wtorek, 16 grudnia 2014

One-shot - Powrót Anioła

Powrót anioła

One-shot


Nastał kolejny zimowy poranek. Śnieg iskrzył się w promieniach wschodzącego słońca.Piękna blondynka, o brązowych oczach i wiśniowych ustach właśnie przeciągała się na łóżku. 
- Kolejny smutny dzień nie odwzajemnionej miłości - westchneła. Zeszła z łóżka i kierowała się powolnym krokiem do łazienki ówcześnie biorąc ubrania. 
Z jej szczupłej figury spadły już spodnie i bluzka od piżamy. Weszła do wanny i zanurzyła ciało w gorącej wręcz wrzącej wodzie. Uśmiechneła się sama do siebie czując przyjemne mrowienie w okolicach kręgosłupa. Oparła głowę o brzeg wanny i spojrzała na sufit wdychając różany olejek. Kolejne westchnięcie. Tak dawno już nie widziała swojej gildii. Wesołej Levy z Gajeelem, upijającej się Cany, serdecznej i miłej Mirajanne, lekko irytującej, ale uroczej Lisanny i kochającego swoje "dzieci" nad życie mistrza Macrova. Ale najbardziej tęskniła za jej drużyną za Erzą która uspokajała chłopaków, za Gray'em który znowu zgubi ubrania i za nim... Za tym synem Ognistego Smoka. 
- Nienawidzę cie, aż tak bardzo... Że cie chyba kocham - chwyciła gąbkę i delikatnie umyła nią nogi. Doskonale pamiętała dzień jej zniknięcia. Widziała ich zrozpaczone twarze, ich cierpienie i ten ból po jej stracie. 
Cholernie za nimi tęskniła.
Ten ból rozdzierał jej serce. W natłoku myśli aż złapała się za lewy bok. Odczuła zimną ciecz dookoła jej ciała.
- Wyhłodłaś.. - mrukneła i wyszła z zimnej już wody. Otuliła się białym ręcznikiem z frędzlami. Mimo że ręcznik był stary przypominał jej grzywkę Mirajanne. Prychneła i ubrała się w granatową sukienkę do ud i zapieła kokardę na włosach. Przyjrzała się sobie w lustrze.
- Gdybyś się uśmiechneła wyglądałabyś jeszcze lepiej - usłyszała za sobą dobrze znany głos.
- Wiesz że dla mnie uśmiech to duży i prawie niemożliwy wyczyn Loki. - odwróciła się.
- Wiesz jaki dzisiaj dzień ? - spytał podchodząc bliżej i łapiąc ją za policzki.
- Wtorek..
- Dzisiaj mijają równo trzy lata od twojego zniknięcia. - zabrał ręce i podszedł do okna.
- Wiesz dobrze że oni mnie nienawidzą...- spuściła głowę i chwyciła się za ramiona.
- DOSYĆ !! - krzyknął. Lucy aż się wzdrygneła. Nigdy na nią nie krzyczał, zawsze próbował ją uwieść..- Oni za tobą tęsknią, kochają cie i mimo tych wszystkich lat... Cierpią z powodu twojej nieobecności. - złagodniał.
- Co masz na myśli ? - jej oczy zaczęły się szklić.
- Powinnaś wrócić. - powiedział prosto z mostu.
- Ale.. - chciała zaprzeczyć.
- Nie ma "ale" ! Jeszcze dzisiaj tam wracasz !! 
- Nie.. - szepneła - Nie wrócę tam !!
- To cie niszczy, ich brak... Chcemy ci pomóc, ale jeśli nam nie pozwolisz to nic nie będziemy mogli zrobić - przytulił ją.
- Dziękuje Loki.. - załkała i mocniej przytuliła się do niego.
- Do usług Lucy... - szepnął i zaciągnął się zapachem róż w pokoju.


Usiadła na łóżku i dokładnie sprawdziła bagaże. 
- Wygląda na to że wszystko już spakowałam... - szepneła sama do siebie i spojrzała na kalendarz. 24 grudzień...  - Nie mam prezentów... - szepneła.
- Księżniczko... - w pokoju nagle znalazła się Virgo.
- Virgo ? A co ty tu robisz ? - zdziwiła się na jej widok blondynka.
- Pomyślałam że może ci się to przydać.-podała jej szczelnie zapakowaną paczkę.
- Co to ? - Lucy zaczeła otwierać i rozdzierać papier, ale powstrzymała ją ręka Virgo.
- My Gwiezdne Duchy prosimy cię byś założyła to gdy wrócisz do domu. - szepneła i zniknęła w złotym pyle.
- Dobrze... - powiedziała sama do siebie i uśmiechneła się. Nagle sobie o czymś przypomniała. Pobiegła do kuchni i otworzyła szafkę na jej środku leżała koperta.
- Przyda mi się to... - mrukneła i spakowała to do plecaka. Chwyciła bagaż i założyła torbę. 
- To będzie dłuuuuuga podróż... - jękneła na samą myśl tego że musi przejechać cały kraj. Przemierzała właśnie ulicę gdy zauważyła piękną wystawę w sklepie jej przyjaciółki. Weszła do sklepu co oznajmiło tradycyjne dzwonienie dzwonków.
- W czym mogę po~ - do Lucy podeszła 25 letnia kobieta z rudymi oczyma i mysimi włosami. Kiedy zobaczyła blondynkę z bagażem jej mina momentalnie zrzędła,a jej oczy przyozdobiło zaskoczenie. 
- L-Lucy ? A ty gdzie się wybierasz na Święta ? - zdziwiła się. Teoretycznie miała mieć dzisiaj wlolne, ale nie miała nic do roboty więc przyszła.
- Aster-chan... Przepraszam, ale wracam do Magnolii... - szepneła i padła szlochającej dziewczynie w ramiona.
- Nie płacz...- jękneła gładząc jej włosy. Kobieta uspokoiła się i uśmiechneła.
- Wiedziałam że ten dzień kiedyś nastąpi, ale miałam szczerą nadzieje że jednak to będzie za kilkanaście lat.. - szepneła - Niech zgadnę ? Potrzebujesz prezentów ? 
-  Jak ty dobrze mnie znasz... - westchneła blondynka. To właśnie Aster pomogła jej i to dzięki niej Lucy może teraz sobie pozwolić na wydanie większej kwoty i nic się nie martwić. 
- Mam coś co chciałam ci dać ... Możesz to podarować gildii i jej członkom.- odpowiedziała i poszła na zaplecze sklepu. Po kilku minutach wróciła i pokazała jej złoty naszyjnik z insygniem godła Fairy Tail.
- To piękne.. - spojrzała na zawieszkę. Aster zapieła jej naszyjnik na szyi. - W tym pudełku jest 20 naszyjników i jeden dla wyjątkowej osoby. Daj go jej,a wtedy będziesz wiedziała co czuje. - uśmiechneła się. Heartafilla uściskała jeszcze raz Aster i pożegnała się z nią.
- Czyli prezenty załatwione... Teraz tylko wrócić do gildii... - uśmiechneła się smutno. W dalszym ciągu nie była przekonana do powrotu. Bała się. A co jeżeli ją zaatakują ? Albo wyśmieją ? Nie... Jeszcze bardziej się dobijała. Wypuściła powietrze, które natychmiast zmieniło się w biała mgłę. Nawet się nie obejrzała, a już stała przed pociągiem. Otuliła się szczelniej szalikiem i weszła do pociągu. Znalazła wolny przedział i usiadła opierając się o szybę. 
- Można wejść ? - zapytała dziewczyna no oko w wieku Lucy z dzieckiem.
- Proszę.. - uśmiechneła się serdecznie.
- Nazywam się Mel,a to Artur Okazaki... - przedstawiła się dziewczyna. 
- Ja nazywam się Lucy... Lucy Heartfilla .. - odparła patrząc na chłopczyka, który widoczne się jej bał.
- Lucy.. Lucy Haertfilla ?!?! - zdziwła się - To ty jesteś tą dziewczyną, która uratowała całe Fiore ?!? Tą z Fairy Tail ?!? - pisneła.
- Ciszej ! - uciszyła ją.
- Ale.. pani Lucy jakim cudem pani żyje ? Podobno umarła pani... - tu ściszyła głos. 
- Jak widać żyje... - zaśmiała się i zmierzwiła chłopcu grzywkę. - Nie bój się mnie. Dzisiaj są Święta. Mam coś dla ciebie. - mina chłopczyka zmieniła się diametralnie. - Jesteś magiem ? 
- Tak proszę pani. Jestem magiem morza. - odparł i przyglądał się złocistemu naszyjnikowi, który mu podarowałam. 
- Obiecaj mi coś Arturze...
- Tak proszę pani? - przeniósł swoje czarne jak wiśnie oczy na mnie.
- Jak trochę urośniesz do dołącz do Fairy Tail, dobrze ? - uśmiechneła się.
- Obiecuje !! - uściskał blondynkę.
- A ty Mel jesteś magiem ? - zapytałam dziewczynę która ze zdziwieniem patrzyła na tulącego się do mnie chłopca.- Mel ?
- Ah ! Nie, ja nie jestem magiem.. Przepraszam. Ale było to dziwne bo Artur nie jest raczej rozmownym dzieckiem i nie ufa nowo poznanym. - wyjaśniła.
- To twój syn ? - zapytałam na co ona wybuchła śmiechem.
- Hahah... Ludzie często o to pytają. Artur to nie mój syn... Nasza mama umarła, a tata to alkoholik. Uciekliśmy z domu... - posmutniała. Dopiero teraz Lucy zobaczyła że dziewczyna jak i chłopczyk mają zniszczone i brudne ubrania. Zastanowiła się przez chwilkę po czym sięgnęła do plecaka i wyciągnęła połowę swojego dobytku. Podała zdziwionej dziewczynie woreczek i zacisneła jej go w dłoni. Po czym ściągnęła drogi płaszcz i nałożyła go na ramiona chłopca.
- Co pani robi ? - zdziwiła się.
- Też kiedyś uciekłam z domu i wiem jak jest trudno samemu żyć. - wyjaśniła i wyciągnęła z plecaka kawałek ciasta. 
- A-Ale proszę pani !! My nie możemy tego przyjąć ! - próbowała protestować jednak gdy zobaczyła gromkie spojrzenie blondynki zamilkła. 
- Wprawdzie jest dopiero 8.00 rano.. Ale może chcecie zjeść ze mną kolacje wigilijną ? - zapytała podając im po kawałku ciasta. - dziewczyna niepewnie przyjęła jedzenie. 
- Dziękuje... Naprawdę pani dziękuje z całego serca !! - rozkleiła się i przytuliła do blondynki. 
- Nie ma za co ..- oddała uścisk. 
- Pyszne .. - chłopiec oblizał twarz z okruszków na co nastolatki zaśmiały się. Przez całą drogę rozmowa ciągnęła się,aż Lucy nie musiała wysiąść z pociągu. Pożegnała się z rodzeństwem i spojrzała na zegar. Była już godzina 16.30... Westchneła i poszła przed siebie na kolejną stacje. 

Przemierzała ulice na których bawiły się dzieci. Nagle zobaczyła dwie smutne dziewczynki. Podeszła do nich i uklękneła.
- Coś się stało ? - spytała niebieskowłosą dziewczynkę.
- Kim jesteś ? - odparła tuląc się do bliźniaczki.
- Nazywam się Lucy, a wy ? - odpowiedziała i spojrzała na trzęsącą się z zimna dziewczynkę. Jej samej było zimno, ale zdjęła szalik i owineła nim dziewczynkę. Następnie zdjęła czapkę i nałożyła ją na główkę drugiej.
- Ja nazywam się Rossaline, a to Venecia... - odpowiedziała. - Dlaczego nam pani pomaga ? - dopytała Rossaline.
- Bo lubię pomagać. - Usiadła na zamarzniętej ławce i popatrzyła wyczekująco na dziewczynki. - Co się stało ? 
- N-No bo.. - zachlipała Venecia. - Nasza mama i tata nie żyją. Byli..oni magami - kichneła - tamci chłopcy ukradli mi bransoletki dzięki którym posługiwałam się magią zwierząt. - rozpłakała się i bardziej wtuliła się w szalik.
- Tamci ? - Lucy zmarszczyła brwi. 
- Tak - przytakneła Rossaline.
- Zaraz Wracam.. - mrukneła i poczęła iść w stronę grupki nastolatków.
- Hej wy ! - warkneła.
- Czego chcesz ? - mruknął 14 letni chłopak.
- Oddajcie tym dziewczynką ich bransoletki. - rozkazała.
- Nie mam mowy... - zaśmiał się chłopak - Chociaż.. Może jak dasz się namówić na małe bara-bara... 
- Jak śmiesz smarkaczu ?! - sykneła. Chwyciła jeden z kluczy i przyzwała Taurusa. 
- Muuuu ! Jak zawsze masz piękne ciałko panienki Lucy !! - zamuczał.
- Co to jest ?!?! - przeraził się chłopak, a reszta jego przyjaciół uciekła.
- Oddasz po dobroci czy mam użyć siły ?
- Bierz je i mnie oszczędź !! - rzucił pięć bransoletek w jej stronę i odbiegł pełen strachu.
- Dzięki Taurus możesz odejść.. - odesłała go do świata Gwiezdnych Duchów i wróciła do dziewczynek.
- Proszę - podała jej bransoletki. - Czyli jesteście magami, tak ? 
- Tak - odpowiedziały niemal równocześnie. Lucy wyciągnęła dwa naszyjniki i założyła je na szyje dziewczynek. 
- Dlaczego pani nam to dała ?
- Obiecujecie mi coś ? - uśmiechneła się. - Jak trochę urośniecie dołączcie do Fairy Tail. 
- Obiecujemy ! - uśmiechneły się
- Rossa ! Venecia ! - usłyszały donośny głos.
- To nasza ciocia my pójdziemy ! Dziękujemy pani ! - pocałowały ją w policzki i odbiegły do niskiej kobiety.
- Pora ruszać dalej.. Mam jeszcze przed sobą 3 godziny drogi.. - westchneła i odeszła w stronę stacji.


- PRZYSTANEK MAGNOLIA ! - do uszu śpiącej i lekko zziębniętej dziewczyny dostał się głos konduktora. Dziewczyna ziewneła po czym wyszła lekko zaspana z przedziału. Przetarła ramiona dłońmi na których znajdowały się skórzane rękawiczki i skierowała się do swojego mieszkania. Wzięła klucz który został jej przekazany przez Virgo i list który okazał się testamentem starszej pani. Weszła do środka,a w powietrze uniosły się kłęby kurzu. Zakaszlała i od razu pobiegła otworzyć okno. Spojrzała na zegar, który o dziwo chodził prawidłowo. 
- Za dziesięć dwudziesta .. - mrukneła. Dobrze pamiętała że Wigilia w gildii zaczynała się o 21.00 więc miała jeszcze trochę czasu. Spieła włosy w koka i szybko poszła po szmatkę. Zaczeła ścierać kurze z mebli, a następnie poszła po odkurzacz. W połowie sprzątania zauważyła że jest już 20.40 więc przyzwała Virgo i Aries, które zgodziły się pomóc. Na szczęście udało się i Lucy już miała wychodzić gdy..
- Księżniczko .. 
- Virgo czy coś nie tak ? - spytała widząc wyraz twarzy Virgo.
- Obiecałaś otworzyć prezent który ci dały Gwiezdne Duchy. 
- Masz racje... Całkowicie o tym zapomniałam. Dziewczyna podbiegła do pokoju i zabrała pakunek po czym przyniosła go do salonu. Rozdarła papier po czym zasłoniła zdziwiona usta rękoma. Piękna biała sukienka sięgająca kostek i utkana jakby z płatków śniegu peleryna. 
- Jest piękna .. - uśmiechneła się Lucy. Virgo szybko pomogła jej się w to ubrać po czym zniknęła w złotym pyle. Lucy wyszła z domu i chciała iść do gildi gdy coś ją zatrzymało. 
- Panienko Lucy ? - zobaczyła przed sobą wesołą twarz Mel i Artura. 
- Mel, Artur ? Co tu robicie ? - zdziwiła się. 
- Chcieliśmy iść do Fairy Tail.. - wyjaśnił chłopiec pokazując naszyjnik. 
- Chodźmy więc... - uśmiechneła się i razem ruszyli w stronę gildii. Stanęli przed gildią i Lucy niepewnie ujęła gałkę w dłoń po czym otworzyła nią duże drewniane drzwi. Ku jej zaskoczeniu gildia była pusta. 
- Gdzie ich wywiało ? - zdziwiła się. Nagle ją olśniło czy oni mogli być..? 
- Zaczekajmy tu.. - rozkazał Artur. 
- C..co ? - zdziwiła się na słowa malca. 
- Oni na pewno przyjdą.. - wytłumaczył. Lucy kiwneła tylko głową i usiadła na środku baru. Wyglądała jak prawdziwy anioł, a naszyjnik ze znakiem gildyjnym z jej szyi dodawał jej tylko uroku. Uśmiechneła się gdy usłyszała kroki i odgłosy przyjaciół. Drzwi do gildii się otworzyły, a oczy członków gildii skierowały się na postać anielskiej blondynki.
- Niemożliwe.. - stłumiony szept radości i zdziwienia wydobył się z krtani Natsu.

_____________________

Pierwszy one-shot na tym blogu jest napisany przez Coco-chan x3.
Rozdział I serii I pojawi się wkrótce. ( Jest wiele rzeczy organizacyjnych i mamy w planie je zrobić )
Etto... Jest już dostępna zakładka "bohaterowie".
Dziękuje :*

8 komentarzy:

  1. Zajebiste!!!!
    Będzie druga część...?
    Jeżeli tak to czekam~~
    Wenki!!!
    Nashi~~

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajowskie. Oczekuję na drugą część
    Rise~~

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny one-shot. Bardzo mi się podobał. Mam wielką nadzieję, że pojawi się jego kontynuacja.
    Życzę wenki. Do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie to było..zajebiaszcze! Rozwalił mnie moment z bara-bara xd
    Fried-mówiłem,że to zbok.
    Zamknij się psycholu,sprzedający lizaki za pięć groszy! Szkoda,że nie ma kontynuacji..chyba że będzie,a ja jej nie zauważyłam.Idę dalej!Bye!

    OdpowiedzUsuń
  5. Będzie druga część proszę *.*

    OdpowiedzUsuń
  6. Będzie druga część proszę *.*

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Domi L