niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 24 - Odeszła...

Rozdział 24


Wrzaski i siarczyste przekleństwa od samego rana utrudniały elfom życie. Matki przechodząc obok domu jeźdźca zatykały dzieciom uszy i kręcąc głową z niezadowoleniem odchodziły.
- Natsu uspokój się! - Erza uderzyła go w tył głowy. - Lucy znalazła sobie chłopaka i co w tym złego?
Mag ognia przestał krzyczeć i stanął do przyjaciół plecami. Właśnie? Dlaczego to mu przeszkadza? Lucy jest przecież wolnym człowiekiem, do tego księżniczką.
- Ma prawo do miłości i może kochać każdego..ale...nie go... - westchnął. - Po prostu mam złe przeczucia jasne?
- A ja tam myślę, że ktoś jest ZA-ZDRO-SNY. - zaświergotała Juvia.
Natsu nie odpowiedział. Zbyt dobrze zdawał sobie sprawę z własnych uczuć. Wiedział już od jakiegoś czasu, że Lucy jest jego najlepszą przyjaciółką. Tak samo jak Erza czy Gray. Wendy oraz Juvia były dla niego jak dobre koleżanki, a Gajeel... No cóż to Gajeel. Levy była dla niego kiedyś dobrą przyjaciółką. Ale przez generała Styks i przez to, co jej zrobił zwariowała. Na szczęście teraz jest dużo lepiej i nawet już nie mówi do siebie w trzeciej osobie.
- Być może i masz rację Juvia. - tutaj zaskoczył wszystkich. Przyjaciele czekali, aż zacznie się wykręcać, ale Natsu po prostu powiedział to co miał powiedzieć.
Gray wypluł mleko słysząc wyznanie przyjaciela. A Wendy, która miała pecha i siedziała naprzeciwko niego była cała mokra.
- Em... Wybacz Wendy. - mag lodu uśmiechnął się nerwowo.
- Lucy jest moją przyjaciółką to logiczne, że się o nią martwię. - sprostował strażnik.

Tymczasem u Lucy

Blondynka obudziła się na lekko niewygodnym łóżku. Przeciągnęła się i  spojrzała na krzesło, na którym była przygotowana śliczna, jasno-niebieska sukienka. Wstała z łóżka i podeszła do ubrania. Obok, na stoliczku nocnym była mała karteczka zapisana starannym pismem.

 Ubierz się w nią.
                  Fernando ♥

Lucy w tempie natychmiastowym ubrała się w sukienkę podarowaną przez wędrowca. Przez kilka minut stała przed lustrem patrząc jak delikatny materiał na niej leży. Uśmiechnęła się do swojego odbicia i wyszła z pokoju. Zarumieniła się gdy dostrzegła w drugim pomieszczeniu fotel, na którym siedział wczoraj Fernando. Otworzyła drzwi, a promienie słońca oświetliły jej twarz. Dzień był dzisiaj naprawdę piękny! W oddali księżniczka dostrzegła wędrowca, który rozmawiał z elfem pokazując drogocenną biżuterię. Blondynka delikatnie poprawiła włosy i wygładziła sukienkę po czym zaczęła biec w stronę zielono-okiego.
- Fernando!! - pomachała mu z daleka. Brunet zdążył tylko podać sukienkę elfowi za nim Lucy przewróciła go za stragan. Zmieszany elf odszedł zostawiając pieniądze na ladzie.
- Witaj Lucia! Widzę, że sukienka ci się podoba? - zmierzył ją wzrokiem. Dziewczyna przytaknęłam kiwnięciem głowy.
- Jest prześliczna! - wstała z mężczyzny i okręcił się kilka razy wokół własnej osi.
- Mam do ciebie pytanie księżniczko. - nagle Fernando przyciągnął ją do siebie.
- Pytaj o co chcesz. - uśmiechnęła się i zatonęła w głębi oczu chłopaka.
- Co powiesz na randkę? Tylko ty, ja i księżyc? - pocałował jej dłoń.
- Oczywiście. - zgodziła się.
- Dobrze Lucia, ja idę, Stefano i ja dzisiaj sprzedajemy relikty. Przyjdę po ciebie o 19:00. - ucałował jej końcówki włosów i odszedł w kierunku innych namiotów. Blondynka zamrugała kilka razy i poczuła dziwną pustkę w sercu. Uczucie tęsknoty było tak wielkie, że nieprzyjemne uczucie wypełniło całe ciało księżniczki. Przez kilka minut stała niepewna co teraz ma zrobić. Spojrzała na przyczepę Fernanda i spojrzała na zegar. Serce podskoczyło jej do gardła.
- 10:28?! - pisnęła i jak burza zaczęła biec przez elfie miasto. Nie minęło nawet 10 minut gdy stała cała spocona i rozkudłaczona przed drzwiami domu jeźdźca. Otworzyła drzwi na oścież i wpadła niemal natychmiast do jadalni, gdzie kończono jeść śniadanie zwracając na siebie uwagę.
- Jezu Chryste! - Gajeel zrobił znak krzyża. - Odejdź szatanie!
Fiołkowe tęczówki Lucy zgromiły go wzrokiem.
- Co to jest...?! - pisnął Natsu, który nie rozpoznał swojej przyjaciółki pod złotymi kołtunami, w lekko mokrej sukience, wyglądającą jak sto nieszczęść.
- Księżniczko..? - Wendy wytężyła wzrok.
- Tak to ja! Nie poznajecie mnie? - zdziwiła się. Szybko pobiegła do pokoju i jak burza dopadła do lustra. Otworzyła szeroko oczy widząc w jakim jest stanie. Westchnęła i spojrzała na szafę.  Z bólem zdjęła sukienkę od wędrowca i ubrała się w wygodniejszą bluzkę i spodenki. Po kilku minutach wyglądała już jak Lucy, którą zapamiętali jej przyjaciele. Zmęczona zeszła na dół do jadalni.
- No proszę kto wrócił. - przywitało ją ostre syknięcie Natsu. Zacisnął zęby i spojrzał z pogardą na kobietę.
-Nie wiem o co ci chodzi Natsu! - blondynka wyminęł maga ognia i usiadła na krześle dokładnie na przeciwko niego.
- O co mi chodzi?! - krzyknął wściekle. Wstał i z hukiem uderzył pięścią o stół, rozlewając przy tym szklankę z wodą i wywracając dzban z kwiatami nazbieranymi przez Wendy. - O co tobie chodzi?! Całowałaś się z Fernando! A znasz go zaledwie dzień! Ba! Nawet nie dzień! Jesteś idiotką Lucy!
- Natsu! - szkarłatno-włosa prędko zareagowała chcąc przerwać magowie ognia. - Przesadzasz.
- Zostaw mnie! Nie z tobą rozmawiam! - chłopak odepchnął rycerza i powrócił do kontaktu wzrokowego z księżniczką.
-Jak śmiesz?! - Lucy wstała i podbiegając do Natsu sprzedałą mu siarczystego liścia w prawy policzek. - Między mną a Fernandem do niczego nie doszło! - krzyknęłą i z zaszklonymi oczami jeszcze raz uderzyła różowo-włosego.
- Przestań mnie uderzać jak jakaś wariatka! - chwycił jej nadgarstek w mocnym uścisku. - Nie rozumiesz, że tu są ludzie, którym na tobie zależy!? Martwiliśmy się o ciebie! - mag ognia w końcu nie wytrzymał. Dał upust wszystkim emocjom, które nagromadziły się przez ostatnie godziny.
- Ty się chyba w ogóle o Lucie nie martwiłeś! - blondynka chciała wyszarpać się z uścisku chłopaka, ale nie udawało jej się to.
- Lucie? Ty nazywasz się L-U-C-Y! LUCY! - strażnik w przypływie emocji mocniej zacisnął rękę na dłoni dziewczyny.
- Au... - syknęła z bólu. Jednak Natsu się tym nie przejął. Nie poluzował uścisku, a nawet go zwiększył.
- Chcesz się tak zachowywać?! Dobra! Nic tu po tobie! - wrzask różowo-włosego odbił się echem. - Wynoś się stąd! Zniknij mi z oczu! Nigdy więcej nie chcę widzieć twojej twarzy! W tym momencie jesteś dla mnie nikim, rozumiesz?! NIKIM! - jego ryk przerwał cichy szloch.
- To boli! To boli! Przestań! - wyrwała dłoń z jego uścisku i przyjrzała się lekko zaczerwienionym miejscom na nadgarstku.
- Przestań Natsu! - Gajeel położył dłoń na jego barku i siłą zmusił do wyjścia z pokoju.
- Z jednym Natsu miał rację. - Gray wzruszył ramionami. - Odkąd Fernando tu przybył, nie ma cię w domu. Martwiliśmy się o ciebie. I nawet jeśli ten pajac teraz tego nie okazał, to on martwił się o ciebie najbardziej.
- Co ty tam wiesz? - prychnęła Lucy.
-Co się z tobą stało Lucy? - zadał retoryczne pytanie i machać zrezygnowany dłonią wyszedł z pokoju kierując się w stronę Natsu.
- Mam dobre wieści! - dziewczyna momentalnie zmieniła swoją aurę obracając się w stronę przyjaciółek. - Fernando zaprosił mnie na randkę! - pisnęła klaszcząc w dłonie.
-Tak? To świetnie... - prychnęła Erza i biorąc głęboki wdech na uspokojenie.
- Pomożecie mi się przygotować? - zwróciła się do szkarłatno-włosej i biało-włosej.
- Jasne! Czemu nie. - Mirajane stanęła obok Lucy i pomogła ułożyć włosy, które jeszcze gdzieniegdzie były skołtunione.
- Księżniczko... - odezwała się stojącą z boku Juvia. - Wiem, że między tobą, a Fernandem coś zaiskrzyło, ale proszę nie idź na tą randkę.
- Juvia co ty wygadujesz!? -  oburzona dziewczyna założyła ręce na klatce piersiowej i odwróciła się.
-Lucy, myślę, że Juvia ma rację. - przyznała Erza. - Wszyscy mamy złe przeczucia co do Fernando. Powinnaś nam zaufać, przecież znamy się nie od dziś! Ponad to, wszystko wydaje się takie sztuczne. Twoje zachowanie, tożsamość Fernanda.
Blondynka przez moment walczyła sama ze sobą, nie wiedząc co powiedzieć.
- Jeśli byłybyście moimi przyjaciółkami, to chciałybyście mojego szczęścia! - spuściła głowę.
- Ale my chcemy Lucy! - przerwała jej Levy. - Po prostu... Natsu nigdy się tak nie zachowywał, widocznie czuje coś niepokojącego w Fernandzie.
- Nie widzicie, że moim szczęściem jest Fernando?! - obruszyła się. - Po prostu... Pomóżcie mi dobrać strój i ubranie, a resztę zostawcie mnie, dobrze?
Dziewczęta spojrzały po sobie. Westchnęły zrezygnowane i potaknęły.
- Yaaaay! - przytuliła się do Erzy i Miry. - No to chodźmy! - wyszły razem z pokoju. Chyba, każda wiedziała, że jest za wcześnie na szykowanie się na randkę. No, poza Lucy.

- Nigdy więcej... - Erza padła twarzą na podłogę pozwalając sobie na odpoczynek. - Nie mogę w to uwierzyć.
- Jak można przez cztery godziny wybierać odpowiedni strój, a potem zdecydować, że jest zły i na ostatnią chwilę jeszcze raz przejżeć całą szafę?! - jęknęła Levy leżąc pod szafą. - Gdzie Mirajane? - rozejrzała się nie widząc nigdzie dziewczyny.
-Tu... taj... - coś wycharczało, a potem spod sterty ubrań na której była niebiesko-włosa wyłoniła się ręką.
- Mira! - rycerz przeczołgała się do przyjaciółki i siłą wyciągnęła ją z ubrań.
- Dziękuję. - biało-włosa łapczywie nabierała powietrze.
- Natsu nie gorączkuj się już tak. - z korytarza dało się usłyszeć Gray'a. - On jest kretynem, a gdy Lucy to zrozumie wró~
Do pokoju wszedł mag lodu pocieszający Natsu.
- O Boże! - krzyknął widząc stan towarzyszek i pomieszczenia.
- Co tu się stało?! - mag ognia wytrzeszczył oczy. - Tornado tu przeszło czy co?
- Tak. Blond tornado o sile większej niż stado słoni. Zakochana kobieta jest gorsza od Styks. - wymruczała Juvia, która zajmowała się kilka godzin fryzurą blondynki.
- Juvia! - Gray dopadł do dziewczyny i poklepał ją po ramieniu ze zrozumieniem. - Gdzie tak właściwie jest Lucy?
Mag ognia prychnął i odwrócił głowę siadając na stercie ubrań.
- Poszła na randkę z Fernandem. - przypomniała Mira.
- Pff... - Natsu prychnął kolejny raz, żeby zaznaczyć swoją obecność jednak został zignorowany.
- A tak w ogóle... To kim jest ten Fernando? - Gray i Natsu popatrzyli po sobie marszcząc brwii.
- Żartujesz? - Gray spojrzał na Juvię, która widocznie nie pamiętała Fernanda. Zastanawiało go to, dlaczego właściwie go nie pamięta.
- Jak już o tym wspominasz to ją również go nie pamiętam. - zamyśliła się Erza.
- A co tu właściwie się stało? - spytał Natsu.
- W życiu nie widziałam księżniczki w takim stanie! - pożaliła się Juvia głaszcząc Wendy. - To...to...było okropne! W ciągu godziny miała na sobie z 20 sukni! I z 10 fryzur!
- Przyjaciele! - nagle drzwi się otworzyły z hukiem, a do środka wpadła zdyszana Ariana. Oparła ręce na nogach i dyszała ciężko.
- Ariano co się dzieje!? - Erza momentalnie podniosła się z posadzki i przytrzymała przyjaciółkę, która łapała powietrze i ocierała pot z czoła.
-Księga! Księga legend została skradziona! - krzyknęłą panicznie wymachując rękoma.
- Wiecie kto mógł to zrobić? I kiedy? - Natsu ożywił się i natychmiast przyłączył do rozmowy.
- To... To wędrowni. - zagryzła dolną wargę.
- Ha! Wiedziałem, że mam rację! - Natsu roześmiał się. - Ej... - nagle ogarnął się. - Skoro wędrowni są sprawcami to czemu tam nie idziemy?
- Wysłałam już straże. - nagle spuściła głowę. - Ale ich nie ma... Jakby wyparowali.
- Lucy jest z Fernandem! - Erza zagrzmiała. - Musimy ją znaleźć. - wstała gwałtownie.
Wszyscy kiwnęli głowami przytakując, a następnie wybiegli z pomieszczenia.

Natsu biegał w te i w tamte. Próbował wyczuć Lucy, albo chociaż usłyszeć. Jednak księżniczka zniknęła jak kamień w wodę. Był już w bibliotece, w ratuszu a nawet nad jeziorem! I nic! Po dziewczynie nie było ani śladu.
- Cho...lera...! - wysapał i otarł pot z czoła. Zatrzymał się i oparł dłonie na kolanach dysząc. - Może, jest w domu? - w sercu zrodziła się nadzieja, że dziewczyna wróciła do pokoju. Przecież mogła pożegnać się z Fernandem i wrócić? A gdy zauważyła, że w domu nikogo nie ma to sama poszła ich szukać?! No nie?!
Natsu prawie się poślizgnął wpadając do domu. Szybko wbiegł po schodach i otworzył czysty pokój Juvii i Lucy. W zupełności nie przypominał pokoju Erzy i Mirajane. W pokoju było chłodno. Mag ognia podszedł do biurka i zapalił świeczkę. Bez wątpienia księżniczki tu nie było. Westchnął i rozejrzał się po pustym pokoju. Aż jego wzrok natrafił na kartkę na łóżku. Różowo-włosy pełen niepokoju i obawy, niemal trzesąc się podszedł do łóżka. Chwycił papier i postawił świeczkę na stoliczku nocnym. Niepewnie rozchylił zgięty papier i przejechał wzrokiem po starannym piśmie blondynki. Zagryzł dolną wargę i rzucił kartkę ponownie na łóżko. Wyszedł trzaskając drzwiami. A na papier dalej padał lekki promień światła. Świeczka idealnie kontrastowała się z czarnym atramentem i literami układającymi się w prosty wyraz.
 Odchodzę.

______________________

Jej! Blog ma już rok!
 Jak wrażenia po tym rozdziale?
Razem z Luną postanowiłyśmy wrócić do            
regularnego wstawiania rozdziałów. Nie wiem
czy nam się to uda, ale mam nadzieję, że tak.
Dziękujemy za komentarze. Są dla nas prawdziwą motywacją ;)

Pozdrawiamy! 

5 komentarzy:

  1. Yay ^^ rozdział świetny :3 a co gdyby tak nbtw agrać film pt bląd tornado ? xd Życzę wam dużo dużo weny nie wiem czy powinnam wam składać wam życzenia z okazji rocznicy od założenia bloga ale na wszelki wypadek to zrobię xD
    00 lat, 100 uśmiechów, 100 wielbicieli, samych niedzieli, przyjaźni wielkiej, radości wszelkiej życzę Ci dzisiaj 100 razy ja!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeny!!!!!!! Sprawiłaś iż mam taką ochotę na kolejny rozdział że, że....... kurde nie mogę się wysłowić. Ja po prostu nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Życzę weny oraz bezpieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny rozdział :3 Nie mogę się doczekać kolejnego. I oczywiście życzę dużo weny i przede wszystkim duuużo wolnego czasu ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział!
    Głupi Faldio, ten idiota rzucił na nią jakieś zaklęcie i co się stało, odeszła! Ale dzięki temu Natsu się martwi, więc jest ok XD
    Przesyłam dużo weny, czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam ^-^

    OdpowiedzUsuń
  5. Mogę powiedzieć, że miałam racje. Fernando użył magii, by omotać Lucy i dziewczyny, Lu się ,,zakochała", a dziewczyny w ogóle zapomniały kim jest elfik. Normalka.
    Akira: Normalka?!
    No...prawie.

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Domi L