- Płomyczku ! Może trochę grzeczniej ?! - warknął Gray broniąc dziewczyny.

- A zwrócisz Lucy życie ? - mruknął Natsu. Chłopak milczał. - No właśnie !

Kolejny ryk rozdarł zachmurzone niebo tworząc na nim złowrogie pasma.

- To będzie trudna walka...- sykneła Cana, wyrzucając butelkę sake.




~ szczątki Magnolii ~ Godzina 21:18~ ruiny gildii Fairy Tail




- Ygh... - syknął Natsu trzymając się za bok.

- Natsu chodź szybko ! Musimy uciekać ! - chwycił go za ramie Gray.

- Nie! - sprzeciwił się.

- Nie zostawię cię na pewną śmierć matole ! - uderzył go.

- Może jeśli umrę to w końcu zobaczę Lucy ? - spojrzał przed siebie i z przerażeniem stwierdził że wielki pokład mocy leci w ich stronę.

- Jesteśmy w dupie. - zaśmiał się obłońkawczo.


Kurz opadł i ukazał dwa skulone ciała. Całe poranione, zakrwawione i zakurzone. Przed nimi stała różowowłosa dziewczyna w zbroi, a obok niej rudy chłopak również w bojowym stroju.

- Co...co jest ? - zdziwił się Natsu.

- Natsu-san ! Pozwól że cię opatrze. - obok niego pojawiła różowowłosa kobieta z niebieskimi oczami i w stroju pielęgniarki.

- Panna ? - zdziwił się Gray.

- Kto cię wezwał ? - jęknął Natsu.

- Nikt. To dzięki naszej Królowej tu jesteśmy i wam pomagamy. - zabandażowała go.

- Królowej ? - wciągnął powietrze do płuc Natsu. Spojrzał w górę nad nimi czychała Acnologia. Bez chwili namysłu natarła na trzy gwiezdne duchy i rannych chłopaków. Jednak nagle smok został odepchnięty i uderzył o jeden z ocalałych budynków. Przed nimi ukazała się postać w zbroi. Jej blond włosy wirowały na wietrze spowodowanym upadkiem Acnologi.

- Lucy... - szepnął. Kobieta spojrzała na niego i się uśmiechneła, a następnie ruszyła w wir walki.

 Wszyscy byli zszokowani, nie wiedzieli czy to sen czy jawa. Przecież ich przyjaciółka umarła trzy lata temu mimo że nigdy nie znaleziono ciała, dowodów morderstwa było dużo... Natsu z niedowierzaniem spoglądał na walcząca blondynkę, nie mógł uwierzyć że nareszcie zobaczył swoją ukochaną całą i zdrową. 

-Uwaga! - w stronę członków gildii leciała stróga czarno-niebieskiego lasera wytworzonego przez Acnologie. 

-Nie pozwolę ci ich skrzywdzić! - rozległ się krzyk Lucy, a chwilę potem przyjęła atak smoka na srebrzystą tarcze stworzoną przez jej moc.

 - Lucy ! - krzyknął z obawą w głosie Natsu.

- Nie martw się o nią. - podszedł do niego Leo wraz z Aries.

- A-ale jak ? -szepnął niedowierzająco

- Lucy istotnie umarła. - tu mina Salamandra zrzędła - Ale Król Gwiezdnych Duchów... Oddał za nią swoją nieśmiertelność i tym samym oddał jej swoje życie. Lucy przysięgneła że będzie dobrą królową. Było sporo emocji... Hah. - podrapał się w tył głowy. - Jednak bardzo chciała wrócić...

- A może ?! - ucieszył się Natsu.

- Nie. Lucy-san złożyła uroczystą przysięgę... - pociągnęła nosem Aries.

Rozległ się głośny okrzyk bojowy. Wszystkie duchy które pomagały rannym zniknęły i pojawiły się przy Lucy.

 -Ja jestem ta, która włada światem Gwiezdnych Duchów! - krzyknęła w strona smoka - 13 zodiakalnych kluczy złączcie się w jedność i swą potęgą uratujcie ten świat przed złem! - duchy zebrały się tuż za Lucy, a gdy ta dała znać głośnym okrzykiem wszyscy przedstawiciele zodiakalnych 13 bram zmienili się w złote obłoki, które po złączeniu w jeden ogromny obłok światła z wielką siłą i prędkością uderzyły w Acnologie.

 Smok nie miał najmniejszych szans. Z jego piersi wydobył się ostatni głuchy ryk. Lucy przez chwilę wisiała w powietrzu, ale po kilku sekundach wyczerpana walką ze smokiem zaczeła spadać.

- Lucy ! ! - krzyknął Natsu i w ostatniej chwili złapał blondynkę. Dziewczyna otworzyła swoje brązowe oczy i uśmiechneła się promiennie rzucając się mu na szyje.

- Natsu ! ! ! - zdezorientowany chłopak upadł pod wpływem nagłego rzucenia mu się na szyje. Leżeli tak przez chwilę. Natsu uniósł podbródek Lucy i spojrzał jej głęboko w oczy.

 Nie mogli już trzymać tego uczucia głęboko w sercu. Pod wpływem chwili chłopak przybliżył swoją twarz do twarzy blondynki, ona się nie opierała pragnęła tego równie bardzo jak on, tej bliskości i ciepła... Ich usta złączyły się w delikatnym, ale pełnym czułości pocałunku.

-Natsu... - dziewczyna dopiero po dłuższej chwili oderwała się od różowo włosego. - Przepraszam, ale ja nie mogę tu długo zostać. - po policzkach Lucy zaczęły intensywnie spływać łzy.

- Lucy... Zabierz mnie ze sobą. - otarł jedną z łez kciukiem. Wszyscy wydali okrzyk zdziwienia. - Kocham cię. Nie chcę znowu cierpieć bez ciebie ! Proszę zabierz mnie ze sobą ! - zachlipał, wtulając się we włosy blondynki.

- Jesteś tego pewny ? - przytulia się do niego.

- Nie byłem jeszcze nigdy niczego aż tak pewny. - pogładził jej złociste włosy. 

- A co wy na to ? - szepneła do swoich zapłakanych ze szczęścia przyjaciół.

 -Najważniejsze dla nas jest wasze szczęście. - Erzą przemówiła w imieniu wszystkich.
 - Rozumiem ze chcesz wrócić razem z Lucy i masz moje pozwolenie. - odezwał się mistrz gildii- Ale pamiętajcie, że gdy będziemy mieli kłopoty na pewno was wezwiemy. - roześmiał się klepiąc Salamandra po ramieniu.

- Oczywiście możecie na nas liczyć ! - uśmiechneła się Lucy i złapała Salamandra za rękę. - Gotów ? 

- Gotów ! - pocałował ją. Z oczu członków gildii płynęły łzy wzruszenia.

- Do zobaczenia ! - krzyknęli i zniknęli w złotym pyle.

- Kurde...- Gray podrapał się w tył głowy. 

- Coś się stało paniczu Gray ? - Juvia otarła łzę.

- Mogli nam chociaż pomóc sprzątać... - rozejrzał się dookoła widząc zniszczone miasto.


****

Życzymy wam wesołych, ciepłych i radosnych Świąt !
CoCo-chan i Luna-chan  
 

czwartek, 18 grudnia 2014

Prolog

Prolog

Ucieczka



Uciekliśmy! Nareszcie ja i Gray uciekliśmy z tego przeklętego miejsca. Biegłem ile sił w nogach nie zważając na kaleczące mnie suche gałęzie i kamienie.
- Stójcie! -  za nami biegło pełno strażników.
- Cholera... Gray tamtędy! - chwyciłem go za rękę i pociągnąłem w lewo. Potknąłem się o wystający, spróchniały korzeń drzewa. Chłopak szybko zareagował chwytając mnie za dłoń i pomagając wstać. Ponownie zaczęliśmy uciekać.
- Natsu! Oni zaraz nas złapią! A jak nas złapią to zabiją! A ja zabiję ciebie bo mnie na to namówiłeś! - przypomniał mi z wyrzutem Gray.
- Przecież wiem idioto! - nagle kątem oka zobaczyłem jaskinię.W duchu modliłem się by żołnierze nas nie dopadli. Nic nie mówiąc gwałtownie wskoczyłem do środka groty, ciągnąc za sobą Gray'a.
- Co ty wypraw... - chłopak chciał krzyknąć, ale zakryłem mu usta dłonią. Słyszałem zdezorientowanych strażników i ich coraz rzadsze kroki. 
- Gdzie oni są? - spytał jeden z nich.
- Nagle zniknęła. - odparł inny żołnierz. 
Chwyciłem Gray'a pod ramię i jeszcze raz szczelnie zamknąłem mu jadaczkę dłonią. Pociągnąłem go pod filara gdzie "przyczepiłem" się do ściany próbując uspokoić mój niespokojny oddech. Moje serce waliło jak młot. Przecież jeśli te cholerne psy nas znajdą to skończymy na stryczku. Cholera... Jeżeli będziemy się chcieli ukryć w mieście to i tak nas złapią po tych łachmanach! Nienawidzę tego życia...
Kamień spadł mi z serca gdy psy uciekły w innym kierunku, a żołnierze zostawili nas w spokoju. Pewnie zwierzęta wyczuły jakąś padlinę lub potencjalną ofiarę.
- Zgubiliśmy ich! - głośno wypuściłem powietrze z płuc. Nagle upadłem czując, że ból w okolicy brzucha się wzmógł.
- H-hej co ci jest? Jesteś ranny?! Kuźwa dlaczego mi nic nie powiedziałeś?! - zdenerwował się Gray.
- Jakoś zapomniałem... - Tak naprawdę nie chciałem mu powiedzieć. Gdyby dowiedział się, że jestem ranny zaniechałby ucieczki, a ta okazja przeszłaby nam koło nosa. Ból z  każdą minutą rósł w siłę, kurczowo trzymałem brzuch próbując choć na chwilę odetchnąć jak wolny człowiek. Nie tak wyobrażałem sobie świat na zewnątrz. Moje nogi zaczęły robić się jak z waty, a ja sam byłem taki ciężki. 
- Poszukam pomocy.. Zostań tu! - rzekł do mnie i natychmiast ruszył do przodu korytarzem prowadzącym w kompletną ciemność i nowe nieznane tereny.
- Jakbym mógł się ruszyć!-  krzyknąłem z wyrzutem za nim osuwając się po skale do pozycji siedzącej i głośno dysząc.

 Narracja trzecioosobowa

- Ale je jestem mądry! - mruknął sam do siebie w ironicznie Gray. - Kogo znajdę w jaskini? Jaskiniowca?! - warknął. Rozglądał się po skałach licząc na to, że chociaż tu znajdzie jakieś zioła, które pomogą jego przyjacielowi. W jaskini było wilgotne powietrze, a po ścianach spływały chłodne, krystaliczne krople wody. Nagle przed sobą zobaczył cień. Odskoczył o krok myśląc, że to jeden z żołnierzy, ale postać, która była źródłem cienia zaczęła uciekać.
- H-Hej stój! - chłopak ruszył w pościg. Postać miała na sobie brązowy płasz, a na głowie nałożony kaptur. Biegła dosyć wolno, jakby chciała aby ją złapano. Kiedy był blisko zamaskowanej postaci rzucił się na nią przewracając. Przez chwilę pochwycona osoba starała się bronić, ale widząc, że to nie ma sensu zaprzestała.
- Mam cię! - usiadł jej na brzuchu i zrzucił kaptur z głowy. To co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
Siedział na przerażonej dziewczynie. Włosy były tak jedwabiste i miękkie, że można było się w nich zatracić. Lśniące, złote pasma włosów oczarowujące swoim istnieniem i pięknem. Twarz, która teraz była wykrzywiona w strachu była lekko zaróżowiona. Jego chłodny wzrok natrafił na głębokie, ciepłe, czekoladowe oczy kobiety. Zobaczył, że jej klatka piersiowa szybko podnosi się i opuszcza. Gdy zrozumiał jak siedzi i jak to musi wyglądać szybko zszedł, podając jej zawstydzony rękę.
Dziewczyna wlepiała w niego pełne strachu i niepokoju spojrzenie.
- Przepraszam! Najmocniej cię przepraszam! - spuścił głowę rumieniąc się z każdą sekundą coraz mocniej.
- Nic się nie stało. - odparła delikatnie, uśmiechając się i podając mu dłoń.
- Jesteś jaskiniowcem? - zapytał pomagając jej wstać.
- C..co? Nie! - nadymała policzki urażona. - Nazywam się Lucy... Kim jesteś?
- Jestem Gray... Lucy pomożesz mi proszę?!
- Em... - uciekinier zauważył, że dziewczyna zaczęła mu się przyglądać. Nie dziwił się jej, zareagowałby tak samo jakby jakiś mężczyzna w brudnych ,podartych i więziennych ubraniach prosił go pomoc. - Coś się stało? 
- Mój przyjaciel jest ranny! Dasz radę mu pomóc? - ciemno-włosy chwycił jej małą dłoń i spojrzał na nią błagalnie.
- Oczywiście. - dotknęła jego policzek i uśmiechneła się. - Zaprowadź mnie do niego Gray'u.
- Dziękuje. - pobiegli razem w stronę prawie nieprzytomnego Natsu. 
- Stary trzymasz się?! - zaniepokoił się Gray. 
- Taa... Kto to? - mruknął patrząc niewyraźnie na dziewczynę.
- Ona ci pomoże. - uciekinier spojrzał na Lucy, która zrobiła dwa kroki w tył co wyglądało jakby zaraz miała uciec. Podniosła do góry swoją białą sukienkę. Momentalnie Gray przybrał kolor intensywnej wiśni. Na udzie miała przypięty pasek, a na nim mały woreczek. Odczepiła go i usiadła naprzeciw Natsu. Jej wzrok padł na twarz chłopaka. Przez kilka sekund nie ruszając się patrzała na zadrapaną i brudną twarz różowo-włosego. Po chwili wyrwała się z zadumy i podała mu do zjedzenia liście jakiejś rośliny.
- To mu pomoże ? - zaniepokoił się Gray.
- Nie. - odparła. - Musisz mi pomóc przetransportować go do mojego domu. Tu potrzeba czegoś więcej niż liści Seqoli. Ona zatamuje krwawienie i zregeneruje ci siły, ale nie wystarczy. Gray'u i przyjacielu Gray'a chodźcie za mną ! - uśmiechnęła się widząc zarumienioną twarz chłopaka.

___________


Oto i prolog ! 
Do następnego za tydzień ! ;)
Pozdrawiamy !

Rozdziały zostaną poprawione.

wtorek, 16 grudnia 2014

One-shot

Nastał kolejny zimowy poranek. Śnieg iskrzył się w promieniach wschodzącego słońca. Chłodny wiatr kołysał nagimi gałęziami drzew, strącając z nich biały puch. Czasem, gdy dobry obserwator miał szczęście i odrobinę cierpliwości mógł zobaczyć skaczące po drzewach rude wiewiórki. W jednym z wielu mieszkań przy głównej ulicy miasta obudziła się właśnie magini Gwiezdnych Duchów. Przetarła leniwie zaspane oczy i ziewając podniosła się do siadu.
- Kolejny smutny dzień  - westchnęła, gdy jej stopy spotkały się z zimną podłogą.
Zeszła z łóżka i skierowała się powolnym krokiem do łazienki, ówcześnie biorąc ubrania. Po kilku minutach weszła do wanny i zanurzyła ciało w gorącej wodzie. Uśmiechnęła się delikatnie, czując przyjemne mrowienie. Oparła głowę o brzeg wanny i spojrzała na sufit, wdychając różany olejek. Wypuściła ciężko powietrze. Tak dawno już nie widziała swojej gildii. Wesołej Levy z Gajeelem, upijającej się Cany, serdecznej i miłej Mirajane, uroczej Lisanny i mistrza Macarova. Ale najbardziej tęskniła za swoją drużyną za Erzą, za Grayem, Wendy i Natsu. Ostatnią osobę zatrzymała w swoich myślach nieco dłużej niż resztę.
Doskonale pamiętała dzień, w którym zniknęła. Widziała ich zrozpaczone twarze, ich cierpienie i ten ból po jej stracie. Cholernie za nimi tęskniła. W natłoku myśli aż złapała się za lewy bok. Kilka lat temu zdarzył się wypadek, w którego konsekwencjach została uznana za martwą. Była poważnie ranna, wręcz tańczyła ze śmiercią. Jednak została uratowana przez Gwiezdne Duchy. Zniknęła, gdy jej przyjaciele walczyli. Nie miała nawet siły zaprotestować. Spędziła dwa dni w świecie swoich astralnych przyjaciół. Gdy wróciła po roku, pierwsze miejsce do jakiego się udała było gildią Fairy Tail. Ale nie weszła tam. Drzwi były zamknięte. Szukała ich bardzo długo. Żadnego przyjaciela nie zastała w domu. Przepadli jak ja kamień w wodę. Znalazła ich dopiero na cmentarzu. Stali przed czyimś grobem. Jednak Lucy nie zbliżyła się. Widząc z daleka statuę anioła z kluczami dookoła rąk zrozumiała, że to do niej należy grób. Stchórzyła i uciekła.
Woda w wannie zrobiła się chłodna. Lucy poruszyła się wyrwana z zamyślenia i mrucząc pod nosem wyszła z wanny. Otuliła się białym ręcznikiem z frędzlami. Mimo że ręcznik był stary przypominał jej grzywkę Mirajane. Prychnęła i ubrała się w granatową sukienkę.
Przez kilka dni była zła na Fairy Tail, do tego stopnia, że mazakiem przekreśliła znak na swojej dłoni. Czuła głęboką urazę. Nie wiedziała czy to przez to, iż była dla nich martwa, czy dlatego, że nie czekali wystarczająco długo. Żal wkrótce przerodził się w smutek, a po kilku miesiącach w obojętność. Trudno było żyć Lucy w świecie, w którym było tak głośno o magach Fairy Tail. Jednak zawsze gdzieś głęboko w sercu kibicowała im. Przyłapała się kilka razy na tym, że czytając w gazecie artykuł o gildii uśmiechała się szeroko. Za co potem się karciła i najczęściej wyrzucała magazyn do kosza.
Wygładziła fałdy sukienki i przejrzała się w lustrze.
- Gdybyś się uśmiechnęła wyglądałabyś jeszcze lepiej. - usłyszała za sobą znajomy głos.
Odwróciła się i spojrzała na Lokiego. W przeciwieństwie do niej wcale się nie zmienił. Może odrobinę zmądrzał.
- Wiesz jaki dzisiaj dzień? - spytał, podchodząc bliżej.
- Wtorek?
Pokręcił niezadowolony głową. To nie pierwszy raz, gdy go takiego widziała. Wiele razy nakłaniał ją, aby wróciła do gildii. Nawet dwa razy udało mu się ją nakłonić. Jednak za pierwszym razem Lucy spanikowała już w pociągu i na stacji od razu kupiła bilet powrotny i odjechała. A za drugim razem udało jej się dojść aż do jej starego mieszkania i być może wróciłaby do gildii... Gdyby nie fakt, że zobaczyła Graya i Juvię idących w jej stronę. Na szczęście uniknęła ich i wróciła na stację, po czym kupiła bilet powrotny i odjechała. Znowu.
- Dzisiaj mijają równo cztery lata od twojego zniknięcia - westchnął.
- Wiesz dobrze, że to nie jest dla mnie takie proste... - spuściła głowę i objęła się ramionami. - Myślą, że nie żyję. Pogodzili się już pewnie z tym faktem. Zostawiłam ich na rok bez żadnego wyjaśnienia, Loki. A za każdym razem, gdy chciałam ich spotkać uciekałam z podkulonym ogonem.
- Nie będziesz szczęśliwa dopóki się z nimi nie spotkasz - upierał się.
- I co? Mam tam tak po prostu wejść i krzyknąć: Hej, siemanko, koledzy i koleżanki! Byłam martwa, ale mi się znudziło, więc przyszłam was sobie odwiedzić?! - zawołała. - A tak naprawdę to zostawiłam was na cztery lata bo bałam się konfrontacji?!
- Dość! - krzyknął Loki.
Lucy aż się wzdrygnęła. Nigdy na nią nie krzyczał.
- Oni za tobą tęsknią, kochają cię i mimo tych wszystkich lat... Oni nadal cierpią, Lucy! - złagodniał. - Przypomnij sobie jak serdecznie cię przywitali, gdy dołączyłaś do tej gildii... Te wszystkie wesołe chwile, które z nimi przeżyłaś. To jak szczęśliwa byłaś, spędzając czas z przyjaciółmi! Lucy! Czy ty masz klapki na oczach? Świadomie izolujesz się od radości?
- Co masz na myśli? - jej oczy zaczęły się szklić.
Wiedziała co zaraz powie i wiedziała, że miał rację.
- Powinnaś wrócić - rzekł stanowczo. - Im dłużej będziesz czekać tym będzie jeszcze gorzej.
Łzy ciurkiem pociekły po jej twarzy, nie mogła wykrztusić ani słowa. Jedyne na co było ją stać to rozpaczliwe zaprzeczanie głową. Loki uśmiechnął się smutno i przytulił, pozwalając wypłakać się na swoim ramieniu.
- Nienawidzę ich - jęknęła żałośnie. - Zapomnieli o mnie...
- Gdyby było tak jak mówisz, to płakałabyś? A oni odwiedzali by twój grób? - szepnął słabo.
Minuta płynęła za minutą, a ona nadal płakała. Przed jej oczami majaczyło coraz więcej wspólnie spędzonych z przyjaciółmi chwil. Oderwała się od chłopaka i pokręciła głową.
- Nie - odrzekła spokojnie na jego wcześniejsze pytanie. - Loki, podjęłam decyzję. Wrócę tam. Ale jeśli wytkną mnie palcami i obrzucą wyzwiskami to będzie tylko i wyłącznie twoja wina, rozumiesz?
Lew uśmiechnął się nonszelancko i pokiwał głową.
- Zgoda.



Lucy weszła do przedziału i opadła na siedzenie. To już ostatnia przesiadka. A także środek nocy. Otuliła się szczeliniej płaszczem i ziewnęła. Oparła głowę o zimną szybę i wypuściła powietrze. Czy aby na pewno dobrze postępuje? Czy powinna tam wrócić po tylu latach nieobecności? Bała się. Tak, bała się. Bała się spojrzeć im w twarz, prosto w oczy i z czystym sumieniem powiedzieć "wróciłam". Tyle razy już starała się przygotować mentalnie do tego spotkania. Było gorzej niż przy dołączeniu do gildii. Przez trzy lata, gdy wróciła z świata Gwiezdnych Duchów całkiem nieźle sobie radziła. Pracowała w bibliotece, w niewielkiej mieścinie, w której nikt nie wiedział kim jest Lucy Haertfilla. "Zginęła" w czasie obrony Magnolii w czasie ataku magów z mrocznej gildii. Jedna z czytelniczek biblioteki opowiadała jej co się stało w czasie tego roku, w którym "nie było jej w Fiore" jak to skłamała. Poodbno została wyróżniona przez króla za śmierć w obronie kraju. Wcześniej naprawdę ją to podekscytowało, ale teraz już się przyzwyczaiła do tej myśli.
Ktoś otworzył drzwi przedziału i stanął w nich mały, na oko dwunastoletni chłopiec. Jego zmierzwione i sterczące włosy do złudzenia przypominały jej te Natsu. Zdziwiła się tak bardzo, że otworzyła usta. Po chwili otrząsnęła się i podniosła wzrok na nieco zmieszaną kobietę.
- Czy można...? - spytała, unikając wzroku blondynki.
- Ah! Tak, tak, oczywiście - zawołała szybko, uśmiechając się lekko i zabierając swoją torbę z siedzenia obok.
Gdy przybysze usiedli w przedziale zapanowała cisza. Lucy tępo wpatrywała się w las za oknem, studiując kolejne scenariusze spotkania po latach. Nagle ktoś pociągnął ją za mankiet. Zdziwiona spojrzała na chłopca, który wskazywał na jej pokrowiec na klucze.
- Pani jest magiem? - spytał.
Dziewczynie boleśnie zakołatało serce. On naprawdę przypominał jej Natsu. Miała ochotę go przytulić, pogłaskać, zrobić wszystko aby okazać jak bardzo go przeprasza. Ostatniego dnia przed jej rzekomą śmiercią pokłócili się. Nie chciał jej wypuścić z gildii bo była ranna. A ona uparcie chciała iść. W końcu ta drobna dyskusja przerodziła się w spór, w którym Lucy zarzuciła mu iż nie wierzy w nią i jak zwykle chce wszystko zrobić sam. Słowa miały jednak większą moc niż sądziła. I po tym jak ochłonęła zrozumiała, że gdyby nie ta walka to wszystko byłoby tak jak dawniej, a ona nie bawiłaby się sama ze sobą w kotka i myszkę.
- Tak - odpowiedziała spokojnie i odpięła klucze od pasa.
- Mag Gwiezdnych Duchów! - zawołał zachwycony. - Łaał. - Lucy miała wrażenie, że jego oczy migoczą z radości. - Wie pani, moja mama też była magiem, ale nie takim jak pani, ona była magiem, który potrafił kontrolować roślinność, wie pani o co chodzi? Pracowała w ogrodach królewskich, nikt nie potrafił robić takich odjazdowych figur jak ona! Ale zachorowała. - tutaj spochmurniał i oddał Lucy klucze. - To jest moja ciocia. - wskazał na kobietę. - Obiecała się mną zająć po śmierci mamy.
- Jesteś magiem? - spytała blondynka.
- Nie, nie jestem - zaśmiał się. - Czasem się zastanawiałem jak to jest! Tak przyzywać te Gwiezdne Duchy na przykład! Takie ZIUU i PUF! I nagle przed tobą stoi zupełnie znikąd inna osoba. Na kartkówkach byłoby to całkiem pomocne!
Dziewczyna zaśmiała się.
- Jesteś bardzo rozmowny - stwierdziła.
Uśmiechnął się w jej stronę.
- Wie pani, kiedyś miałem okazję spotkać Maga Gwiezdnych Duchów - ciągnął. - Byłem wtedy mały, ale doskonale to pamiętam! No... Może nie poznałem jej osobiście, tylko widziałem jak walczyła razem ze swoimi przyjaciółmi, ale i tak była super! Machała kluczami i nagle pojawił się pan Krowa! A potem syrena!
Uśmiech powoli zniknał z twarzy Lucy. Poczochrała jego włosy i zaśmiała się.
- I wcale nie wierzę w to, że ona nie żyje. Przecież, gdyby nie żyła, to by znaleźli jej ciało - naburmuszył się. - Ale skoro masz jej klucze...
- Ah! To moja kuzynka. - dziewczyna zaczęła nerwowo machać ręką. - Jednak wiesz... Twoje podejście jest naprawdę wspaniałe. Gdyby tylko jeszcze inni mogli uwierzyć w to, że ona żyje - westchnęła.
-  Czyli ona żyje?! - zawołał. - Jest dużo osób, które w to wierzy - stwierdził. - Nawet Syn Smoka RAWWR - wydał zduszony dźwięk, który miał imitować ryk smoka - Nie czytasz gazet? Chyba dwa lata temu zniszczył część miasta bo ktoś obrażał twoją kuzynkę!
Serce dziewczyny zabiło mocniej. Co takiego? O niczym takim nie słyszała.
- Słyszałem od mojego wujka, który bardzo dużo podróżuje, że pewnego dnia w Magnolia, czyli tam gdzie twoja kuzynka mieszkała,  Salamander wypytywał o nią. W sensie twoją kuzynkę, nie Magnolię. Bo wiesz on ma taki duży nos i dzięki temu ma super węch. - chłopiec aż podskoczył na fotelu.
Lucy uśmiechnęła się smutno.
- Tak, to prawda - szepnęła. - I wchodzi oknem do mojego mieszkania, jest dziecinny i nieokrzesany, a jednocześnie tak bardzo odważny i lojalny...
- Em?
- Ah, nic, nic - zaśmiała się. - Wiesz, co ty na to, by poznać magów Fairy Tail osobiście?
- Cooo? Pani ich zna? - zapiszczał. - Ale poważnie!? O M G.
- Taak. Zamierzam się z nimi spotkać - odparła. - Jeśli byś chciał - wpadnij kiedyś do gildii i powołaj się na mnie.
- A jak się pani nazywa?
Dziewczyna uśmiechnęła się w odpowiedzi i potarmosiła jego włosy.


Gdy Lucy stanęła przed drzwiami gildii czuła jak jej serce się kurczy. Miała ochotę uciec i schować się w jakimś przytulnym koncie. Słyszała z wnętrza budynku śmiech i głośne rozmowy. Powinna wejść? A może uciec?
Niepewnie podniosła dłoń i położyła na drewnianych drzwiach. Było już ciemno. Nagle usłyszała za sobą kroki. Ktoś biegł. Odwróciła się gwałtownie, trzymając dłoń na kluczach, gotowa na potencjalny atak. Jednak postać zatrzymała się kilka metrów od niej i dziewczyna słyszała jej nierówny, urywany oddech. W ciemności dostrzegła biały materiał na szyi mężczyzny i od razu pojęła kto przed nią stoi. Różowe, sterczące włosy zmagały się z wiatrem. Stał przed nią. To naprawdę on! Blondynka odwróciła się do niego twarzą i zacisnęła dłonie na płaszczu. Co powiedzieć?
- Hej, Natsu.
C h o l e r a. Lucy. Serio?
Poczuła jak różowią się jej policzki. Jednak on nic nie odpowiedział. Jego wargi poruszyły się niemal niezauważalnie. W końcu przełknął ślinę i drgnął.
- Nareszcie udało mi się ciebie zatrzymać - wyszeptał. - Tyle razy czułem, że jesteś gdzieś blisko, a ty zawsze znikałaś, Lucy. W końcu cię zatrzymałem.

_____________
Pierwszy one-shot na tym blogu.
(Także pierwszy poprawiony)
Poprzednią wersję usunęłam, ale ta niewiele się od niej różni (no dobra, może różni się ociupinkę bardzo)
W każdym razie.
Zakładka "bohaterowie" jest już dostępna.
Zapraszamy do komentowania!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Opis fabuły

Dawno, dawno temu istniał...
Świat wojny
Świat rozpaczy
Świat kłamstwa
Świat śmierci
Ale jeszcze dawniej...
...tak nie było. Kiedyś świat był lepszy
Przyjazny. Bezpieczny. Piękny. 
Wszechobecna była harmonia
Jednak runęła ona jak domek z kart, gdy smok ciemności i jego krwawy jeździec pokonali Brillo i Lumiency.
 Przez wieki ludzie byli strapieni, wykorzystywani i pozbawieni magii. Żyli w zatłoczonych więzieniach, byli zmuszani do niewolniczej pracy, a na każdym kroku mogli spotkać śmierć. 
Jest tylko jedna nadzieja dla tego świata. Odnaleźć jeźdźca światła i uwolnić Brillo, a następnie stawić czoła Złej Królowej. 
Jednak, aby tego dokonać księżniczka Lucy i jej przyjaciele muszą przekroczyć granicę między rozsądkiem, a ryzykiem
Czy uda im się wygrać w tej wojnie? A może przeszkody ich pokonają?
Przekonajcie się sami.

Szablon wykonała Domi L