czwartek, 31 grudnia 2015

Podsumowanie roku 2015!

Witajcie moi drodzy!
Rok 2015 dobiega końca. 
Nasz blog ma już rok i parę dni, dlatego chciałyśmy wam 
wszystkim bardzo mocno podziękować za to, że byliście z nami przez cały ten rok.
Mamy nadzieję, że w roku 2016 również będziecie nas odwiedzać i komentować nasze opowiadanie tak jak robiliście to do tej pory.

Poza tym chciałyśmy życzyć wam wszystkiego najlepszego na nadchodzący rok!
Niech przyniesie nam wszystkim same dobre wspomnienia :)

PODSUMOWANIE
  
 komentarzy: 240
postów ogółem: 39
posty informacyjne: 4
rozdziały opublikowane: 23
wyświetlenia: 47 384
post mający najwięcej wyświetleń: Prolog
strona mająca najwięcej wyświetleń: Rozdziały
obserwatorów: 41
one-shoty napisane: 6


Dziękujemy! ♥
 

czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 23 - Serce


Rozdział 23

Tydzień później

Słońce świeciło dzisiaj wyjątkowo przyjemnie. Dzisiejsza pogoda była zupełnym przeciwieństwem, tej z zeszłego tygodnia. Ptaki wesoło śpiewały na drzewach lipy i brzozy. W elfim miasteczku wszyscy starali się dojść do siebie. Nie było żadnych ofiar śmiertelnych, jedynie niegroźne skaleczenia i rany. Od czasu gdy Wexus zgodziła się pozostawić Happy'iego pod opieką Natsu i Lucy, wszyscy jeszcze bardziej zbliżyli się do gryfa.
- Nienawidzę cię. - warknęła kolejny raz od tygodnia Ariana. Z morderczym wzrokiem wpatrywała się w Natsu, który zasłonił swoje oczy ręką, żeby nie widzieć elfki.
- Który to już raz Levy? - Gray spojrzał na niebiesko-włosą, która włożyła widelec z makaronem do buzi i zamknęła książkę, którą czytała. Odłożyła sztuciec na talerz i pogrzebała w torbie. Po chwili wyciągnęła notatnik i przełożyła kilka kartek. Wyciągnęła długopis zza ucha i zrobiła kreskę.
- Z tym to już 346 raz. - policzyła szybko i odłożyła brulion na stolik.
- Ariano, nam również jest przykro, że książki spaliły się, ale spójrz na to z dobrej strony. - Erza przęłknęła jedzenie i zwróciła się do elfki. Blondynka spojrzała na nią i podniosła jedną brew.
- Tak, a więc jaką jest dobra strona spłonięcia moich skarbów?! - mruknęła groźnie.
- Lucy przeżyła. Elfy przeżyły. - nabrała na widelec kolejną porcję i zjadła.
- Pff... A czy mogę otworzyć Lucy i dowiedzieć się z niej jak na przykład ugotować robaki z wiewiórki? - prychnęła złośliwie patrząc na maga ognia.
Natsu pozieleniał i spadł z krzesła po czym jak gąsienica wyczołgał się z jadalni.
- Ariano! - do jadalni wszedł dziadek elfki. Uśmiechał się spokojnie jak to miał w zwyczaju. - Zgadnij kto odwiedził naszą wioskę? - krzyknął uradowany klaszcząc w dłonie. 
- Oświeć mnie. - złowieszczo spojrzała na próg drzwi przez, które widać było jeszcze końcówki butów Natsu. 
-Wędrowni! - uśmiechnął się szerzej i ruszył dłonią jakby zapraszając kogoś do środka. - Poznajcie jednego z nich towarzysze! Fernando poznaj moją wnuczkę i jej przyjaciół! W tamtym roku, nie było go tutaj. Fernandzie, kiedy dołączą inne karawany? - do pomieszczenia wszedł wysoki brunet o głębokich zielonych oczach, które w świetle lampy mieniły się przypominając zorzę polarną. Jego sylwetkę zasłaniał długi czarny płaszcz z szarym wzorem winorośli na plecach.
 -Ale ciacho... - szepnęłą cicho Erza wypuszczając z dłoni kubek z herbatą, który z hukiem upadł na posadzkę.
 Lucy podniosła głowę znad talerza i skamieniała. Otworzyła szeroko buzię, a widelec wypadł jej z dłoni. Natsu słysząc wypowiedź przyjaciółki podniósł się do pionu i spojrzał na mężczyznę i mruknął coś pod nosem. 
 - Miło mi cię poznać Ariano. - podszedł do blondynki i pocałował jej dłoń. Blondynka zarumieniła się i speszona odwróciła głowę. Brunet uśmiechnął się czarująco i dostrzegł kątem oka Juvię, której Gray nerwowo machał przed oczami. Jednak magini wody jak w obrazek wpatrywała się w wędrowca.
 - Jak się pani nazywa? - zostawił rumieniącą się Arianę i podszedł do strażniczki. Gray zmrużył oczy i nienawistnie spojrzał na "rwala", który ucałował dłoń jego ukochanej.
 - Ju...v...ia.- zająkała się i przeszedł ją dreszcz. Nie przywykła do takiej formy poznawania się z innymi. 
- To jest Levy, a ja Gajeel. - burknął mężczyzna wymownie zasłaniając McGarden ramieniem. Niebieskowłosa lekko urażona, że mag metalu nie pozwolił dojść jej do słowa skinęła głową w stronę Fernanda. 
- Erza, miło mi. - Fernando uśmiechnął się kusząco w stronę rycerza, a czerwono-włosa w duchu dziękowała, że siedzi bo nogi miała jak z waty. 
- Mi również Erzo. - jego namiętny głos jakby odbił się od twarzy Scarlet, a sama kobieta poczuła mentalnie jego pocałunek. Niemal rozpłynęła się pod delikatnością i smakiem jego warg. Z rozkoszy zamknęła oczy. Świat dla niej jakby się zatrzymał, ale tak naprawdę minęło tylko kilka sekund. Gdy ponownie otworzyła oczy wędrowiec przycisnął palec wskazujący do swoich warg i cicho, czarująco szepnął "Ciii". 
- Fernandzie, ja jestem Lucy. - brązowo-oka wstała i uśmiechnęła się nieśmiało
-Fernando. - chłopak uklękł przy blondynce i ucałował jej dłoń - Miło mi poznać księżniczkę Magnolii. - szepnął uwodzicielsko i obdarzył Lucy czarującym spojrzenie.
- Skąd wisz, że jestem księżniczką? - wyraźnie zaskoczona blondynka miała lekko rozchylone wargi i szeroko otwarte oczy.
- Poznałem po przepięknych oczach, delikatnej skórze i niesamowitej figurze. - rzekł wstając i kłaniając się lekko. - Poza tym, Shiro mnie uświadomił, że wśród obecnych tu osób jest księżniczka. Nie sądziłem jednak, że będzie tu aż tyle pięknych kobiet.
On jest idealny...
Przemknęło przez myśl prawie wszystkim obecnym w pomieszczeniu dziewczyną. Lucy raz jeszcze zatonęła w głębi koloru jego zielonych oczu. - Jesteś naprawdę ciekawą osobą.
-Z wzajemnością. - szepnął puszczając jej oczko i siadając na krześle obok niej.
-Tsss... - po pomieszczeniu rozległ się zgrzyt zębów Natsu, który z pulsującą żyłką oglądał jak wędrowny flirtuje z Lucy.
- Przepraszam, że przeszkadzam. - za Shiro pojawił się tęgi, muskularny mężczyzna z wąsem. - Fernando chodź, musisz nam pomóc rozstawić stragany. Na miłość boską! Przepraszam! Nie wiedziałem, że jest tu tyle pięknych dam. - skłonił się. - Jestem Stefanio, szef naszej małej rodzinki.
Wtedy coś małego i owłosionego skoczyło na stół wywracając kielichy oraz talerze na ziemię.
- Najmocniej przepraszam! - osiłek zerwał się i chwycił małpkę. - Babu, ile razy mam ci mówić, że tak nie wypada robić. - pogroził mu palcem przed oczami. Zwierzątko nadąsało się i usiadło na jego ramieniu.
- Już idę Stefanio. - zaakcentował słowa i puszczając zebranym w pokoju kobietą całusa wyszedł. Gdy opuścił pomieszczenie każda dziewczyna, nawet Wendy wydała rozmarzone westchnienie.
- Czyż on nie jest przeuroczy?! - zapiszczała Wendy i chwyciła się za policzki.
- Jesteś dla niego za młoda! - Juvia zakręcała palcem powoli kółeczka na stole pogrążając się w marzeniach.
- A mi się wydaje, że on najbardziej leci na Lucy. - burknął Gajeel gdy Levy nie zwracała na niego uwagi tylko rysowała serduszka w notatniku.
- Ha!? - wszystkie  poza Lucy natychmiast wstały od stołu. Erza spojrzała podejrzliwie na Lucy. A inne przyjaciółki zaczęły mierzyć się złowrogim spojrzeniem.
- To ci się źle wydaje! - krzyknęła drobna niebiesko-włosa i zrzuciła notatnik Levi na ziemię.
- Jak MOGŁAŚ?! - zdenerwowała się McGarden. - Poza tym! Jesteś za młoda na Fernanda! Ja jestem starsza! I w ogóle ładniejsza! - zaśmiała się złośliwie.
- Ładna może i tak! Ale pewnego atutu w ogóle nie masz! - dodała kąśliwie Juvia wymownie pokazując o co jej chodzi. - Kto by chciał taką płaską deskę!
- Eh? Powinniśmy coś zrobić? - Gray dyskretnie szepnął do Gajeela.
- Nie warto koleś. Po prostu nie warto...
-Ale jeśli czegoś nie zrobimy one się nawzajem pozabijają, i co najgorsze o tego całego Fernanda. - prychnął wymawiając imię wędrownego.
-No i co niby zamierzasz zrobić? Wejść między nie, żeby cię rozszarpały? - zaszydził i poklepał maga lodu po plecahc.
-Ale dlaczego Lucy?! - krzyknęła Arianna. - Jestem równie piękna i urodziwa co ona! Może to tylko dlatego, że jest księżniczką?! 
-To nie prawda! - blondynka zaprzeczyłą tupiąc nogą. - Może on dostrzegł we mnie coś czego żadna z was nie ma. - mówiąc to przejechała palcem w powietrzu pokazując na każdą dziewczynę.
- Ciekawe co niby?! - zazdrosna Erza stanęłą na stół i zgromiła Lucy wzrokiem.
- Dziewczyny nie przesadzajacie. - różowo-włosy wszedł pomiędzy nie przerywając piorunujące spojrzenia towarzyszek. - Ten facet nie jest tego wart.
- Pff... Mówisz tak tylko dlatego, że jesteś zazdrosny. - prychnęła Lucy. Chłopak obruszył się nerwowo i zmarszczył brwii. Postanowił jednak zachować spokój. Próbując by głos był w jak największym stopniu opanowany położył dłoń na ramieniu przyjaciółki.
- Lucy, ja nie jestem zazdrosny. Nie podoba mi się tylko to, że kłócicie się o jakiegoś faceta, którego nawet nie znacie! - starannie dobierał słowa. Przez ułamek sekundy zdawało mu się, że oczy Lucy niemal zalśniły z gniewu. Odwrócił się w stronę pozostałych dziewczyn, które teraz mierzyły go wzrokiem.
- Możemy się kłócić o kogo chcemy. - syknęła jadowicie blondynka. Nie, to zdecydowanie nie była jego Lucy. Niby rozumiał to, że blondynka mogła się zakochać. W jakimś stopniu raniło go to, ale nie musiała tak go atakować słownie. 
- Wiesz co? Nie znasz się Natsu. W ogóle nie obchodzi cię to jak się czuję! Wiesz co to miłość od pierwszego wejrzenia? - różowo-włosy zwęził oczy. - Widocznie nie. Nie ma więc sensu, żebyśmy dłużej o tym dyskutowali. - ruszyła w stronę wyjścia. 
- Jesteś głupia Lucy! - krzyknął spuszczając głowę. - W tym momencie poświęcasz przyjaźń dla miłości! Nie znasz tego faceta! Równie dobrze może pracować dla Styks!
- wycedził przez zaciśnięte zęby. 
- Nie mów mi co mam robić! Nie jestem tak jak ty jakaś aspołeczna czy co! - warknęła. - To, że żyłeś i wychowywałeś się w więzieniu nie znaczy, że wiesz wszystko! Brakuje ci pewnej wiedzy! A teraz się wymądrzasz! Jakby kiedykolwiek ci na mnie zależało! Cholera! Tak ci na mnie zależy, że w pierwszym dniu naszej znajomości już nazwałeś mnie prostytutką! 
Chłopak zacisnął pięści gdy blondynka trzaskając drzwiami wyszła z pokoju. Wściekły poszedł za nią. Wendy niemal spadła z krzesła gdy usłyszała podniesione głosy, a gdy usłyszała odgłos uderzenia natychmiast rzuciła się do drzwi. 
- Dobra! - wrzasnął Natsu prawie szarpiąc Lucy.
 - Nie obchodzi mnie już nic co ma związek z tobą! Równie dobrze możesz sobie z nim wyjechać! - blondynka nie przejmowała się wściekłością maga ognia i stała niezłomna patrząc na niego z nienawiścią.
 - Przestań mnie w końcu szarpać! - blondynka wyrwała się z uścisku Natsu i zgromiła go wzrokiem. - Nic dla mnie nie znaczysz! - po tych słowach zostawiając oniemiałego towarzysza uciekła w stronę drzwi. Nikt nie będzie jej mówił co ma robić! To jest jej życie! Blondynka przemierzała tętniące życiem ulice. Podświadomie dążyła do jednego miejsca. Nie minęło dużo czasu gdy znalazła się na polanie przed lasem, która teraz służyła jako pole dla wędrownych kupców i handlarzy. Rozejrzała się. Elfy chętnie kupowały rzeczy z innych wiosek. Często odległych o kilka rzek, a nawet góry. Lucy stanęła i rozejrzała się.
- Przepraszam?- dziewczyna zaczepiła młodego mężczyznę. Widząc jego lekko złowrogi wzrok szybko dodała. - Gdzie mogę znaleźć chłopaka o imieniu Fernanda?
 - Ugh, kolejna.- jęknął przeciągle. - Idź prosto. Na tabliczce będzie pisać "Fernando". - wskazał na ścieżkę.
-Dziękuję!- uśmiechnęła się szybko i nie czekając na reakcję mężczyzny oddaliła się. Natomiast wędrowny pożegnał ją smutnym spojrzeniem i westchnął odchodząc.
Księżniczka po mniej niż 5 minutach dotarła do drewnianej przyczepy. Dotknęła tabliczki z imieniem chłopaka upewniając się, że dobrze trafiła. Zapukała kilka razy.
- O Lucy! - drzwi otworzyły się,  a w nich stanął brunet. Blondynka oblała się rumieńcem gdy zobaczyła, że chłopak nie ma na sobie koszuli. Po wyżeźbionej klacie i brzuchu spływały jeszcze gdzieniegdzie kropelki wody. - Wejdź. - zachęcil ją ruchem ręki. Gdy Lucy odważyła się wejść, Fernando zamknął drzwi i usiadł na fotelu. Księżniczka rozejrzała się szukając miejsca gdzie mogłaby usiąść. Ze zdziwieniem odkryła, że w pomieszczeniu nie ma nawet łóżka gdzie wędrowny mógłby spać. Zielono-oki dostrzegając jej zmieszanie poklepał swoje kolano wymownie dając blondynce do zrozumienia co ma zrobić. 
Lucy odchrząknęła zarumieniona. I z uśmiechem na twarzy niemal rozpłynęła się z radości siadając na lekko mokrym kolanie wędrowcy.
 - Więc co cię do mnie sprowadza? - obdarzył Lucy czarującym spojrzeniem. Blondynka sama nie wiedziała. Wtedy poczuła pustkę w głowie i zmarszczyła brwii. Właśnie po co ona tu przyszła? Pokłóciła się z Natsu. O Boże! Pokłóciła się z Natsu! Fernando spojrzał na nią zdziwiony, a dostrzegając zmianę w jej oczach nerwowo zakaszlał. Jednak wzrok Lucy dalej był utkwiony w dal. Dlaczego pokłóciła się z Natsu? Co ją wiodło? Przecież nie jest zakochana w Fernandzie. Dlaczego czuje taką bezwolę? Czemu siedzi teraz na kolanie nieznanego jej mężczyzny. Zeszła z mężczyzny i stanęła na równe nogi. 
- Lucy? 
 Księżniczka przeklinając się w myślach otworzyła drzwi i wyszła z mieszkania bruneta. Niemożliwe, że dała się tak łatwo jej wrobić. Wędrowiec chwycił ją za rękę i nim Lucy zdążyła zareagować przyciągnął ją do siebie wbijając się w jej usta.
Dziewczyna chciała odepchnąć bruneta, jednak zanim zdążyła cokolwiek zrobić pocałunek zaczął się jej podobać. Chwilę potem już go oddawala zapominając o tym co działo się przed przyjściem do Fernanda. 
 - Lucy jesteś naprawdę piękną. - szepnął odrywając się od niej i wplatając dłonie w jej złote kosmyki.
- Dziękuję. - odparła.
- Szczególnie twoje oczy. - uśmiechnął się spoglądając w fioletowe oczy dziewczyny. 
Lucy przytuliła się do mężczyzny, lecz po chwili odskoczyła czując jak coś chłodnego zostaje złożone jej na szyję. Jakież było jej zaskoczenie, gdy nad dekoltem wisiał przepiękny naszyjnik. Posrebrzane koło, w którym był smok przebity czymś w rodzaju miecza.
- Wiedziałem, że będzie ci pasował! - kupiec przejechał palcem po jej nagich ramionach. 
Blondynka rozmarzyła się i z niemym pożądaniem w oczach spoglądała na bruneta. W tym samym czasie za drzewem stała przyczajona dziewczyna. Jej niebieskie oczy z niedowierzaniem wpatrywały się w parę, a szeroko otwarte usta wyrażały więcej niż tysiąc słów. Gdy Lucy i Fernando weszli do jego domu kobieta niemal natychmiast rzuciła się w stronę domu gdzie mieszkała razem z innymi przyjaciółmi. Było jej trochę przykro bo ostatnio w ogóle w domu nie bywała. Prawie cały czas ćwiczyła, aby stawić czoła Gurinowi i spodobać mu się. Jej białe włosy zawirowały gdy biegnąc przez ulicę wpadła na kogoś i upadła na plecy.
 - Przepraszam! - powiedziała szybko i podniosła wzrok. Nad Mirajane stała Erza z lekko nienaturalnym kolorem oczu. Biało-włosa niemal natychmiast zauważyła zmianę w wyglądzie przyjaciółki.
 - Erza! Erza! - zapiszczała. - Lucy ma nowego chłopaka! - rycerz otworzyła szeroko oczy i spojrzała pytająco na Mirę. Kobieta opowiedziała więc wszystko co widziała. Z każdym jej słowem furia w czerwono-włosej wzrasta by osiągnąć poziom krytyczny. Krzyknęła przekleństwo na cały głos i zostawiła białowłosą samą. 

Następnego dnia

 - Natsu! Chodź na śniadanie! - przez drzwi do pokoju weszła Wendy, która niepewnie spoglądała na chłopaka. Było jej przykro, że Lucy go tak potraktowała. Od tamtego wydarzenia zamknął się w pokoju i nie wychodził tępo wpatrując się w okno.
-Nie chce mi się jeść... - burknął i odwracając głowę od dziewczynki pogrążając się w zadumie.
 - Moja głowa! - do pokoju weszła Erza siadając na krześle. Bezradnie szukała szklanki z wodą. Zaraz za nią weszła Juvia kurczowo pocierajac skronie.
 - Co się wczoraj stało!? - drzwi z hukiem otworzyły się, a w ich progu stanęła Arianna.
 - Co myśmy wczoraj piły, że moja głowa tak boli!? - krzyczała robiąc przerwy na pomasowanie czoła. 
 - Ja wam z chęcią opowiem tę poruszającą historię. - rozmawiamy głos Gajeela odbił się echem od ścian. 
- No...Jestem ciekawa. - Zza pleców maga wyszła niska niebiesko-włosa. 
 - Otóż każda z was... - wskazał na wszystkie prócz siedzieć w kącie Miry. - Dostałyście bzika na punkcie podróżnego Fernando. Prawie byście się o niego zabiły! - zaśmiał się. - A Lucy... - spojrzał na różowo-włosego, który na dźwięk imienia przyjaciółki odwrócił się w jego stronę. - Wyszła wczoraj do niego rano i do teraz nie wróciła.- zachichotał.
- Ahh! Przeżyli pewnie romantyczną noc! - Mira cała w skowronkach zdawała się być jedyną wesołą osobą w pomieszczeniu. Dłońmi chwyciła zarumienione policzki i pogrążając się w myślach przestała zwracać uwagę na świat. Erza westchnęła i usiadła na krześle prosząc Levy o szklankę wody. Dziewczyna natychmiast spełniła jej prośbę i po chwili szkarłatno-włosa miała przed sobą napój. 
 - Mira, o co ci chodzi z tą romantyczną nocą? - spytała Ariana. Biało-włosa, której dobry humor niemal tryskał uśmiechnęła się do przyjaciółki. 
 - Wczoraj widziałam Lucy i Fernanda! Ah! Jaki on jest przy~
 Nie dokończyła bo przerwało jej zbiorowe prychnięcie Gray'a, Gajeel'a i Natsu.
 - Lucy wybiegła od niego, a on zaraz za nią! Przyciągnął ją do siebie i ahhhh! Potem razem poszli do jego wozu.- rozmarzyła się. - Gurin! Czemuż ty nie jesteś taki romantyczny?!
 - Jestem romantyczny. Ale dla odpowiednich osób. - niespodziewanie za Arianą pojawił się jej brat. Jego głos był niemalże oziębły. Niebiesko-oka zepsuła mu cały dzień tą historią. 
 - G-Gurin! - pisnęła cała czerwona. Jednak elf nie zwracał na nią uwagi.
 - Ariano, dziadek chce się z nami widzieć. To ważne. - akcentował każde słowo. Blondynka kiwnęła głową i wyszła żegnając zebranych.
 - Pocałował ją?! - warknął mag ognia. Mira spojrzała na niego i potaknęła.
 - I był w samych spodniach! - zapiszczała. Dziewczyny w pokoju popatrzyły po sobie. Nie rozumiejąc za bardzo co się dzieje i o kim mowa. 
 - CO?!?! - wściekły mag ognia wstał od stołu. 

_____________________________________ 

Wesołych świąt kochani i szalonego Sylwestra!  




  

niedziela, 20 grudnia 2015

Informacja nr. 2

Konnichiwa minna!!

Wielkimi krokami zbliża się dla nas bardzo ważny dzień i z tej okazji chciały byśmy nagrać Q&A, które zapowiadałyśmy już jakiś czas temu.
Dlatego więc, mamy do was prośbę! Napiszcie w komentarzach pytania dla nas; odnośnie opowiadania jak i naszej osoby.

Z góry dziękujemy!

piątek, 27 listopada 2015

Rozdział 22 - Moc


Rozdział 22


Powoli dochodzili do elfiego miasta. 
- Jeszcze tylko 500 metrów i będzie widać dom! - rzekła Erza dodając otuchy towarzyszom. 
- Już mogę sobie wyobrazić tę długą, gorącą i niebywale przyjemną kąpiel! -  blondynka rozmarzyła się przez co potknęła się o wystający konar i gdyby nie szybki refleks różowo-włosego, znalazłaby się na ziemi.
- Dziękuję. - szepnęła nieśmiało ukrywając za potarganą burzą włosów rumieńce. 
- Nareszcie trochę odpocznę! - Wendy wyprzedziła trochę grupę chcąc jako pierwsza przyjrzeć się wiosce. Nagle pisnęła. 
- Wioska... 
-Wendy co się dzieje?! - do dziewczynki natychmiast przybiegła Juvia, która po chwili również wydała z siebie stłumiony krzyk.
 - Wioska się pali! - dodała przytomniejąc.
Przez chwilę wszyscy stali skamienieli. Zbyt zszokowani by ruszyć z pomocą elfą. Lucy zrobiła krok w stronę przerażonych strażniczek. Jej nogi nagle stały się takie ociężałe. 
 - O Jezu... - szepnęła patrząc na zgliszcza wioski. Większość domów stała w płomieniach. Wiatr zawiał wśród suchych liści. Nad osadą niczym z najskrytszych koszmarów unosiła się czarna niczym węgiel, burzliwa chmura. Siała zniszczenie i strach. Jej mroczną energię dało poczuć się nawet w tak odległym miejscu w jakim znajdowali się przyjaciele. W miasteczku unosiła się szarawa mgiełka nad ciałami elfów. Ariana zakryła usta rękoma by nie krzyknąć. Wśród gruzowisk unosiły się małe skrawki nieprzyjemnej chmury. Na ich ciele gdzieniegdzie pojawiały się drobne wyładowania elektryczne. A złote jak słoneczniki oczy łypały nienawiścią do świata i ludzi. 
 - Co tu się... - szepnął Natsu wciąż nie dowierzając w to co właśnie widzi. 
 -  Ariana! - krzyknęła blondynka w stronę elfki, która lekkomyślnie pobiegła w stronę ruin.
 - Co za idiotka! - warknęła Juvia. 
- Księżniczko! Proszę tu zostać! Zajmiemy się tym i natychmiast wrócimy! 
 - Słucham?! - zdenerwowała się Lucy. - Nie ma mowy! Idę z wami!
  - Proszę zrozumieć! - jęknęła Wendy. - To dla twojego dobra księżniczko!
- Lucy ukryj się! -  Natsu chwycił księżniczkę za dłoń i zaczął ciągnąć w bezpieczne miejsce.
-Ale jak to?! - dziewczyna była nadal przeciwna ukryciu. Nie pozwoli przecież, żeby komuś się coś stało. Ucieczka z pola walki była nie dość, że niepochwalana, to dla Lucy stanowiła wielką skazę na honorze. - Jestem tak samo silna jak i wy!
- Wiem to, ale... - mag ognia zatrzymał się na chwilę i spojrzał blondynce w oczy - ..jeśli coś ci się stanie, nigdy sobie nie wybaczę. Ale miej też na uwadze, że jesteś księżniczką Magnoli! To ty z nas stworzyłaś drużynę i ty nas prowadzisz póki co do zwycięstwa! Musisz być w pełni sił, aby stanąć w prawdziwej walce w obronie tego co kochasz! - zakończył mowę i ponownie ruszył do wyznaczonego przez siebie miejsca.
-Natsu.... - dziewczyn nie mogła uwierzyć w słowa towarzysza, cały czas słowa krążyły po jej głowie i to chyba sprawiło, że zdecydowała się ukryć.
Gdy wszyscy byli już pewni, że księżniczka jest bezpieczna postanowili wymyślić plan. I mimo nalegań Juvii Wendy również postanowiła pomóc. Każdy bał się o życie swoich przyjaciół. Juvia w duchu modliła się by księżniczka nie pomyślała, a śledzeniu ich. Wiedziała, że blondynka jest silna, ale jej strata byłaby naprawdę ciosem. Magini wody zrozumiała, bowiem, że to nie Erza, a Lucy jest jeźdźcem. I jeśli księżniczka zginęłaby to nadzieja na wolność razem z nią.
- Erza, tylko nie przegnij. - polecił Gray. - Jesteśmy twoimi strażnikami, a ty w dalszym stopniu musisz uratować świat.
Jednak nie wszystkim udzieliła się mądrość Juvii. Nie chciała na razie nikomu mówić o tym, że to prawdopodobnie Lucy jest jeźdźcem Brillo. Wierzyła w Erzę, nawet sama myślała, że to rycerz jest jeźdźcem. Ale to nie Scarlet pokonała Takeru, ani Slippterusa.
Czerwono-włosa przytaknęła. I wtedy rozległ się przeraźliwy ryk. W kilka miejsc na raz walnęły pioruny podpalając drzewa i suchą roślinność. Juvia osłoniła swoją młodszą towarzyszkę przyciągają ją mocno do siebie. Wendy jęknęła cicho.
- Śmiertelnicy. - złowrogi wrzask rozdarł niebo, a z chmur zaczęło wypadać coraz to więcej potworów. Drzewa uchyliły się przez napór wiatru. Jakby kłaniały się wielkiej burzowej chmurze.
- Co to cholera jest? - warknął Natsu.
- Jestem królową nieba! To ja władam niebem od północy do południa, od wschodu do zachodu. WY! - ostatnie słowo zostało ryknięte z dziką furią. Ariana zasłoniła uszy dłońmi i zacisnęła mocno powieki. - ODDAJCIE TO CO UKRADLIŚCIE! Oddajcie wyjątkowego gryfa! - w uszach Natsu ostatnie słowa zadudniały. Przecież...Happy...on został z Lucy! O nie..
- Księżniczko! - Wendy odepchnęła Juvię i szybko pobiegła w miejsce gdzie ukryła się blondynka.
- Czek-
Erza nie dokończyła gdy Natsu pobiegł za młodą Marvel, a resztę otoczyły potwory.
- Jasna cholera... - warknął Gray.

- Lucy! - Natsu podbiegł do dziewczyny kryjącej się wśród gęstwiny drzew. - Musimy uciekać! Trzymaj mocno Happy'iego! - krzyknął i chwytając nadgarstek dziewczyny ponownie zaczął uciekać.
- Co się stało?! Gdzie biegniemy!? - blondynka była zdezorientowana, trzymała tylko kurczowo niebieskiego gryfa i rozglądała się wokół, jakby szukając odpowiedzi.
- Oni szukają Happi~
Nagle ich drogę przecięła błyskawica, zmuszając tym by skręcili w prawo; w drogę prowadzącą do miasta.
 - Szukają Happy'iego, musimy się gdzieś schować! - spojrzał na niebo i ogromnego potwora kłebiącego się wśród chmur. - Nie mamy czasu. - dodał do siebie i pociągnął dziewczynę w swoją stronę, tak, że razem z gryfem wylądowała w jego ciepłych ramionach.
- N-natsu... - szepnęła przerażona nagłym zachowaniem przyjaciela.
- Księżniczko! - za nimi biegła Wendy dysząc już lekko. Przęłknęła ślinę, gdy nagle jeden z potworów chwycił ją i uderzył jej ciałem o drzewo. Lucy drgnęła, ale mag ognia nie pozwolił jej by pobiegła z do dziewczynki. Pociągnął ją tym samym uniemożliwiając pomoc Marvel.
- Wendy! - blondynka chciała się wyszarpać, ale wiedziała, że to nie ma sensu.
- Nie martw się księżniczko! Poradzę sobie! - zapewniła i uderzyła w potwora silnym atakiem. Jednak kolejni niebiańscy wojownicy zaatakowali ją od tyłu.
- Wendy... - wychlipała dziewczyna.
- Spokojnie Lucy. Wendy jest silna! Nie bez powodu to ona ciebie broni. - Natsu uśmiechnął się pocieszająco i otworzył drzwi silnym pchnięciem.
Zaraz za nimi do pomieszczenia wleciało kilka potworów, krzycząc przeraźliwie.
-Zajmę się nimi! - zapewnił mag ognia. Wyjął ognisty miecz z pochwy, który zapalił się złotym płomieniem tylko gdy różowo-włosy go dotknął. Zręcznie obrócił żarzącą się stal i wymierzył płonące ostrzę w stronę potwora. Błyskawicznie znalazł się za potworem i mocnym pchnięciem w ciało spowodował, śmierć istoty. Natsu zapalił pięści i uderzył jednego z potworów. Stwór upadając na ziemię i spalając się nieświadomie podpalił półki z książkami. Istoty kolejno padały pod naporem siły Natsu. I dopiero gdy mag ognia pozbył się ostatniego chmurnego potwora zrozumiał, że coś jest nie tak.
Odwrócił się z uśmiechem w stronę Lucy, chcąc ukryć swoje zaniepokojenie. Ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć został odepchnięty na ścianę przez potężną salwę powietrza.
-Natsu! - Lucy krzyknęła zjeżdżając ze ściany. Przycisnęła mocniej gryfa do piersi. Uniosła wzrok ku górze i z nienawiścią wpatrywała się w czarne, kłębiące się nad ich głowami chmury.
- Nigdy go wam nie oddamy! - zapewniła i chwyciła za włócznię.
- Marni śmiertelnicy, nie jesteście tak silni by pokonać burzę! - przerażającący, gardłowy ryk rozdarł nieboskłon i swoje słowa potwierdził kilkoma silnymi uderzeniami pioruna. Zaraz po tym do uszu Lucy dotarły krzyki jej przyjaciół.
- Natsu! - jęknęła Lucy, której z drżącej dłoni wyślizgnęła się włócznią. Tuż za nią pojawił się potwór uderzając dziewczynę i jednocześnie zabierając gryfa od niej.
- Happy!
- Lucy... - westchnął i podniósł głowę, która krwawiła. - Nigdy nie rozumiałem, jak ludzie mogą przywiązywać się do zwierząt. Raz miałem chomika, no, ale...zjedli mi go.
- Eh?
- No nie ważne! Chodzi mi o to, że przywiązałem się do Happy'iego. - zakaszlał. - Nie chcę by ani tobie, ani mu coś się stało, rozumiesz? Jesteście za ważni dla mnie. Umarłbym z tęsknoty gdybym was stracił. I jeśli teraz będę musiał poświęcić moje życie byście byli bezpieczni...zrobię to. Nie obchodzi mnie to, że Erza może nie dać sobie beze mnie rady. Gray jest silny, poradzi sobie.  - i wtedy stało się coś dziwnego. Podmuch wiatru owiał zmęczone twarze przyjaciół. Po kilku sekundach nad Lucy i Natsu unosił się gigantyczny ptak, a wszystkie potwory zmieniły się w gryfy, przypominające chmurę. Blondynka otworzyła szerzej oczy napawając się pięknem stworzenia. Ostry dziób, oczy jak breloczki i te majestatyczne, czarne jak węgiel, obsydianowe pióra.
Zdaliście. - w powietrzu ozwał się potężny głos ptaka. - Jestem Wexus. Królowa wiatru i nieboskłonu, strażniczka klejnotu. - dodała rozprostowując dumnie skrzydła i urzekając jednocześnie Lucy, która jak zaczarowana wpatrywała się w magiczne pióra strażniczki.
- Nie wierzę. - Lucy otarła łzy i natychmiast podbiegła do stworka zabierając go od innych gryfów i mocno przytulając. - Dlaczego zrobiliście coś tak okrutnego? Zniszczyliście miasto! Próbowaliście zabić nie tylko Happy'iego, ale także i nas. Dlaczego?
- Widzę, że nie pojęłaś jeszcze dziewczyno o co chodzi tak naprawdę w próbach. Każdy z nas - strażników musi zobaczyć to, że jesteś godna posiąścia kryształu. Jeśli uważasz, że to co zrobiłam ja byście dowiedli swojej czystości jest złe, poczekaj na Vulcanusa. Magu ognia. - zwróciła się do chłopaka. - Twoje uczucia są szczere. Naprawdę byłeś zdolny poświęcić własne życie by ratować tą dziewczynę. Dlatego ofiarowuje wam ten kryształ.
Natsu podszedł lekko kulejąc do Lucy. Wexus natychmiast zmrużyła oczy w małe szparki i wskazała łbem na broń.
- Podnieś włócznię Lumiency i przyjmij mój klejnot.
Natsu niepewnie spojrzał na blondynkę, która podała mu broń, a po chwili uniósł ją do góry.
Lucy otarła łzy i z szerokim uśmiechem na twarzy patrzyła jak w jednym z zagłębień pojawił się biały klejnot.
- Jeśli będziesz mnie potrzebować, jestem do twojej dyspozycji. - huknęła poważnym tonem. Blondynka przytaknęła i uśmiechnęła się szerzej. Został tylko jeden strażnik...
- Chwila! - krzyknął Natsu i podbiegł do Happy'iego. - Czy Happy może zostać z nami?
- Chyba oszalałeś. To jest gryf, książę, a ty...
Różowo-włosy padł na kolana i spuścił głowę.
- Potężna królowo niebios! Wexus! Błagam pozwól nic nie wartemu śmiertelnikowi posiąść opiekę nad tym gryfem.
Ptak osłupiał, był tak zdziwiony prośbą maga ognia, że przestał machać skrzydłami i wylądował z hukiem przed przyjaciółmi.
- Na...tsu? - księżniczka również wydawała się być zdezorientowana błaganiem przyjaciela.
- Proszę! - nie podnosił głowy. Cierpliwie czekał na osąd. Wexus w końcu wydała pisk. A wszystkie gryfy rozpłynęły się wraz z nią. A w włóczni biały kryształ zalśnil.
- Natsu! Lucy! - do środka wpadła Wendy. Znieruchomiała gdy zobaczyła pochylających się przyjaciół. Mieli spuszczone głowy, a na ziemię kapały łzy.
- Happy. - blondynka przytuliła gryfa. - Dziękuję. Tak bardzo dziękuję! - oparła się o ramię Natsu.

_______________

Nastał piątek, a razem z nim nowy rozdział!
Przepraszamy za tak długi brak rozdziału, ale no wiecie jak to jest w szkole... Raz trzeba zrobić to, raz tamto. A innym razem po prostu przychodzisz i pierwsze co robisz to drzemka, albo zakuwanie bądź jak to w moim przypadku (czyt. Luny) trening, a potem brak chęci do pisania. Więc nie ukrywam, że to głównie z mojej winy nie ma rozdziałów ;)
Wracając...
Jak wam się podobał rozdział? :D
Jakoż, iż jestem wredną osobą... To powiem wam, że kolejny rozdział wywróci wszystko do góry nogami!

Serdecznie pozdrawiamy! <3

sobota, 31 października 2015

Guziczki

Przed przeczytaniem rekomendujemy włączyć:
Link

31 października... 

Gildia jak zawsze bez zmian. Stara, sztuczna krew na ścianach, połamane stoły, szklanki porozrzucane po całym pomieszczeniu, nowe bójki. Wszystko zapowiadało się normalnie do czasu, aż budynku gildii nie odwiedził posłaniec.
-Mam przesyłkę dla Lucy Heartfhili i Natsu Dragneel'a! - krzyknął unosząc wysoko sporą paczkę oprawioną dokładnie taśmą i zwyczajnym napisem imion adresatów.
-Ja to odbiorę! - do mężczyzny podeszła biało-włosa Mira i podpisując pokwitowanie zabrała pakunek z rąk mężczyzny.
- My tu jesteśmy. - westchnęła Lucy wychodzą zza pijanego tłumu i  wyrwała paczkę z rąk przyjaciółki bo na pewno jej starym zwyczajem otworzyłaby ją i tyle by było. Impreza trwała w najlepsze. Wszyscy już nieźle pijani nie zwracali uwagi na siedzących w kącie Natsu i Lucy, którzy dyskutowali o tajemniczej paczce.
- Zamawiałaś jakąś książkę? - spytał smoczy zabójca przebrany za pirata i oparł się o oparcie krzesła. Blondynka pokręciła przecząco głową. Przez chwilę w milczeniu spoglądali na paczkę.
- Dopóki jej nie otworzymy to nie dowiemy się co to jest. - stwierdziła magini. Podeszła do barku za którym leżeli Levy i Gajeel i chwyciła nóż. Podeszła do stolika i jednym zgrabym ruchem wbiła nóż w paczkę. Różowo-włosy zdziwił się i lekko zatoczył się do tyłu prawie spadając z krzesła.
- Ej! Ostrożnie! A jak było tam coś delikatnego?!
-Spokojnie! Spójrz... - wskazała oczami na wnętrze paczki. - To tylko jakieś ciuchy. - szepnęła i wyciągnęła z środka długą różową suknię, a zaraz za nią biało-zlotą marynarkę i spodnie.
-Huh? Co to jest? - Natsu podrapał się w tył głowy i chwytając w dłonie męski strój dokładnie się mu przyjrzał. - To jakiś książę. - przymierzyl marynarkę i śmieszne poruszając brwiami w stronę Lucy zaśmiał się wywołując również na twarzy dziewczyny delikatny uśmiech.
-Nie mogę w to uwierzyć! - do dwójki przyjaciół  pobiegła Erza, której oczy momentalnie zamieniły się w małe gwiazdki. - Toż to suknia Śpiącej Królewny i jej królewicza!
- Wiesz od kogo mogła przyjść paczka? - po chwili jednak skarciła się za swoją głupotę. Erza była pijana, więc równie dobrze mogła być to sukienka Pocahontas czy Kopciuszka. Czerwono-włosa chciała odpowiedzieć Lucy, ale do tańca porwał ją Gray z Juvią. Teraz wszyscy beztrosko tańczyli taniec. Przynajmniej zgaduję, że to miał być taniec. Praktycznie cała gildia czołgała się po parkiecie jak gąsienice, a z niektórych zniknęły już stroje, a nawet bielizna.
- Przebierzmy się w to! - Lucy spojrzała na maga ognia, który już stał w ubraniach księcia.
- Kiedy ty...
Zrezygnowała z dalszego pytania. Natsu był nieprzewidywalny. I w sumie nigdy by nie uwierzyła, że w ciuchach księcia Filipa wygląda tak przystojnie. Nim Lucy zdążyła pomyśleć coś więcej Natsu wepchnął ją za barek wprost na Gajeel'a i Levy.
- Lu-chan! Chcesz do nas dołączyć? - jej mała niebiesko-włosa przyjaciółka była chyba mocniej pijana od Gajeel'a. Ale Lucy już nie mogła tego wywnioskować bo mężczyzna spał w najlepsze.
- Wiem, że tego byś chciała, ale muszę odmówić. - zawstydzona rozebrała się ze swojego dotychczasowego stroju i założyła strój śpiącej królewny.
Stanęła obok Natsu i zawstydzona jego spojrzeniem odwróciła się.
-Pasuje ci Lucy! - szepnął i położył swoją dłoń na jej ramieniu. - Skoro już wyglądamy jak książę i księżniczka to może zatańczymy jeden taniec? - podał jej rękę jednak zanim zdążyła ja ująć upadła zmęczona na podłogę. Za nią zaczęli padać wszyscy obecni w gildii. Nawet ci, którzy czołgali się po parkiecie. Nie przypominali teraz nic innego jak szmaciane lalki.
-Czemu tak bardzo chce mi się spać? - w gildii powstały szumy, które z każdą chwilą coraz bardziej ustawaly.
-Lucy co się dzie~
 Dragneel nie dokończył bo pogrążył się w głębokim śnie, w jego ślady poszła Lucy i reszta magów Fair Tail.


-Natsu! Natsu wstawaj! - Lucy potrząsała ramionami śpiącego chłopaka, w oczach miała łzy. - Obudź się!
-L-ucy... - różowo włosy otworzył oczy, jednak widząc łzy w oczach przyjaciółki poderwał się z miejsca. - Co się stało!?
-Spójrz... - wskazała dłonią na miejsce w którym się znajdują. - Nie ma tu gildii, nikogo z przyjaciół! To miejsce wygląda jak jakaś baśń!- rozejrzała się. Za nimi znajdował się ogromny zamek, a przed nimi piękny złocisty las z dzikimi różami.
Natsu z niedowierzaniem wpatrywał się w piękne róże, które rozpościerały swoje majestatyczne, piękne płatki. Mógłby przysiąc, że uśmiechały się do niego. Zdziwiony przetarł oczy kilka razy.
- Czy te róże mają twarze w pąkach?! - jęknął chłopak. Lucy spojrzała szybko tam gdzie patrzył Natsu i zachłysnęła się powietrzem. Wtedy kwiaty zaczęły śpiewać iście baśniową melodię. Blondynka chwyciła przyjaciela pod ramię i ruszyła w stronę zamku.
- Gdzie idziemy? - spytał różowo-włosy.
- W zamku na pewno ktoś będzie! - niepewnie stawiała kroki.
Świat był taki miły. Słońce lekko i radośnie muskało ciała Natsu i Lucy, którzy ubrani w królewskie stroje szli w kierunku zamku. Ptaki rodem z Królewny Śnieżki melodyjnie śpiewały latając beztrosko po niebie. Prezentowały szafirowe pióra i raz po raz wznosiły się i opadały. Drogę otaczała bujna roślinność. Nie wyglądała dziko, była piękna. Kwiaty rozchylały swoje kielichy i niemo prosiły "powąchaj mnie!". Wśród roślin latały szmaragdowe motyle i złote pszczoły. Gdzieś w oddali przebiegło stado zwinnych saren. Nagle drogę zdezorientowanych magów przeciął królik, który szybko przebiegł po marmurowych płytkach. Po kilku minutach blondynka i chłopak dotarli przed bramę miasta. Strażnicy zignorowali desperackie pytania Lucy i radośnie otworzyli bramę królestwa, życząc parze dobrego dnia.

-Niesamowite... - szepnął Natsu na widok wnętrza zamku. Byli w głównej sali, na przeciwko drzwi stały dwa złote trony przyozdobione przeróżnymi szlachetnymi kamieniami. Nad nimi wisiały dwie czerwone bawełniane zasłony z inicjalamy Śpiącej Królewny i Księcia.
-Nareszcie przybyliście! - nagle ku dwójce magów podleciala wróżka. Była ubrana w niebieską sukienkę i tego samego koloru czapkę, jej granatowe oczy na wylot przyszywaly blondynkę co  spowodowało przelotne dreszcze. - Długo na was czekaliśmy! To ja z siostrami wysłałam te stroje! Królowo, królu!- ukłoniła się lekko i ruchem ręki zachęciła do usiąścia na tronie. Natsu bez zastanowienia chwycił Lucy za dłoń i podbiegł do królewskich krzeseł. Najpierw uklękł i skłaniając głowę pozwolił usiąść pierwszej blondynce, dopiero gdy dziewczyna z uśmiechem i rumiencami usiadła on zrobił to samo.
- Kim jesteś? Gdzie my jesteśmy? - spytała Lucy wyczuwając, że kobieta nie ma złych intencji.
- Jestem Merryweather i jestem twoją dobrą wróżką kochanie. - podleciała do blondynki i uścisnęła jej policzki rozciągając je we wszystkie strony. Lucy zajęczała, a książę parsknął śmiechem.
- Haha... - próbował zdusić śmiech, ale mu się to nie udało. Magini zgromiła go spojrzeniem i uderzyła w tył głowy uciszając.
- A jesteście w królestwie! W waszym nowym domu!
- Jak to nowym domu?! - Natsu wstał i spojrzał wściekle na kobietę, która cofnęła się przerażona.
- Kilka dni temu umarł król Stefana. Musiałyśmy znaleźć zastępstwo. - wydukała ocierając łzy.
- Natsu spokojnie! - blondynka uspokoiła przyjaciela.
- Ale Lucy..!
- Przeproś!
- Ale..
- Nie ma "ale"! Natychmiast przeproś Merry!
- Przepraszam... - burknął i usiadł obok Lucy.
-Merry! - z sąsiedniego pomieszczenia do wróżki dotarły jeszcze dwa głosy.
-Poznajcie moje siostry... - wskazała na drzwi i jak na zawołanie z nich wyleciała dwie wróżki. - Ta czerwona to Fauna, a zielona Flora.
-Milo mi was poznać! - powiedziały w tym samym momencie wróżki.
-Czujecie się jak u siebie w domu. - rzekła Fauna.
-Jeśli czegoś chcecie to tylko powiedzcie. - dodała zielona i razem z Merry opuściły pomieszczenie.
 -Natsu co zrobimy...? - blondynka oparła łokieć o tron a potem położyła na dłoni głowę. - Podoba mi się tu... Wszystko jest takie baśniowe, a te wróżki i inni mieszkańcy tacy mili... Ale nie możemy tu zostać. - westchnęła.
-Coz podzielam twoje zdanie, ale mam jakieś dziwne wrażenie co to tego miejsca... Taki niepokój. - zastanowił się chwilę po czym głośno rzekł do dziewczyny. - Musimy jakoś wrócić do Fiary Tail.
- Tak, ale... - zamilkła na moment i gorączkowo zaczęła się rozglądać. - Pamiętasz gdy przechodziliśmy miastem? Wszyscy byli dla nas tacy życzliwi! Mówili dzień dobry i w ogóle... - zacisnęła usta.
- Lucy... Pewnie się o nas martwią.- uśmiechnął się smutno.
- A co z tym królem, który umarł? Kto będzie rządzić? Nie znamy tu nikogo kto byłby godny zaufania, aby powierzyć mu koronę. - spuściła głowę.- Nic się nie stanie jeśli będziemy tu jakiś dzień lub dwa.
Natsu nie był pewien czy to dobry pomysł. Czuł coś i widział coś dziwnego. Właściwie to wszystko było tu dziwne.
- No dobrze. Ale jutro pomyślimy jak stąd wrócić. - pierwszy raz czuł, że to on musi twardo stąpać po ziemi, bo jego towarzyszka dała się omotać fantazyjnej dobroci.
- Yay! - przytuliła go. - Wyprawmy dzisiaj bal Natsu! Chodź powiadomić o tym wróżki!
Różowo-włosy kiwnął głową i został pociągnięty przez blondynkę zamkowymi korytarzami.
Mijali piękne obrazy księżniczek, które nawet w Lucy budziły zachwyt. Nagle przed sobą zobaczyli uśmiechniętą postać o pięknych złotych włosach.
- Czy to... - zdziwił się Natsu. - Kopciuszek?
-Kopciuszku... - szepnęła Lucy, jednak złocisto-włosa księżniczka na dźwięk głosu dziewczyny zaczęła uciekać. - Hej stój! - ruszyła za nią w pogoń, a Natsu zaraz za nimi.
Biegli krótką chwilę by zaraz potem wpaść do nieznajomego pokoju. Drzwi zatrzasnęły się, a dwójkę przyjaciół ogarnęła ciemność. Lucy nie wiedząc co zrobić po omacku zaczęła szukać różowo-włosego, a gdy natknęła się na jego gorące ramię momentalnie się przytuliła.
-Spokojnie Luce jak coś się stanie to będę cię bronił... - rzekł obejmując ja wolną dłonią.
-Natsu tam jest jakieś światło. - dziewczyna w oddali zauważyła żażące się światełko, ledwo widoczne, ale dla oczu blondynki zauważalne. - Musi być tam wyjście! Chodźmy. - ciągle trzymając ramię towarzysza ruszyła do przodu.
- Będzie fajnie mówiła, zostańmy tu dłużej mówiła. - szepnął do siebie zły Drangeel przełykając ślinę.
Wyszli do spokojnej, dużej sali. Była to piękna sala balowa. Podłoga była nieskazitelnie czysta, a w powietrzu unosił się słodki zapach truskawek. Jednak para przyjaciół nie zdążyła przyjrzeć się wszystkiemu, bo drzwi za nimi zamknęły się gwałtownie, a wraz z nimi i z ich trzaskiem wszystko się zmieniło. Zamiast dekoracji na ścianach zawisły ciała. Ludzi, mieszkańców królestwa. Wszyscy z guzikami zamiast oczu. Sala zmieniła się w starą, zabitą deskami ruderę. Na wbitych w ziemię palach paliły się pochodnie. Na podłodze walały się szczątki noworodków, nieraz rozerwane na strzępy, a zamiast oczu przyszyte miały guziki. Lucy zaciągnęła się powietrzem starając się poczuć jeszcze raz ten słodki, zwodny zapach. ale zamiast zapachu ciasta i truskawek poczuła esencję rozkładjących się ciał i krwii. Z przerażeniem wymalowanym na twarzy starała się nie patrzeć na gnijące resztki tkanki ludzkiej.
- Co do... - szepnął Natsu, który teraz był nie mniej przerażony od Lucy.
Lucy załkała w marynarkę chłopaka.
- Lucy uspokój się... - chłopak potarł ramiona dziewczyny widząc, że w jej oczach zbierają się łzy. Chodź sam prawie trzęsł się ze strachu to starał się to ukryć.
-Co się stało z tym pięknym baśniowym światem? - załkała, a odór ciał sprawił, że miała ochotę zwymiotowac jednak się powstrzymała.
-Nie wiem...  - szepnął i przytulił ją lekko. W oddali przez przypadek dostrzegł błękitną suknię i złociste włosy Kopciuszka. Chciał już ją zawołać, jednak w tym momencie ona się odwróciła. Nie miała skóry, nie miała oczu, zamiast nich były przeszyte guziki.  Mag ognia zatrząsł się i chwycił blondynkę za rękę - Lucy uciekamy... - zaczął biec w przeciwną stronę od królewny, jednak tamta jakby rozbiawona jego zachowaniem ruszyła za nimi. Mimo braku oczu wydawała się świetnie widzieć.
-Natsu co sie~  zatrzymała głos i zwerzając oczy spojrzała na Kopciuszka. Przez chwilę chciała zemdleć, ale ocucił ją zapach zdechlizny. Drzwi, które wcześniej zamknęły się z trzaskiem stały teraz otworem.
Wbiegli na hol na którego końcu znajdowały się schody. Przeskakując martwe ciała i omijając kałuże krwi, zaczęli zbiegać po schodach. Pech chciał, że chłopak potknął się o wystającą deskę i razem z blondynką zeczął spadać. Zamknął Lucy w swoim mocnym uścisku i biorąc na siebie cały ból i obrażenia zaczął staczać się na dół. Różowo-włosy poczuł ból w okolicach twarzy gdy zetknęła się ona z podłogą.
Cinderella stanęła na szczycie niegdyś pięknych, teraz zniszczonych schodów i zaśmiała się szaleńczo. Wszystko zaczęło dziać się szybko. Lucy wyrwała się z uścisku Natsu i potrząsnęła nim. Wtedy przez deski zaczęły przebijać się dłonie, niektóre bez paznokci, czasem bez palców, ale głównie...bez skóry. Wszystkie ścięgna, żyły i kości były świetnie widoczne.
- Natsu! - krzyknęła Lucy szarpiąc przyjaciela, gdy księżniczka zaczęła schodzić po schodach.
- Natsu! Natsu! - wołała panicznie, ale chłopak się nie ruszał. Z wszystkich stron zaczęły wychodzić noworodki. Ich części ciała czołgały się opętane w stronę przyjaciół. Ręce coraz bardziej wciągały Lucy z ciałem chłopaka pod ziemię, a Kopciuszek już niemal stał nad nimi. I wtedy Natsu w końcu użył swojej mocy. Nie otwierając oczu ryczał dookoła. Wszystkie dzieci, ręce i Kopciuszek zostali podpaleni. Aż doszedł do Lucy. Blondynka uśmiechnęła się i rzuciła się na szyję chłopaka. Wtedy poczuła potworny ból w nodze. Wrzasnęła i odsunęła się od przyjaciela. Z niedowierzaniem patrzyła na maga ognia, który trzymał jej łydkę w ręce. Natsu otworzył oczy i wydał przeraźliwy śmiech. Nie miał oczu. Zamiast nich miał guziki.


___________________________________________________
 O matko xD Chyba w życiu nie napisałyśmy tak chorego shot'a siostro xD
Udało nam się was chociaż trochę przestraszyć? 
Mamy nadzieję, że tak! 
Tak więc, życzymy wam udanego i co najważniejsze strasznego Halloween!
Mu a ha ha ha

/Luna& Coco

P.S. Uprzejmie informujemy, że rozdział 22 oraz 23 zostały skończone!
Możecie spodziewać się niedługo publikacji! 
(Jak Coco i Luna ruszą tyłek i go poprawą)
Dziękujemy również, za 40 tys. wejść! 
Jesteśmy naprawdę szczęśliwe!

P.S.2. To miał być mind fuck pozbawiony logiki xD
Więc proszę się nie dziwić, że jest to chore i pozbawione sensu xD


środa, 21 października 2015

Ogłoszenie!

 Nasi drodzy czytelnicy! 
Z przyjemnością zapraszamy was na naszą oficjalną 
Będą się tam pojawiać informacje dotyczące rozdziałów, a nawet ich fragmenty.
Dobrze jest go śledzić, w tym trudnym dla wszystkich okresie.
(Szkoła, brak weny, brak czasu, niechęć do pisania po ciężkich dniach) 
Tym samym informujemy wszystkich naszych czytelników, że rozdział 22 został napisany. 
Kiedy będziemy miały czas sprawdzimy go i od razu opublikujemy :D
Do usłyszenia kochani!
/Luna&Coco

 

czwartek, 10 września 2015

Rozdział 21 - Mama i tata

 Proszę nie jeść i nie pić podczas czytania tego rozdziału.
Będzie on po prostu...niesmaczny.



 Rozdział 21


Wiatr lekko zawiał. W powietrzu uniósł się zapach sosen i świerków. Słońce delikatnie muskało ciało śmiejącej się blondynki.
- Głupku! Przecież ci mówię, że pokonałam strażnika ziemi! SAMA! -podkreśliła i zaśmiała się widząc spojrzenie maga ognia.
- A ja mówię, że albo robisz sobie ze mnie jaja, albo ktoś ci pomagał! - upierał się chłopak.
- Zero gratulacji, zero dumy! Co z ciebie za przyjaciel?! - mruknęła księżniczka. Chłopak chwycił jej ramię i westchnął.
- Wiesz, po prostu chciałem tam być i zobaczyć jak próbujesz chodzić w zbroi! Wcale to nie jest takie łatwe, co? - wyszczerzył się. Lucy zrobiła minę w stylu "Serio?" i odwróciła się na pięcie. Różowo włosy zaśmiał się i podbiegł do idącej w pośpiechu dziewczyny.
- No przepraszam no! Nie gniewaj się! - nagle przed jego nosem pojawiło się ostrze, a na nim dwa kryształy. Natsu z niedowierzaniem wpatrywał się w nowy nabyty przez blondynkę kamień. Przełknął ślinę i zagryzł dolną wargę.
- Twoja mina jest przezabawna! - zachichotała księżniczka i odbiegła od chłopaka.

-Cz-czekaj! - krzyknął i ruszył w pogoń za blondynką. - Gdzie ci tak śpieszno?! - gdy zbliżył się do niej na wystarczającą odległość złapał ja za rękę i zatrzymał.
-Muszę iść do Arianny i pokazać jej jajo... - odpowiedziała rumieniąc się faktem, że Natsu trzyma jej dłoń - Może będzie wiedzieć czyje to jest albo co może być w środku.
-Dopiero co wróciłaś. - zaśmiał się różowo włosy. - Mogłabyś mi opowiedzieć coś więcej albo na przykład dać się opatrzyć? - rzekł puszczając dłoń dziewczyny.
-To nic! Bywały gorsze, a po za tym do wesela się zagoi. - Lucy znowu zaczęła biec przed siebie zostawiając Natsu daleko w tyle. - Pośpiesz się bo zostajesz w tyle! - krzyknęła odwracając się. Zdziwiona zatrzymała się widząc, że za nią nie ma chłopaka.

-Bu! - nagle mag ognia złapał Lucy za ramiona na co ta pisnęła. - Nie wiem czy wiesz, ale jestem dużo szybszy niż ty... Twoja mina jest bezcenna! - uklękł i walnął pięścią w ziemię nie mogąc przestać się śmiać.
-Idiota! - uderzyła go pięścią w ramię przez co on przewrócił się twarzą centralnie na wystający korzeń drzewa. - Tym razem nie prostuje ci nosa! - ponownie zaczęła biec jednak tym razem kilkanaście metrów dalej wpadła na wychodzącego z polany Gajeel'a tym samym wypuszczając niechcący z rąk jajo.

- Nie! - krzyknęła gdy wapienna skorupka zetknęła się z ziemią i pękła na większe i mniejsze kawałki. Mag ognia zaniemówił, a po plecach przeszedł mu zimny dreszcz. Magini oddychając ciężko padła na kolana i w szoku chwyciła jeden z większych kawałków. Spuściła zawieszona głowę i pociągnęła nosem zagryzając wargę. Gajeel zdezorientowany otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale przeszkodziło mu w tym pełne niepokoju mruknięcie Natsu.
- Lucy... Tam coś się rusza. 
Dziewczyna ociągale podniosła wzrok i skamieniała. Różowo-włosy miał rację. Spod jednego z kawałków wystawał ogon porośnięty niebieskim futrem. I do tego ruszał się wahadłowo. Natychmiast uniosła kawałek, ale po chwili go upuściła i upadła na ziemię. Pisnęła gdy coś lepkiego zaczęło oklejać jej twarz. 
- Lucy! - Natsu zdążył zobaczyć tylko niebieską smugę gdy sam znalazł się na zimnym bruku i starał się odczepić od siebie stworzenie. Były generał Styks z zaciekawieniem patrzył jak niebieski mały ptak atakuje maga ognia. Lucy podniosła się i starła rękawem ślinę po czym ściągnęła z przyjaciela stworka. Ściągnęła brwii gdy przyjrzała się stworzeniu. Dopiero po chwili zrozumiała czyje to było jajo. 
Wiele słyszała o gryfach i o tym, że strzegą przestworzy, miały mieć głowę orła i ciało lwa. Ale ten gryf... był niebieski...
- Co to jest? - Natsu z obrzydzeniem wytarł ślinę z twarzy i podparł się na łokciach.
- Lucy? - Gajeel stał zdziwiony za księżniczką przyglądając jej się badawczo. Blondybka 
spojrzała na stworzonko. - Jest naprawdę piękny. - dodała cicho patrząc na niebieskie, lśniące jak rosa w słońcu pióra. Gryf spoglądał na blondynkę dużymi, czarnymi jak obsydian, wesołymi oczami. Długi silny, lwi ogon radośnie machał z prawej do lewej, a futro na jego końcu łaskotało Lucy w udo. Dziewczyna dotknęła białego brzuszka zwierzęcia i pogłaskała go lekko. Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się widząc jak otwiera dziób.
- Co to? Niebieska kaczka? - obok dziewczyny stanął Natsu drapiąc się gorączkowo po głowie i próbując zetrzeć z twarzy jeszcze resztki śliny mankietem.
- Idioto, to gryf. - blondynka podniosła głowę i spojrzała na niego z dezaprobatą.
- Przepraszam, że na ciebie wpadłem. - zagadnął w końcu Gajeel. - Wybaczcie, ale się spieszę. - odszedł nim Lucy zdążyła spytać gdzie idzie. 
- Ten gryf to prawdziwy farciarz, że na niego wpadłaś. - Natsu podparł się pod boki i razem z księżniczką wolnym krokiem ruszyli w stronę rzeki gdzie czekali na nich ich towarzysze.
- Masz rację, - uśmiechnęła się szerzej. - Nazwijmy go Happy. - przytuliła bardziej gryfa, który zasnął już dobrych kilka minut temu. 

- Pasuje mu.- zapewnił Natsu.
Po kilku minutach powolnego marszu znaleźli się nad wodą. Wendy od razu rzuciła się na księżniczkę płacząc i przepraszając,że ją puściła samą na taką misję. Erza gdy tylko ujrzała kamień chwyciła Lucy i przyciągnęła do siebie prawie ją dusząc. Ariana zabijała Natsu wzrokiem, a Mirajane próbowała ją od niego odciągnąć. 
- Dobrze już dobrze. - mag ognia chwycił Lucy za rękę. - Muszę ją opatrzyć. - odczepił od blondynki Wendy, która przywarła do jej brzucha jak rzep.
Gdy strażnik oczyszczał pojedyncze zadrapania wodą księżniczka opowiadała jaką miała próbę. Z każdym zdaniem towarzysze robili coraz większe oczy. Najbardziej zaintrygowało ich to, że strażnikiem był wąż.

Lucy usiadła pod drzewem i spojrzała na zadrapanie znajdujące się na kolanie.
- Eh. - blondynka westchnęła i podciągnęła kawałek bandażu. Uśmiechnęła się na samą myśl z jaką delikatnością opatrywał ją maga ognia.
- Lucy! - dziewczyna podskoczyła słysząc swoje imię. - Pomóż! - zobaczyła idącego w jej stronę różowo-włosego. Z każdym krokiem Natsu Lucy coraz wyraźniej słyszała posądzenie.

- Natsu. - zamilkła, gdy zobaczyła jak Happy leżący w dłoniach Natsu przewraca się z jednej strony na drugą i piszczy coraz głośniej. - Co się stało?! Coś ty mu zrobił?! - krzyknęła i biorąc gryfa z rąk chłopaka zaczęła go uspokajać kołysząc rękoma.
-N-nic... - Natsu w geście niewinności podniósł ręce do góry. - Spał sobie smacznie na moich nogach... A potem się obudził i zaczął piszczeć.
- Może jest głodny? - zapytała sama siebie i spojrzała na chłopaka. - Co jedzą gryfy?...

Jak na zawołanie obok dwójki magów wyrosła Ariana. Uniosła dumnie głowę i jak na mądrego elfa przystało odpowiedziała na pytanie dziewczyny:
- Happy jest jeszcze młody, najlepsze byłoby pogryzione, zmiękczone śliną rodzica pożywienie, które zawiera dużo białka. - skończyła monolog i uśmiechnęła się widząc, że ani Lucy, ani Natsu nie załapali o co chodzi.
- Dajcie mu robaka. - bezradnie wzruszyła ramionami i odeszła do Erzy i Miry, które właśnie znalazły dwie nowe ofiary swatkowania - Juvię i Gray'a.
Lucy skrzywiła się na myśl grzebania w ziemi. Westchnęła i podeszła do Wendy, która z boku przyglądała się jak magini wody próbuje wymigiwać się od odpowiedzi.
- Wendy potrzymasz na moment Happiego? - położyła jej zwierzątko na rękach.
- Oczywiście księżniczko! - zaświeciły jej się radośnie oczka gdy poczuła kruchość gryfa. Sama blondynka wróciła do Natsu, który już szukał dżdżownic czy gąsienic, albo pierwszego lepszego żuka. Skrzywiła się i uklęknęła rzucając okiem do glebę dookoła. 


- Co robią Natsu i Lucy? - nagle Erza oderwała się od przesłuchiwania Gray'a i Juvii. Mag lodu i białowłosa spojrzeli na miejsce gdzie dwójka przyjaciół chodziła na czworaka uważnie patrząc w ziemię. Nagle różowo włosy krzyknął coś do Lucy i rzucił w nią grudką ziemi, która na jego nieszczęście trafiła ją w głowę. Na samą myśl Mira i Gray skrzywili się, a Erza w zastanowieniu na nich patrzyła. Blondynka odkrzyknęła mu coś i rzuciła w niego trawą. Tak rozpoczęła się bitwa ziemna. Wokół dwójki magów powstała dziura, a cała trawa leżała gdzieś na bokach, chociaż większość i tak była na magach.
- To niemożliwe jak dwójka rodziców potrafi bawić się gdy nie mają przy sobie dziecka. - podeszła do nich Wendy z niebieskim gryfem.
- Żryj piasek bucu! - księżniczka rzuciła się na maga ognia niechcący potykając się o własne kolana i lądując Natsu na klatce piersiowej. 

  -Prze-przeprasza​m! - krzyknęła i położyła dłoń na ścianie wykopanego dołka próbując się podnieść. Ręka jednak objechała i księżniczka ponownie znalazła się na magu ognia.
 - Przepraszam... - rzekła ponownie i zaczerwieniona nie wiedziała co zrobić.
-Spokojnie... - szepnął Natsu i objął w pasie dziewczynę. Zanim blondynka zorientowała się co zrobił już stała na ziemi.
-Dziękuję... - zarumieniona spojrzała w dół. Nagle obok stopy Natsu zauważyła wijące się ciało.

 - Robak! - padła na czworaka i wzięła w dłonie  białego robala. - Fuj... - szepnęłaa do siebie i skierowała dłoń w stronę Natsu. - Proszę...Weź go!
- Co?! - obruszył się. - Dlaczego ja?!
- Hhahahah... Chyba nie myślałeś, że to ja go będę "zmiękczać". - zaśmiał się z miny chłopaka.
- To ty tu jesteś kobietą.
- I co z tego? - zmarszczyła brwi nie rozumiejąc o co mu chodzi.
- No i to ty powinnaś przygotować jedzenie dziecku. - klasnął w ręce i wyszedł z dziury.
- Żarty sobie robisz?! - rzuciła w niego robakiem. Feralny robak wpadł Natsu za kołnierz. Blondynka wyłupiła oczy i rozglądając się czy przypadkiem nikt nie widział schowała się bardziej do dziury.
- Lucy nie łaskocz mnie i tak tego nie zjem. - mruknął.
- Ja jestem tutaj! - krzyknęła i wynurzyła się z kryjówki. Do Natsu powoli docierały informacje. Z piskiem, wrzaskiem i krzykiem zrzucił z siebie ubranie.
- O boże... To tylko robak. O matko, myślałem, że wiewiórka... - westchnął z ulgą.
- No dalej Natsu. Jak zaciągnąłeś się na ojcostwo to chociaż pogryź tego robaka. - Gray ewidentnie miał z tego niezły ubaw.

-A może sam masz na niego ochotę? - Natsu pokazał magowi lodu robaka. - Nie wygląda aż tak źle, na pewno ci posmakuje. - zaśmiał się i pokazał język.
-Skoro mi powinien posmakować to tobie tym bardziej - najwyraźniej nie mieli zamiaru skończyć wymiany zdań. - No dalej! Smacznego!
-Ty... - Natsu udał ze podwija rękaw i zaczął iść w stronę Gray'a.
-Natsu! - blondynka słodko wypowiedziała imię różowo włosego. Gdy chłopak odwrócił się ujrzał jak Lucy idzie w jego stronę. - Chciałabym ci coś powiedzieć... 

 Strażnik płomieni spojrzał na nią pytająco, a gdy zbliżyła się i trochę wypięła do przodu klatkę piersiową trochę bardziej ukazując swoje...atuty Natsu opuścił szczękę. Korzystając z okazji księżniczka wyrwała mu robaka i wepchnęła do ust. Mag ognia zzieleniał, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.

  - Już pogryzłeś? - księżniczka spojrzała na krzywiącego się chłopaka. Gdy pokiwał energicznie głową na potwierdzenie jej słów uśmiechnęła się.
- Dobra robota Natsu. - Erza mocno uderzyła różowo-włosego w plecy. Przeszedł go dreszcz, a oczy mu się zaszkliły. Twarz zrobiła się lekko fioletowa. Lucy stwierdziła, że to normalne zachowanie na siłę rycerza.
- Masz Lucy. - Ariana podała jej liść i patyk. - Nałóż trochę na patyk i udawaj jakby to latało czy coś. - poleciła. Dziewczyna podziękowała i podstawiła liść pod buzię Natsu.
- Wypluj. - wskazała na "talerzyk". Mag ognia spojrzał na nią wielkimi oczami i zaczął machać głową na "nie". - No dalej. - ponagliła go.
Natsu pomrukiwał coś cicho.
- Co tam szepczesz? - zdziwiła się księżniczka. - Natsu nie ma czasu, Happy jest głodny. - westchnęła. Mag ognia znowu zaprzeczył głową i powiedział coś półszeptem.
- Hę? - do tracącej cierpliwość Lucy podeszli Gray i Juvia zainteresowani zmaganiami tej dwójki.
- Ja... Go połknąłem... - wymawiając to zrobił się zielony i szybko pobiegł w najbliższe krzaki.

-Natsu jak mogłeś to zrobić!? - Lucy podbiegła do,chłopaka jednak jak zobaczyła zielonego chłopaka trzymającego nisko,głowę w krzakach, natychmiast zawróciła. - Wiesz ile zajęło znalezienie go!? - blondynka usiadła po turecku na ziemie i tępo zaczęła wpatrywać się w ziemię, krzywiąc się na myśl o znalezieniu kolejnego robala.
-Ale.... To wina Erz~-

Zamilkł widząc gromiące spojrzenie szkarłatno-włosej​.
- Księżniczko!- do Lucy i towarzyszy dobiegł krzyk Juvii wydobywający się z lasu. - Znalazłam robaki!
- Świetnie przynieś je tutaj! - Lucy uśmiechnęła się, a Natsu ponownie zrobiło się niedobrze.
- Ale ich jest dużo i są w jakimś worku! - Juvia wychyliła głowę zza drzewa i chciała pokazać znalezisko, jednak przeszkodził jej głos Lucy.
- To co?! Przynoś! - blondynka wodziła wzrokiem po Juvi, która podchodziła do niej trzymając za plecami owy worek robali. - To ile~… - oczy Lucy w momencie, gdy jej strażniczka wyciągnęła rękę trzymając w dłoni zdechłą wiewiórkę z larwami w ciele, rozszerzyły się do granic możliwości. - Fuj! - krzyknęła i uderzyła w dłoń Juvii tym samym strącając gryzonia, która pod wpływem uderzenia i silniejszego podmuchu wiatru wpadła prosto na twarz maga ognia.   

- AAAAAA! - wrzasnął. Strącił natychmiast zdechłe zwierzę z twarzy na tors Gray'a i zaczął biegać jak opętany po polanie. Po chwili był w rzece i prawie się topił próbując zmyć wiewiórkę z twarzy. Mag lodu krzyknął i rzucił orzechojada na Arianę, która gwałtownie cisnęła ssakiem na twarz Wendy, a gdy młoda Marvell zemdlała wiewiórka trafiła w ręce czerwonowłosej.
- I właśnie tak. Jedna wiewiórka do tego MARTWA pokonała całą drużynę. - odparła zawiedziona dokładnie podkreślając każde słowo.
- Natsu wychodź z tej wody! - Lucy krzyknęła w stronę maga. - Chcesz się utopić?!
Różowo-włosy pod wodą pokiwał głową na potwierdzenie i pokazał blondynce kciuka w górę.
- Nie wygłupiaj się! Trzeba porzuć te robaki! - zdenerwowała się.
- Niech Erza je porzuje! - wynurzył się na chwilę z wody, a włosy opadły mu na twarz.

- Eh... - szkarłatno-włosa westchnęła i nasypała na dłoń kilka mniejszych robaków. Wsadziła je do ust i zaczęła gryźć. Wszyscy spojrzeli z lekkim obrzydzeniem na rycerza.
 - Gotowe... - Erza wypluła kulkę na liść podarowany przez Arianę i  podała go Lucy.
-Dz-dzięki. - jęknęła i odebrała "talerz" od przyjaciółki. Podsunęła kawałek pod nos Happy'iego.

Gryf głośno wciągnął powietrze i rzucił się na robaka. Lucy zmiękło serce widząc tego słodziaka. Był taki...dostojny mimo, że nie żył długo. Z radością będzie odgrywać jego mamę.
- Yaa... Jest przeuroczy! - zapiszczała Wendy.
- Straciliśmy cały dzień. - stwierdziła po chwili Erza. - Skoro Lucy pokonała strażnika to proponuję rozbić tu obóz i rano wyruszyć w drogę powrotną do domu.
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami nie słuchając za bardzo czerwonowłosej. Opuścili treningi z nauczycielami. Gdy wrócą dadzą im pożądny wycisk.
- Pójdę poszukać drewna na ognisko! - zaoferowała Juvia. Gray chciał coś powiedzieć, ale uprzedziła go Mira.
- Pomogę ci Juviś! - powiedziała słodko wzięła niebieskowłosą pod ramię i razem zniknęły w lesie.
- No to, Ariana pomożesz mi rozstawić namiot? - poprosiła Erza. Elfka kiwnęła głową i poszła za czerwonowłosą.
- Jesteście razem uroczy. - zaśmiała się Lucy w stronę Gray'a. 

- Tia... lepiej rozstawmy namioty jeszcze jakaś zmutowana wiewiórka tu przyjdzie. - burknął mag lodu. 
- Są tu...zmutowane wiewiórki...? - dopytał się dla pewności Natsu Lucy.

Następnego dnia



-Wyspałyście się? - Arianna zwróciła się do dziewczyn, które zwijały już namioty, jednak widząc ziewającą Lucy zaśmiała się. - Czyżby Happy dawał sobie znaki?
-Skądże... - uśmiechnęła się i biorąc w jedna rękę torbę z namiotem, a w drugą gryfa podeszła do namiotu, w którym spał Natsu i Gray. - Ktoś w końcu musi ich obudzić... - wzruszyła ramionami i otworzyła zamek. Gdy zobaczyła jak Natsu śpi i trzyma nogę maga lodu, który to z kolei ma swoją dłoń na włosach Natsu, nie wytrzymała i zaniosła się śmiechem budząc ich.
- Hę? - Gray przetarł oczy i w momencie gdy ,dotarła do niego informacja co robi wstał gwałtownie. Niestety Dragnell, który wciąż spał i trzymał jego nogę spowodował wywrócenie się chłopaka. Mag lodu upadł strażnikowi wprost na brzuch na co on obudził się z głośnym jękiem.
-Haha! - zachichotała widząc przyjaciół, którzy zaczęli się kłócić. - Zaraz wyruszamy. Zabierzcie swoje rzeczy i złóżcie namiot.  

Chłopcy kiwnęli posłusznie głowami i wypęzli za Lucy z namiotu. 
Natsu ziewnął przeciągale. Górskie powietrze było bardzo chłodne, ale jednocześnie takie orzeźwiające.
- No to kierunek Elfia Wioska! - zawołała radośnie Erza gdy wszystkie rzeczy były już spakowane. Czeka ich naprawdę długa podróż. 


______________________________

Dobra, rozdziału długo nie było. Ponownie! 
Staramy się pisać gdy tylko mamy wenę i natchnienie! 
Ale jest to naprawdę trudne... >/< 
Bo gdy jedna jest w trakcie twórczego uniesienia druga nie ma weny lub czasu.
A co do rozdziału... Nie wiem co nas wzięło z tymi robakami xD!
 W planie miało być, że zachowują się rodzinnie i nie wiem skąd... skojarzyło nam się to z robakami xD
A w sumie niektóre drastyczne (czyt. obrzydliwe) moment po prostu usunęłam xD
A! Rozdział był napisany już kilka tygodni temu... Ale, że mi (Coco >-<) nie chciało się go sprawdzać dodajemy go teraz xD 
Serio przepraszamy xD 
Pozdrawiamy!! <3
I dziękujemy za wszystkie komentarze ^^ One serio motywują. Właściwie to chciałam ten rozdział zadedykować wszystkim czytelnikom ;D
 
Szablon wykonała Domi L