niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 25 - Siła

Rozdział 25


Dłonie Natsu nadal się trzęsły. Nie mógł zrozumieć tego co przed chwilą przeczytał. Na prawdę ich zostawiła? Zostawiła jego, po tym wszystkim co się stało? Zdesperowany uderzył w rosnący za domem jeźdźca klon.  Chciał wyładować swoje uczucia. Pięść zaczęła robić się czerwona od ciągłego uderzania w pień. Spojrzał w górę gdy kilka liści spadło na ziemię. Bez zastanowienia skoczył na najniższą gałąź, potem na drugą i trzecią. Oparł plecy o pień i zamknął oczy rozmyślając o tym, co może teraz robić Lucy. 
- Natsu! - z rozmyślań wyrwał go cichy, dziewczęcy krzyk. Zignorował to i mocniej przywarł w pień, chcąc pozostać niewidocznym dla innych.  
-Natsu! - znów ten sam krzyk. - Czytałam kartkę! - Różowo-włosy rozpoznał głos Levy. - Możemy porozmawiać? 
Dopiero gdy dostrzegł, że  jego kryjówka została zlokalizowana westchnął.
Natsu niechętnie spojrzał w dół i pomógł wejść Levy na gałąź. Dziewczyna przez chwilę wpatrywała się w niego nic nie mówiąc. Miała zatroskaną, a jednocześnie zdziwioną minę. Chyba nie tylko Natsu nie mógł uwierzyć w odejście Lucy. Cisza pomiędzy nimi zaczęła być uciążliwa.
- O czym chciałaś porozmawiać? - spytał Natsu siląc się na normalny ton głosu.
- Natsu. - położyła mu rękę na ramieniu. - Nie udawaj, że cię to nie obchodzi. - spojrzała na niego ze współczuciem.
Czy to, że Natsu się obwiniał było, aż tak widoczne? Miał sobie za złe wszystkie te słowa, jakie jej powiedział w przypływie złości. Mięśnie na twarzy maga ognia poluźniły się, a chłopak spojrzał w dół ze smutkiem.
- To moja wina, że jej to powiedziałem. - ukrył twarz w dłoniach. - Nie panowałem nad sobą. Przepraszam.
Levy spojrzała na niego ze współczuciem.
- Ja nie oczekuję przeprosin. - poklepała go jeszcze po ramieniu i zeszła. - Powiedziałam o tym już Arianie. Jeśli do jutra Lucy nie wróci wszczniemy pościg. Wyręczę cię i powiem o tym reszcie... Tylko nie rób nic głupiego. Bo nie tylko ty ją straciłeś. - westchnęła delikatnie i posyłając mu ostatnie pokrzepiające spojrzenie odeszła.
- Jestem idiotą. - przyciągnął nogi do klatki piersiowej i objął je ukrywając twarz w ramionach. 


Blondynka leżała na trawie tępo wpatrując się w wolno poruszające się chmury po niebie. Podniosła rękę zasłaniając oczy przed promieniami słońca.
- Gdzie ja jestem? - spytała sama siebie. - Co ja tu robię? - wstała i rozejrzała się dookoła. Wszędzie były lasy, jedynie naprzeciwko niej ciągnęła się kamienna ścieżka.
- Lucy. - usłyszała czuły głos. Odwróciła się zdziwiona.
- Fernando. - szepnęła i chciała juz zadać pytanie, ale chłopak chwycił ja w nadgarstkach i przewrócił na trawę tak, że leżała na jego klatce piersiowej.
- Jesteś taka niesamowita. - delikatnie pogładził jej policzek. Lucy chciała go odepchnąć. Jednak chłopak był od niej silniejszy, czując, że blondynka się opiera przewrócił się tak, że teraz to księżniczka leżała pod nim.  - Jeśli będziesz niegrzeczna, spotka cię kara. - pomachał jej palcem przed twarzą i wysunął rękę pod jej bluzkę. Lucy spojrzała przerażona najpierw na jego rękę, a potem przeniosła wzrok na twarz chłopaka. Poczuła gorycz smutku, która piekła jej ciało od środka. Ręce Fernanda były szorstkie, nie tak delikatne i łagodne jak Natsu. Wydała zdławiony jęk przypominając sobie twarz chłopaka, złego i zmartwionego, który mimo wściekłości troszczył się o nią.
- P-Przestań! - krzyknęła i odepchnęła mężczyznę korzystając z jego zdezorientowania. - Co ty robisz?! - wstała patrząc krzywo na bruneta. Wędrowiec zaśmiał się sztucznie i spojrzał na nią spode łba.
- Widzę, że czar prysł. - wyszrzeczył się . - Czyżby przypomniał ci się ten żałosny mag ognia i twoi słabo znajomi? - prychnął. - Nie wyglądało na to, że cię potrzebują. - spojrzał na paznokcie. - Szczególnie ten różowy pawian. Jak to on powiedział... " Wynoś się stąd! Nie chcę widzieć twojej twarzy" - jego oczy pociemniały. - "Jesteś dla mnie nikim"
- Przestań tak o nim mówić! - Fernando przygwoździł ją do drzewa i zaczął całować jej szyję. Delikatnie nadgryzał jej skórę powodując dreszcze. Przez chwilę znowu poczuła się słabo, a jej tęczówki przybrały fiołkowy odcień, ale po chwili chwyciła się za głowę. Przed oczami stanął jej uśmiechnięty chłopak, który trzymał ją w ramionach i delikatnie głaskał po głowie, zaraz po tym jak odnaleźli miasto elfów. To wtedy obwiniała się o śmierć jej ludzi.
Natsu?
Nim Lucy się spostrzegła, jej sukienka była podarta w kilku szczególnych miejscach, a Fernando nie miał na sobie koszuli.
- Odczep się! - instynktownie podniosła do góry prawą nogę uderzając w krocze wędrowca. Chłopak zrobił się cały czerwony i padł jak kłoda na ziemię. Blondynka dysząc ciężko odeszła szybko w stronę powozów.
Dlaczego tak bardzo szalała za Fernando? Dlaczego teraz tak się zachowała?!
Zjechała po drewnianej ścianie powozu z reliktami. Jęknęła gdy natrafiła niechcący na jakiś wystający gwóźdź.
Dlaczego z nimi poszła? Dlaczego?
Oczy pulsowały jej, a na przemian pojawiał się kolor brązowy i fioletowy. Po chwili jednak uspokoiła się.
Westchnęła i wstała gwałtownie, ale coś uniemożliwiło jej to. Naszyjnik, który dostała od Fernanda zaczepił się o wystający gwóźdź, a dlatego, że blondynka wstała łańcuszek zerwał się powodując upadek zawieszki.
Nagle poczuła się zupełnie inaczej. Miała więcej siły i spokojnie mogła ustać ma nogach. Odeszła trochę od wozu, jednak szybko tam powróciła słysząc przed sobą głosy dwóch mężczyzn. Zręcznie wgramoliła się pod powoz, a chwilę potem ujrzała przed twarzą dwie pary butów.
- Jak tam u księżniczki? - zaśmiał się jeden grubym głosem Carlos.
- Suka przyprawiła mnie o ból krocza na co najmniej kilka dni. - blondynka momentalnie na dźwięk wyzwiska podniosła głowę uderzając w podwozie.
- Hm... - Fernando zaczął się schylac. Blondynka zakryła usta dłonią i zamknęła oczy będąc gotowa do ucieczki.
- Głupi pies! - krzyknął drugi mężczyzna, a Fernando wstał i pobiegł w jakimś kierunku.  Po chwili dziewczyna usłyszała skowyt zwierzęcia.
- Wracając Carlos. Ta kobieta widocznie ma w głowie tylko tego cholernego strażnika, który uważa się za kogoś potężnego, a w rzeczywistości nie umie nic poza byciem żałosnym sukinsynem. - Lucy zacisnęła dłonie w pięści.
- Styks zapłaciła nam za to, że przywieziemy ją. Nie mówiła nam, że ma być żywa. - Lucy usłyszała kpiący śmiech Carlosa.
- Taa... Księżniczka jest zdecydowanie zbyt żywiołowa, jak dla wspaniałego mnie. - prychnął. - W końcu jestem Fernando. Idealny, przystojny, zajebisty i w ogóle niesamowity.
- Dobra, panie "wspaniały". Ukradłeś księgę? - mężczyzna założył ręce na piersi.
- Myślałem, że mnie złapią. - wzruszył ramionami Fernando. - Ale jak już mogłeś się domyślić, dla wspaniałego mnie nie stanowiło to problemu.
- Tia... Gdzie ją dałeś? - Carlos oparł się ręką o przyczepę.
- Jest w twoim mieszkanku. A tak między nami. - młodzieniec przybliżył się do współpracownika. - Mógłbyś tam czasem posprzątać.
Carlos uderzył Fernanda w tył głowy i odszedł zdenerwowany.
- No co?! Prawdę mówię! - wędrowiec poszedł w jego ślady.
- Muszę, odzyskać księgę. - postanowiła Lucy i wygramolila się z pod wozu.
Blondynka odprowadziłą wzrokiem Carlosa i wtedy ujrzała jak wchodzi do powozu znajdującego się na samym końcu karawany. Kucnęła i bacznie zaczęła obserwować wóz. Po kwadransie, mężczyzna wyszedł dając Lucy szansę na odzyskanie skradzionej księgi. Bez chwili zwłoki dziewczyna rzuciła się biegiem i w mgnieniu oka znalazła się w środku. Zdziwił ją fakt, że pomimo dnia, tak mało ludzi tutaj jest.
- O matko... - szepnęła widząc pomieszczenie. Wszędzie walały się albo ciuchy, albo porozrzucane papiery. - To jak szukanie igł w stogu siana! - skwitowała.
Szukanie tak ją pochłonęło, że nie zauważyła jak do powozu wchodzi mała małpak, a widząc szukającą Lucy wyszła uśmiechając się złośliwie. Minęło parę minut, a księgi nie było.
- Niemożliwe. - księżniczka położyła się zmęczona. Wszystkie szafki (widoczne nie przykryte ubraniami) zostały przeszukanie. Spojrzała pod łóżko, a widząc skrzynię szybko ją wyciągnęła. Na szczęście nie była zamknięta na kłódkę więc Lucy szybko ją otworzyła. Uśmiechnęła się widząc księgę.
-No proszę proszę. - do uszu księżniczki dotarł kpiący śmiech.
- Nie lubię, gdy ktoś grzebie w moich rzeczach. - odezwał się Carlos wyrywając dziewczynie księgę. - Myślisz, że powinniśmy dać jej karę? - zwróciła się do Fernanda, przyszpilając blondynkę do ściany.
- Co proponujesz? - wędrowiec podszedł bliżej i musnął językiem szyję dziewczyny.
- Uważam, że takie piękne ciało marnuje się schowane pod tymi ubraniami. - na jego twarz wkroczył perfidny uśmiech. - Może pozwolimy ujrzeć mu światło dzienne?
Nie minęła nawet minuta gdy ubrania Lucy poszarpane leżały obok niej. Krzyczała i wierzgała kopiąc gdzie popadnie. Carlos przejechał jej językiem po brzuchu powodując dreszcz. Fernando wbił się w jej usta wpychając język do jej ust. Jak oparzony oderwał się od niej gdy blondynka ugryzła go w język.
- Tyy... - zawarczał.
- Uspokój się. - zaśmiał się obrzydliwie Carlos i chwycił za biodra dziewczyny.
- Zosta...zostaw... - jęknęła przerażona.
- O nie, nie. To jest kara. - uśmiechnął się perfidnie mężczyzna i wtedy został odepchnięty na ścianę wozu, a w klatce piersiowej miał wbitą włócznię. Fernando jęknął i puścił księżniczkę.
- C..o? - szepnął Carlos, a po chwili wyzionął ducha.
Oczy Lucy błyszczały, a włosy wirowały wokół niej przez wiatr.
- Eh?  - Fernando nie zdążył nawet się obejrzeć gdy nad Lucy pojawiła się biała kula energii. Usłyszał ryk smoka i to było ostatnia rzecz jaką usłyszał przed utratą przytomności. Przez kilka sekund księżniczka stała i z wyższością wpatrywała się w ciała mężczyzn, ale po chwili zrobiło jej się słabo.
Upadła ciężko dysząc. Spojrzała w bok i ujrzała martwe ciało Carlosa. Przerażona wstała, a jej dłoń przypadkiem odbiła się w miejscu gdzie znajdowała się stróżka krwi. Oparła się o ścianę nie dowierzając własnym oczom.
-To... To ja zrobiłam? - odwróciła wzrok od włóczni wbitnej prosto w serce Carlosa i napotkała księgę. Momentalnie chwyciła ja i udała się w stronę wyjścia. Gdy poczuła chłodny wiatr przypomniała sobie, co miało miejsce chwilé temu. Odwróciła się i przeskakujac ciało Fernanda podbiegła do szafy. Wyjęła pierwszy lepszy płaszcz i okryła nim ciało.
-Przyjaciele. - szepnęła spoglądając w niebo. - Wybaczcie mi proszę, że was zostawiłam.

_______________________________________
 Hejoo! 
I jak wam się podobał ten rozdział? :D
Tak mi szkoda Fernanda... Uwielbiałam tego gościa :'D Chyba kiedyś jeszcze jego niesamowita osoba wystąpi w opowiadaniu ^^ 
Dziękujemy za wszystkie komentarze! 
Pozdrawiamy!

7 komentarzy:

  1. Boskie, cudowne, extra i nie wiem co jeszcze. Musi wystarczyć tyle, bo mam lekko zszarpaną psychike i nie mam chęci na komentowanie. Gomene.

    OdpowiedzUsuń
  2. jejka Świetnie wam to wyszło ^^ życzę dużo weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudnie :3 Życzę weny i wolnego czasu ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jest po prostu genialny.
    Cieszę się że Lucy wreszcie przejrzała na oczy, i spowrotem jest taka, jaką ją znamy. Ciekawi mnie co to była za moc, której użyła Lucy.
    Cieszę się że ten cały fernando nic na szczęście nie zrobił Lucy oraz że wraca do przyjaciół.
    Ciekawe jak zareagują na jej powrót. Także co teraz będzie między Natsu i Lucy?
    Nie mogę doczekać się następnej części oraz co się w nim pojawi.
    Pozdrawiam i życzę weny oraz czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  5. hahahahaahaha...... należało się skur.....czybykom. liczę że Lucy szybko znajdzie resztę i nie mogę się doczekać reakcji na to wszystko. Ciekam z niecierpliwościom życząc weny i bezpieczeństwa,PhantomPL

    OdpowiedzUsuń
  6. Superaśny rozdział *-*
    Po prostu brak mi słów, aby opisać to jak bardzo o mi się podobał *^*
    Przesyłam dużo weny, czekam na następny rozdział i pozdrawiam ^-^

    OdpowiedzUsuń
  7. Przypimniał mi się twój blog. Kiedyś go czytałam i lubiłam, ale zapomniałam o nim. Gomen nasai. Rozdział świetny. Myśle, że nasza przygoda jeszcze potrwa. :-D

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Domi L