niedziela, 27 marca 2016

Rozdział 32 - Historia

Rozdział 32

Data nieznana

Od kilku dni nieprzerwanie padał deszcz. W Magnolii było chłodno i ponuro. Wszyscy mieszkańcy siedzieli w domu przestraszeni i zszokowani. Gdy do królestwa dotarła wiadomość o klęsce i śmierci Lumiency w bitwie o stolicę Crocus wszyscy pogrążyli się w żałobie. Zamurowano przejście do upadłej stolicy tak by wojska złej królowej nie dostały się do Magnolii. Macarov siedział smutny w sali tronowej przy boku króla Juda i królowej Layli. Blondynka łkała żałosnie nad losami niewinnych ludzi zabitych podczas wojny, a król zmartwiony opierał się bez życia o oparcie tronu i przeglądał raport jeszcze raz. "Zginęło 80 tysięcy osób, a ponad 160 tysięcy zostało zabranych w niewolę. Wojska złej królowej liczą ponad 100 tysięcy i ciągle podbijają nowe tereny. Całkowite przejęcie górnego świata to tylko kwestia czasu."
To właśnie dlatego Jude postanowił zamurować przejście. Nie chciał by coś stało się jego kochanej żonie i poddanym.
- Nie rozumiem dlaczego Lumiency przegrała. - westchnął.
- Nie była w pełni sił panie. - odparł Macarov. Kilka dni przed bitwą otrzymał list od brata, w którym dowiedział się o śmierci przybranej matki jeźdźca. A dlatego, że wiedziała, że ta kobieta nie jest jej prawdziwą matką ból był gorszy. Bowiem Lumiecy zrozumiała, że kobieta umarła przez nią i przez to kim jest.
- Nie było z nią smoka. - dodała Layla. - Według przepowiedni, Lumienca musi mieć Brillo by odzyskać pełną moc. - otarła łzy.
- Królu! Przy murach zamku jest dziwne światło! - do sali tronowej wpadł strażnik. - Rozświtla całą okolicę, mieszkańcy zaczynają panikować.
Król natychmiast kazał wysłać tam żołnierzy. A gdy ci wrócili z raportem o braku wrogich wojsk królowa wpadła na pomysł, że mogą być to wysłannicy chochlików lub nimf. Toteż chciała wyjść przywitać ich jak na królowę przystało. Nawet jeśli jest kryzys to ona ma obowiązek ugościć ich jakby gościła ich władców. Layla nie zważając na prośby męża wyszła wraz ze swoimi strażniczkami poza mury miasta. Jude, który martwił się o żonę wraz z Macarovem i innymi żołnierzami poszedł za nią. Gdy tylko wyszli światło oślepiło wszystkich. Bez zasłonięcie oczu ręką nie dało się przejść. Blask był zbyt mocny. Dopiero po kilku minutach Layla zorientowała się, że to światło jest dla niej łagodne. Nie oślepiało jej jak pozostałych. Wolno opuściła dłonie i wtedy dostrzegła, że Macarov również patrzy w światło bez obaw. Powoli doradca i królowa weszli w głąb jaskini.
 Layla zdziwiła się na widok jednorożca. Stworzenie było tak piękne... Chyba jedynie anioł potrafił mu dorównać. Istota cieszyła oczy Macarova i królowej. Dopiero po chwili dostrzegła chustę w pysku jednorożca. Powoli podeszła do niego, a czując jego spokój zajrzała do środka. I nogi niemal się pod nią ugięły gdy zobaczyła w środku dziecko. Uroczego, śmiejącego się do niej bobasa z czerwonym licem i brązowymi, migoczącymi oczkami. Zza siebie słyszała zaniepokojony głos męża, ale nie  posłuchała go. Stworzenie podało niemowlęcie kobiecie i zarżało po czym uciekło i przeniknęło przez mur zbudowany na rozkaz króla. Gdy tylko zniknęło do królowej podbiegł Jude i spojrzał na zawiniątko trzymane w ręce Layli.
- Skąd masz to dziecko? - spytał cicho obejmując kobietę.
- Jednorożec. - odpowiedziała cicho. - Wiesz co to znaczy. - dodała i spojrzała na Macarova.
- Że to teraz my jesteśmy opiekunami nowego wcielenia Lumiency. - oświadczył mężczyzna.  Layla przytuliła do siebie dziewczynkę. Była szczęśliwa. Nawet jeśli to dziecko jest potężne. W końcu mogła opiekować się własnym niemowlęciem.
- Jesteś Lucy. - pogłaskała ją po rosnących jasnych włosach. - Będziemy cię strzec. Nikt się nie dowie, że jesteś Lumiency.

Data nieznana 

- ... I żyli długo i szczęśliwie. - Layla dokończyła czytać jedną ze swoich ulubionych bajek 6-letniej Lucy. - A teraz idź spać. - szepnęła cicho do dziecka głaszcząc jej policzek.
- Ale mamo ja nie chcę. - wysepleniła mała blondynka. Nadymałam zaróżowione policzki i pokręciła z niezadowoleniem głową.
- Jeśli nie będziesz spać, wróżki cię nie odwiedzą. - powiedziała królowa i wtedy zwyciężyła z córką. Lucy natychmiast przewróciła się na bok zamykając oczy.
- Chcę widzieć wróżki! - szepnęła i uśmiechnęła się ukazując rząd białych ząbków bez przednich siekaczy. Tak. Mleczaki opuszczały już dziewczynkę. Spojrzała jeszcze zafascynowana przez okno i ziewnęła. Po kilku minutach udało jej się zasnąć.  Layla uśmiechnęła się do siebie i całując dziewczynkę w czoło wyszła z jej pokoju gąsząc przy okazji świeczkę.
Idąc korytarzem uśmiech z jej łagodnej twarzy znikł. Zastąpił go grymas, a serce boleśnie ją zakuło. Podparła się ściany kaszląc głośno i próbując nabrać powietrza. Skuliła się i zasłoniła usta ręką. Ponownie mocno zakaszlała, ale tym razem poczuła tępy ból w klatce piersiowej. Gdy poczuła jak coś wycieka jej z pomiędzy palców powoli, drżąc, podniosła rękę przed oczy. A widząc na niej sporą ilość krwii zamarła. Od dłuższego czasu miała problemy z oddychaniem. Ale udawała zdrową dla męża i córki. Jednak jeśli choroba się rozwinęła będzie to trudniejsze. Nagle poczuła szorstkie dłonie na ramieniu. Przerażona odwróciła głowę patrząc na Macarova, który krzyczał do pokojówek by wezwali uzdrowiciela. Królowa chciała zaprzeczyć i powiedzieć, że wszystko jest dobrze, ale ponownie zakaszlała. Tak mocno, że nogi pod nią się ugięły, a ona upadła na kolana. Przez krew w płucach nie potrafiła oddychać.
- Layla! - usłyszała głos męża.
- Dlaczego tak krzyczycie? - spytała mała Lucy wychodząc z pokoju i przecierając oczka. Jedna ze strażniczek natychmiast ją zabrała z powrotem do pokoju. A Layla walczyła. Ale przegrała walkę. I odeszła zostawiając męża i córkę.


Data nieznana 

-Hej! Poczekaj! - blondynka właśnie biegła za dziewczynką z długimi niebieskimi włosami. - Chce się zaprzyjaźnić! - krzyczała, ale nic nie mogła zrobić. Miała dopiero 11 lat i była pewna, że bieganie nie będzie jej mocną stroną. Zapatrzona we włosy dziewczyny wirujące podczas biegu, nie zauważyła wystającego korzenia. Chwilę potem księżniczka leżała na ziemi z otartymi kolanami. Do oczy Lucy napłynęły łzy i już chciała zacząć płakać, kiedy przed nią ktoś rzucił drewnianą lalkę z żółtymi włosami z włóczki w czerwonej sukience.
- Jestem Juvia... - powiedziała nieśmiało niebiesko-włosa. Lucy podniosła wtedy głowę i dostrzegła dziewczynkę, którą goniła wcześniej.
- Nazywam się Lucy! - odparła księżniczka wstając i biorąc do ręki zabawkę. - Pobawmy się!
Obie dziewczynki na wspólnej zabawie spędziły niemal całe południe. Gdy zaczynało doskwierać im zmęczenie usiadły pod drzewem. Ku zdziwieniu Lucy Juvia wzięła większą gałązkę i bez problemu przełamała ją na dwie, mniejsze części.
- Pobawmy się w rycerzy! - zaproponowała wręczając przyjaciółce jeden patyk. Blondynka najpierw niepewnie go chwyciła. Pomachała gałązką kilka razy i przytaknęła uśmiechnięta.  I tak zaczęła się następna zabawa.
Nawet nie zorientowała się, że ktoś właśnie zauważył je z okna zamku i poszedł w ich stronę. Niespodziewanie świetną zabawę przerwał dziewczynką król Jude. Nic nie mówiąc złapał Lucy za rękę i zostawił oniemiałą Juvię samą z patykiem w dłoni.
- Tato zostaw mnie! - krzyczała i wyrywała się dziewczynka. Jednak jej prośby nie zostały wysłuchane. Ojciec zaciągnął ją do pokoju i wrzucił ją tam na łóżko.
- Jesteś księżniczką Lucy! - zagrzmiał. - Nie powinnaś zadawać się z kimś niższego stanu! A już na pewno nie powinnaś bawić się patykami w rycerzy! - król wiedział, że nie powinnien krzyczeć na córkę, która robiła to co miała w naturze. Nie potrafił się pogodzić z tym, że kiedyś ta sama osoba ma ryzykować swoje życie w wojnie, która ciążyła nad królestwem. Miał jednak nadzieję, że Styks nie wie o istnieniu Magnolii i innych mieszkańców drugiego świata. Odkąd zamknął jaskinię mur pozostał niewzruszony. Mimo to zdawał sobie sprawę, że w końcu ich istnienie wyjdzie na jaw. I nawet jeśli nie będzie to jutro, za rok czy za pięć lat, ale będzie i to niepokoiło Juda.
- Od jutra będziesz uczyła się jak ma zachowywać się dama. Nie zapomnij, że kiedyś będziesz musiała wyjść za mąż i zająć moje miejsce Lucy. - westchnął. - Nie zrozum mnie źle. Chcę dla ciebie jak najlepiej. Mama też by tego chciała. - pogłaskał ją po głowie. - Ta dziewczynka z ogrodu. Jest córką strażniczki twojej matki. Kiedyś będzie twoją strażniczką. - dodał. - Poczytaj książkę lub coś. Razem z Macarovem i strażnikami wyjeżdżam na kilka dni. Jutro przyjdzie do ciebie pani Strauss, będzie twoją nauczycielką.

Nieznana data


-Źle, źle, źle! - biało-włosa kobieta przeszła z gracją po pokoju obserwując jak Lucy któryś raz z kolei krzywo ukroila kawałeczek ciasta.
- Nie  umiem tego zrobić! - zrozpaczona blondynka upuściła z hukiem nóż i opadła na fotel łapiąc się za policzki. Zawsze tak robiła, gdy chciało jej się płakać. Nie ważne ile razy próbowała nie mogła zachowywać się jak prawdziwa dama, było to dla niej dziwnie sprzeczne. Jednak robiła to ze względu na ojca.
- Będziesz próbowała do skutku! - stanowczy głos nauczycielki wywołał dreszcz u dziewczynki.
-Pani Strauss! Pani Strauss! - do pomieszczenie dobiegł krzyk mężczyzny. Chwilę potem drzwi do komnaty otworzyły się z, a w progu stanął zdyszany dworzanin. - Tragedia! Istna tragedia! - nadal krzyczał łapiąc pomiędzy słowami łapczywie powietrze.
- Co się stało? - zapytała spokojnym i łagodnym głosem, zupełnie przeciwnym do tego, którym niedawno męczyła
księżniczkę.
- Król zachorował i prosił byś do niego przyszła! - podszedł do kobiety i lekko się ukłonił. - Teraz. - dodał. Pani Strauss natychmiast wyszła zostawiając zdezorientowaną Lucy. Dziewczynka nie była zbyt zorientowana co się dzieje. Wiedziała tylko, że jej tata zachorował. Tak samo jak zachorowała mama. Nagle zerwała się z miejsca. Nie chciała znowu kogoś stracić. Nie chciała przez to przechodzić. Podbiegła szybko do drzwi, ale nie udało się jej wyjść. W progu wpadła na Juvię i jej matkę.
- Naprawdę mi przykro Lucy, ale kazano mi cię pilnować. - powiedziała starsza kobieta stając w drzwiach i zamykając je. - Musisz tu zostać! - dodała stanowczym głosem. Posłusznie wycofała się w głąb pokoju i upadatana fotel modląc się w duchu o zdrowie dla ojca.

Nieznana data

Lucy opadła na tron swojej matki zmęczona, gdy ostatnia osoba prosząca o wizytę z władzą wyszła zadowolona z zamku. Macarov poklepał dziewczynkę po ramieniu pokrzepiająco.
- Dobrze sobie radzisz Lucy. - pochwalił ją. - Król dalej jest chory... I nawet pani Marvel nie potrafi mu pomóc. Musisz przygotować się na najgorsze. - westchnął do blondynki. - Myślę, że jesteś już na tyle duża, że to zrozumiesz. - kiwnęła głową i wstała z tronu.
- Dziękuję, że mi pomagasz. - spuściła głowę. - Wiem, że większość pracy i tak wykonujesz ty...
Tak bardzo chciała robić to co jej 12-letnie rówieśniczki. Bawić się lalkami i zbierać kwiaty. Gdy jej ojciec zachorował razem z Macarovem zaczęła rządzić królestwem. Myślała, że  jest to tylko tymczasowe, ale rządzi już parę miesięcy. Przynajmniej nie miała już lekcji z koszmarną Strauss, która czepiała się o każdy okruszek. Ale wiedziała, że jej ojciec nie wyzdrowieje. I gdyby miała wybierać pomiędzy rządzeniem królestwem, a mieć lekcje manier to wolałaby te okropne zajęcia.
- Jesteś dla mnie jak wnuczka Lucy. Nie zapominaj, że na mnie możesz liczyć. - uśmiechnął się do niej. - Chodź, przeczytać ci bajkę?
- Bajkę? Dziadku, mam 12 lat! - zaśmiała się. - Sama potrafię przeczytać książkę.
- Ale nie zrozumiesz treści ukrytej przez wróżki, beze mnie. - uśmiechnął się.



- A potem król umarł... - rzekł staruszek spoglądając na twarz blondynki, która teraz była czerwona i napuchnięta od płaczu. - Resztę już znasz. - zakończył, a wtedy Lucy zaniosła się gorzkim płaczem. Chcicała krzyczeć Dlaczego!? w stronę doradcy, ale wiedziała, że to nic nie zmieni.
- Tak się cieszę, że to usłyszałam.- jęknęła po kilku minutach ciszy i wtedy poczuła rękę doradcy na głowie.
- Nie przejmuj się dziecko. - zmierzwił jej włosy. - To było. A w życiu człowieka powinna liczyć się przyszłość. Pamiętaj o tym! - pocałował ją w czoło, a wtedy księżniczka się uspokoiła.
- Dziękuję. - chciała dodać coś jeszcze, ale w tym momencie do sali weszło dwóch żołnierzy Styks. Nie wyglądali jakby mieli nieśc z sobą dobre wieści. Bez słowa wtargnęli do celi księżniczki i doradcy i odciągnęli blondynkę od starca wyprowadzając ją.
- Lucy! - wszyscy jednocześnie krzyknęli jej imię. Zawołał Macarov i Bisca,Laxus i Freed. Wszyscy...
- Zostawcie ją! - Laxus chwycił się krat i wrzasnął. Lucy miała wrażenie, że zaraz z wściekłości złamie stalowe pręty, ale to było niemożliwe. Słyszała, jak Magnolijczycy krzyczą, żeby zostawili ich księżniczkę. Te krzyki dodawały jej otuchy i dawały jej poczucie bezpieczeństwa. Jednak jak złudne ono było. W kraju Styks coś takiego jak bezpieczeństwo nie istnieje. A najgorsze było to, że jej mama i tata chcieli ją odwieść od tego wszystkiego. Do tego jeśli teraz zginie znowu się odrodzi. I nie będzie niczego pamiętać. Sama ta myśl sprawiała, że chciała głośno krzyczeć ze smutku. Zapomni o Mirajane i Erzie, o biednej Levy, która chciała ją powstrzymać i została zamknięta w szafie i o Gajeel'u, o Wendy, Juvii i Gray'u. A także o Natsu. Tak bardzo nie chciała o nim zapominać.
Lucy nawet się nie zorientowała gdy została wyprowadzona na dwór zamkowy. Strażnicy popchnęli ją na ziemię zdzierając jej kolana i przywiązali łańcuchem do dużego prętu wbitego w ziemię. Czuła się jak na arenie przez to, że Styks siedziała na podwyższeniu w drogiej, szkarłatnej sukni, a wokół niej były trybuny wypełnione ludźmi. Szkoda tylko, że zła królowa nie widziała żalu poddanych. Wiele osób posyłało księżniczce współczujące spojrzenia. Inni patrzyli w dół od czasu do czasu upominani przez strażników.
- Znowu ten dzień nadszedł! - Styks wstała z tronu, a jej suknia zafalowała. - Po raz kolejny Lumienca zostaje pokonana! - kobieta zaczęła powoli podchodzić do dziewczyny, a gdy znalazła się wystarczająco blisko chwyciła ją za włosy. - Patrzcie! Oto ona! - krzyknęła do tłumu. - Nie potrafiłaś obronić swojego kraju Lu-cy. - syknęła w jej stronę. - Nie potrafiłaś obronić elfów i smoka... Nie potrafiłaś nawet obronić najbliższych. Już dawno byś nie żyła, ale na życzenie Sombry zostałaś przy życiu. Chcemy się z tobą zabawić! - szarpnęła nią mocniej. - Będziesz umierać powoli tuż po zobaczeniu śmierci swoich przyjaciół, poddanych i tych głupich elfów. - zaszydziła i puściła włosy Lucy. - Gloria! Scena należy do ciebie! - krzyknęła dumnie do demona stojącego w cieniu.
- Znów się spotykamy księżniczko upadłego królestwa. - zaśmiała się kobieta. - Jak to jest stracić wszystko? W końcu będę mogła ci się odpłacić za zniszczenie Aspekty. - warknęła. Odskoczyła od dziewczyny i stanęła trochę dalej. Machnęła ręką tworząc koło, a w nim kolejne i kolejne, z których zaczęły wyłaniać się dziwne dłonie.
- Na mocy prawa nadanego mi przez władcę demonów i jego siedmiu córek. W imię Pychy,Gniewu, Zawiści, Obżartswa, Pożądania, Chciwości i Lenistwa  zabieram ci duszę i oddaję ją w ofierzę dla nich. - wykrzyczała, a ręce demonów pomknęły wprost w stronę wystraszonej dziewczyny wyszarpując z niej jej duszę wraz z mocą.


________________________
Jak wam się podobał ten rozdział?
Wspomnienia Lucy...

Jak myślicie czy ja i Luna byłybyśmy na tyle złe, 
żeby zrobić coś Lucy już teraz..? (;>)

A także życzymy wam Wesołego Jajka i (dla dziewczyn) mokrego dyngusa! :D

Proszę o wyrażanie opinii w komentarzach!
Nie musicie rozpisywać, wystarczy kilka słów, a napełniają one nas motywacją.

niedziela, 20 marca 2016

Rozdział 31 - Przebudzenie

Rozdział 31 

 Nawet się nie spostrzegła, gdy była przy zamku Styks. Od razu przypomniała sobi ostatnią wizytę w progach złej królowej. Z przemyśleń wyrwał ją dopiero Happy, który właśnie wylądował na zamkowym korytarzu. Poklepała go po plecach i zeszła z jego grzbietu. Rozejrzała się szukając ewentualnych wrogów. Jednak nikogo nie było. Korytarz był pusty.
- Eh... - westchnęła i spojrzała na zwierzę. - Słuchaj Happy schowaj się w lesie. Gdy cię zawołam przyleć tutaj, dobrze? Tylko nie rzucaj się w oczy. - pocałowała go w czubek niebieskiej główki i odwróciła się zamierzając odbiec. Została zatrzymana przez gryfa, który desperacko ugryzł za jej but chcąc odciągnąć od niebezpieczeństwa. 
- Wybacz mi Happy. - zasmuciła się wyrywając zwierzęciu. 
Szła ostrożnie i powoli. Nie chciała natrafić na strażników. Rozglądała się dookoła chcąc jak najprędzej znaleźć kryształ i stąd odejść. Nie zmieniło się tu wiele od ostatniej wizyty. Kręciła się tak przez jakiś czas omijając żołnierzy. Ale Lucy zaczynała wątpić już w to, że jest tam klucz. Levy miała rację. Blondynka nie powinna tu przychodzić. I gdy księżniczka już miała udać się do wyjścia usłyszała dźwięk dzwoneczków. Delikatny odgłos sprawił, że zatrzymała się gwałtownie. Dostrzegła jeszcze kawałek znikającej za zakrętem białej sukni, a dzwonki zaczęły się oddalać. Lucy uważnie przebiegła przez korytarz i podążyła za kobietą. Skręciła i zgubiła biały materiał. Wtedy znów usłyszała dzwoneczki, które doprowadziły ją chyba do jakiejś wieży. Szła cicho, ale szybko się zorientowała, że w tym skrzydle zamku nie ma ani jednego strażnika. Była tym bardzo zdziwiona. Gdy blondynka była jeszcze księżniczką, każde pomieszczenie w zamku miało swoją straż. 
- Tutaj. - szepnął delikatny głos. Lucy przęłknęła ślinę. Nie było tu okien, którymi mogłaby uciec. Sytuacja zaczęła robić się niepokojąca. Kim była ta kobieta, która ją tu przyprowadziła? Blondynka weszła do dużej komnaty. Było w niej strasznie zimno, a ziemia w niektórych miejscach była pokryta lodem. Właściwie szron tworzył ścieżkę. Po paru chwilach podążania za nią Lucy dostrzegła coś dziwnego. Serce skoczyło jej do gardła gdy zobaczyła przed sobą twarz, połowicznie spaloną, teraz pokrytą blizną i maską z rogami. W czarnej, obsydianowej zbroi i z krwawym mieczem w dłoni przed księżniczką stał on. 
- L-Lord... Sombra. - jęknęła cofając się do tyłu gwałtownie. Jej stopa objechała na lodzie powodując upadek. Jednak szybko się pozbierała jak najbardziej odsuwając się od człowieka. Po chwili strachu uspokoiła oddech widząc, że mężczyzna jest zamknięty w lodzie. Po obu stronach lodowej powłoki stały duże pompy, w których migały światła. Lucy widziała coś takiego pierwszy raz. I wtedy dostrzegła coś czego szukała. Nie zwracając już nawet uwagi na zamarzniętego mężczyzna wpatrywała się na jego szyję, na której pokryty lodowym szronem wisiał srebrny, lśniący kamień. Pozbywajac się wszelkich obaw blondynka małymi kroczkami zbliżała się do Lorda Sombry. Im była bliżej tym bardzej zatracała się w pięknie klucza. 

Wspaniały...

Przeszło jej przez myśl. Wyciągnęła dłoń w kierunku klucza ulegając pokusie. Jej opuszki palców delikatnie przejechały po zimnej powierzchni kamienia. Wtedy stało się coś czego nie mogła się spodziewać... Serce podeszło jej do gardła, gdy dłoń Lorda Sombry z prędkością światła, mimo skucia w lodzie wylądowała na ręce Lucy. 
-Gya! -  krzyknęła  szybko odskując od wroga. Uśmiechnęła się w duchu czując w dłoni minerał i nie zastanawiając się długo schowała klucz do kieszeni. Zdobyła klucz. Zdobyła klucz, ale z jakim skutkiem!? 
Właśnie teraz stała twarzą w twarz z osobą, która spokojnie mogła być bratem samego diabła.
Lucy zasłoniła się rękami gdy lód, w którym był Sombra pękł i rozkruszył się. Mężczyzna stał przed przerażoną księżniczką patrząc na swoją rękę i zaciskając ją jakby sprawdzając czy na pewno żyje. Gdy upewnił się, że to co się teraz dzieje jest prawdą spojrzał przepełnionymi szaleństwa oczami na blondynkę, która teraz kuląc się opierała się o ścianę. Oczy, dłonie i nogi Sombry okalała czarna mgła podobna do dymu smoka. Podszedł do dziewczyny i dotknął jej policzek. 
- Czy wiesz co zrobiłaś? - spytał delikatnie głaszcząc przestraszoną dziewczynę. Nieoczekiwanie zjechał z twarzy na szyję i chwycił ją w żelaznym uścisku podnosząc do góry. Nie pomogło Lucy nawet szamotanie i wyrywanie się. - Sprowadziłaś na obywateli, królestwo, kraj i na siebie i tego głupiego smoka zagładę głupia dziewko. - jego głos był dumny, pełen powagi i spokoju, oraz tej cholernej pewności siebie. Blondynka chciała nabrać powietrza, ale nie mogła. Dłoń Sombry zaciskała się na jej tchawicy uniemożliwiając oddychanie. - Dzięki tobie ja... Będę rządzić królestwem. Każde żywe stworzenie przeklnie ciebie i smoka, że się narodziło. Bo nie dacie rady mnie obalić. - zaśmiał się donośnie. - I pomyśleć, że MOGŁAŚ ich ocalić nie dotykając mnie. Ale ciekawość sprowadziła na ciebie klęskę! Nie wiedziałaś, że ty dajesz życie, a nie je odbierasz? - puścił ledwo przytomną Lucy, która bezwładnie osunęła się po ścianie kaszląc. - Ale nie martw się. Tobą zajmę się szczególnie. Będziesz miała miejsce w pierwszym rzędzie podczas zbiorowej egzekucji Lumienco.
- Sombra! - do pomieszczenia wpadła zdyszana Styks. Jej twarz była cała czerwona co widocznie pokazywało, że naprawdę przebiegłą spory kawał. Oczy królowej chwilowo zaszły łzami co zbiło z tropu Lucy. Blondynka odsunęła się pod ścianę, korzystając z chwili, w której Lord i Styks wpatrywali się w siebie. W pewnym momencie kobieta rzuciła się ponownie do biegu chcąc jak najprędzej znaleźć się przy ukochanym bracie. Bedąc już na wyciągniecie dłoni rozłożyła ręce, ale nieoczekiwanie Sombra odepchnął siostrę. Księżniczka przyglądała się temu z zapartym oddechem, w tym momencie nie miała ani siły, ani odwagi by ruszyć się z miejsca i uciec.
Przez chwilę zła królowa patrzyła zdezorientowana na brata, ale po chwili otrząsnęła się i widząc Lucy w pokoju uśmiechnęła się podle. Podeszła do dziewczyny i przyjrzała jej się uważnie.
- Że też cię nie poznałam Lumienco. - ręką chwyciła jej policzki. - Nie przyglądałam się tobie zbyt uważnie. Ale teraz... Widząc twoje oczy z bliska niemożliwa jest pomyłka. - zaświergotała. - A więc teraz odrodziłaś się jako księżniczka. Jakie tu masz imię? Ostatnio nazywałaś się chyba Mine, albo Numi... No tak. - przypomniała sobie dzień, w którym blondynka pierwszy raz przyszła do jej zamku. - LUmienCY. Lucy. - odepchnęła ją. - Mogę jedynie przeklinać to, że cię nie rozpoznałam. Ale cóż... Moja pamięć zawodzi coraz bardziej bracie. 10 lat temu zauważyłam, że z mojego liczącego tysiące lat życia ulatują wspomnienia. - warknęła. - Ale dalej pamiętam twoją śmierć w bitwie o Crocus. - odwróciła się do niej plecami. - Miałaś męża i kochających ludzi dookoła. A ja ci to odebrałam. I mimo, że to było setki lat temu... Ja dalej pamiętam jak ocalałe elfy pochylały się nad tobą i błagały. Błagały byś ożyła i ich uratowała. - jej śmiech odbił się echem. - A wiesz co mi powiedziały przed swoją śmiercią? Że wrócą Lumienco, wrócą i się zemszczą. Ale po wytępieniu tych pieprzonych stworzeń i ciebie był spokój. Myślałam, że w końcu zdechłaś na dobre, ale znowu cholera znowu się odrodziłaś! - wrzasnęła. - Ile razy można zabijać tę samą głupią księżniczkę?! - krzyknęła. 
- Uspokój się siostro. - Styks umilknęła. - Mamy dużo do zrobienia i omówienia. Musisz mi wyjaśnić wszystko co mnie ominęło po wojnie z Brillo i Lumiencą. - kobieta przytaknęła i spojrzała na niego czarująco, po czym przeniosła wzrok na sparaliżowaną ze strachu blondynkę.
- Zabrać ją. - powiedziała cicho, a dwóch strażników, którzy stali za drzwiami weszło do środka i chwyciło Lucy za ramiona.
Blondynka nadal pogrążona w myślach był zbyt zajęta by dostrzecniebieskiego gryfa, który przyglądał się jej, gdy była prowadzona przez żołnierzy królowej. Happy nie wiedział co w tej sytuacji zrobić. W pewnym momencie chciał nawet zaatakować, ale szybko zrozumiał, że nie mogło to się skończyc dobrze. Jedynym wyjściem dla niego była ucieczka i sprowadzenie pomocy. Szybko poderwał się w przestworza. W czasie kiedy Happy leciał w stronę Elfiej Przystani, Lucy właśnie została wtrącona do lochu. Było tam zimno i ciemno, ale wystarczająco jasno by dostrzec jak koszmarne jest to miejsce. Ściany zbudowane z popielatej kruszącej się ciegły, pokrytej mchem i wzmocnionej czarami Styks. Blondynka oparła się plecami o ścianę i ześlizgnęła się po niej siadając. Przyciągnęła kolana do brzuchu i położyła na nich czoło.
- Co ja zrobiłam...? - szepnęła do siebie odtwarzając w myślach Levy, która usilnie próbowała ją powstrzymać, a którą wrzuciła i zamknęłą w szafie.
- Nie możesz się obwiniać Lucy. - podnisoła gwałtownie głowę słysząc męski głos. Nie była tutaj sama. I ten ktoś znał jej imię. Powoli wstała mrużąc oczy i próbując dostrzec rozmazaną postać po drugiej stronie celi.
- Macarov! - nagle zapomniała w jakiej jest sytuacji i szczęśliwa przytuliła się mocno do staruszka. Mężczyzna objął ją też klepiąc po plecach i hamując łzy cisnące się do oczu. Strasznie za sobą tęsknili. A gdy Lumiency zrozumiała dlaczego przytula się do doradcy przypominało jej się wszystko. Zrozpaczona zaczęła głośno płakać przepraszając Macarov'a za to co zrobiła. 
- Nie płacz już Lucy. - otarł jej łzy uśmiechając się smutno. - Żaden Magnolijczyk jeszcze nie umarł. - kłamał. Blondynka wiedziała, że kłamał, ale chciała wierzyć w słowa opiekuna. Do krat naprzeciwko podeszła Bisca z mężem i córką w ramionach. A obok celi Lucy i Macarova znajdowała się cela Laxusa i Freed'a. A z drugiej strony był Elfman. Wszyscy z ulgą patrzyli na księżniczkę. Myśleli bowiem, że ona ich ocali. Jednak ona również była więźniem.
Powoli jeździec patrzyła na każdego z nich wzrok zatrzymała na biednej Bisce. Czy ona nie dostrzegła, że Asuka nie żyje? Ciało dziewczynki było blade, sztywne i nie ruszało się. Lucy miała ochotę wrzeszczeć. Chciała temu zapobiec, a sama była przyczyną. 
- Nie płacz księżniczko. Wróżki nie chciałyby, żebyś płakała, ani król, ani królowa. - pogłaskał ją po blond-włosach. 
- Wróżki nie istnieją. - warknęła pociągając nosem. 
- Istnieją. Tak samo jak jednorożce lub gryfy. - księżniczka spojrzała na niego zdziwiona. - I jak smoki. Widzisz dziecko... Twoje życie jest trochę kłamstwem. - coś boleśnie ukuło ją w serce. - Bo wszyscy kłamali by cię chronić. Od dnia, w którym do zamku przyniósł cię jednorożec, wiedzieliśmy... że jesteś wyjątkowa. 

______________________

Witamy po krótkiej przerwie!
I tak! To już III saga!

Już III saga przygód naszych ukochanych bohaterów!
W czasie dwu tygodniowej przerwy udało nam się z Luną napisać trochę rozdziałów. 
Zapraszamy również na naszego facebook'a by zawsze wiedzieć kiedy został dodany rozdział, a także, żeby mieć dostęp do fragmentów przedpremierowych rozdziałów!

Dziękujemy za wszystkie opinie wyrażone w komentarzach! 
Wiele to dla nas znaczy, a także motywuje do dalszej pracy!
Dla was to tylko kilka słów, dla nas olbrzymia motywacja. 
Szablon wykonała Domi L